70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Życie prawdziwe, nie wymyślone. Maryja świętej Teresy z Lisieux

Teresa z Lisieux – poza kontekstem bożonarodzeniowym – przywołuje w swoich pismach małego Jezusa, a nie o oseska czy niemowlę. Zachował się zresztą obrazek, najwyraźniej z czasów jej wczesnego dzieciństwa, przedstawiający wyobrażenie kilkuletniego chłopczyka z podniesioną do błogosławieństwa rączką podpisany „Jezus Teresy”. Z takim Bogiem-Dzieckiem Teresa Martin wchodzi w głęboką relację.

Dowiadujemy się właśnie, że Watykan podjął inicjatywę do tej pory niespotykaną –sponsoruje musical Maryja z Nazaretu. Sprawa cieszy się ogromnym zainteresowaniem, zaplanowano już  objazd tej inscenizacji po Europie, Ameryce Łacińskiej i Bliskim Wschodzie. Według watykańskiego mariologa ojca Stefana Di Fiores, który sprawował teologiczną opiekę nad utworem,  jest to wyraźna próba „uczłowieczenia” postaci Maryi, w zgodzie z dzisiejszą tendencją, aby nie tyle zajmować się Jej przywilejami, co ukazać Maryję jako „kobietę naszych czasów”, kogoś nam bliskiego.

Ponad sto lat temu myślała tak o Matce Jezusa młoda karmelitanka z klasztoru w Lisieux.

Można bezpiecznie stwierdzić, że współczesne Teresie Martin  praktyki duszpasterskie  wywiedzione z kultu Maryi, duchowy klimat panujący wokół Bożej Rodzicielki nie wzbudzały jej entuzjazmu. Teresa pod koniec życia mówiła wprost, że chciałaby być kapłanem, aby móc głosić kazania o Maryi. I nie jest to zaraz dowodem na jej walkę o święcenia kobiet! Kazania, mówiła,  przedstawiają Maryję tak wysublimowaną, oddaloną poprzez cudowność i wyjątkowość, iż ludziom nie przychodzi w ogóle do głowy, że mogliby Ją naśladować. „Aby kazanie o Maryi mogło mi się spodobać i przynieść mi pożytek, muszę ujrzeć przed sobą Jej życie, jakim było naprawdę, a nie jakieś życie wymyślone. Jestem przekonana, że Jej prawdziwe życie musiało być zupełnie proste. Przedstawia się Ją tak, że nie można się do niej zbliżyć”[1].

Katolicyzm drugiej połowy XIX   Teresa odczuwa jako zbyt oderwany od Pisma Świętego. Warto tu może wyrazić podziw dla wizji teologicznej młodej karmelitanki, której zasługi w tym zakresie w stulecie śmierci przypieczętował  Jan Paweł II, przyznając jej tytuł Doktora Kościoła. Stała na stanowisku, że nie należy opowiadać  „o rzeczach nieprawdopodobnych albo o rzeczach, o których nic nie wiadomo”[2]. Dawała przykłady. Za czysty wymysł uważała na przykład twierdzenie, że Matka Boża nie znała cierpień fizycznych. Nie sądziła, żeby jako trzyletnie dziecko „poszła do świątyni ofiarować się Bogu w uczuciach płonących miłością i nadzwyczajną gorliwością”. Przypuszczała natomiast, że Maryja udała się tam  „po prostu z posłuszeństwa dla swoich rodziców”. Nie przekonywały jej nauki niektórych duchownych, wedle których od momentu wypowiedzenia przez Symeona proroczych słów Najświętsza Dziewica miała bezustannie przed oczami mękę Jezusa. Według Teresy chodziło raczej o przepowiednię przyszłości[3]. Domniemywała, że gdyby prowadzenie zwykłego życia przez Józefa i Maryję nie było zamysłem Bożym, zamiast uciekać do Egiptu zostaliby tam przeniesieni w cudowny sposób. Dowodziła, że Matka Boga narażona była na wszelkie życiowe trudy.

Pojawia się więc u Teresy pragnienie, może nawet poczucie misji „by pokazać, że można Ją (Maryję) naśladować, ukazać jej cnoty, powiedzieć, że żyła z wiary jak my (podkreślenie JPM), przytoczyć na to dowody z Ewangelii. Jeden jedyny raz wystarczyłoby mi, by powiedzieć wszystko, co o niej myślę. Najpierw pokazałabym, jak mało wiemy o Jej życiu”[4].

Teresa kilkakrotnie wspomniała, że utwór Dlaczego kocham Cię, Maryjo  byłby jej kazaniem na temat Matki Bożej. Powstał w maju 1897 roku, na cztery miesiące przed śmiercią, jako ostatni z jej dłuższych wierszy.  Nazywany jest  testamentem Teresy. (Znawcy  tematu uważają, iż od jakiegoś czasu  przeczuwała, że  jej pisma zostaną wydane drukiem.) Zwraca się uwagę, że  autorka, w drodze wyjątku, bo na ogół wierszy się tak nie kończy, podpisała się pod nim „La petite Thérèse”.

Przyjrzyjmy się tekstowi oryginalnemu. Jest to poemat składający się z 25 jednakowych ośmiowierszowych strof napisanych aleksandrynem, dwunastozgłoskowcem znanym z najdawniejszych heroicznych poematów francuskich. W wierszu tym Teresa  przedstawia Maryję w kontekście Ewangelii.

Długi czas pokutowało przekonanie o cukierkowej naiwności „małej Tereni”.  Spotkać się  z nim można nawet i dzisiaj. Jakoś  bardzo powoli upowszechniła się wiedza, że Teresa przyjęła przy imieniu nie tylko patronat Dzieciątka, ale także Najświętszego Oblicza Jezusa Ukrzyżowanego. Warto wspomnieć, że dopiero współczesne polskie wydanie pism Teresy z roku 2004  uwzględniło ten fakt, ale nawet nie na okładce, lecz dopiero na karcie tytułowej. Z uporem nazbyt długo jej imię zakonne podawano w formie okrojonej.

Można zresztą mieć pewne  ogólniejsze wątpliwości na temat pierwszego członu, owego Dzieciątka Jezus. Teresa operuje wyłącznie słowem l’Enfant – Dziecko. To język polski rozróżnia dziecinę, dzieciątko, dziecię, dzidziusia, nie mówiąc już o zdrobnieniach imion. Może emocjonalnie naładowane  formy Jezusek, Jezuniu będą kogoś szczególnie wzruszać, pamiętajmy jednak, że pisząca w języku ojczystym Teresa  dysponuje słowami pozbawionymi zdrobnienia , bez podobnego ładunku emocjonalnego. Trudno nie dostrzec, że jej styl jest znacznie bardziej trzeźwy niż zwykło się powszechnie uważać.

Teresa z Lisieux – poza kontekstem bożonarodzeniowym – przywołuje w swoich pismach małego Jezusa, a nie o oseska czy niemowlę. Zachował  się zresztą obrazek, najwyraźniej  z czasów jej wczesnego dzieciństwa, przedstawiający wyobrażenie kilkuletniego chłopczyka z podniesioną do błogosławieństwa rączką podpisany „Jezus Teresy”. Z takim Bogiem-Dzieckiem Teresa Martin wchodzi w głęboką relację.

Warto zauważyć, że w dziejach duchowości chrześcijańskiej kilkuletni Jezus nie jest częstym obiektem zainteresowania. A już na pewno nim nie jest dorastający kilkunastoletni Jezus. Przykładem kłopotów z tym epizodem niech będzie kuriozalny pierwszy polski międzywojenny przekład Dlaczego kocham Cię, Maryjo, gdzie w strofie 14. cytowane za  Łukaszem 2, 48-50 słowa nauczającego w świątyni  dwunastoletniego „L’Enfant  Dieu” oddane są jako „prosta odpowiedź Jezuska małego”. Forma ta, skorygowana zresztą w późniejszych wydaniach polskich na „odpowiedź Jezusa małego”, dobrze pokazuje „infantylizację” myśli Teresy, poczynając od  warstwy językowej[5].

Teresa natomiast trzyma się konkretu. Nie ma mowy o widzeniach, objawieniach, choć w wierszu  znajdzie się wdzięczne wspomnienie Teresy, która w ciężkiej chorobie, kiedy miała 10 lat, ujrzała uśmiech na twarzy figurki Maryi i zaraz się podźwignęła. Odczuwała to przez całe życie jako znak szczególnej więzi z Matką Bożą, uznaną też za jej własną. W ostatniej strofie Dlaczego kocham Cię, Maryjo umierająca powraca do tego wydarzenia, prosząc Maryję o uśmiech, gdy spotkają się w niebie.

W omawianym wierszu Teresa zawiera swoją refleksję nad maryjnymi fragmentami z czterech Ewangelii, poczynając od zwiastowania (strofy 3-5), poprzez nawiedzenie świętej Elżbiety (6-7), milczenie wobec Józefa (8) narodziny Jezusa w Betlejem (9 –10), ofiarowanie w świątyni (11), ucieczkę do Egiptu (12-13), poszukiwanie i odnalezienie Jezusa, Jego dorastanie  (13-15), ciche życie w Nazarecie (16 –18), cud w Kanie (19), po dramatyczne wydarzenia na Kalwarii (22-24).

Francuskie imię własne Marie, Maria, oddawane po polsku ekskluzywną i archaiczną formą Maryja, powtarza się w tekście wiersza czternaście razy, podobnie jak  Matka. Wynika to pewnie z przekonania Teresy, że „Maryja będąca wprawdzie Królową nieba i ziemi jest jednak bardziej Matką”[6].  Przy  spolszczaniu poematu polskie tłumaczki[7] nie wykazują się w tym względzie  dokładnością i wypełniają przekład wiersza obcymi Teresie wykrzyknikami – wielokrotnie powtarzanymi  Święta, Najświętsza,  Przenajświętsza, Przeczysta.  Tymczasem Teresa preferuje maryjne tytuły ewangeliczne – Matka Boga, Służebnica Pańska,  dopiero  w dalszej kolejności w tekst włącza  pewne metafory,  utrwalone w Litanii Loretańskiej[8]. Tłumaczki i tu wprowadzają zmiany:  w strofie 7.  „Twe słowa miłości to róże duchowe” (roses mystiques), w tłumaczeniu polskim  stają się „tajemną rosą”.

Kiedy Teresa wzywa Maryję jako Matkę, najczęściej dołącza przymiotnik kochana (chérie) czy słodka (douce), a także – godna miłości, wielka.  Używa też oryginalnej metafory: pokorna i łagodna Dolina (humble et douce Vallée), mogąca zawrzeć Jezusa, Ocean Miłości.  Teresa kilkakrotnie (3,6,8) wspomina pokorę Maryi, jej całkowite oddanie Bogu. To właśnie pokora daje moc, to pokora  kontrastuje z życiową biernością, siostrą zaniedbania. Wśród Jej cech wymienia też żarliwą miłość bliźniego (ardente charité), „elokwentną cichość”, ubóstwo, radosne usposobienie, pełne czułości macierzyńskie serce.

Nie  pomijając tajemnicy Wcielenia, Teresa nie skupia się jednak na „nadzwyczajnościach”. Z całym naciskiem podkreśla, że powołanie Maryi z Nazaretu nastąpiło w zwykłych okolicznościach wiary. „Śmiertelna i cierpiąca jak ja” (2), „szukająca Jezusa w nocy wiary” (15) Maryja żyje „bez zachwytów, cudów, ekstaz” ( „point de ravissements, de miracles, d’extases”, 17), co w polskim tłumaczeniu wypada znacznie mniej klarownie: „nie zdobiły Cię zachwyty, uniesienia, blaski”. Maryja staje się prototypem wspólnej drogi , la voie commune, drogi Ewangelii,  którą można z Nią kroczyć i po której Maryja prowadzi „przybrane” dzieci do Jezusa (17). „Chcę żyć z Tobą, iść za Tobą każdego dnia” („Je veux vivre avec toi, te suivre chaque jour”, 18) spłycono po polsku,  pomijając  tu owo „iść za Twoim śladem”.

Teresa z Lisieux, „specjalistka” od praktycznego zastosowania doktryny dziecięctwa Bożego, nie jest wcale rzeczniczką postawy infantylnej. Ukazuje relację wzorowaną na stosunkach w rodzinie  powiązanej wielką miłością – taką, jakiej sama w domu doświadczyła.  Nie ma tu  dziecięcego rozkapryszenia, naprzykrzania się rodzicom i zasypywania ich roszczeniami. Na pierwszy plan wysuwa się zawierzenie. Poprzez wiarę i ufność możemy uczestniczyć w bogactwie tej matki, którą Jezus dał nam z Krzyża.  W Dlaczego kocham Cię Teresa zawarła dowartościowanie zdziwienia, niepewności, wątpliwości będących częściami składowymi wiary.  Szczególnie zastanowiły ją fragmenty Ewangelii Łukasza „Nie rozumieli słowa, które im powiedział”  czy „Jego rodzice dziwili się temu, co o Nim mówiono”.

Motywem miłości do Maryi jest jej duchowe macierzyństwo i nasza relacja dziecka. Stwierdzenie „Jestem Twoim dzieckiem” powtarza się w  wierszu siedem razy. Z powyższego założenia Teresa wyprowadza dalszy wniosek: „Skarb Matki należy do dziecka”. Jezus  staje się naszym Bratem. Teresa nie waha się wprost stwierdzić, że  to dzięki Maryi, która jest Jego i naszą Matką. Fakt ten przypieczętowują słowa Jezusa z Krzyża, a także  ten fragment (Mt 12, 24-50), w którym Jezus mówi, że matką, braćmi, siostrami czyli najbliższą dla Niego rodziną są ci, którzy pełnią Jego wolę (20-21). Teresa uważa te słowa Jezusa za bardzo mocne i napawające optymizmem.

Maryja właśnie jest najwspanialszym przykładem pełnienia woli Bożej. Wszystko w Niej odnosi się do Boga, a posłuszeństwo stanowi przeciwieństwo bierności. Maryja jest nieustannie i w najwłaściwszy sposób czynna, choć skupiona. Decyduje o sobie – w momencie Zwiastowania dokonuje trudnego wyboru, bez oglądania się na innych. Odważnie stawia czoło trudom. Praktykuje „pokorne cnoty” oraz  samodzielnie podejmuje decyzje wyrażające  „żarliwą miłość bliźniego”. Wśród kolei życia raduje się i cierpi, przy czym nie ma w niej żadnej wymuszonej ascezy. W wierszu wyraża myśl, że Maryja emanuje radością nie z powodu ubóstwa, ale pomimo niego (13)[9]. Teresa, którą mimo wielkich cierpień słusznie uważa się za radosną świętą, w zgodzie z duchem karmelitańskim ukazuje nie tylko „boleści”, ale i „radości” Maryi.

Maryja jest najlepszym, najpiękniejszym  wzorem odniesienia do Chrystusa. Wzorem naszej pobożności, odpowiedzią, jak żyć, jak Go słuchać. Dopiero taki ewangeliczny, pełen dynamiki obraz Marii z Nazaretu Teresa wzbogaca o rys ludzkiej wspomożycielki. Maryja jest dla Teresy w pierwszym rzędzie Matką, ale równocześnie ukochaną przewodniczką, mistrzynią na chrześcijańskiej drodze. Maryja  Teresy z Lisieux  uczy, jak odpowiadać Bogu, ale nie wykonuje za nas naszych zadań. Jest to wyraźne odejście od, nie bójmy się już dziś głośno powiedzieć, wątpliwej pedagogiki,  która nie ma nic przeciwko temu, aby kochająca matka wyręczała dzieci, zamiast je wychowywaćdozadań, jakie każdego z nas ludzi w życiu czekają. Teresa w miłości idzie znacznie dalej niż ci, którzy  „wykorzystują” Maryję,  koncentrując się głównie naprzyzywaniu Jej do pomocy w nieustannych potrzebach.

U Teresy  z Lisieux nie ma zaburzenia proporcji i pogmatwania hierarchii. Maryja właśnie jest dla niej wzorem duchowości chrystocentrycznej, silnej poprzez trwanie przy Jezusie, w prostocie, ufności i umiłowaniu. Wielka Francuzka idzie za intuicją Ojca Kościoła, św. Ambrożego,  który podkreślał, że  Maryja nie jest Bogiem świątyni, ale świątynią Boga.

W wierszu poświęconym Maryi, w którym miłość Teresy do Matki Bożej jest tematem głównym, Jezus Chrystus nigdzie się nie gubi. Inwokacji  do Jezusa i  Jego tytułów  można w wierszu naliczyć ponad 20! I znowu Teresa idzie tropem Pisma Świętego. Szkoda, że polski przekład potraktował  owe przywołania  Jezusa bardzo dowolnie, rezygnując zupełnie z takich tytułów jak Baranek, Odwieczne Słowo, Emmanuel, Syn równy Ojcu, Ocean Miłości. Czterokrotnie natomiast zastosowano niewystępujący w tekście tytuł „Stwórca”. Teresa znajduje również teologiczną interpretację dla określenia „pierworodny syn Maryi” Łk 2,7. Jezus był pierworodnym, a następnymi są wszystkie grzeszne  (ludzkie – JPM) dzieci.

Teresa  ukazuje więc swoją maryjność pozbawioną „zarówno wszelkiej fałszywej przesady, jak i wszelkiego zbyt ograniczającego spojrzenia”[10]. Kieruje się sercem – to słowo pojawia się w wierszu wiele razy – ale też stoi na twardym gruncie Prawdy Objawionej. Pobożność indywidualna nie przysłania „społecznego wymiaru” przylgnięcia do Maryi poprzez  zaangażowanie w codzienne sprawy bliźniego.  Co bardzo istotne, Teresa rozszerza  duchową przestrzeń,  którą zawęziłoby  wezwanie „Ilekroć myślisz o Maryi, Maryja za ciebie myśli o Bogu”[11]. Stawia bowiem  wymagania wychodzące poza kult maryjny, bo chodzi jej o kultywowanie egzystencjalnej więzi z Theotokos.  Mówi (a przede wszystkim wciela w czyn)swoje przekonanie, że „Elle aime mieux l’ imitation que l’ admiration et sa vie a été si simple![12]. Ale tego  „Ona woli naśladowanie niż zachwyty” akurat w polskich przekładach nie znajdziemy.

 


[1] Teresa z Lisieux, Żółty zeszyt. Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa (zapis z 20 sierpnia 1897), tłum. E. Szwarcenberg Czerny i J. Dobraczyński, PAX, Warszawa  2004.

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] Dopiero współczesny tłumacz literatury polskiej na francuski Krzysztof Jeżewski, którego przekład o ile mi wiadomo, nie jest spopularyzowany, stosuje słowo Dziecko (www.mariedenazareth.com). Przykładowo:„Mówisz do pięknego Dziecka”, „A Bóg-Dziecko…” „Czyż najpiękniejszą z ojczyzn nie jest Jezus mały?”.

[6] Teresa z Lisieux, Żółty zeszyt, (zapis z 23 sierpnia 1897), wyd. cyt.

[7] Poezje św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Warszawa 1937 roku, z oryginału przełożyły anonimowo Paulina Kowalczewska i karmelitanki bose z Przemyśla. Jest to pierwsze całkowite wydanie poezji Teresy w dziesięciolecie jej kanonizacji. W 1971 roku ukazało się  kolejne polskie wydanie. Przekład przejrzał i poprawił O. Bernard od Matki Bożej OCD, wprowadzając tylko kilka zmian.

[8] Termin Królowa pojawia się w wierszu 7 razy (w tym po dwa razy Królowa Nieba, Królowa męczenników, Królowa wybranych i raz  Królowa Aniołów). Inwokacja „Dziewico Niepokalana” użyta jest dwa  razy. Spoza tego kręgu autorka wprowadza tytuł: „Królowa Wybranych”.

[9] Kluczowe dla Teresy zdanie w ostatniej wersji przekładu „Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary” w pierwszej wersji polskiego przekładu brzmiało: „Sama pragniesz goryczy do dna wypić czarę!”.

[10] Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium, nr 67.

[11] Grignion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, 225.

[12] Żółty zeszyt (zapis z dnia 23 sierpnia), wyd. cyt. Tekst oryginalny podaję za:  Thérèse de L’Enfant Jésus et de la Sainte Face, Oeuvres complètes, Cerf et Desclée de Brouwer, Paris 1992,  s.1107.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata