70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przewodnik nocą

Świat, w którym żyjemy, pisze Kołakowski, to epoka postoświecenia, czyli oświecenia, które obróciło swą broń przeciwko sobie. Rzekomo triumfalne zwycięstwo rozumu nad nierozumnością zrodziło w efekcie utratę rozumu charakteryzującą się zarówno silnymi przekonaniami (skąd prosta droga do fanatyzmu), jak i brakiem przekonań (skąd na zasadzie równi pochyłej zjeżdża się na poziom paraliżu umysłowego i moralnego).

W mowie inaugurującej obrady VII Polskiego Zjazdu Filozoficznego w Szczecinie w 2004 roku profesor Leszek Kołakowski powiedział, że profesja filozofa ma wiele wspólnego z pracą zarówno śmieciarza, jak i klauna cyrkowego1. Wydaje się, że potwierdzeniem tego przekonania Kołakowskiego jest chociażby wydany jeszcze za jego życia zbiór tekstów z lat 1984–2008, wybrany i ułożony przez Zbigniewa Mentzla w tomie Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania. Profesor „sprząta” w nim świat, konceptualnie go porządkując, oddzielając prawdę od fałszu, mądrość od głupoty, dobro od zła, wolność od anarchii. Czynności „sprzątania” świata nie towarzyszy jednak zaciętość czy kasandryczna wieszczba. Myśli Profesora brak jakiejkolwiek agresywności czy wojowniczości. Nie pretenduje on także do miana proroka czy czarodzieja wyciągającego z rękawa odpowiedzi na każde pytanie. W niepokojach czasu naszego zachowuje pogodę ducha, co więcej, patrzy na rzeczywistość z życzliwą ciekawością, stara się pokazać dobre jej strony, aby w człowieku na skutek wszechogarniających ciemności nie umarło to, co dobre, aby nie umarła w nim wiara w sens świata – bądź co bądź – lawirującego po torach nie zawsze stabilnych i bezpiecznych. Profesor jako filozof spełnia więc rolę tak śmieciarza, jak i klowna cyrkowego. Niestrudzenie porządkuje świat za pomocą filozoficznych googli, nie traci jednak pogody ducha, wręcz przeciwnie – tę pogodę ducha wzbudza w innych ludziach, mówiąc, że sens jest i warto go szukać, jeśli się go utraciło na śliskich ścieżkach pomieszania i zamazywania pojęć.

Świat, w którym żyjemy, pisze Kołakowski, to epoka postoświecenia, czyli oświecenia, które obróciło swą broń przeciwko sobie. Rzekomo triumfalne zwycięstwo rozumu nad nierozumnością zrodziło w efekcie utratę rozumu charakteryzującą się zarówno silnymi przekonaniami (skąd prosta droga do fanatyzmu), jak i brakiem przekonań (skąd na zasadzie równi pochyłej zjeżdża się na poziom paraliżu umysłowego i moralnego). Profesor, kierując się własnymi doświadczeniami życiowymi, jest przekonany, że świat, w którym żyjemy, to świat wygnańców, uchodźców, uciekinierów, banitów, ludzi błąkających się bez nadziei na ujrzenie światła w tunelu. To świat, z którego nauka ostatecznie wygnała także Boga, a wraz z nim stabilny ład wartości. W świecie naszym nic nie jest pewne i raz na zawsze ustalone. Nic poza samą wędrówką w labiryncie, wejściami i wyjściami, fałszywymi drzwiami, potknięciami, ciągłym kluczeniem, brakiem światła i widoku nieba. W świecie, w którym wieczną wygraną miał być rozum, załamała się pewność nie tylko wiary, ale również niewiary. „Nieobecność Boga stała się stale otwartą raną europejskiego ducha”, pisze Kołakowski, ale „załamanie się chrześcijaństwa (…) okazało się niemal równoczesne z załamaniem się oświecenia”. Pozostała pustka i obojętność. Już nawet nie rozpacz, o której pisał Kierkegaard. Tymczasem, jak zauważa Profesor, dla żywotności kultury potrzebna jest zarówno wiara, jak i niewiara, jako dwie przeciwstawne, ale prawomocne postawy umysłowe i moralne. Kultura „potrzebuje skłócenia przeciwstawnych racji, racji absolutnie pewnych bowiem nie ma”. Kołakowski zdaje sobie sprawę z tego, że tak religia, jak i jej brak mogą prowadzić do niebezpiecznego fanatyzmu, jednak uważa, iż nie jest to droga nieuchronna. Zarówno ateiści, jak i teiści muszą się tu uderzyć w piersi, ponieważ w każdej z tych postaw możliwy jest zabobon. Scjentyści powinni pamiętać, że choć „nie istnieje żadne logicznie dopuszczalne przejście od wiedzy empirycznej (…) do nieskończoności, nie mówiąc już o przejściu do działającej celowo, osobowej opatrzności”, nie wyklucza to wiary w Boga. Teiści natomiast powinni mieć świadomość tego, że jeśli będą traktować Boga jak maszynę generującą przy zastosowaniu odpowiednich technik pożądane efekty, będą przyczyniali się do porażki chrześcijaństwa. Zarówno racjonalistyczny scjentyzm (zgodnie z którym kryterium jakości poznania jest bezbłędne stosowanie metod naukowych, w wyniku czego deprecjonuje się wartość wiary religijnej jako do tych metod się nie stosującej), jak i naukowa teologia (która – mieszając sfery sacrum i profanum – na drodze empirycznej dowodzi istnienia Boga) potrzebują oczyszczenia. Scjentyści nie mają prawa odmawiać zasadności intuicjom doświadczenia moralnego oraz religijnego, nawet jeśli nie mogą one sprostać ścisłym wzorcom poznania naukowego. Powinni raczej pamiętać o tym, że nawet same „zasady empiryzmu (…) nie są same sądami empirycznymi”, dlatego nie mogą być traktowane jako coś oczywistego.

Jako „samozwańczy adwokat Kościoła ubogiego i Kościoła ubogich” Kołakowski stwierdza, że największym zagrożeniem dla Kościoła jest zamazywanie granicy między sacrum i profanum, zapominanie o „nieuchronnie względnej wartości spraw ziemskich”, czyli – mówiąc krótko – włączanie się Kościoła w doraźną politykę i konflikty społeczne. Przy czym Kołakowski nie twierdzi, że Kościół powinien deklarować się jako instytucja apolityczna, lecz raczej jego aktywność polityczna nie powinna być identyfikowana z jakąś polityczną organizacją czy partią, ani też wartości i cele polityczne nie powinny być przezeń rozumiane jako cele ostateczne. Bóg nie jest instrumentem rewolucyjnej ideologii, a wspólnota chrześcijańska nie jest partią polityczną. Jak zauważa Profesor, ewangelie głoszą solidarność z ubogimi, pokrzywdzonymi, bezbronnymi, nie mówią jednak nic o tym, jaki ustrój polityczny powinniśmy akceptować. Jeśli ktoś używa idei Boga jako narzędzia walki o jakąś sprawę, pod maską chrześcijanina skrywa bezbożność i nie rozumie misji Kościoła. Jednak – pisze Kołakowski – nigdy nie można

ostatecznie uciec od niebezpieczeństwa, które kryje się w naturze chrześcijaństwa, w owym wiecznym napięciu pomiędzy jego doczesnym i sakralnym samorozumieniem, w tym, że traktuje się ono jako repozytorium Bożej łaski, a zarazem pozostaje istniejącym w świecie, uwarunkowanym kulturalnie, historycznie zmiennym organizmem posługującym się środkami świeckimi.

Profesor stwierdza także, że być może sekularyzacja okaże się korzystna dla sprawy chrześcijaństwa:

Dla tej sprawy (…) nie ma naprawdę nic strasznego w tym, że nadchodzi kres chrześcijaństwa, które zwykło się identyfikować z polityką siły i dyplomatycznymi intrygami, a także fanatycznym, nieokrzesanym klerykalizmem. Być może z nader bolesnego, lecz uzdrawiającego czyśćca brutalnej świeckiej historii raz jeszcze wyłoni się chrześcijaństwo wierne swemu duchowi.

Bóg jednak – póki istnieje człowiek – nigdy nie będzie zapomniany. Jest obecny nawet wtedy, kiedy się Go odrzuca.

„Wiara i sens świata są nierozdzielne” – zauważa Profesor. Wiara jest zaufaniem do życia i do sensu ukrytego w chaosie zdarzeń. Sens ten nie ujawnia się podczas analizy naukowej. To, że pozostaje on tajemnicą, należy do jego natury – w przeciwnym razie wiara nie miałaby sensu. „Sens nie jest czymś takim jak ukryty skarb, gotowy do wzięcia i czekający na odkrywcę; jest to skarb, który rodzi się i rozwija w samym procesie jego odkrywania. Człowiek widzi Boga w narodzinach Boga”. Jest to zatem wiara w to, że życie i świat wyposażone są w sens, który jest rzeczywisty, choć nasze ograniczenia poznawcze nie pozwalają nam go odkryć. Zdaniem Profesora, ten rodzaj wiary jest bardziej uniwersalny niż wiara religijna ujęta w dogmatach. Zaufanie do życia jest globalne i bezczasowe, obejmuje każdy ułamek ludzkiego życia, zarówno radość, jak i cierpienie. Jest źródłem siły duchowej, która wprawdzie nie chroni nas przed cierpieniem, ale pomaga je przyjmować bez rozpaczy. Ten rodzaj wiary przypomina postawę bohaterów sztuki Samuela Becketta Czekając na Godota oraz sztuk Eugène Ionesco, który powiedział kiedyś, że absurdem jest czytać jego sztuki jako teatr absurdu, bo ich tematem jest przede wszystkim poszukiwanie Boga. Jak zauważa Kołakowski, nie potrafimy naukowo dowieść, że wszechświat ma zakodowany wewnątrz jakiś sens. Jednak tak jak w sztuce Becketta pojawia się na koniec tajemnicza postać chłopca, wysłannika Godota, mamy prawo mieć nadzieję, że Godot istnieje, niezależnie od tego, czy znaki, które nam wysyła, są wyraźne czy też mgliste. Nie pozostaje nam nic innego – podobnie jak Vladimirowi i Estragonowi – jak czekać, nie poddając się rozpaczy i nie tracąc nadziei.

Teksty Profesora zebrane w ostatnim tomie łączy jedno: przeważają w nich przede wszystkim pytania, pozostawiając często wiele kwestii otwartych na dalsze dociekania. Jednym z nich jest pytanie o to, czy Bóg jest szczęśliwy. Skoro jest miłością, a miłość jest źródłem szczęścia, jest. Ale skoro cierpienie ludzi nie jest obojętne Bogu, to musi się On znajdować w niekończącym się smutku zagradzającym Mu drogę do szczęścia. Kołakowski stwierdza, że Bóg nie może być szczęśliwy w ludzkim sensie. Słowo szczęście nie wydaje się mieć zastosowania także w odniesieniu do Jezusa Chrystusa, który był – po ludzku rzecz ujmując – prawdziwie tragiczną postacią. Jako ludzie jesteśmy skazani na szczęście w ograniczonym sensie – ograniczonym przez cierpienie, smutek, niezrozumienie, śmierć. Człowiek to nieudana istota, nie powinno się mieć co do tego złudzeń. Oczywiście – mimo że „szczęście jest czymś, co można sobie wyobrażać, ale też czymś, co nie było doświadczane” – zawsze pozostaje nadzieja na błogosławieństwo, czyli szczęście tam, gdzie śmierć nie ma już praw.

Profesor Kołakowski pisze, że powołaniem filozofów nie jest kryzysy leczyć, lecz je ujawniać. Wydaje się jednak, że jego teksty nie tylko mogą służyć (i będą mogły dalej służyć) jako filozoficzny sejsmograf w wykrywaniu głupoty i braku sensu w ludzkich poczynaniach. Przywołany w jednym z esejów Epicharmos mówi, że wszystko, co cenne, odnajduje się zwykle w nocy. Profesor Kołakowski nawet w ciemnościach odnajdywał to, co cenne. W świecie naszym, gdzie na wszystkich drogach nie sposób nie spotkać rozwieszonych czarnych chust zasłaniających światło i skazujących na potknięcia, będzie brakowało nam takiego przewodnika.


Leszek Kołakowski,  Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania, wybór i układ Zbigniew Mentzel, wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter