70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wczesne chrzescijaństwo i homoseksualizm. Na kanwie ksiązki Johna Boswella

Ojcowie Kościoła, którzy potępiali akty homoseksualne, nie mniej ostro potępiali zachowania, które obecne chrześcijaństwo akceptuje, takie jak: pożyczanie na procent, noszenie biżuterii, golenie się, noszenie peruk, regularne kąpiele, pełnienie służby w świeckim rządzie lub armii etc. Boswell uważa, że ich potępienie zachowań homoseksualnych brało się z ich dezinformacji, uprzedzeń lub literalnej interpretacji Biblii.

Prace wielu współczesnych naukowców amerykańskich podejmują coraz szerzej dziś dyskutowany problem orientacji seksualnej. Problem ten, stary jak człowiek, dzieli nie tylko laików, ale również filozofów, filologów klasycznych, historyków i literaturoznawców. Co ciekawe, impuls wprowadzenia do curriculum uniwersyteckiego badań nad mniejszościami seksualnymi w amerykańskim środowisku akademickim (obecnie badania te znane jako gender/queer studies[1]) wyszedł od naukowców, którzy nie ukrywali nigdy swoich przekonań religijnych. Wśród nich znajdował się David Herlihy, jeden z najwybitniejszych amerykańskich badaczy średniowiecza, autor cennego zbioru esejów: One Hundred Years of Homosexuality and Other Essays on Greek Love (New York: Routledge, Chapman and Hall 1989), jeden z założycieli Women’s Studies Committee na Uniwersytecie Harwardzkim. Herlihy był konserwatystą, bardzo religijnym katolikiem, ojcem rodziny, ale w przeciwieństwie do wielu konserwatystów atakujących ten typ badań, cechował go wielki respekt dla inności drugiego człowieka oraz pasja zgłębiania prawdy i pragnienie rozumienia innych. Wydawało mu się groteskowym to, że tak mało wie o życiu kobiet w okresie, nad którym pracował; a zawstydzającym to, że nie dbał, by czegoś na ten temat się dowiedzieć. Tę niewiedzę i nieświadomość łączył z faktem, że w latach 60. na Harwardzie ani kobiety ani homoseksualiści nie cieszyli się równym traktowaniem. Stał się on następnie inicjatorem  badań nad mniejszościami seksualnymi, gdy zachęcił swojego doktoranta Johna Boswella do badań nad stosunkiem chrześcijaństwa do homoseksualizmu.

To właśnie późniejszy profesor Yale, John Boswell – głęboko wierzący katolik, otwarcie mówiący nie tylko o swoich przekonaniach religijnych, ale również seksualnych, jeden z inicjatorów powstania Lesbian and Gay Studies Center na Yale University – napisał książkę, która nie mogła przejść bez echa w amerykańskiej debacie na temat mniejszości seksualnych. Po jego dramatycznej śmierci w 1994 roku (zmarł w wyniku powikłań związanych z chorobą AIDS), James Brundage z University of Kansas stwierdził, że zasługą Boswella było przede wszystkim stawianie ważnych problemów, a więc jego intelektualna śmiałość, mylona może niesłusznie z prowokacją. Jego słynna, niezwykle kontrowersyjna książka Christianity, Social Tolerance and Homosexuality – opublikowana w 1980 roku przez University of Chicago Press – wreszcie trafiła pod strzechy polskich księgarń. Książka ta wydaje się istotna z jednego zasadniczego powodu: jej najważniejszym celem jest próba podważenia powszechnego poglądu, zgodnie z którym przekonania religijne – chrześcijańskie, jak i inne – mogłyby być przyczyną nietolerancji w stosunku do homoseksualistów. Cel to ambitny, bo przecież większość filozofów broniących praw mniejszości seksualnych – tacy jak Michel Foucault czy Martha Nussbaum – choć używa różnych, często wykluczających się argumentów, wyraźnie twierdzi, że istnieje ogromna przepaść między tym, w jaki sposób traktuje się seksualność człowieka w kulturze antycznej, a jak w chrześcijaństwie.

Książka – uhonorowana w 1981 roku przez American Book Award for History i The Stonewall Book Award – została określona w Ameryce jako rewolucyjna interpretacja zachodniej tradycji, w której Boswell argumentuje za tym, że wczesny Kościół rzymskokatolicki nie potępiał homoseksualizmu. Przywiązana do norm inteligencja laicka  deprecjonowała Boswella jako apologetę katolickiego, konserwatyści nazywali obrońcą praw homoseksualistów. Nawrócony na katolicyzm w college’u, choć w wielu swoich przekonaniach religijnych był niezwykle ortodoksyjny, nie zgadzał się z niechęcią Kościoła katolickiego wobec zachowań i relacji homoseksualnych, i całe swoje życie naukowe – badając historię – poświęcił próbie znalezienia podstaw dla pogodzenia jego religijnych przekonań z własną orientacją seksualną. Niezależnie od tego, czy Boswellowi się udało (a wielu krytyków uważa, że tak, choć zdania są podzielone) warto przyjrzeć się jego badaniom, które wyglądają na imponujące.

Książka Chrześcijaństwo, tolerancja społeczna i homoseksualność (przeł. Jerzy Krzyszpień, Kraków: Nomos 2006) przez Michela Foucaulta określona jako „naprawdę przełomowa” i ukazująca niezbadane dotąd rejony historii za pomocą wielkiej erudycji autora, jest wynikiem jego dziesięcioletnich badań i analiz dokumentów prawnych, traktatów teologicznych i filozoficznych oraz literatury w różnych językach. Troska o precyzję, wszechstronne naświetlenie problemów oraz prawdziwa pasja człowieka, któremu przyświeca przecież przede wszystkim cel osobisty, sprawiają, że – jak zauważa na łamach „New York Times Book Review” Paul Robinson – książka pełna jest „intelektualnego dramatyzmu”. Nie sposób na kilku stronach zarysować ogromu problemów, jakie Boswell podnosi. Po jej przeczytaniu ma się wrażenie, że Boswell jest człowiekiem z tysiącem argumentów, który za pomocą swych dociekliwych pytań obnaża bezlitośnie słabości i niekonsekwencje nauczania Kościoła katolickiego na temat ludzkiej seksualności. Z żarliwością broni nie tylko swoich preferencji seksualnych, ale koniecznie chce je pogodzić z wyznawanym systemem religijnym, ba, może nawet nagiąć go do nich. Nie sposób jednak odmówić Boswellowi kompetencji czy zarzucić ignorancji, a wartość poznawcza jego książki jest ogromna. Wydaje się, że autor przeczytał i zbadał dokładnie wszystko, co w latach 70. było dostępne na ten temat. Boswell zauważa w przedmowie, że jego rola – rola historyka – ma na celu przede wszystkim rejestrowanie i wyjaśnianie faktów, a nie popieranie lub krytykowanie jakiegoś punktu widzenia. Dlatego skoro uważa się powszechnie, że źródłem uprzedzeń średniowiecza były teksty religijne, Boswell skrupulatnie je analizuje, pytając, czy rzeczywiście mogły się stać źródłem nietolerancji wobec homoseksualności. Udaje mu się wykazać, że to, co mogło wydawać się źródłem powszechnej niechęci w przeszłości, w rzeczywistości nim nie było. To, co może uderzyć w książce jako stronniczy punkt widzenia – pisze Boswell – „polega na braku negatywnego nastawienia w tej kwestii, które na współczesnym Zachodzie jest wszechobecne. Po długotrwałym hałasie nagła cisza może zdawać się ogłuszająca”.

Dlatego duża część książki Boswella ma na celu „sprostowanie powszechnego wyobrażenia, że jeśli chodzi o gejów i lesbijki, przyczyną nietolerancji są przekonania religijne – chrześcijańskie lub inne”. Przekonania religijne – ciągnie Boswell – mogą stanowić przykrywkę dla nietolerancji lub nią nasiąknąć, ale „staranna analiza prawie zawsze może prowadzić do rozróżniania między sumiennym stosowaniem zasad etyki religijnej a posługiwaniem się religijnymi nakazami w celu usprawiedliwiania osobistej niechęci lub uprzedzenia. Jeśli dla usprawiedliwienia ucisku religijnego ograniczenia wykorzystują ludzie, którzy regularnie okazują brak poszanowania dla nakazów takiej samej wagi z tego samego kodeksu moralnego, lub jeśli stoi się na straży zakazów krępujących nielubianą mniejszość, podczas gdy porównywalne nakazy dotyczące większości są łagodzone lub ponownie interpretowane – należy podejrzewać, że czynnikiem skłaniającym do ucisku jest coś innego niż przekonanie religijne”.

Zanim jednak przejdę do przedstawienia tego, w jaki sposób Boswell obala poglądy, zgodnie z którymi przekonania religijne nastawiały negatywnie pierwszych chrześcijan do homoseksualności, należy zauważyć, iż badania Boswella obejmują okres od początków ery chrześcijańskiej do końca średniowiecza. Jego zdaniem, społeczeństwo rzymskie na ogół nie wyróżniało preferujących własną płeć spośród innych, a „homoseksualne zainteresowania i zachowanie uważało za zwyczajną część wachlarza erotyki człowieka”. Prawdopodobnie odziedziczyło takie poglądy po Grekach[2]. Jeśli chodzi o stosunek wczesnego Kościoła chrześcijańskiego, wydaje się – uważa Boswell – nie sprzeciwiał się on homoseksualizmowi jako takiemu. Na poparcie tej tezy Boswell analizuje teksty Biblii[3] oraz ojców Kościoła na ten temat.

Boswell obala pogląd, zgodnie z którym niechęć do homoseksualności obecna w Piśmie Świętym nastawiła przeciwko niej społeczeństwa Europy. Jego argumentacja jest następująca: te same księgi Biblii, o których sądzi się, że potępiają homoseksualność, w bardzo ostry sposób potępiają obłudę. Pomimo to społeczeństwo zachodnie nie wytworzyło jakiegoś społecznego tabu przeciwko obłudzie, nie twierdziło, że obłudnicy postępują „wbrew naturze” i nie wprowadziło ich do getta uciskanej mniejszości, nie palono ich na stosie. Mimo że obłuda była potępiana przez Chrystusa i przez Kościół, nigdy nie wprowadzono przepisów przewidujących karanie tego grzechu. Dlaczego? Boswell odpowiada: „najwyraźniej w państwach późnego średniowiecza poza dawaniem pierwszeństwa Biblii działały jakieś inne czynniki, które powodowały, że przydzielano koncesje prostytutkom, lecz palono preferujących własną płeć”.

Boswell uważa również, że anachronizmem jest twierdzenie, iż główną przyczyną zniszczenia Sodomy był grzech homoseksualizmu (oczywiście w Biblii nie istnieje termin „homoseksualność” – pierwszy raz pojawił się on w języku niemieckim w 1869 roku). Za pomocą analizy filologicznej wykazuje, że akcenty seksualne są w tym fragmencie Biblii drugorzędne, natomiast pierwotny moralny jego wydźwięk dotyczy gościnności (Rdz 19). Krótko mówiąc, Lot, podejmując w nocy nieznanych gości w obrębie murów miasta, naruszył sodomski zwyczaj, ponieważ sprzeciwił się starszyźnie miejskiej. Gdy mężczyźni Sodomy zebrali się, by zażądać wyprowadzenia do nich nieznajomych, „aby mogli ich poznać”, mieli zamiar poznać, kim byli. W Biblii Tysiąclecia czasownik ten jest przetłumaczony jako „obcować z nimi” i sugeruje poznanie cielesne, natomiast i Boswell, i Derrick Bailey, autor Homosexuality and the Western Christian Tradition (London 1955), zwracają uwagę na to, że czasownik ten spośród 943 wypadków użycia go w Biblii tylko w 10 przypadkach zostaje on użyty w znaczeniu poznania cielesnego. Passus o Sodomie jest jedynym miejscem w Starym Testamencie, w którym słowo to rozumie się właśnie w tym znaczeniu. Boswell uważa również, że Chrystus twierdził, iż Sodoma została zniszczona za grzech niegościnności (Mt 10, 14-15, Łk 10, 10-12), poza tym Orygenes, który miał poglądy krańcowo ascetyczne i antyseksualne, analizując fragment o Sodomie nie poruszał zagadnienia homoseksualizmu, lecz dostrzegał wyłącznie problem gościnności. Zdaniem Boswella, jedynym miejscem  Starego Testamentu, w którym mówi się o aktach homoseksualnych, jest Księga Kapłańska (18, 20; 20, 13), gdzie współżycie dwóch mężczyzn określane jest jako obrzydliwość. Hebrajskie słowo „toevah” przełożone jako „obrzydliwość” nie oznacza czegoś samego w sobie złego, lecz coś, co dla Żydów jest nieczyste pod względem rytualnym, jak np. spożywanie wieprzowiny. Boswell uważa, że zakazy Księgi Kapłańskiej w niewielkim stopniu wpływały na moralność chrześcijan wczesnego okresu. Kwestię stosunku nawróconych na chrześcijaństwo Żydów rozwiązał sobór jerozolimski ok. 49 roku, który postanowił, że nawróceni na wiarę chrześcijańską poganie nie będą związani żadnymi wymogami prawa mojżeszowego, dlatego żaden wczesnochrześcijański pisarz nie powoływał się na Księgę Kapłańską jako autorytet zakazujący aktów homoseksualnych: moralność nowego prawa nie była uzasadniana za pomocą starego. Często jednak działo się tak, zauważa Boswell, że niechęć do homoseksualności skłaniała nielicznych teologów chrześcijańskich – takich jak Klemens Aleksandryjski – do zachowania tych fragmentów.

Jeśli chodzi o stosunek listów Św. Pawła do aktów homoseksualnych, zdaniem Boswella, „Św. Paweł (…) nigdy nie sugerował, że istnieje jakiś historyczny lub prawny powód, by zachowanie homoseksualne dezaprobować”. Jednak najbardziej jednoznaczną wypowiedzią Pawła na ten temat jest fragment z Listu do Rzymian (1, 26-27). Przedstawię go w przekładzie Boswella: „Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę pozbawiających szacunku namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie naturalne na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy naturalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie odbierając zapłatę należną za błąd”. W porównaniu z Biblią Tysiąclecia, przekład ten wydaje się raczej dość złagodzony (np. w miejscu „błędu” znajdujemy w Tysiąclatce „zboczenie”). Boswell uważa, że nie wiemy nic o tym, czy Paweł był świadom istnienia ludzi preferujących własną płeć, dlatego wydaje się, że „nie omawiał gejów i lesbijek, lecz jedynie czyny homoseksualne popełniane przez ludzi heteroseksualnych”. Boswell jest przekonany, że słowa Pawła nie potępiają wyraźnie aktów homoseksualnych, zwracają jednak uwagę na bardzo ważny problem, związany z tym, że czyny te określa się jako będące „wbrew naturze” (παρά φύσιν). Fraza ta po raz pierwszy została użyta przez Platona w Prawach (636B-C; 825E-842), gdzie określa on – w tym jednym miejscu – stosunki homoseksualne jako nienaturalne, co – zdaniem Boswella – jest zdumiewające, gdyż wszystkie opisywane pragnienia seksualne przez Platona mają charakter prawie wyłącznie homoseksualny. Tę „nienaturalność” możemy interpretować, uważa Boswell, jako „niezwiązanie z rodzeniem” czy „nieprokreacyjność”, a nie „nienaturalność” w znaczeniu naruszania jakiegoś nadrzędnego prawa moralnego, ponieważ pojęcie „prawa naturalnego” nie było wtedy rozwinięte; nie mógł go też znać św. Paweł, dla którego „natura” nie była – zdaniem Boswella – kwestią powszechnego prawa lub prawdy, lecz raczej zagadnieniem charakteru jakiegoś człowieka lub grupy ludzi, charakteru w dużej mierze etnicznego i całkowicie ludzkiego. „Natura” dla Pawła nie była siłą moralną, poganie byli poganami z natury, Żydzi Żydami z natury. Natura nie była przez niego rozumiana jako coś abstrakcyjnego, lecz zawsze jako natura czyjaś. Podobnie mylącym słowem jest „wbrew”. Boswell zauważa, że w uzusie językowym Nowego Testamentu παρά konotuje nie znaczenie „przeciw”, lecz raczej „więcej niż”, „ponad, poza”. Fraza ta zostaje również użyta do określenia zbawienia pogan przez Boga, dlatego Boswell uważa, iż nie możemy stwierdzić, że konotuje ona niegodziwość, lecz raczej działanie nieoczekiwane, niezwyczajne, odmienne od tego, co zdarzyłoby się normalną koleją rzeczy, czyli „poza naturą”, lecz nie niemoralne czy z konieczności grzeszne.

Boswell uważa, że „niezależnie od określonych zakazów zezwolenie chrześcijanom na stosunki seksualne wykluczałaby główna idea seksualności nowotestamentowej”. Jednak wygląda na to, że dla samego Chrystusa seksualność była w dużej mierze rzeczą obojętną. Na temat obyczajów seksualnych wypowiadał się nader skąpo. Wydaje się, że jedyną ważną kwestią seksualną dla niego była wierność oraz trwałość związku małżeńskiego, nie wspominał jednak nic o prokreacji czy wychowywaniu dzieci. Boswell uważa, że prawdopodobnie Św. Paweł byłby przeciwny takiej formie seksualności, której celem byłaby tylko przyjemność, jednak nie sugerował żadnego związku między seksualnością i prokreacją, a za seksualność dozwoloną uważał wyraźnie taką, która będzie ograniczona do trwałego i monogamicznego związku, i będzie polegała na dobrym zarządzaniu, tzn. korzystaniu z niej w sposób, który nie jest obsesyjny (1 Kor 6, 12), nie powoduje skandalu i nie odrywa chrześcijan od służeniu Panu (1 Kor 7, 35). Boswell twierdzi, że nie ma jakiegoś inherentnego powodu, dla którego związki osób tej samej płci nie mogłyby tych kryteriów spełniać, jednak ktoś może stwierdzić, że wypowiedzi Jezusa na temat heteroseksualnych związków mogą sugerować jego brak akceptacji związków homoseksualnych. Boswell uważa, że przy takiej argumentacji powinno się pamiętać o historycznych okolicznościach formułowania wczesnochrześcijańskiej etyki seksualnej. Wydaje się, że zamiarem Jezusa i Pawła nie było wyjaśnianie całej gamy uczuć ludzkich lub ustanawianie dotyczących ich praw, lecz odpowiedź na kłopotliwe pytania na temat małżeństwa między kobietą i mężczyzną. Pytania ta były zadawane w czasach, gdy nie było służb socjalnych zajmujących się wdowami i sierotami, nie było alimentów dla rozwiedzionych, porzucania niechcianych dzieci etc, zatem Nowy Testament dawał tylko zarys akcji socjalnej. Związki jednopłciowe takich problemów prawnych nie stwarzały. Problem miłości romantycznej – zdaniem Boswella – mógł być dla Pawła nieznany, albo uważał go za coś niemającego związku z podstawowymi prawdami doktryny chrześcijańskiej, lub za coś, co chrześcijanie mogli regulować sami, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Boswell uważa więc, że „nie można wykazać, iż Nowy Testament zajmuje wobec homoseksualności jakieś stanowisko. Sugerowanie, że wzmianki Pawła o ekscesach w oddawaniu się przyjemnościom seksualnym wiążącym się z zachowaniem homoseksualnym wskazują na stanowisko ogólnej dezaprobaty dla homoerotyki, jest tak samo bezpodstawne, jak twierdzenie, że potępienie przez niego pijaństwa oznacza, iż był przeciwny piciu wina”. Wpływ Nowego Testamentu na kształtowanie się homoseksualności Boswell uważa co najwyżej za dyskusyjny, a „najrozsądniejszy historyczny punkt widzenia mógłby być taki, że nie miało ono żadnego wpływu”. Dlatego źródła antygejowskich poglądów wśród chrześcijan należy szukać gdzie indziej.

Niechęć wobec ludzi przedkładających własną płeć nad cudzą stała się widoczna w Europie w okresie rozpadu cesarstwa rzymskiego – od III do VI wieku. Wśród przyczyn Boswell wymienia przede wszystkim zniknięcie miejskich subkultur, coraz wyraźniejszą regulację moralności osobistej przez państwo i rosnący absolutyzm w sprawowaniu władzy, który dawał coraz większą kontrolę nad osobistymi aspektami życia obywateli oraz społeczną presję na rzecz ascetyzmu we wszystkich sprawach seksualnych. Choć urzędową religią cesarstwa rzymskiego było od IV wieku chrześcijaństwo, Boswell nie uważa, by to ono stworzyło nową moralność, a charakteryzowanie go jako religii podatnej na antygejowskie poglądy uważa za mylące. Wtedy jednak powstawały tradycje moralne, które miały duży wpływ we wczesnym chrześcijaństwie na postawy wobec seksualności. Wśród nich znajdował się dualizm z jego niechęcią do ciała i przyjemności, a wielu ojców Kościoła, takich jak Św. Augustyn, Hieronim czy Orygenes w ogóle odrzucali erotykę jako pozytywne doświadczenie człowieka, uważając, że przyjemność, nawet podczas aktu prokreacyjnego, jest grzechem, a ludzkie związki seksualne może usprawiedliwić tylko ich funkcja. Nie przeszkadzało to jednak wielu znaczącym chrześcijanom, nawet kanonizowanym, być zaangażowanymi w związki – choć nie ma dowodu na to, że mogły mieć charakter seksualny – które trzeba nazwać namiętnymi. Boswell jako przykład z tych czasów wymienia Św. Paulina, biskupa Noli oraz Auzoniusza, których związek znalazł odbicie w poezji, nadając ton dużej części późniejszej literatury miłosnej średniowiecza. Z badań Boswella wynika, że do końca wieku XII teologia moralna traktowała homoseksualność w najgorszym razie jako coś podobnego do heteroseksualnego nierządu, ale najczęściej zachowywała w tej sprawie milczenie. Boswell zauważa również, że ci sami ojcowie Kościoła, którzy potępiali akty homoseksualne, nie mniej ostro potępiali zachowania, które obecne chrześcijaństwo akceptuje, takie jak: pożyczanie na procent, noszenie biżuterii, golenie się, noszenie peruk, regularne kąpiele, pełnienie służby w świeckim rządzie lub armii etc. Boswell uważa, że ich potępienie zachowań homoseksualnych brało się z ich dezinformacji, uprzedzeń lub literalnej interpretacji Biblii. Pyta, dlaczego dziś żadne z tych wcześniej wymienionych zachowań nie jest przedmiotem sporu, a dezaprobata kilku znanych ojców Kościoła spowodowała, że spośród setek zakazanych czynów tylko homoseksualność naznaczona została w kulturze Zachodu takim mocnym piętnem.

W tym miejscu warto również zauważyć, że w 533 roku cesarz Justynian wydał prawo kategorycznie zakazujące zachowań homoseksualnych i umieścił je w tej samej kategorii co cudzołóstwo. Dezaprobata ta została wyrażona w odwołaniu do religii. Powoływanie się władzy świeckiej – zauważa Boswell – na nakazy Biblii było typowym sposobem nękania i ucisku w kwestiach politycznych, społecznych i religijnych. Prawodawstwo Justyniana w tej dziedzinie jest dość zaskakujące, ponieważ z jednej strony – powołując się na autorytet Biblii – wyraża sprzeciw wobec ludzi preferujących własną płeć, a z drugiej zezwala na rozwiązanie małżeństwa za obopólną zgodą, co kłóci się z ówczesnym nauczaniem ojców Kościoła. Kościół dopiero w wyniku bezpośrednich królewskich rozkazów, aby ustanowiono w sprawie homoseksualistów prawodawstwo kościelne, wydał dekret synodalny przewidujący w wypadku duchownych praktykujących zachowania homoseksualne degradację ze święceń i wygnanie, a w wypadku osoby świeckiej ekskomunikę i wygnanie. Było to jednak i tak złagodzenie prawa świeckiego w tej sprawie. Boswell uważa, że istnieje sporo dowodów na to, że w tym czasie stosunki homoseksualne kojarzono szczególnie z duchowieństwem (Alkuin i jego uczniowie, opat Walafryd Strabo i mnich Gotszałek), co potwierdza poezja tego czasu przypominająca nawet sonety miłosne epoki elżbietańskiej.

Ożywienie gospodarki miejskiej i życia miejskiego w XI i XII wieku oraz reforma życia klasztornego, miały – zdaniem Boswella – ogromne znaczenie dla ludzi preferujących własną płeć, składały się bowiem na przyczyny pojawiania się subkultury gejowskiej w tym czasie. Boswell twierdzi, że „statystycznie rzecz biorąc, udział literatury homoerotycznej w twórczości literackiej, która zachowała się z tego okresu, jest zdumiewający”. Jeszcze bardziej zdumiewający są jej autorzy. Wśród nich Boswell wymienia Św. Anzelma, najpierw przeora wspólnoty w Bec, potem arcybiskupa Canterbury. „To on – pisze Boswell – umieścił w centrum zainteresowania społeczeństwa średniowiecznego tradycję namiętnej przyjaźni wśród mnichów (tak samo jak zapobiegł ogłoszeniu pierwszego antyhomoseksualnego prawodawstwa w Anglii). Św. Anzelm był oddany zakonnemu ideałowi celibatu, jednak zachowało się kilka jego listów – do Lanfranka, potem do Gilberta[4] – które przesycone są wielkim ładunkiem uczuć, a adresowane są do „ukochanego kochanka”. Boswell jest przekonany, że miłość Anzelma nie była oderwana od duchowości, wręcz przeciwnie, „z tych przyjaźni i dyskusji, które je cementowały, powstawały (…) traktaty teologiczne”. Jednym z najciekawszych tekstów tej epoki są również traktaty Św. Elreda z Rievaulx, który był opatem klasztoru cystersów w Anglii, doradcą króla Henryka II, przyjacielem króla Szkocji Dawida (syna Św. Małgorzaty). W traktatach Zwierciadło miłości i Przyjaźń duchowa Św. Elred rozwija pojęcie przyjaźni chrześcijańskiej, w której wielki nacisk kładzie na uczucie, pokazując współzależność między miłością ludzką i duchową. Twierdzi na przykład, że podstawą życia zakonnego, jak i sposobem zbliżania się do miłości Boskiej jest przyjaźń i miłość ludzka. Jego idealizacja miłości między mężczyznami była w ówczesnych czasach innowacją teologiczną. Po wstąpieniu do zakonu i złożeniu ślubu celibatu Elredowi nie udało  się zmienić swojego życia uczuciowego – zakochał się w dwóch mnichach. Po śmierci jednego z nich pisał: „Lecz niektórzy po moich łzach mogą sądzić, że moja miłość była zbyt cielesna. Niech myślą, co chcą (…). Inni widzą, co robi się na zewnątrz; nie mogą dostrzec, jak cierpię wewnątrz”. Elred uważał, że uczucie jest niezbędnym składnikiem każdej przyjaźni między mnichami, a będąc już opatem swoim podopiecznym pozwalał na trzymanie się za ręce czy wyrażanie uczuć na różne fizyczne sposoby, które traktował za szczebel, po którym mnisi dochodzili do związku wznioślejszego, obejmującego również Boga. Pisał o tym w ten sposób: „Cóż więc mogę jeszcze powiedzieć? Czy tak kochać i tak być kochanym nie było przedsmakiem bycia błogosławionym?”. To jakość uczucia, intensywność miłości miała w rozumieniu Elreda prymat przed biologiczną funkcją miłości.

Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób Boswell, a jak kronikarze tamtych czasów widzą tę niezwykłą częstotliwość zachowań homoseksualnych. Bernard z Morlaix w traktacie Pogarda świata pisze, że geje „są tak liczni jak ziarna jęczmienia, jest ich tak dużo, jak muszli w morzu lub piasku na brzegu”, a miasta, wsie, a nawet miejsca święte „zalewa” bez zawstydzenia seksualność gejowska. Zupełnie inaczej widzi to Boswell: „W wieku XI i XII miłość jakby znikąd wdarła się w tysiącu wcieleń do wsi, miast i klasztorów Europy, a jej ciepło obudziło z długiego zimowego snu ogniste namiętności Europy starożytnej. Ascetyczną duchowość ojców pustyni przekształciła w namiętny mistycyzm św. Bernarda [z Clairvaux – przyp. AG], bariery samotnych cel klasztornych Bazylego przełamała serdecznymi przyjaźniami świętych Anzelma i Elreda, teologię patrystyczną, cechującą się wyłącznie funkcjonalistycznym podejściem do stosunków seksualnych, przeobraziła w chrześcijański romantyzm, który w okresie rozkwitu średniowiecza zdawał się wszystko przed sobą zmiatać. Temu podniesieniu miłości z pozycji pogardzanego zaburzenia umysłowego do siły ożywiającej większość chrześcijańskich stylów życia towarzyszył (…) wielki rozkwit miast (…), który przyniósł z sobą otaczanie czcią humanizmu starożytności (…) oraz nowy szacunek dla wolności osobistej, osobistych wartości i osobistych uczuć. Okoliczności te sprzyjały nie tylko tolerancji społecznej wobec jednostek o osobliwych cechach, lecz także rozkwitowi kultur mniejszościowych, z których wiele wniosło trwały wkład w wartości kulturowe większości”.

Za ostateczną syntezę teologii moralnej okresu rozkwitu średniowiecza należy uznać system św. Tomasza z Akwinu. Boswell nie może zrozumieć, w jaki sposób stosunek Tomasza do homoseksualności mógłby być zgodny z jego ogólnymi zasadami moralnymi, a tym bardziej ich konsekwencją. Oczywiście to temat na osobny tekst, ponieważ Boswell bardzo drobiazgowo analizuje poglądy Akwinaty w tej kwestii. Głównym trzonem argumentacji Tomasza jest to, iż zachowania homoseksualne są przeciwne naturze, w której odzwierciedla się zamysł Boga, a więc są niezgodne z jego wolą. W dziele Summa contra gentiles Akwinata twierdzi, że przeznaczeniem nasienia mężczyzny jest prokreacja, a niewłaściwe wykorzystywanie go jest przeciwne naturze. Ten sposób rozumowania oparty jest na przesłance etycznej, zgodnie z którą wzrost populacji gatunku stanowi dobro moralne. Boswell jest przekonany, że ta przesłanka nie ma związku ani z tym, co mówi Biblia na ten temat, ani z tym, co sądzi w tej kwestii np. Św. Augustyn. Do wzrostu populacji zobligowany jest przede wszystkim rodzaj ludzki jako całość. Akwinata przyznaje potem – biorąc za przykład dobrowolne dziewictwo – że poszczególne osoby nie mają obowiązku przyczyniać się do zachowania gatunku poprzez prokreację. W Summie teologicznej Tomasz zmienia swój sposób argumentacji. Do „występków przeciw naturze” zalicza również współżycie homoseksualne. Tomasz w tym miejscu nie określa dokładnie tego, co rozumie pod terminem „naturalne”, jednak – jako że o prawie naturalnym w innych miejscach mówi jako o partycypacji istot rozumnych w prawie wiecznym – wydaje się, że „naturalne” dla niego znaczy tyle samo co „moralne”. Później przyznaje, że „nienaturalne” są nie tylko wszystkie grzechy seksualne, ale również wszystkie grzechy każdego rodzaju, zauważa Boswell. We wcześniejszych partiach Summy Tomasz definiuje naturę jeszcze w inny sposób. Pisze, że natura człowieka to przede wszystkim jego umysł i rozum, ze względu na który człowiek jest odrębnym gatunkiem. Boswell zauważa, że „naprawdę bardzo trudno zrozumieć, jak homoseksualność pogwałca <<naturę>> w znaczeniu rozumu człowieka”. W innym miejscu Tomasz pisze o tym, że „naturalne skłonności istnieją w rzeczach z woli Boga, który wszystkim porusza. (…) To zaś, co jest celem jakichś rzeczy naturalnych, nie może być samo w sobie złe, ponieważ to, co istnieje naturalnie, jest kierowane przez opatrzność Boską, by spełniało jakiś cel”[5]. Boswell uważa, że homoseksualność, jak i kobiecość, występują u pewnych osób „naturalnie”, i nie można o nich powiedzieć, że są same w sobie złe. Tymczasem Akwinata zauważa, że kobieta nie jest głównym celem natury, i dlatego jest wytworem „wadliwych”, „nienaturalnych” okoliczności. Jednak zauważyć należy, że choć Tomasz sądził, że w tym sensie kobiety są „niedoszłymi” mężczyznami i pod pewnymi praktycznymi względami stoją niżej od mężczyzn, na pewno nie uważał zachowania kobiecego za moralnie gorsze od zachowania dyktowanego stanem męskim. Nie można przecież wykazać, iż homoseksualność czy kobiecość są niemoralne dlatego, że nie stanowią głównego celu natury. Koniec argumentacji Tomasza wydaje się dość zaskakujący. Przyznaje on, że – jak wyraża to Boswell – „zaszeregowanie przez niego aktów homoseksualnych do <<nienaturalnych>> jest ustępstwem na rzecz odczuć i języka ogółu”: jest to po prostu jego reakcja na presję niechęci ogółu. Boswell twierdzi, że – skoro Tomasz uważa wszystkie grzechy za „nienaturalne”, zbędnym jest wyróżniać homoseksualność i twierdzić, że jest to grzech, ponieważ jest ona czymś „nienaturalnym”. Aby wykazać, że homoseksualność jest niemoralna z teologicznego punktu widzenia należałoby – uważa Boswell – wykazać, że jest ona grzechem oprócz tego, że jest „nienaturalna”. Ale Tomasz tego nie czyni. Na krytyce nauk Św. Tomasza Boswell kończy swoją książkę.

Sytuacja ta zmienia się począwszy od połowy XII wieku, kiedy w literaturze popularnej pojawia się wrogość w stosunku do ludzi preferujących własną płeć. Wśród przyczyn takiego stanu Boswell widzi wyprawy krzyżowe przeciw niechrześcijanom i heretykom, wypędzenie Żydów z wielu regionów Europy, powstanie inkwizycji. Wszystko to wydaje się wzmagać nietolerancję wobec odchodzenia od norm większości i wobec nonkomformizmu. W państwach korporacyjnych, jakie rozkwitły w tym czasie, łatwiej było pewne zakazy egzekwować. Powstrzymywanie, ścieśnianie, zabezpieczanie, ograniczanie i wykluczanie ostro kontrastowały z tolerancją, śmiałością, akceptacją, poszukiwaniem nowych pomysłów i eksperymentowaniem wczesnego średniowiecza. Homoseksualność uznana została za niebezpieczną, aspołeczną i grzeszną aberrację karaną śmiercią. Dobra podejrzanego o homoseksualizm były konfiskowane na rzecz króla. Można powiedzieć, że monarchowie będący w trudnościach finansowych likwidowali nonkonformizm, łagodząc jednocześnie swoje kłopoty fiskalne. Tego przykładem – zdaniem Boswella – jest choćby historia zakonu templariuszy (ciągle przedmiot sporu historyków), przeciwko któremu Filip Piękny wszczął kampanię dyskredytowania go m. in. oskarżając templariuszy o homoseksualizm. Boswell jest przekonany, że Filip Piękny niszcząc ten bogaty zakon skutecznie podreperował własny budżet.

Niezależnie od tego, czy Boswellowi udało się udowodnić, że homoseksualizm nie był uważany przez wczesne chrześcijaństwo za coś nagannego, udało mu się na pewno postawić wiele intrygujących pytań i w pewnym stopniu na nie odpowiedzieć. Wydaje się, że największą siłą argumentacji Boswella jest on sam, który – podobnie jak żyjący na przełomie XI i XII wieku opat francuskiego klasztoru benedyktynów, a potem arcybiskup Dol, Baudri z Bourgueil – mógłby powiedzieć:

„To, czym jesteśmy, jest przestępstwem, jeśli przestępstwem jest kochać. Bowiem ten Bóg, który sprawił, że żyję, sprawił, że kocham”.

 


[1] Pierwszy wydział Gay, Lesbian, and Bisexual Studies utworzono w City College of San Francisco.

[2]  Poglądy Greków na temat homoseksualności nie są uważane za tak jednoznaczne, jak mogłoby się to wydawać. Nie wdając się jednak w dyskusję, która powinna stanowić osobny artykuł, odsyłam do klasycznej pozycji Kennetha Dovera, Homoseksualizm grecki, przeł. J. Margański, Kraków: Homini 2004, oraz do artykułu Marthy Nussbaum Platonic Love and Colorado Law: The Relevance of Ancient Greek Norms to Modern Sexual Controversies, “Virginia Law Review”, October 80 (1994). Nadmienię jednak tylko tyle, że problem ten sprowadza się głównie do przełożenia greckiego terminu tolmema, a w 1993 roku stał się on nawet przedmiotem debaty sądowej w Denver w stanie Colorado wokół drugiej poprawki (Amendement Two), prawa zakazującego stanowym i lokalnym sądom zatwierdzenie prawa chroniącego osoby o innej orientacji seksualnej przed dyskryminacją. Elektorzy z Colorado zatwierdzili drugą poprawkę do konstytucji za wyjątkiem uchwalenia specjalnych praw zakazujących dyskryminację osób o innej orientacji seksualnej. Aktywiści z kręgów gejowskich natychmiast podjęli działania protestacyjne, tłumacząc, że jej odrzucenie zostało oparte na religijnych przesłankach. Wśród wielu ekspertów (teologów katolickich i żydowskich) również Martha Nussbaum, filozof i filolog klasyczny, została poproszona jako świadek-ekspert wspierający wysiłki gejów. Sednem całej debaty był problem językowy. Platon bowiem klasyfikuje współżycie homoseksualne jako tolmema. Adwersarz Nussbaum, tomista John Finnis termin ten przekłada jako przestępstwo lub potworną zbrodnię. Polemizująca z nim Nussbaum stwierdziła, że przekład Finnisa jest niepoprawny, i że istnieją inne bardziej odpowiednie tłumaczenia. Słowa tego dziś – jej zdaniem – używamy nie w znaczeniu pejoratywnym, ale jako śmiałe ryzykowne przedsięwzięcie lub akt śmiałości. Zdaniem Nussbaum, słowo to jest moralnie neutralne. Zaznaczmy jednak, że autorytatywnym słownikiem jest w tej dziedzinie Leksykon Liddella, Scotta & Jonesa (Liddell, Scott & Jones Lexicon of the Ancient Greek Language), który zawiera pejoratywny przekład tego słowa jako bezwstydnego aktu. Nussbaum określając je jako moralnie neutralny, korzystała z przestarzałej wersji tego słownika, która nie zawiera pejoratywnego znaczenia tego terminu.

[3] Między innymi na jego analizie opiera się książka Daniela A. Helminiaka, Co Biblia naprawdę mówi o homoseksualizmie, przeł. J. Jaworski, Gdynia 2002.

[4] Pozwalam sobie zacytować jeden z listów św. Anzelma: „Brat Anzelm do Dom Gilberta, brata, przyjaciela, ukochanego kochanka (…) słodkie dla mnie, najmilszy przyjacielu, są dary twojej słodyczy, lecz wcale nie mogą pocieszyć mojego serca, smutnego z powodu braku twojej miłości. Nawet gdybyś przysłał każdy zapach perfum, każdy blask metalu, każdy drogi kamień, każdą fakturę tkaniny, jeszcze nie mogłoby to wynagrodzić mojej duszy rozłąki, chyba żeby zwróciło oddzieloną drugą połowę. Świadkiem ból mojego serca właśnie o tym myślącego, tak jak są nim moje oczy zachodzące łzami i zwilżona nimi twarz oraz piszące to palce. Dostrzegłeś, jak ja teraz, moją miłość do ciebie, lecz ja jej nie dostrzegłem. Nasza rozłąka pokazała mi, jak bardzo cię kochałem; człowiek tak naprawdę nie ma wiedzy o dobru i złu, jeśli nie doświadczył ich obu. Nie doświadczywszy twojej nieobecności, nie zdawałem sobie sprawy, jak uroczo było z tobą i jak ciężko jest bez ciebie. Lecz właśnie w wyniku naszej rozłąki zyskałeś towarzystwo kogoś innego, kogo kochasz nie mniej – lub jeszcze bardziej – niż mnie; natomiast ja cię utraciłem i nie ma nikogo, kto by cię zastąpił. Ty więc masz pocieszenie, natomiast mnie nie pozostaje nic prócz złamanego serca”. Boswell cytuje list za: Patrologiae cursus completus, Series Latina, list 1.75, 158: 1144-45.

[5] Cytuję za Boswellem: Św. Tomasz z Akwinu, Summa contra gentiles, 3. 126.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata