Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z Polityką prywatności.
Trzeba nam świat opowiadać na nowo. Sobie, tobie, innym, trzeba opowiedzieć znane na wylot, wrosłe w język i wyobraźnię historie, by zobaczyć, co właściwie w nich się wydarzyło. Ma znaczenie, kto opowiada: zwykle prawo do głosu posiada zwycięzca, zwykle władzę nad narracją sprawuje ten, kto dokonał zbrodni, kto rozgromił przeciwniczkę, kto jest pewny, że ma przewagę i dominującą perspektywę. Jess Zimmerman czyta mitologię grecką wskroś, z ukosa, czyta ją tak, by wydobyć bohaterki z cienia lub spod ciężaru uprzedzeń, pomówień. Szuka herosek, co w języku angielskim (a Zimmerman jest amerykańską autorką i redaktorką) z miejsca przywołuje herstoryczny nurt nie tylko literacki, ale też literaturo- i kulturoznawczy, a herstoria, dla przypomnienia, to jej-opowieść, w odróżnieniu od jego-opowieści (history). Poszukiwania bohaterek odbywają się tutaj w trybie niemal archeologicznym: należy przedrzeć się przez warstwy naniesione przez czas, dokopać się do wydarzeń uwiecznionych z dominującej perspektywy. Autorka nie jest pierwszą, która wywołuje pytania o to, kto, kogo i dlaczego opowiada w kulturze oraz jakie są tego konsekwencje. Powrót do mitologii to konieczność, gdy stawką jest sprawdzenie, co poszło nie tak, gdzie na linii transferu danych wystąpiło przebicie. Ów powrót, jak się okazuje, rozwiewa ewentualne złudzenia, jasne staje się (gdyby ktoś jeszcze wątpił), że kto ma opowieść, ten ma władzę, niekoniecznie symboliczną. Ich-opowieści rozdawały role bez litości, współczucia czy wyczucia dla pokonanych, pobitych, pogwałconych bohaterek. Zamazując własną winę, sprawcy przemocy nadawali tym postaciom jednoznacznie karykaturalne, potworne rysy. Jak zbudować potworę? Można ten proces odtworzyć w lekturze eseju Zimmerman.
Na tym jednak autorka nie kończy wyzwania, idzie dalej: tak jak w dominującej narracji z ofiar przemocy czyniono potwory, tak Zimmerman odkrywa w nich przetrwanki (survivors), a zaraz potem – heroski.
„Pęczniejemy ze wstydu, zapłodnione narzuconymi nam oczekiwaniami: żeby być małą, ładną, nieskazitelną, spokojną, nieskomplikowaną, niewymagającą i dostatecznie głupią, by nie rzucać wyzwania. Potwory rodzą się z różnicy między tym, jakie mamy być, a tym, jakie jesteśmy” – pisze. Jej esej to zapis śledztwa prowadzonego w czasie i przestrzeni, które ma na celu zrekonstruowanie dokonanych zbrodni oraz takie przedstawienie losów bohaterek, by dla czytających współcześnie zrozumiały był ogrom doznanej krzywdy oraz by możliwe było postrzeganie postaci takich jak Meduza, Harpie czy Charybda poza „tradycyjnymi”, wąskimi ramami. Rewiduje Zimmerman pojęcie potwory (końcówka żeńska robi różnicę), a robi to tak, że trudno nie poddać się sile tej znakomitej opowieści.
Działa ta książka na (co najmniej) dwóch planach czasowych. Pierwszy to ten współczesny (wydarzenia przełomu XX i XXI w. aż do czasu władania Donalda Trumpa), gdzie perspektywa osobista przeplata się z wydarzeniami z przestrzeni publicznej. Można zatem Kobiety i inne potwory zaliczyć do rosnącego w siłę, również na polskim gruncie, nurtu eseistycznego w odmianie autoetnograficznej. Drugi to, rzecz jasna, plan antyczny, czasy, w których skonstruowano klasyczne wzorce piękna i brzydoty, normy i nienormatywności. Niby to i owo o patriarchalnych oraz nienawistnych wobec kobiet (we wstępie Zimmerman wyjaśnia, że ma na myśli wszystkie osoby socjalizowane jako kobiety) działaniach i mechanizmach już wiemy, jednak nadal zbyt słabo ugruntowana jest to wiedza, nadal jeszcze potrzebuje utrwalenia, a właściwie potrzebują jej – jak wzmocnienia – osoby czytające.
Nie jest Zimmerman, bynajmniej, pierwsza. Na polu krytycznego czytania i przepisywania klasycznej literatury zanotowano w ostatnich latach wybitne osiągnięcia. Wystarczy wspomnieć Monument Alice Oswald, Fizykę smutku Georgija Gospodinowa czy Waruj Joanny Mueller i Joanny Łańcuckiej. Efekty podejmowanych prac są zbliżone: odsłaniana jest przemoc przebrana za tradycję, piękno, rację. Opowieść podjęta z innej niż zwycięzców perspektywy ujawnia cierpienie, a towarzyszy temu nadzieja, że ten widok doprowadzi do zmiany.
Autorka proponuje technikę przechwycenia i nie tyle (czy nie tylko) rozbrojenia przemocowych mechanizmów, ile wykorzystania ich do własnych celów. Nie przeinacza odtwarzanych dziejów bohaterek, uwidacznia zadane im krzywdy, lecz na tym nie kończy: oprócz ogromu przerażenia wskazuje na ich moce. Zaczyna, nie bez powodu, od Meduzy, by z czasem zająć się również Furiami, Chimerą, Harpiami Sfingą, Skyllą, Charybdą, syrenami. Meduza, nim stała się postrachem antycznego świata, była piękna, ale piękno w świecie zdominowanym przez przemoc patriarchatu nie zawsze jest błogosławieństwem. Od Owidiusza wiemy, że została zgwałcona przez Posejdona, a potem ukarana przez Atenę. Bogini nigdy nie była przyjaciółką kobiet, zwłaszcza tych pięknych, za to szukała sojuszy z bogami i herosami. Jej historia wpisuje się w długą tradycję przerzucania odpowiedzialności ze sprawców gwałtu na ich ofiary, nie czyn Posejdona jest w mitologii potworny, ale osoba, która go doznała (Atena rozkręciła ciąg nadużyć: nie tylko pomogła zabić Meduzę, ale i nie dała jej spokoju po śmierci, umieściła twarz ofiary gwałtu zmienionej w potworę na własnej tarczy, eksploatowała ją bez umiaru, multiplikując tym samym gwałt). Zimmerman proponuje odkrycie mocy brzydoty, jej aktywny wymiar: twarz Meduzy, uosobienie brzydoty absolutnej, staje się przecież śmiercionośną bronią. Co by się stało, gdyby – pyta autorka – pomyśleć o brzydocie jak o sile, jaka „pozwala żądać rzeczy, które inne kobiety otrzymują bez walki”? Trzeba przyznać, że wyjątkowo przemawia takie ujmowanie brzydoty w świecie opętanym żądzą dopasowania do obowiązujących norm urody – zresztą: czym właściwie jest piękno, jeśli nie normą podlegającą na przestrzeni lat głębokim zmianom? Zwłaszcza że, jak przypomina Zimmerman, właśnie brzydota może dać poczucie stałości: piękno można stracić, brzydota jest na zawsze.
Co by było, gdyby te, które nie mieszczą się w (czasowo) obowiązującej normie, przestały się do niej przycinać (lub: naciągać)? Co by było, gdyby odkrywać siłę w tzw. niedopasowaniu, z tzw. brzydoty (zdefiniowanie jej to osobne wyzwanie, podobnie jak zdefiniowanie piękna) uczynić – w pełni świadomie – broń? Jakie skutki przyniosłaby taka długofalowa strategia? Literacką odpowiedź na te pytania może stanowić To, co utraciłyśmy w ogniu, czyli opowiadanie Mariany Enriquez, w których samopodpalenia prowadzą do przejęcia przez kobiety kontroli nad własnymi ciałami, są też zarzewiem rewolucji społecznej. Zimmerman proponuje powrót do ciała, a nie do jego wizerunku czy idei. Odzyskanie go wydaje się szansą na uruchomienie zasobów energii, sił przeciwprzemocowych. Wyłania się z książki nadzieja nawet na pokonanie autoagresywnych technik, jak samookaleczanie się czy głodzenie, projekt, by śpiewać dla siebie i dla nikogo innego. Jakiż to pokaz siły. Te, które przekraczają granice normy, te, które nie cichną, nie nikną, nie są „dobrymi dziewczynkami” (co i tak nie gwarantuje bezpieczeństwa), mogą stać się mocnymi punktami odniesienia w niekończącym się procesie stawania się (o czym pisała ostatnio również w eseistycznych Dziewczynkach Weronika Murek). Potworność, czyli przerastanie granic normy, żarłoczność, czyli apetyt na „całe życie”, wydają się tutaj wręcz projektem emancypacyjnym.
Jednak heroski z książki Zimmerman niekoniecznie miały takie właśnie, emancypacyjne plany. Ukarane za dokonane na nich zbrodnie (zwykle gwałtem, ale też w inny sposób, np. zabójstwem ich dzieci), czasem tylko z zazdrości, krzywdzone bez woli i winy, w mitologii uczynione zostały uosobieniami tzw. kobiecej potworności: bezbrzeżnej brzydoty (Meduza), zębatej waginy (Skylla), głodu (Charybda), ambicji (Harpie), uwodzicielskości (syreny), inteligencji (Sfinga), gniewu (Furie), złożoności (Chimera), bezdzietności (Lamia), mściwości (Erynie). Jeśli zebrać te cechy, złożą się one na portret superbohaterki, z którą świat jeszcze się oswaja, bo jej obraz to niby nadal zbyt dużo, niestosownie dla niej, choć jak najstosowniej dla niego. Zimmerman obnaża podwójne standardy, wskazuje na miejsca przeoczone (Sfinga miała skrzydła, nie mogła zginąć w przepaści). Nie trzeba się bać tych odkryć, a jeśli już coś trzeba, to rozprawiać się ze starymi mitologiami, przełamywać wstyd, zostać akuszerką własnych błędów, nie spełniać cudzych oczekiwań i dorosnąć do rangi potwory.
Jess Zimmerman Kobiety i inne potwory. Tworzenie nowej mitologii tłum. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023, s. 280