Położona na archipelagu Wielkich Antyli w  basenie Morza Karaibskiego wyspa Hispaniola była jedną z pierwszych, do których dotarły wyprawy Europejczyków do Nowego Świata zapoczątkowane przełomową podróżą Krzysztofa Kolumba. Była też jednym z najwcześniej skolonizowanych przez Europejczyków obszarów Ameryki, a kulminację tego procesu stanowiło niemal całkowite wybicie tamtejszej ludności rdzennej. Wreszcie znajdująca się na tejże wyspie francuska kolonia Saint-Domingue była pierwszym państwem Ameryki Łacińskiej i Karaibów, które ogłosiło niepodległość. Miało to miejsce w 1804 r., zaledwie 28 lat po Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych. Okres kolonialny stanowił dla Haiti czas ogromnych i  bolesnych przeobrażeń. Sprawiły one, że ogłaszająca na początku XIX w. niepodległość kolonia Saint-Domingue w niewielkim stopniu przypominała Hispaniolę prehiszpańską.

Brutalna polityka kolonizatorów bardzo szybko zrodziła problem braku rąk do pracy na zakładanych przez Europejczyków plantacjach trzciny cukrowej. Skutkiem tego stał się „import” darmowej siły roboczej w postaci niewolników z Afryki. Zapotrzebowanie na nich było tak wielkie, że w krótkim czasie liczba afrykańskich niewolników i  ich potomków wielokrotnie przewyższała niewielką grupę białych kolonizatorów i Kreoli, jak nazywano ludność białą urodzoną już w koloniach. Zmiana struktury rasowej wyspy od 1659 r. podzielonej między Hiszpanię i Francję była czymś absolutnie wyjątkowym i niosła ze sobą określone konsekwencje. Współcześnie 95% mieszkańców Haiti to czarnoskórzy potomkowie niewolników przywożonych z Afryki. Zaledwie 5% ludności dzisiaj stanowią Mulaci oraz biali. To przede wszystkim dlatego Haiti bywa określane afrykańskim państwem w Ameryce.

Kolonialna historia Haiti miała ogromny wpływ na losy tego państwa także po uzyskaniu niepodległości. Już same okoliczności, które doprowadziły do zrzucenia jarzma kolonializmu, były szczególne i nie wróżyły dobrze na przyszłość. Po tym, jak oświeceniowe ideały zaczęto przekuwać na rzeczywistość społeczno-polityczną w różnych częściach świata, okazało się, że dotychczasowy porządek był nie do utrzymania również w niewielkiej karaibskiej kolonii Francji, jaką stanowiło Saint-Domingue. Wieści o wybuchu rewolucji francuskiej, a przede wszystkim o jej podłożu intelektualnym, szybko bowiem dotarły do kolonii. Lekceważenie ludności niewolniczej przez niewielką społeczność białych było tak duże, że zupełnie nie brali oni pod uwagę możliwości zrozumienia oświeceniowych zmian przez afrykańskich niewolników. W konsekwencji już na początku lat 90. XVIII w. doszło do wybuchu walk między niewolnikami a ich białymi właścicielami. Niewolnicy chwycili za broń, domagając się swobód w zgodzie z oświeceniowymi hasłami rewolucji francuskiej: wolności, równości, braterstwa. Walki te trwały całą dekadę, by w końcu zakończyć się sukcesem w postaci zniesienia niewolnictwa w kolonii. Podkreślić należy, że przez cały ten okres wśród walczących nie pojawiło się hasło niepodległości. Dopiero wysłanie przez Napoleona ekspedycji wojskowej do kolonii, w nadziei iż jej pacyfikacja stanie się krokiem w kierunku odbudowy francuskiego imperium kolonialnego na zachodniej półkuli, spowodowało, że zaczęto rozważać możliwość oderwania się od Francji. Jednak w dalszym ciągu niepodległość nie stanowiła celu samego w sobie. Traktowano ją jedynie jako środek gwarantujący, iż niewolnictwo nie powróci do kolonii. Można żartobliwe stwierdzić, że Haiti niepodległość uzyskało trochę przypadkowo.

###banner###

Fundamentem nowego państwa nie było zatem silne poczucie wspólnoty i tożsamości narodowej. Przeciwnie, od samego początku u podstaw państwowości haitańskiej leżał konflikt rasowy, który wielokrotnie w historii tego kraju wykorzystywano do celów politycznych. Ogłoszenie niepodległości Haiti nie było też oparte na określonej wizji państwowości. Świadczyć o tym mogą konflikty między zwolennikami republiki i monarchii, jakie wybuchły niemal natychmiast po deklaracji politycznej samodzielności. Brakowało również pomysłu na to, jak powinno funkcjonować niepodległe państwo. W rezultacie odziedziczyło ono w niemal niezmienionej formie zarówno fundamenty gospodarcze, jak i społeczne Saint-Domingue. W dalszym ciągu opierało swoją gospodarkę na plantacjach trzciny cukrowej. Jednocześnie, z braku alternatywy, byli niewolnicy bardzo często kontynuowali swoją pracę na tych samych plantacjach, u tych samych plantatorów co przed ogłoszeniem niepodległości. Budziło to w oczywisty sposób ich sprzeciw i prowadziło do licznych konfliktów społecznych.

Chaos i katastrofa

Sytuacja nieustannego chaosu, która zdominowała postkolonialną historię Haiti, nie tylko wypchnęła ten kraj na margines globalnego zainteresowania, ale również zdecydowanie ograniczyła rolę państwa w regionie zachodniej półkuli czy nawet w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach. Można powiedzieć, że kraj ten przebija się do świadomości międzynarodowej opinii publicznej głównie w momentach wielkich kryzysów lub zawirowań, w jakie popadnie. Argumentów na rzecz takiego stanu rzeczy dostarczają chociażby dwie pierwsze dekady XXI w. Stulecie to rozpoczęło się od poważnego kryzysu politycznego i chaosu, w jakim pogrążyło się Haiti wskutek trudności w budowaniu systemu demokratycznego i niezdolności głównych aktorów politycznych do rywalizacji na podstawie zasad demokratycznych. Prezydent Jean-Bertrand Aristide został pozbawiony urzędu i wygnany z państwa, a zmiana władzy po raz kolejny dokonała się w drodze zamachu stanu. Można rzec: tradycyjnie – od czasów uzyskania niepodległości do początków obecnego stulecia władza na wyspie ani razu bowiem nie została przekazana w sposób demokratyczny.

Światowa opinia publiczna „przypomniała” sobie o Haiti w styczniu 2010 r. Spowodowane to było trzęsieniem ziemi, które nawiedziło wówczas ten najbiedniejszy kraj Ameryk. W wyniku katastrofy naturalnej zginęło ponad 300 tys. osób, podczas gdy ok. miliona mieszkańców zostało bez dachu nad głową. Przekazy telewizyjne ze zniszczonego Port-au-Prince ukazały wielu osobom po raz pierwszy dramatyczne warunki życia panujące w tym państwie od zawsze. Zaczęto zadawać sobie pytanie: czy kataklizm jest tym wydarzeniem, które spowoduje, że Haiti narodzi się na nowo, czy może jest to ostateczny cios dla mieszkańców tego kraju, cios, który doprowadzi do jego ostatecznego upadku? Pierwsza myśl podpowiadała ten drugi scenariusz jako zdecydowanie bardziej prawdopodobny. Można jednak znaleźć w historii przykłady, gdy wielkie tragedie i katastrofy stanowiły pewnego rodzaju katalizator zmian prowadzących do odbudowy zarówno ze zniszczeń materialnych, jak i struktur społecznych, gospodarczych i politycznych. Wystarczy sięgnąć tutaj po dwa przykłady z regionu Morza Karaibskiego. Pierwszy: w 1978 r. potężne trzęsienie ziemi nawiedziło stolicę Nikaragui Managuę. Zginęła duża liczba mieszkańców, a miasto dotknęły poważne zniszczenia. Pomoc międzynarodowa, jaką Nikaragua otrzymała, została w dużej mierze rozgrabiona przez sprawujący władzę klan rodziny Somozów. Wynikające z tego niezadowolenie społeczne doprowadziło ostatecznie do wznowienia walk zbrojnych przeciwko reżimowi, które zakończyły się zwycięstwem zbrojnej opozycji latem 1979 r. Drugi przykład: w 1985 r. trzęsienie ziemi nawiedziło miasto Meksyk, powodując tysiące ofiar oraz potężne zniszczenia. Po raz kolejny dyktatorski reżim nie potrafił sprostać wyzwaniu, jakim było niesienie podstawowej pomocy ofiarom i odbudowanie miasta. Obywatele postanowili sami ratować siebie i swój dobytek. Tak według części politologów narodziło się społeczeństwo obywatelskie we współczesnym Meksyku. Przywołanie tych przykładów mogło budzić nadzieję, że również w przypadku kataklizmu w Port-au-Prince w styczniu 2010 r. trzęsienie ziemi okaże się tym czynnikiem, który wpłynie na zmiany w życiu publicznym i politycznym Haiti. Jak jednak pokazuje miniona dekada, sytuacja Haiti nie tylko nie poprawiła się, ale w wielu obszarach można zaobserwować jej pogorszenie.

Migracje i epidemia

Pierwsze istotne wyzwania wynikają z demografii. W 2020 r. liczbę mieszkańców określano na blisko 11,5 mln osób. Biorąc pod uwagę dane z 1955 r. (3,5 mln), oznacza to, że w  ciągu sześciu dekad liczba mieszkańców wzrosła niemalże czterokrotnie. Społeczeństwo haitańskie jest społeczeństwem młodym, nawet jak na warunki Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Średnia wieku wynosi 24 lata, a osoby powyżej 65. roku życia stanowią zaledwie 5% ogółu, podczas gdy te do lat 15 to ponad 32% populacji Haiti. Taka struktura demograficzna niesie ze sobą określone konsekwencje. Przede wszystkim odnotowuje się wysoki odpływ ludności wiejskiej do miast. Już w 2010 r. mieszkańcy miast stanowili ponad połowę populacji, a  w  kolejnych latach utrzymywała się tendencja wzrostowa. Wraz z migracją obserwuje się ciągłe i szybkie rozrastanie się dzielnic nędzy. Słabo rozwinięta gospodarka Haiti nie jest w stanie zapewnić miejsc pracy wszystkim, którzy przenoszą się do miast w nadziei na polepszenie swojej sytuacji materialnej. W dalszej perspektywie niesie to ze sobą kolejne negatywne zjawiska, jak wzrost przestępczości czy bardzo niski poziom edukacji (w 2016 r. 39% osób powyżej 15. roku życia nie umiało czytać i pisać).

Problemy demograficzne w połączeniu z innymi masowo występującymi negatywnymi czynnikami przyczyniają się do narastania ruchów migracyjnych, nie tylko o charakterze wewnętrznym, ale i zewnętrznym. Duża część Haitańczyków szuka poprawy swojej sytuacji materialnej w sąsiedniej Dominikanie. W ciągu ostatnich dekad można było obserwować napięcia, jakie wywoływała migracja Haitańczyków do tego państwa, zwłaszcza na tereny przygraniczne. Wielu Haitańczyków decyduje się też na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. W latach po trzęsieniu ziemi w 2010 r. fala migrantów haitańskich dotarła także do państw latynoamerykańskich, głównie do Brazylii, Wenezueli i Ekwadoru. Jednak kryzys gospodarczy, który wystąpił w tych krajach, spowodował, że duże grupy haitańskich migrantów ruszyły na północ, próbując przedostać się do USA. Zbiegło się to w czasie z wprowadzeniem restrykcyjnej polityki administracji Donalda Trumpa, co spowodowało, że na granicy meksykańsko-amerykańskiej zaroiło się od haitańskiej ludności. Haitańczycy podejmowali często dość dramatyczne próby jej przekroczenia. W pierwszych miesiącach rządów Trumpa i zaostrzonych przepisów imigracyjnych do USA próbowały się dostać głównie kobiety w ciąży. Po ewentualnym przekroczeniu granicy mogły one ściągnąć swoich mężów w ramach programów łączenia rodzin. W ostatnich tygodniach media publikowały zdjęcia haitańskich emigrantów desperacko próbujących przekroczyć graniczną rzekę Rio Grande i w ten sposób dotrzeć do USA. Tam jednak byli zatrzymywani przez amerykańskich funkcjonariuszy Border Patrol. Szczególnie kontrowersyjne były działania strażników na koniach wyłapujących Haitańczyków – przypominało to łapanie zbiegłych niewolników w przeszłości. Wielu haitańskich emigrantów wolalo zostać w Meksyku i tam żyć w bardzo trudnych warunkach, niż wrócić na Haiti.

Decyzja taka motywowana często była nie tylko tragicznymi warunkami ekonomicznymi panującymi na Haiti, ale także skrajnie daleko posuniętą dysfunkcyjnością instytucji państwowych. Nie są one w stanie wykonywać zadań, do których zostały powołane. Najbardziej drastycznym przykładem jest niezdolność państwa do utrzymania monopolu na używanie siły na swoim terytorium. W konsekwencji istnieje wiele podmiotów niepaństwowych stosujących w swych działaniach przemoc. Są to głównie lokalne gangi, które nierzadko kontrolują całe dzielnice w  stolicy i  innych miastach. Z jednej strony sieją one strach pośród mieszkańców, z drugiej strony jednak stanowią jedną z niewielu opcji wyrwania się z biedy. Bliskie związki tych grup z władzami prowadzą do licznych konfliktów i skutecznie destabilizują sytuację wewnętrzną. Dysfunkcyjność państwa haitańskiego została zresztą obnażona podczas wspomnianego tragicznego trzęsienia ziemi w 2010 r. oraz w kolejnych latach, kiedy to władze państwowe zupełnie nie potrafiły poradzić sobie ze skutkami kataklizmu, mimo istotnej pomocy z zewnątrz. Społeczność międzynarodowa niemal natychmiast ruszyła z  pomocą ofiarom trzęsienia. Zarówno ONZ, jak i Międzynarodowy Czerwony Krzyż, a także poszczególne państwa wysłały specjalistyczne ekipy do walki ze skutkami katastrofy. Międzynarodowe instytucje finansowe darowały Haiti część długu. Haitański celebryta Wyclef Jean oraz George Clooney zorganizowali akcję zbierania pieniędzy, w której uzyskano ponad 60 mln USD. W wyniku oenzetowskiej konferencji poświęconej pomocy dla Haiti zebrano blisko 10 mld USD. Niestety, już wkrótce okazało się, że środki często wydawane są niezgodnie z ich przeznaczeniem i nie zawsze trafiają do tych, którzy rzeczywiście ich potrzebowali. Najbardziej widocznym problemem jest kwestia zapewnienia schronienia osobom, które w trakcie kataklizmu straciły swoje domy. Większość z nich ulokowano w tymczasowych obozach, gdzie jeszcze kilka lat po trzęsieniu ziemi mieszkało kilkaset tysięcy ludzi. Władze państwowe nie opracowały programu zapewnienia mieszkań ofiarom kataklizmu. Słabość instytucji państwowych potwierdzają też okresowe wzrosty zachorowalności na cholerę. Pierwsze od dłuższego czasu można było zaobserwować mniej więcej rok po trzęsieniu. Przy czym warto podkreślić, że ostatnia epidemia cholery miała miejsce na Haiti ponad 100 lat temu. Tymczasem już w kwietniu 2011 r. odnotowano ponad 300 tys. zachorowań, z czego ponad 5 tys. zakończyło się śmiercią. Państwo nie potrafiło zapobiec przyczynom tej choroby, a więc zapewnić ludziom dostępu do czystej wody pitnej oraz odpowiednich warunków sanitarnych, a jednocześnie nie było w stanie skutecznie walczyć z nagłym wzrostem zachorowań.

Gangi i polityka

Jednym z zasadniczych problemów w procesie budowania państwowości haitańskiej był od zawsze wysoki stopień skonfliktowania elit. Rywalizacja polityczna postrzegana była – i wciąż jest – wyłącznie w kategoriach zwycięstwa, które oznacza całkowitą klęskę przeciwników, a cały proces sprawowania rządów podporządkowany jest tylko jednemu celowi: przejęciu i utrzymaniu się u władzy za wszelką cenę. Porażka w tej rywalizacji oznacza ryzyko całkowitego zniknięcia z życia politycznego i odsunięcia od wszelkich przywilejów, które mogą stać się udziałem grupy rządzącej. To m.in. stąd brała się silna pozycja różnego rodzaju oddziałów paramilitarnych, na których politycy polegali znacznie bardziej niż na państwowej policji bądź siłach zbrojnych, mogących przecież stanowić źródło zagrożenia dla rządzących. Obecnie zastępowane jest to współpracą z największymi gangami. Tolerowanie ich istnienia, przymykanie oka na popełniane przestępstwa i nieformalna zgoda na stosowanie przemocy to cena, jaką niektórzy politycy płacili za poparcie, które gangi zapewniały im w kontrolowanych przez siebie dzielnicach bądź regionach. Najlepszym, ale i najtragiczniejszym tego przykładem był prezydent Jean-Bertrand Aristide, który po przywróceniu na urząd prezydenta w wyniku amerykańskiej interwencji zbrojnej w 1994 r. w coraz większym stopniu opierał swoje rządy na współpracy z gangami działającymi w stolicy.

Tragicznym podsumowaniem ostatniej dekady na Haiti stało się zabójstwo prezydenta kraju Jovenela Moïse’a w lipcu 2021 r. We współczesnym świecie, jakkolwiek pełnym konfliktów i przemocy, zamordowanie głowy państwa w dalszym ciągu jest czymś niespotykanym i szokującym. Jest ono najdobitniejszym dowodem na to, jak bardzo upadło państwo haitańskie. Nikt nie może czuć się tam bezpieczny w obliczu swobodnego działania gangów i innych podmiotów stosujących przemoc. Jak bardzo przeciętni obywatele pozbawieni są poczucia bezpieczeństwa, skoro prezydent państwa (w założeniu osoba szczególnie chroniona) może zostać zabity we własnym domu przez kilkunastoosobową grupę najemników? O olbrzymim stopniu dysfunkcyjności Haiti świadczy fakt, że pół roku po zabójstwie Moïse’a wciąż tak naprawdę nie wiadomo, kto i dlaczego go zabił. Choć wkrótce po tragedii aresztowanych zostało kilkunastu Kolumbijczyków, którzy brali udział w zabójstwie, to do dziś nie dotarto do ludzi stojących za całą operacją. Istniejące poszlaki kierują śledczych w stronę osób zamieszanych w lukratywny przemyt narkotyków do USA. Zabity prezydent miał przygotowywać ich listę, którą miał przekazać amerykańskim organom ścigania.

Zabójstwo Jovenela Moïse’a symbolicznie potwierdziło rozkład instytucji państwowych, ukazało, dlaczego jest to najbiedniejszy kraj zachodniej półkuli, oraz dało odpowiedź na pytanie o powody, dla których wielu Haitańczyków szuka nadziei w emigracji. Wspomniane wydarzenie spowodowało, że o Haiti ponownie zrobiło się na moment głośno. Niestety, podobnie jak trzęsienie ziemi z 2010 r., tak i tragiczna śmierć prezydenta nic nie zmieniła w sytuacji kraju i jego mieszkańców. Można zaryzykować twierdzenie, że życie na Haiti toczy się od trzęsienia do „trzęsienia”. Od jednej katastrofy naturalnej do drugiej, od jednego kryzysu politycznego do kolejnego, a w międzyczasie obywatele zostawieni są sami sobie.