70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pochwała ciekawości

Czy wiesz Czytelniku, co będzie w niebie i piekle? Co stanie z naszą duszą i zmartwychwstałym ciałem? Ja nie wiem, ale wiedział św. Tomasz. Pisał nawet o szczegółach: Obudzimy się młodzi i sprawni.  Nasze przemienione ciało zyska wiek późnej młodości (około 30), ale zachowa swoją ziemską płeć i jej znamiona. Nie będzie chromych i kulawych, bo wszystkie ubytki będą uzupełnione. Nawet męczennik zjedzony przez ludożerców odzyska swoje ciało. Nie będzie grubasów i  wszyscy zrzucimy nadmierną ilość tłuszczu, ale nasze ciała zachowają naturalne kształty. Zatem większość z nas nie ma co liczyć na ciało modelki lub na mięśnie gladiatora…

Te wszystkie rewelacje nie pochodzą z jakiegoś religijnego tabloidu, ale z Sumy Teologicznej św. Tomasza – doktora Kościoła i jednego z największych myślicieli Europy. Czujemy zainteresowanie, rozbawienie, ale też spore zażenowanie. Jakby nie tylko ciekawość genialnego teologa została ośmieszona, ale jego myślenie o sprawach ostatecznych ma posmak czegoś grzesznego. Pamiętamy, że Święty Augustyn do końca nie żartował odpowiadając na ciekawskie pytanie: co robił Bóg przed stworzeniem świata? Przygotowywał piekło dla stawiających podobne pytania. Wielu teologów ulegało niezdrowej ciekawości świata, zamiast zgodnie z zaleceniami Augustyna poznawać jedynie Boga i duszę. Dziś jesteśmy znacznie mądrzejsi i pamiętamy o słowach Chrystusa „oko nie widziało a ucho nie słyszało o tym co przygotował Bóg w niebie”. Może kiedyś, gdy niebo było nad chmurami, a diabły wychodziły ze szczelin w ziemi, naturalne było opisywanie scenografii piekła czy nieba. W naszych czasach teologia opisuje zbawienie i potępienie jako przyjęcie albo odrzucenie miłości Boga i wystrzega się mówienia o szczegółach.

Trudno odmówić racji potępieniu ciekawości w sprawach ostatecznych, lecz pozostają duże wątpliwości.

Trudno mi uwierzyć, że dopiero w naszych czasach dokonał się tak radykalny postęp w wierze i poglądach chrześcijan, który sprawił że wiemy jak należy w sposób właściwy mówić o niebie i piekle.  Trochę mi nieswojo z tym poczuciem wyższości, z jakim współcześni wyśmiewają, a nawet uznają za grzeszne, opisy piekła i nieba Dantego, św. Tomasza czy wielu mistyków.

Po drugie, ciekawość nie wydaje się grzeszna sama w sobie. Czy nie jest Bożym darem? Była motorem poznawania wielu niezwykłych tajemnic świata i człowieka. To przecież ciekawość wyzwalała ludzkość z naiwnych wizji świata, w których niebo znajdowało się ponad chmurami, a piekło we wnętrzu ziemi! A może ciekawość jest dobra i cenna w poznawaniu tego, co mniej istotne, ale staje się grzeszna, gdy dotyka spraw fundamentalnych? Może przed bramą wieczności trzeba się zatrzymać i porzucić teorie i obrazy? W takim ujęciu grzechem ciekawości jest płochość – rozum bawi się sprawami ostatecznymi bada scenografię nieba i piekła, zamiast wszystkie siły ducha skierować na sprawę jedynie ważną – wybór między zbawieniem a potępieniem.

Po co nam wyobrażenia nieba i piekła?

Obrazy nieba i piekła są odwiecznym elementem kultury europejskiej i mają ogromny wpływ na wyobraźnię i myślenie ludzi. Podlegają jedynie zmianom ewolucyjnym i nie sposób ich wykorzenić natychmiast. Kiedyś Gagarin obwieścił, że nie ma Boga w przestrzeni kosmicznej, ale ten dowód nie zniszczył nieba w naszej wyobraźni. Podobny skutek mogą mieć abstrakcyjne teorie współczesnych teologów. Obrazy przetrwają, jednak zachowując zasadę, że im więcej abstrakcji u teologów tym bardziej prymitywne i ziemskie stają się potoczne wyobrażenia nieba i piekła. Gdy współczesny teolog wysiłkiem woli pozbywa się konkretnych wyobrażeń, to one powracają w karykaturze w filmach i reklamach. Niebo jest to  leniwe popołudnie na piaszczystej plaży na Antylach, ze słońcem, lazurowym morzem, dobrym alkoholem i piękną kobietą w tle. Głupi i naiwny obraz! Pewnie tak, ale jakże mocno kształtuje ludzkie pragnienia. Nie wyplenimy z ludzi ciekawości tego, co będzie w niebie i piekle. A potępienie ciekawości tylko ją zaostrza. Czy zatem mamy powracać do dawnych, pobożnych wyobrażeń i przeciwstawiać niebo „biznesmena na urlopie” niebu „pobożnego mnicha”, w którym ludzie w bieli śpiewają gregoriańskie chorały?

Czy uda się odbudować konkretne wyobrażenia, jeśli współczesne teorie nieba i piekła akcentują tylko miłość i odmowę miłości wobec Boga? Ukonkretnianie wizji nieba i piekła wydaje się nieuchronne, bo bez nich nie rozumiemy naszych tęsknot i lęków. Trzeba szukać reguł rządzących niebem i piekłem przyszłym życiem, pamiętając że jeśli temu trudnemu zadaniu nie sprostają wizjonerzy i znawcy spraw Bożych, to zastąpią ich spece od marketingu.

Pytanie o konkrety nieba i piekła

Konkretne pytania o niebo nie tylko kształtują naszą wizję wieczności, ale zarazem rozstrzygają, co w życiu doczesnym powinno być ważne i godne pragnienia.

W pozornie zabawnych rozważaniach św. Tomasza: „czy w niebie zmartwychwstałe ciała zachowają swoje narządy płciowe, skoro nie będą ich używać?” – kryje się poważna próba określenia zasad życia w niebie. Św. Tomasz twierdzi, że stosowność jest ważniejsza od użyteczności. Zaś inne przykłady pokazują, że niebo nie tylko nie niszczy natury, ale że naturalność odnosi triumf nad sztucznym pięknem.

Herbert w wierszu „U wrót doliny” pytał ze zgrozą, czy będziemy zbawiani pojedynczo i zmuszeni do pozostawienia na ziemi tego, co kochamy? Teologowie uspokajają, że żadna prawdziwa miłość nie ulegnie zniszczeniu. Nie przetrwają jedynie miłości grzeszne i słabe. To nie zamyka problemu, ale czyni go bardziej palącym. Pytamy, co stanie się z naszymi realnymi miłościami i związkami, które są tak słabe i grzeszne, jak my sami? Czy nasze biedne, kalekie miłości zostaną  przemienione i udoskonalone, czy odpadną od nas jak suche liście i zginą w zapomnieniu?

Czy sąd ostateczny oznacza koniec ludzkiej solidarności? Czy zbawieni utrzymują kontakt z żywymi, a także z potępionymi. Wisi w powietrzu drażliwe pytania czy zbawieni mogą cieszyć się z kary wiecznej potępionych?  Kiedyś św. Tomasz napisał odważnie, że zbawieni nie cieszą się z męki potępionych, ale z triumfu sprawiedliwości. Dziś uciekamy raczej od obrazu Boga sprawiedliwego i nie stawiamy takich drażliwych pytań.

Te pytania stanowią wyzwanie dla współczesnych wizji nieba. Gdy na nie odpowiemy, nasze wyobrażenie nieba stanie się bardziej konkretne. Dzięki temu obraz nieba może być wzorem dla naszych ziemskich działań i pragnień.

Czy potrzeba nam równie mocno konkretnej wizji piekła? Może kiedyś krwiste i palące obrazy miały straszyć i ostrzegać, lecz wiek XX pokazał naocznie, jak wygląda piekło na ziemi. Czy wolno dziś karmić ciekawość „reportażami” z piekła? Herling-Grudziński wyśmiewał Tomasza Manna za jego naiwne i mieszczańskie opisy diabła. Czy robił to sprawiedliwie? Chylę czoła przed doświadczeniem człowieka,  którzy przeszedł przez  piekło gułagu, ale nie mogę się oprzeć osobistemu wspomnieniu. Miałem przyjaciółkę, której rodzice nie odzywali się do siebie przez 20 lat. Ludzie otwarci i serdeczni dla innych zacięli się we wzajemnej nienawiści i wlekli swoje życie w duszącej atmosferze małego pokoju w blokowisku. Czytając teologów i pisarzy zrozumiałem, że niemożność wyrwania się z zaciętej nienawiści również jest znakiem piekła na ziemi. Rodzi się we mnie nawet myśl bardzo ryzykowna. Czy nie istnieje związek między strasznymi miejscami kaźni w XX wieku, a odrzuceniem wiary w piekło? Odsunęliśmy piekło z naszych serc i domów i umieściliśmy je w miejscach kaźni. Nie w naszych domach, ale właśnie TAM piekło działo się naprawdę. Im bardziej obce i straszne jest dla nas diabelstwo obozów śmierci, tym trudniej zrozumieć, że Bóg mógłby skazać nas i naszych sąsiadów na podobnie straszny los.

Jaka ciekawość?

Warto myśleć o sprawach ostatecznych, bo to pozwala lepiej zrozumieć i kształtować nasze życie doczesne. Jednak nie musimy rehabilitować ludzkiej ciekawości. Bardziej precyzyjnie, musimy odróżnić dobrą i złą ciekawość.

Dobra ciekawość karze myśleć o sprawach ostatecznych w perspektywie osobistej, w której chodzi o moje (i nasze) zbawienie. Natomiast zła ciekawość bawi się sprawami ostatecznymi, zamiast stanąć przed pytaniem o własne zbawienie. Co prawda w poznawaniu doczesności cenimy bezinteresowność, ale nie ma na nią miejsca w sprawach ostatecznych, kiedy bezinteresowna ciekawość byłaby zaprzeczeniem powagi wyboru w obliczu wieczności. Jakże często snujemy teorie o piekle czy niebie, zamiast pomyśleć o własnych grzechach. Jeszcze gorzej, gdy pozornie niewinne pytania o piekło czy niebo ukrywają resentyment albo poczucie zemsty. Wtedy szykujemy piekło dla innych, nigdy nie myśląc o sobie.

To brzmi przekonywująco, ale znów rodzi poważne wątpliwości. Nie powinno się odrzucać bezinteresownej ciekawości, która należy do ludzkiej natury. Bo tylko człowiek potrafi opuścić swój własny punkt widzenia i oglądać świat „nieosobiście”, jakby „z lotu ptaka”. Przecież teologowie również starają się niekiedy zobaczyć świat niejako z perspektywy Boga? Czy potępienie zdolności do spojrzenia na ogólność nie jest próbą okaleczania ludzkiej natury? Powiemy nieco naiwnie, że jeśli Bóg zaszczepił ciekawość ludzkiej naturze, to widocznie powinna do czegoś służyć. Potrzeba jednak poważniejszych argumentów, które uratują reputację bezinteresownej ciekawości.

Do czego przydaje się „ptasia perspektywa”?

W sprawach ostatecznych w przedziwny sposób łączy się sprawiedliwość i miłosierdzie Boga, a także lęk i nadzieja człowieka. Bezinteresowna ciekawość patrzy niejako z lotu ptaka i może ogarnąć oba te wymiary. Z perspektywy własnego zbawienia dominuje zwykle jeden z nich – jedni ludzie bardziej lękają się gniewu Boga, a inni mocniej odczuwają Jego miłosierdzie. Myślenie oparte na ciekawości pomaga uzyskać dystans, który sprzyja zachowaniu równowagi. Przypomina nieustannie, że kara Boża jest wyrazem miłości, a miłosne spojrzenie Boga na człowieka jest tak palące, że oddziela mięso od kości.

Poznanie oparte na bezinteresownej ciekawości sprzyja budowaniu syntez, które ogarniają całość problematyki. Przykładem takiej syntezy jest myślenie św. Tomasza, który   wyłuskiwał prawdę z teorii: wielkich świętych, teologów i filozofów: chrześcijan i pogan i w dialogu z nimi wykuwał własne rozwiązania. Współcześnie dominuje myślenie bardziej „osobiste”, które w naturalny sposób odrzuca myślenie syntetyczne. Teologowie preferują  wybrane aspekty problematyki i wchodzą w ostre „partyjne” spory, które prowadzą do coraz większej polaryzacji i powstawania skrajnych teorii. Myślenie oparte na bezinteresownej ciekawości zachowuje równowagę między miłosierdziem i sprawiedliwością Boga, które decydują o sprawach ostatecznych. Zatem może przysłużyć się również osobistym rozważaniom o własnym zbawieniu przez to, że nie pozwala im tracić z oczu całości obrazu spraw ostatecznych.

Ciekawość pozwala również rozeznać się w powodzi teorii, pomysłów i wyobrażeń, które przyniosły dzieje teologii i kultury chrześcijańskiej. Aby się w tym w tym bogactwie nie pogubić trzeba jak mówił Joe Alex „dużo i szybko myśleć, bo wyniki zmieniają się zależnie od przyjętego punktu patrzenia”. Czy nie pozwalam sobie za dużo, żeby Boże sprawy komentować przy pomocy poczytnego kryminału? Co za upadek! A jednak pokutuje we mnie nieco bezczelne przekonanie, że „specjalistom od spraw ostatecznych” brakuje czasem – wcale nie pobożności, głębi ani erudycji, ale odrobiny swobody i szybkiego, wielostronnego myślenia.

Ciekawość ma inną jeszcze kluczową wartość. Daje dystans wobec  powszechnie panujących wyobrażeń, co ma kluczowe znaczenie szczególnie wtedy, gdy zaburzają one równowagę w mówieniu o sprawach ostatecznych.

Kiedyś nad wyobraźnią chrześcijan dominował obraz Boga jako groźnego Sędziego. Bardziej zrozumiały był dla ludzi sąd boży niż miłosna komunia w niebie. Dziś wahadło przechyliło się w przeciwną stronę. Przestajemy rozumieć sąd ostateczny i sprawiedliwość wiecznej kary, bo samo karanie zdaje się być przejawem mściwości, która nie przynależy Bogu. Za to coraz jaśniej wyobrażamy sobie Boga miłości. Ba, stajemy się  specjalistami od miłosierdzia. Mówimy, że skoro w ziemskim życiu nie wolno nikogo porzucać, bo ludzie stanowią rodzinę to również w przyszłym życiu Bóg nas nie rozdzieli. Nadzieja na Boże miłosierdzie, które sprawi że nikt nie zostanie wiecznie potępiony chyba jeszcze nigdy w historii nie trafiła na bardziej podatny grunt. Możemy się jeszcze sami obawiać o osobiste zbawienie, ale przypominanie innym o realnej możliwości wiecznego potępienia  przestaje być przejawem mądrości i rodzi podejrzenie nieczystych intencji: mściwości albo resentymentu.

Podczas jednej z manifestacji w latach 90 niesiono transparent z napisem „Aids nie jest karą bożą”. Jeden z publicystów zapytał chłodno: skąd oni to wiedzą? Pamiętam, że oburzyłem się na ten komentarz, ale potem przyszło otrzeźwienie. Zdałem sobie sprawę, jak mocno jestem zanurzony w powszechnych wyobrażeniach. Jak trudno nam dziś pogodzić obraz miłosiernego Jezusa z Bogiem, który surowo karze grzechy Izraela. To właśnie myślenie oparte na  bezinteresownej ciekawości pozwala zyskać dystans do własnych odczuć, przywrócić zaburzoną równowagę w sprawach ostatecznych i w kółko powtarzać, że miłosierdzie musi wiązać się ze sprawiedliwością; a kara może być wyrazem miłości.

Ciekawość i moje zbawienie

Co prawda ciekawość może odsłaniać całość spraw ostatecznych i uwalniać od powszechnie przyjmowanych stereotypów, ale nie możemy zapominać, że często prowadzi do przyjmowania głupich i szkodliwych poglądów i wyobrażeń. Czy warto ryzykować? Czy nie lepiej zaufać pobożności i nauce Kościoła?

Jednak zamiast pozbywać się ciekawości można poddać ją rozumowi. Wielcy nauczyciele chrześcijaństwa głosili, że wiara szuka rozumu, ale również głosili wartość drogi w przeciwnym kierunku, na której rozum szuka wiary.

Ludzie żywo interesują się wiecznością. Najbardziej ospali studenci ożywiają się w dyskusjach o sprawach ostatecznych. To znak, że w jakiś sposób te sprawy dotykają ich osobiście. Jak to wyjaśnić? Chyba każdy rozumny człowiek czuje, że za pewien czas sam  przekona się JAK TAM JEST. Zatem prosta ciekawość zaświatów w sposób naturalny otwiera na pytanie : a co stanie się ze mną?

Znów powracamy do pytania o moje zbawienie i potępienie. Nie ma się co dziwić. Mówiłem, że ludzka ciekawość jest uprawniona, bo umiemy patrzeć na świat z dwóch stron: osobistej i ogólnej. Oba wymiary są niezbędne. Bezinteresowna patrzenie na życie z lotu ptaka chroni przed zatopieniem we własnych troskach i pozwala odkrywać zagadki świata.  Lecz człowiek nie jest tylko ptakiem i nie może stale „bujać w powietrzu”. Musi też patrzeć na świat doczesny i wieczny z własnego, osobistego punktu widzenia.

Mądra ciekawość człowieka i spraw ostatecznych musi uwzględniać oba wymiary: osobisty i ogólny. Bo tym, który myśli o niebie i piekle, jestem ja sam – kruchy człowiek, który niedługo może stanąć przed bożym sądem. Bezinteresowna ciekawość jest wartościowa i nie wiedzie na manowce, gdy włączy się w całość ludzkiego poznawania i podda się krytycznemu sprawdzaniu. Wartość ciekawości jest ogromna, bo odsłania fantastyczne tajemnice świata doczesnego i odważnie rysuje wyobrażenia życia po śmierci, zaspokajając w ten sposób potężną ludzką potrzebę poznawania.

Uznałem, że równowaga wymiaru osobistego i ogólnego jest warunkiem rzetelnego podejścia do spraw ostatecznych. To wydaje się niedorzecznością. Przecież wielu najwspanialszych chrześcijan nie zajmowało się żadnymi teoriami i wizjami piekła i nieba. Nie potrzebowali żadnej równowagi wymiaru osobistego i ogólnego, lecz oddawali się bez reszty Bogu. Można pokonać tę trudność. Przecież chrześcijaństwo jest religią wspólnoty, w której jest miejsce na męczenników, mistyków i myślicieli. Nie każdy musi drążyć i rozjaśniać tajemnice wiary i zagadki spraw ostatecznych. Jednak wspólnota może korzystać z odkryć wielkich doktorów kościoła, a ci z kolei z ciekawości ludzi: chrześcijan i pogan, którzy fascynowali się badaniem przeznaczeń ludzkości.

Na koniec możemy się zgodzić, że bezinteresowna ciekawość pomaga ludziom budować teorie i wyobrażenia nieba i piekła, które kształtują pragnienia, lęki i działania całych pokoleń. Jednak koniec końców wszystkie wyobrażenia są tylko środkiem, do właściwego celu – postawienia sobie samemu pytania o zbawienie. Ciekawość jedynie pomaga niektórym ludziom osiągnąć ten cel. Zatem jest jedynie poręcznym narzędziem i to nie dla wszystkich ludzi. Chętnie przyznaję, że pytanie o zbawienie jest najważniejsze! Jednak żeby je sensownie postawić, trzeba je rozumieć – a zatem mieć obraz Boga, miłości, sądu, zbawienia i potępienia. A nie byłoby tych obrazów bez ludzkiej ciekawości, pobudzanej przez wielką tajemnicę tego, co będzie TAM.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata