70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Język pod lupą filozofa. O wprowadzeniu do filozofii języka Petera Prechtla

Jednak zysk poznawczy, który chciałabym w tym tekście podkreślić, sprowadza się do odkrywczego banału. Bez języka nie byłoby nie tylko filozofii, ale także ludzkiej kultury.

Słynny biskup Dublina, przedstawiciel brytyjskiego empiryzmu George Berkeley w Manuscript Introduction z 1708 roku proponuje wyobrazić sobie człowieka wychowanego w samotności, bez możliwości stworzenia uniwersalnych znaków dla idei spostrzeganych przez siebie rzeczy. Wszystko to, co przepływa przez jego umysł – doznania wzrokowe, słuchowe, smakowe, dotykowe – ma swą podstawę w jednostkowych przedmiotach i nie podlega językowej kategoryzacji. Jednym z postulatów Berkeleya – dziś rzadko przywoływanym ze względu na jego radykalny utopizm – było przeprowadzenie rozumowań bez użycia języka[1]. „Po usunięciu zasłony słów mogę spodziewać się wyraźniejszego obrazu idei, które jestem w stanie pojąć” – przekonuje biskup Dublina we wspomnianej rozprawie. W tym samym fragmencie zapewnia, że pojęcia ubrane w słowa to niepotrzebne ozdobniki, które odrywają nas od idei, zwodzą złudnym powabem, a mglistością zacierają zdolność osądu. Dyskusja w obrębie zwodniczych, w błąd wprowadzających słów może ciągnąć się w nieskończoność, jednak zysk poznawczy z niej niewielki poza znajomością konsekwencji danych twierdzeń.

Za krytyką abstrakcyjnych pojęć i języka kryło się marzenie Berkeleya o wypracowaniu filozofii pozbawionej form językowych. Choć przekonanie o chorobie języka było znane w filozofii XX wieku (formułował je choćby Ludwig Wittgenstein), to chyba Berkeley w historii filozofii po raz pierwszy tak radykalnie zauważył, że z patologii trapiącej język należy wyjść, kierując się w stronę eksperymentalnej czy psychologicznej filozofii. Może dlatego po zwrocie lingwistycznym, który nastąpił w filozofii na początku XX wieku, tak wielką popularnością cieszy się kognitywistyka, a teksty klasycznych filozofów czasem można odczytywać jako historię rozczarowań kolejno wykorzystywanymi metodami filozoficznymi?

Niezależnie od postulatów Berkeleya zainteresowanie filozofów językiem jest nadal ogromne, choć można zastanawiać się nad tym, czy nie można już mówić o zjawisku wyczerpywania się tematyki i odchodzenia w kierunku filozofii bardziej praktycznej, zorientowanej na zagadnienia partykularne. Deformacje dostrzegalne w niektórych odmianach analitycznej filozofii języka nie przysparzają jej zwolenników. Niemniej jednak, i tym bardziej, przewodnik po labiryntach filozofii języka wydaje się potrzebny, a wydanie przez krakowskie wydawnictwo WAM Wprowadzenia do filozofii języka autorstwa niemieckiego filozofa Petera Prechtla godne odnotowania. Już na samym wstępie należy zauważyć, że to „podręcznik” w asymilacji treści niełatwy. Podkreślam: „podręcznik”, ponieważ jeśli książka miałaby służyć jako pomoc dla studentów filozofii w przygotowaniu się do egzaminu, bez należytego wprowadzenia, prawdopodobnie nie uprościłaby i nie skróciłaby tego przygotowania. Choć stanowi ona solidny, precyzyjny i wyczerpujący ładunek wiedzy, język, którym jest napisana, to „hardcore”dla profesjonalistów raczej, a nie dla „przyswajaczy” podręczników. Brakuje w niej choćby słownika wybranej terminologii. Autor wydaje się zakładać, że czytelnik, sięgając do niej, ma już należycie ugruntowaną wiedzę, tymczasem to student być może szukający rozpaczliwie przed egzaminem w bałaganie notatek ostatniej deski ratunku. Zamiast więc rzeczonego „wprowadzenia” czytelnik zostaje już na starcie rzucony na głęboką wodę filozofii języka, która oceanem jest zaiste i brak umiejętności grozi błyskawicznym utonięciem. Wydaje się również, że samodzielne laika żeglowanie po tym oceanie, do czego redakcja zachęca w krótkiej notce rekomendującej serię Myśl Filozoficzna, napotykać będzie nieuchronne przeszkody. Choćby w postaci braku apendyksu o podpowiedzi nawigacji.

Wracając jednak do treści książki Prechtla, trzeba przyznać, że zysk poznawczy po jej przeczytaniu jest nie do przecenienia. I to nie tylko w solidnej, historycznej prezentacji stanowisk i nurtów filozofii języka, w których gąszczu nietrudno przecież o zagubienie. Nie tylko w tym, że Prechtl prezentuje filozofię języka z punktu widzenia tzw. tradycji kontynentalnej oraz z perspektywy analitycznej filozofii języka. W opracowaniach anglosaskich dotyczących filozofii języka zwykle zawęża się ją do analitycznego sposobu jej uprawiania. Tymczasem w pracy Prechtla surowość terminologii i rozróżnień stosowanych w analitycznej filozofii języka zdaje się łagodzić jego refleksja na temat antropologicznych aspektów języka i umieszczenie problematyki języka w szerszym, kulturowo-historycznym kontekście.

Jednak zysk poznawczy, który chciałabym w tym tekście podkreślić, sprowadza się do odkrywczego banału. Bez języka nie byłoby nie tylko filozofii, ale także ludzkiej kultury. Z drugiej strony język to struktura znaków, która bez sensu nadanego mu przez człowieka byłaby tylko pozbawionym znaczeń „gardłowaniem”, tymczasem dzięki temu, że jest wehikułem sensu, jest również narzędziem komunikacji społecznej. Z tego więc choćby powodu warto go brać pod lupę. A pod lupą filozofia języka – jak zauważa Prechtl – okazuje się niejednolitym tworem teoretycznym. Nie cechuje jej również jednomyślność w stawianiu pytań. Tym, co jednak występuje jako stały motyw filozofowania na temat języka, jest problem relacji: język – myślenie – świat. To zainteresowanie człowiekiem jako istotą mówiącą, zatem rozumną, oraz relacja języka do rzeczywistości. Kiedy wchodzi się w bardziej techniczne zagadnienia filozofii języka, okazuje się, że głównym problemem jest znaczenie języka dla człowieka. Prechtl rozumie je na dwa sposoby: znaczenie jako sensowne odniesienie człowieka (tworzone za pomocą języka) do tego, co przedstawia dla niego świat; oraz znaczenie jako możliwość poprawnego ujmowania rzeczywistości. Jak zauważa Prechtl, za takim zdefiniowaniem znaczenia kryje się wiele problemów: jaka jest rzeczywistość odniesienia (przedmiotowa, społeczna)?, czy rzeczywistość przedmiotowa wyprzedza język czy też jest dopiero konstytuowana za jego pośrednictwem?, jaka jest rola doświadczenia w odnoszeniu się językowym do rzeczywistości?, czy treść myślenia i spostrzegania jest zależna od języka czy też język należałoby rozumieć jako formę doświadczenia? Skoro świat jest dany niezależnie od języka, to jak pokazać, że go nie zniekształca i nie fałszuje? Jeśli natomiast rzeczywistość jest dana tylko za pomocą języka, to jak odróżnić język poprawny od błędnego? Krótko rzecz ujmując, problem języka to przede wszystkim problem poznania świata. Mówiąc żartobliwie, filozof języka w swych dążeniach przypomina nieco bohatera filmu Wernera Herzoga Zagadka Kaspara Hausera, ponieważ zdaje się nie akceptować oczywistości dostępnych w konstruktach kulturowych wytworzonych przez społeczeństwo. Czy jednak zawieszenie potocznych wyobrażeń i treści przyswojonych nam przez kulturę nie przypomina postulatów Berkeleya oddzielenia poznania idei od języka? Prechtl uważa, że to raczej problem odróżnienia opinii od uzasadnionej wiedzy, ponieważ zarówno poznanie filozoficzne, jak i naukowe wyprowadzają ponad potoczne wyobrażenia, które przyjmują język jako „skończony twór, o którego poznanie człowiek musi zabiegać”. Jednak gdy pytamy o to, czy nasz język ujmuje rzeczywistość taką, jaka ona jest naprawdę, nieuchronnie przechodzimy do pytania o to, czy rzeczywistość jest dana tylko w języku. Pytania Berkeleya powracają jak bumerang.

Interesująca dla historyka filozofii może okazać się uwaga Prechtla dotycząca podobieństwa między XX-wieczną filozofią języka a rozpatrywaniem zagadnień językowych w filozofii średniowiecza. Prechtl zauważa, iż

spojrzenie z boku na średniowieczne zadawanie pytań i prowadzone wówczas rozważania jest o tyle interesujące dla współczesnych badań, że umożliwia naświetlenie naszego własnego postępowania w tych kwestiach. Z historycznych obserwacji może się zrodzić krytyczne pytanie, jak dalece lub w jakich punktach współczesna dyskusja porusza się nadal (albo ponownie) po szlakach scholastycznych rozpraw.

Wydaje się, że XX-wieczny zwrot w stronę języka związany jest z rozwojem badań logicznych. W filozofii średniowiecza można dostrzec podobną zbieżność: badania logiczne (związane głównie z logiką Arystotelesa) wiązały się ze skrupulatną metodą wyjaśniania podstawowych pojęć składających się na dany tekst. Średniowieczny nacisk na argumentację i – jak to nazywa Prechtl – „autorytet argumentów” powróciły z mocą wraz z linguistic turn na początku XX wieku, a dyskusje Boecjusza, Porfiriusza, Abelarda, Piotra Hiszpana, Lamberta z Auxerre, Jana Buridana o tym, czy prawdy należy szukać w rzeczach czy w wypowiedziach o rzeczach, i wreszcie wprowadzenie przez Wilhelma Ockhama rozróżnienia językowej formy i zewnętrznej rzeczywistości przygotowały drogę dla logiczno-semantycznej analizy tak istotnej w XX-wiecznej filozofii języka.

Jak zauważa Prechtl, problem pochodzenia języka, a także związku między językiem, myśleniem i społeczeństwem dobrze odzwierciedla pytanie konkursowe zadane w 1769 roku przez Berlińską Akademię Nauk i Sztuk Pięknych: „Czy ludzie, pozostawieni swoim naturalnym zdolnościom, mogliby wymyślić język?”. Ciekawa wydaje się odpowiedź współczesnego Kantowi Johanna Gottfrieda Herdera, który sprzeciwił się Kantowskiej tezie, iż język jest konstrukcją daną człowiekowi przez Boga. W Traktacie o pochodzeniu języka z 1772 roku wymienia najpierw naturalne komponenty języka charakterystyczne nie tylko dla człowieka, ale również dla zwierząt: język odczuć, odgłosy dobrego samopoczucia i bólu. W odróżnieniu od zwierząt człowiek odznacza się refleksyjnością (Herder nazywa ją roztropnością), która sprawia, że z każdą aktywnością wiąże się świadomość. W porównaniu ze zwierzętami człowiek okazuje się „istotą wybrakowaną”, gdyż nie ma rozwiniętego – jak zwierzęta – zespołu instynktów. W zamian za to jest wolny, a z wolnością wiąże się jego świadomość. Jak człowiek tworzy język? Herder wyjaśnia to, wskazując na strukturę znaku językowego. Człowiek tworzy znak, który jest zmysłowym przedstawieniem danego przedmiotu. W momencie tworzenia się znaku dochodzi do głosu ludzki rozum przejawiający się w segregacji i kategoryzacji wrażeń dostarczanych przez zmysły. W procesie typizacji dokonywanym przez rozum dochodzi do ujednolicenia materiału wrażeniowego i wytworzenia „oznak jedności”, w zależności od potrzeb podmiotu i okoliczności, w jakich się znalazł. Naturalność języka przejawia się w tym, że daje on intencjonalny obraz świata, czyni go przejrzystym i możliwym do zrozumienia. Podkreślana przez Herdera równoczesność pracy rozumu i języka w poznawaniu świata polega na tym, że z mglistego ogółu wrażeń rozum tworzy – za pomocą stwierdzenia podobieństw, różnic bądź identyczności – to, co jednostkowe. Praca języka polega więc na porządkowaniu i oznaczaniu myśli oraz tworzeniu pojęć. Język – w rozumieniu Herdera – to widoczny, oznaczony zakres ludzkiej myśli. Tworzenie języka jest możliwe tylko w społeczeństwie. Tylko wspólnotowe używanie języka prowadzi do kulturowego postępu. Oczywiście każdy język ma swoją kulturę, która wiąże się z różnymi poglądami na świat. Z tej pozycji Herder krytykuje tęsknotę Kanta za uzyskaniem ogólnych pojęć rozumu i prawdy.

Tradycyjna (kontynentalna) filozofia języka podkreśla również aprioryczną funkcję języka, polegającą na otwieraniu świata jako czegoś znaczącego dla człowieka. Zdaniem Prechtla jest to moment zbieżności między tradycyjną filozofią języka a analitycznym sposobem filozofowania: język otwiera przed człowiekiem świat, w języku wyraża się ludzki stosunek do rzeczywistości. Przedstawiciele analitycznej filozofii języka bardziej jednak skupiają się na sposobach użycia wyrażeń językowych, a za cel przyjmują logiczne wyjaśnianie myśli, dlatego – zauważa Prechtl – analityczną filozofię języka należy rozumieć raczej jako krytykę, a nie naukę. Ponadto zadaniem, które przyjmują, jest oczyszczenie błędnego użycia języka, a co za tym idzie, błędnych form myślenia. „Krytyczny aspekt, pisze Prechtl, wspólny różnym autorom, można wyrazić w żądaniu, żeby filozofia nie próbowała na ślepo odpowiadać na swoje pytania, lecz najpierw troszczyła się o jednoznaczne i językowo precyzyjne sformułowanie swoich problemów”. Za Savignym Prechtl przypomina ethos analityka: „Badanie filozoficznych stwierdzeń według ich wniosków [G. E. Moore’a i B. Russella, przyp. A.G.]; (…) żądanie jasności i intersubiektywnej sprawdzalności; krótko, przekonanie, że powszechne standardy starannej pracy naukowej muszą obowiązywać także filozofów”. Do tego zestawu należałoby dodać niechęć do pospiesznych syntez, skupienie na analizie poszczególnych problemów, skromność w podchodzeniu do nich, analiza „małych” problemów, niechęć do epistemologicznego holizmu, przedkładanie pracy zespołowej nad indywidualne budowanie systemów filozoficznych. W efekcie zastosowania tego „intelektualnego systemu spryskiwacza” opada pojęciowy kurz, który – jak pisał Berkeley w Traktacie o zasadach poznania ludzkiego z 1710 roku – wznieśli sami filozofowie, a następnie skarżą się, że nic nie widzą.

Prechtl docenia osiągnięcia analitycznej filozofii języka, zauważając, iż leżą one w potencjale wyjaśniającym tej filozofii. Filozofowie analityczni potrafili odkryć problemy ukryte za pozornymi oczywistościami. Dowiedli również, że satysfakcja naukowa może sprowadzać się do pokazania, w jaki sposób nie da się jakiegoś problemu rozwiązać. Dostarczyli fundament dla precyzyjnego formułowania problemów. Malkontenci powiedzą, że językowy sposób podchodzenia do problemu nie rozwiązuje żadnego problemu filozoficznego. Jednak – chciałoby się natychmiast ripostować – niech najpierw wiedzą, o czym mówią, gdy sądy takie formułują. A do tego potrzeba filozofii języka. Książka Prechtla dostarcza rzetelnego, choć niełatwo podanego jej wykładu.

Peter Prechtl, Wprowadzenie do filozofii języka, tłum. Józef Bremer, WAM, Kraków 2007.


[1] Znane są jeszcze bardziej radykalne eksperymenty biskupa Berkeleya, jak choćby ten, gdy chcąc pojąć doświadczenie bliskie śmierci, Berkeley poddał się dramatycznemu eksperymentowi powieszenia się. Jak zauważa David Berman, Berkeley wiązał z tym doświadczeniem poznanie zmiany percepcji i postrzegania nowych idei. Zob. D. Berman, Berkeley. Eksperymentalna filozofia, przeł. R. Flaszak, Warszawa 1997, s. 50–51.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata