70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Raport z masowej rzezi

Timothy Snyder opisuje masakry pierwszej połowy XX wieku z punktu widzenia ludności cywilnej i człowieka jako podmiotu, czyli odwraca logikę, którą posługiwali się ideologiczni zbrodniarze.

W ogólnym zarysie amerykański historyk ma niewątpliwie rację. To właśnie za sprawą toksycznego sprzężenia zwrotnego, synergii dwóch światowych mocarstw, doszło do niespotykanej w dziejach rzezi. Ma też rację, kiedy pisze: „systemy nazistowski i stalinowski trzeba porównywać – nie dlatego, aby zrozumieć jeden czy drugi, ale dlatego, aby zrozumieć nasze czasy i nas samych” (s. 410). Trudno też nie zgodzić się jego tezą, że doświadczenie totalitaryzmu to opowieść o zderzeniu ideologii z ekonomią, oportunizmu ze skondensowanym strachem i wielkimi nadziejami.

W nieco subtelniejszy sposób, jeśli chodzi o urodę wywodu, jego rozumowanie przypomina argumentację kontrowersyjnego niemieckiego historyka Ernsta Noltego – autora klasycznej już pozycji Europejska wojna domowa. Nie jest to zresztą zarzut imitacji,lecz raczej wskazanie, jak wiele badacz zawdzięcza dorobkowi jednej z najważniejszych światowych historiografii. Czytana jako zapis pewnego cyklu masowego zabijania, swego rodzaju kronika ludobójstwa, nie ma wielu odpowiedników w literaturze przedmiotu.

Snyder nie neguje, co podnosili niektórzy z jego krytyków, wyjątkowości Shoah, lecz zbrodnie tę kontekstualizuje i tematyzuje. Inną rzeczą jest, czy zawsze robi to w sposób uzasadniony. Najciekawsze w Skrwawionych ziemiach jest jednak studium przypadków – starannie analizowanych masowych rzezi.

Novum w ujęciu Snydera stanowi wszak nie komparatystyka, ale spojrzenie na masakry pierwszej połowy XX wieku z punktu widzenia ludności cywilnej i człowieka jako podmiotu, czyli odwrócenia logiki, którą posługiwali się ideologiczni zbrodniarze. Jak czytamy we wstępie: „to historia ludzi zabitych przez politykę” (s. 20). Stąd zapewnie wyróżniony rozdział o nieco pretensjonalnym tytule Człowieczeństwo. Amerykański historyk nie docenia jednak wagi holistycznego ujęcia projektu nazistowskiego. Tłumacząc go ideologicznym splotem darwinizmu, nacjonalizmu i biologizmu czy rasizmu i imperializmu, nie docenia roli, jaką odgrywa tu sam antysemityzm.

Produkt polityki historycznej

Lektura książki rodzi fundamentalną wątpliwość. Czy faktycznie da się porównać los Żydów podlegających najpierw systematycznej ideologicznej patologizacji, potem gettoizacji, ograbieniu i dehumanizacji, a wreszcie metodycznej, całościowej eksterminacji, jaką przeprowadziła III Rzesza, z doświadczeniem którejkolwiek z grup społecznych i narodowych, o których pisze Snyder?

W nieco zaskakujący sposób autor wyodrębnił z toku wywodu rozdział Antysemityzm sowiecki. Wiele już na ten temat napisano i jeszcze sporo ponurych kart tamtej rzeczywistości ujrzy pewnie światło dzienne, ale zestawiać antysemityzm nazistów z „radzieckim” i jego późniejszymi, międzynarodowymi implementacjami, jest kompletnym nieporozumieniem. Zagłada Żydów właśnie na tle historycznym okazuje się zjawiskiem szczególnym i niepowtarzalnym. Różnice nie tkwią tu jednak tylko w liczbach i skali ludobójstwa, jak dowodzi tego autor, ale także w intencjach i motywacjach oprawców.

Dla bardziej wymagających czytelników książka może być dobrym przewodnikiem tego, co w ostatnich latach napisano o stalinowskim komunizmie. Warto tu odnotować studia Sheili Fitzpatrick, Christiana Streita, Christiana Gerlacha oraz kilku mniej znanych w Polsce autorów. Niektórzy z nich to obecnie najwybitniejsi na świecie znawcy stalinizmu, którzy z pewnością zasługują na zainteresowanie rodzimych wydawców, jak na przykład Hiroaki Kuromiya – historyk, któremu bliskie są nasze realia. Spośród polskich badaczy, poza nielicznymi, choć znakomitymi wyjątkami, panuje tu niestety marazm, czego dobrą ilustracją jest schyłek ambitnego przedsięwzięcia edytorskiego dotyczącego PRL-u, to znaczy prowadzonej przez wydawnictwo Trio serii Spotkania z PRL.

Nie będzie chyba wielką przesadą stwierdzenie, że Snyder okazuje się chyba najlepszym produktem rodzimej polityki historycznej. Uczony z Yale ma opinię polocentrycznego. Trudno będzie mu po Skrawionych ziemiach pozbyć się tej etykietki. Potrafił on jak nikt przed nim wytłumaczyć i wpleść w doświadczenia XX wieku kilka istotnych dla polskiej opinii epizodów i wydarzeń z II wojny światowej, które dla zachodniego czytelnika pozostawały niezrozumiałe. Jego spojrzenie na polską historię jest niemal podręcznikowe.

Programowa komparatystyka

II Rzeczpospolita oczami Snydera to prawie ostoja świata zachodniego, a dyskryminacja Żydów i innych mniejszości, w tym przede wszystkim Ukraińców, mieści się według niego w powszechnej wówczas konwencji uprzedzeń. Wydaje się jednak, że historykowi, który patrzy na konfrontację dwóch totalitarnych mocarstw w perspektywie globalnej (sam nie używa tej nomenklatury, ale tu akurat nie musi mieć racji) nieco pogarsza się ostrość spojrzenia. On sam tłumaczy, że z daleka lepiej zdobyć się na dystans. Jest w tym wiele prawdy, ale też trochę przesady. Druga Rzeczpospolita to ciągle w polskiej świadomości historycznej studnia pełna mitów, z którą może się tylko równać Rzeczpospolita Obojga Narodów jako raj dla Żydów i innych mniejszości. Jak długo te mity nie zostaną zdekonstruowane i rozebrane na części pierwsze, tak długo nie zrozumie się u nas nie tylko drażliwości historycznej sąsiadów, ale i szeregu niuansów ich obecnej wewnętrznej polityki. Sporo pisał już o tym zresztą sam Snyder.

Wiele kłopotów przy lekturze rodzi programowa komparatystyka autora. Zestawienie powstania w getcie warszawskim, które było nie tylko rzezią i dalszym ciągiem eliminacji „dzielnicy żydowskiej” i w ogóle śladów żydostwa, ale też heroicznym gestem, by nie umierać na kolanach ze źle przygotowanym i fatalnie politycznie przeprowadzonym wojskowym planem połączonym z fałszywą kalkulacją polityczną, które w końcu doprowadziły do zniknięcia z powierzchni ziemi aglomeracji miejskiej wraz z jej ludnością, nie udało się nawet Normanowi Daviesowi.

W tym erudycyjnym, świetnie udokumentowanym, a przy tym warsztatowo nienagannym wywodzie, czasami coś ważnego się gubi. Niektóre szarże interpretacyjne budzą spore wątpliwości. Niekiedy jest to efekt autorskiej maniery. Snyder wręcz lubuje się w statystycznych zestawieniach, co przy jego sugestywnym stylu prowadzi niestety do lekkich konfabulacji. Ponieważ nie ma tutaj miejsca dla omówienia tego rodzaju sofistycznych popisów autorskich, ograniczę się do dwóch przykładów: autor wylicza na przykład, że mieszkający w 1933 roku w Warszawie „etniczny” Polak miał takie same lub niewiele różniące się szanse przeżycia wojny jak mieszkający w tym czasie w Berlinie Żyd. Jakie winny płynąć z tego wnioski?

Innym razem pisze, że Stalin w 1948 roku zadecydował, że „Żydzi wywierają na państwo sowieckie wpływ większy niż Sowieci na państwo żydowskie”. Czy faktycznie Stalin przeprowadził taką kalkulację?

Punkt wyjścia

W rodzimym kontekście – niełatwo uciec od tego wymiaru – książkę Snydera można z pewnością czytać jako rozbudowaną glossę do polskich debat wokół prac Jana Tomasza Grossa. Praca amerykańskiego historyka współbrzmi z enuncjacjami naszych najwybitniejszych krytyków autora Sąsiadów i Strachu – Dariusza Stoli, Antoniego Sułka czy Marcina Zaremby (o pozostałych nie warto tu chyba nawet wspominać).

Nieco zdumiewające w tym kontekście jest zupełne pominięcie przez autora tego, co w literaturze Holokaustu nazywa się trzecią falą lub obrzeżami Zagłady. Szersza publiczność w Polsce miała możliwość zapoznania się z tym tematem przy okazji ostatniej książki Jana Grossa i Ireny Grudzińskiej, Gross, a także dzięki opracowaniom Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Polsce. W Snyderowskim schemacie morderczego uścisku dwóch systemów brak tego rodzaju wydarzeń lub zajmują one marginalne miejsce.

O pierwszych latach komunizmu w Polsce autor pisze także w dość osobliwy sposób. Jeśliby czytać niektóre fragmenty dosłownie, jak na przykład ten o Bierucie, który stanowił „gojowskie oblicze” triumwiratu polskiej partii komunistycznej (s. 388) i cały poprzedzający go wywód, to należy powiedzieć, że albo autor się zapędził, albo to chęć dotarcia do nie tak znowu małej części czytelników przeświadczonych o powojennych rządach żydokomuny zaprowadziła go – mówiąc eufemistycznie – na manowce.

Trudno w tej chwili mówić o recepcji Skrawionych ziem. Najgorzej chyba by było, i jak się zdaje nie do końca zgodnie z intencjami autora, gdyby praca zastała odczytana jako kolejne, tym razem lepiej podbudowane i przemyślane, świadectwo polskiej lub ukraińskiej, czy szerzej środkowoeuropejskiej opowieści martyrologicznej. Takie głosy niestety dominują, a przecież Snyder nie oczekuje hołdów, tylko poważnej lektury i rozmowy. Teza o rzekomo wyjątkowej skali polskiego cierpienia winna zresztą jako pierwsza lec po lekturze tej książki. Dla czytelnika z Polski to właśnie ustępy pracy o głodzie ukraińskim, o „polityce głodu” powinny być największą nowością. Snyder z zegarmistrzowską precyzją odtwarza szczegóły tej zapomnianej przez Europę i świat wielkiej tragedii.

Tym, co naprawdę najciekawsze i co powinno pozostać po lekturze rozprawy, jest właśnie określenie pewnego symbolicznego punktu wyjścia, od którego winny zacząć się analizy rzeczywistości społecznej, która nastała po masowej rzezi. To wielki temat i wyzwanie dla humanistyki oraz badań społecznych, dla którego ciągle nie ma zbyt wielu zadowalających kluczy interpretacyjnych.
Snyder nie ukrywa własnych przekonań czy sympatii, które nie muszą przecież przemawiać do wszystkich, w tym do piszącego te słowa. W Skrwawionych ziemiach nie ma jednak przeładowania szczegółami i dygresjami, koncepcja wykładu jest czytelna i przeprowadzona konsekwentnie od pierwszej aż do ostatniej strony. Brak dosadnych wyrażeń i epitetów, argumentów ad hominem autora niestroniącego przecież od kontrowersyjnych opinii.

Niezależnie od zasygnalizowanych tu zastrzeżeń, książka Snydera to jedna z tych pozycji, które przy krytycznej lekturze winny skłaniać do poważnej dyskusji i rewizji szeregu narodowych przeświadczeń. Rzadko pojawia się autor o tak syntetycznym spojrzeniu, prowadzący zapierającą dech narrację i jednocześnie posiadający zdolności do szczegółowej analizy połączonej z ciekawym pomysłem. Styl, rozmach i tempo pracy Snydera muszą budzić podziw i respekt. Autor, który nie zajmował się wcześniej w sposób systematyczny ani nazizmem, ani systemem sowieckim, napisał pracę, która wzbudzi zapewne jeszcze wiele dyskusji.

Timothy Snyder

Skrwawione ziemie. Europa miedzy Hitlerem a Stalinem

tłum. Bartłomiej Pietrzyk

Świat Książki, Warszawa 2011, s. 552

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter