70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ludzkie i poza – ludzkie. O książce Giorgia Agambena Co zostaje z Auschwitz

Niełatwa w lekturze książka Giorgio Agambena Co zostaje z Auschwitz stanowi część trylogii Homo sacer, w skład której wchodzi także, oprócz tytułowego Homo sacer, Stan wyjątkowy. Skomplikowany wywód tłumaczy się niebywałą złożonością problemów, z którymi mierzy się Agamben. Ich waga zaś i znaczenie dla namysłu nad tym, czym był Auschwitz, ujawnia jeden z powodów, dla których warto przeczytać włoskiego filozofa.

Agamben w centrum swoich rozważań umieszcza dwie nader istotne kategorie: świadka i muzułamanina. Przewodnikiem zaś po rzeczywistości koncentracyjnej czyni więźnia Oświęcimia i zarazem znakomitego prozaika – Primo Leviego. Wespół z Michelem Foucaultem i Hannah Arendt Levi towarzyszy swojemu rodakowi w podróży, której celem jest nie tyle pogłębienie wiedzy o machinie hitlerowskiego terroru (w jego najróżniejszych postaciach), ale rozpoznanie transformacji zachodzących we wnętrzu ofiary pod wpływem olbrzymiego ciśnienia czynników zewnętrznych (co jest znamienną cechą sytuacji granicznej). Nie bez racji powiada Agamben, iż to właśnie o tym aspekcie doświadczenia totalitarnego wiemy o wiele mniej niż o administracyjnych i politycznych mechanizmach Zagłady. Rozległe rejony owej niewiedzy wynikają między innymi z braku odwagi w zadawaniu pytań. Tabuizujemy je – przekonani, że odpowiedzi nie istnieją. Wypada wszakże dodać, iż w tym wypadku przedmiot wiedzy jest szczególny i wymaga ostrożności oraz delikatności od badacza (autor Stanu wyjątkowego ma tego pełną świadomość).

Agambena zajmuje status świadka, czyli tego, którego rolą jest przekazanie świadectwa. Wyjątkowy charakter bycia świadkiem wiąże się między innymi z tym, że to, co ma on nam do zakomunikowania (a co stanowi zadanie, którego nie może nie podjąć), nie wyczerpuje się w materiale dowodowym mogącym służyć w procesie karnym. Wielu z ocalałych relacjonując własne przeżycia nie czyniło tego z myślą o skazaniu oprawcy (notabene tak liczba jak i surowość orzeczonych wyroków w przypadku nazistowskich katów to sprawa, która do dziś budzi kontrowersje w związku z nieadekwatnością kary do wielkości przewinienia). Świadek ma przede wszystkim opowiedzieć, dopiero wtedy może odczuć coś na kształt satysfakcji, a raczej ulgi, której doznaje każdy po uwolnieniu się od części przygniatającego go ciężaru. Jednak o całkowitym wyzwoleniu nie może być mowy. Napiętnowanym pozostaje się do końca. Do końca też na napiętnowanym spoczywa obowiązek pamiętania.

Agamben w oparciu o starożytną tradycję prawniczą wyróżnia trzy wymiary świadczenia, o których powiada: „Jeśli testis oznacza świadka w tej mierze, w jakiej występuje on w charakterze osoby trzeciej w sporze między dwoma podmiotami, a superstes kogoś, kto przeżył jakieś zdarzenie do samego końca i może zatem opowiedzieć o tym innym, auctor oznacza świadka w tej mierze, w jakiej jego świadectwo zakłada zawsze coś (fakt, rzecz albo słowo) wobec niego uprzednie, a czego realność i wiarygodność należy potwierdzić albo poświadczyć”. To wszakże co oczywiste w perspektywie powinności – przestaje być takie, gdy pytamy o praktyczną możliwość realizacji i wcielenia go w życie. Pojawia się znany paradoks. Ten, który może świadczyć, jest równocześnie tym, który nie jest w stanie w pełni zaświadczyć. Prawdziwy (jeśli wolno tu użyć tej kategorii) obraz tego, co się stało, mógłby przekazać jedynie ktoś, kto przeszedł do końca drogę wiodącą do komory gazowej. Agamben przy tej okazji przytacza opinię Shoshany Felman o Shoah Claude’a Lanzmanna (powtórzoną potem przez Dori Lauba w tekście Zdarzenie bez świadka): „[Zagłada] jest zatem wydarzeniem bez świadków w dwojakim sensie: dlatego, że niepodobna o nim zaświadczyć ani od wewnątrz, bowiem nie sposób dać świadectwo z wnętrza śmierci, nie istnieje głos mogący dać wyraz zamilknięciu głosu, ani od zewnątrz, gdyż osoba postronna, osoba z zewnątrz (outsider) z definicji nie uczestniczy w owym zdarzeniu”.

Tu rozpoczyna się gehenna ocalonego, którą można sprowadzić do kardynalnej wątpliwości: jak to opowiedzieć? Agamben jednakże nie szuka odpowiedzi wprost na tak sformułowane pytanie. Skupia się na roztrząsaniu tego, co zachodzi w akcie komunikacji. Namysł nad tym zagadnieniem de facto oznacza nazywanie kolejnych aporii i paradoksów. I tak oto podmiot musi zaświadczyć stan odpodmiotowienia. Immanentna niemożność mówienia zaś okazuje się motorem, który mobilizuje do wypowiadania (a raczej wypowiedzenia). Wedle Agambena bowiem „dawanie świadectwa oznacza umieszczenie się w łonie własnego języka w pozycji tych, którzy go utracili, umieszczenie się w języku żywym w taki sposób, jak gdyby był on martwy, lub w języku martwych w taki sposób, jak gdyby był on żywy […]”. I jeszcze jedna sprzeczność, którą wykłada włoski intelektualista – jesteśmy o tyle ludźmi, o ile potrafimy dawać świadectwo temu, co nieludzkie. W projekcie Agambena człowieczeństwo jest bowiem granicą, przez którą nieustannie przechodzi to, co „ludzkie” (upodmiotawiające) i co „nie-ludzkie” (odpodmiotawiające).

Wyliczone tu przeciwności, na jakie napotyka ocalony, nie prowadzą filozofa do gloryfikacji milczenia. Nakaz milczenia wobec przerażającego ogromu zbrodni jest bowiem niczym innym jak tylko rewersem przekonania, które kierowało nazistami – nawet, jeśli ocalony zechce opowiedzieć o tym, co widział, nikt nie uwierzy jego słowom. Można zatem rzec, iż milczenie jest zawsze i nieodwołalnie zdradą pomordowanych oraz przyszłych pokoleń.

Bodaj najbardziej nośne i inspirujące poznawczo są przemyślenia Agambena dotyczące specjalnej kategorii człowieka, jaką stanowił w lagrze muzułman. Wywody Agambena to jedna z najbardziej pogłębionych i inspirujących analiz stanu zmuzułmanienia, który nie jest już tylko problemem medycznym, ale staje się zagadnieniem istotnym dla naszego myślenia o kulturze. To tajemnicza i mroczna strefa, przysparzająca najwięcej trudności badaczom, a zarazem – być może – klucz do doświadczenia Auschwitz. Ten specyficzny typ ludzi, efekt finalny (i pożądany) nazistowskiego rasizmu, pogardzany tak przez esesmanów jak i więźniów funkcyjnych, a nawet zwykłych häftlingów, stawia pod znakiem zapytania znane definicje człowieczeństwa prowadząc na skraj tego, co definiujemy jako „ludzkie”. Muzułman zamieszkujący – jak to nazwie Levi – „trzecie królestwo”, wyodrębnione spośród obszaru zajmowanego przez katów i hätflingów, stanowi probierz przedefiniowania kategorii człowieczeństwa. To przedefiniowanie oznacza równocześnie poszerzenie pojęcia tego, co „ludzkie”. Muzułman wiedzie nas po sam kres horyzontu człowieczeństwa. Opatruje jednocześnie znakiem zapytania etykę albo raczej sensowność jej użycia w stosunku do indywiduum zawieszonym między istnieniem a nieistnieniem.

W przypadku muzułmana znajdujemy się niebezpiecznie blisko tego, co „poza-ludzkie”. Przemawia za tym lęk, jaki w nas wywołuje widok stworów jakby z innego świata, z innego porządku myślenia. Obraz tych osobników na krawędzi istnienia i nieistnienia sprawia, że odwracamy od nich wzrok, tak jak przed czymś, czego istoty nie potrafimy określić (Agamben przywołuje w tym miejscu mit o Gorgonie). Przypomina się fenomenalny sąd Zofii Nałkowskiej zanotowany najpierw w dzienniku, a później przeniesiony do Medalionów „Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest niecała wiadoma”.

Dla Agambena muzułman jest kimś, kto „przeżywa” człowieka, przeżywa samego siebie. Gdy niemal ustają relacje ze światem zewnętrznym, gdy każda myśl skupiona jest wokół problemów ze zdobyciem pożywienia, gdy do niezbędnego minimum ograniczono czynności biologiczne, a wcześniej do takiego samego stanu sprowadzono sferę ducha,  pozostaje jedynie biologiczne trwanie, które przypomina nawet nie tyle dzieci dotknięte autyzmem, co osoby uzależnione od pracy respiratora. Tak w przypadku muzułmana jak  pogrążonego w śpiączce, istnieje szansa (niezbyt wielka) powrotu do stanu „sprzed”. Ale też nie można wykluczyć, że egzystencja wegetatywna będzie trwać aż do momentu ustania wszelkich czynności życiowych.

Muzułman jest tym, który uniemożliwia pojawienie się konfliktu tragicznego w klasycznej formie, takiej, jaką znamy z tradycji starożytnej. Dobrym uzupełnieniem rozważań Agambena będzie to, co swego czasu na temat muzułamana i kategorii tragiczności pisał Slavoj Žižek w szkicu Komedia obozowa: „Muzułmanie są tak wewnętrznie spustoszeni, że nie można ich już określać mianem »tragicznych«: zostali wyzbyci wszelkiej godności, zostali zredukowani do skorupy osoby, są pozbawieni iskierki ducha. Gdybyśmy chcieli przedstawić ich jako tragicznych, skutek byłby komiczny, podobnie jak wtedy, gdy ktoś usiłuje wpisać tragiczna godność w pozbawioną znaczenia, idiotyczną uporczywość.  Z drugiej strony, choć muzułmanie postępują w sposób charakterystyczny dla komedii (działają automatycznie, wykonują bezmyślne, powtarzane gesty, pasywnie oglądają się za jedzeniem, itp.), to gdybyśmy chcieli przedstawić ich jako postacie komiczne, skutek byłby tragiczny, tak jak wtedy, gdy widok kogoś brutalnie gryzącego bezbronną ofiarę (czy np. ustawienie przeszkód na drodze ślepca, aby się przewrócił) zamiast śmiechu wzbudza współczucie dla tragicznego położenia ofiary. […] Obozowy muzułman wyznacza punkt zerowy, w którym zawieszeniu ulega przeciwieństwo między tragedią i komedią, miedzy wzniosłością i śmiesznością, godnością i szyderstwem”. Theodor Adorno wcześniej dochodzi do identycznego wniosku w Teorii estetycznej: „Historia potwierdziła sąd o tym, że wzniosłość dzieli od śmieszności tylko krok, sama go pokonywała z całym okrucieństwem […]”.  Próby wyjścia z zarysowanego tu klinczu podjęła się Jolanta Brach-Czaina w znakomitym zbiorze esejów pt. Szczeliny istnienia. Zasadniczą sprawą w tej sytuacji jest wprowadzenie na nowo do rzeczywistości lagrowej sfery wartości, a wraz z nią przywrócenie ofierze poczucia godności, którego starali się ją pozbawić nazistowscy oprawcy. Wymaga to oczywiście poszerzenia słynnej definicji Maxa Schelera, tak by dostrzec warunki do zaistnienia tragizmu tam, gdzie nie dostrzegała ich epoka antyczna.

Co zostaje z Auschwitz zasługuje na to, by poświęcić jej nieco więcej czasu, niż w przypadku innych prac. Odwaga wątpienia połączona z odwagą stawiania pytań, która – jeśli trzeba – demistyfikuje zastane schematy myślowe, oto powód (nie jedyny), dla którego warto sięgnąć po książkę Agambena.


G. Agamben, Co zostaje z Auschwitz, przeł. S. Królak, Warszawa 2008.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata