70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dziennik uchodźcy

W książce „Poniewczasie” Wit Szostak stwierdza: literatura jest nam potrzebna, a nawet niezbędna, bowiem bez niej wymykamy się sami sobie, a uchwycenie całości naszego życia jest niemożliwe.

Do ważnych właściwości naszych czasów należą powszechna niechęć do ujmowania życia w całość i uporczywa niekonieczność panowania nad własnym życiem. Może się zatem okazać, że niezbędność literatury dotyczy nielicznych, na dodatek tych, co nie nadążają za dzisiejszym światem. Pisarz jednak wychodzi naprzeciw również tym, którzy radzą sobie „poza sobą” i nie oczekują scalenia własnego życia. Wit Szostak w najnowszej książce zajmuje się tożsamością i kondycją uchodźcy, rozważa je jako los. Być może będzie to główny motyw krytycznych komentarzy Poniewczasie. Natychmiast dodać trzeba, że – jak się wydaje – autor nie porzucił posady nauczyciela filozofii i kondycji wyrafinowanego fabulatora. Nowy utwór Szostaka nie jest ani reportażem z obozu uchodźców, ani tym bardziej relacją ze szlaku ich dramatycznej ucieczki. Mamy w nim bowiem do czynienia z bardzo znamiennym zabiegiem – wyjścia naprzeciw uchodźcom poprzez odkrycie uchodźczej tożsamości każdego z nas.

Uchodźca jest bohaterem naszych czasów również dlatego, że stabilna rzekomo, a w każdym razie osiadła, egzystencja europejskiego mieszczanina 2. dekady XXI w. stanowi odmianę uchodźstwa, wydziedziczenia, wygnania. Literatura odgrywa w tym kontekście szczególną rolę: z jednej strony jej uprawianie skazuje na życie uchodźcy – z własnego życia, z drugiej zaś – umożliwia takie jego praktykowanie, które daje szansę przetrwania. Potrzeba literatury wynika z nieciągłości życia, z luk, niedomówień, białych plam, które domagają się uzupełnień. Może to uczynić jedynie fikcja, ma ona jednak tę właściwość, że może bezpowrotnie usuwać poza realne życie, doprowadzić do rozminięcia się z samym sobą. W dotychczasowych książkach Szostaka powtarza się motyw zakłóconej tożsamości głównych bohaterów. Nie tylko nie wiedzą lub nie godzą się na to, kim są, i nie umieją trzymać się podjętych wyborów życiowych, ale są rozdwojeni lub podwójni. Chochoły, Dumanowski, Fuga i Wróżenie z wnętrzności pokazują bohaterów, których jednolitość naruszają dziwne relacje z braćmi (co do których nie mamy pewności, czy aby na pewno istnieją) lub uwarunkowane zmitologizowaną historią zaburzenia jednostkowej tożsamości. Dumanowski, żyjąc 123 lata, mniej więcej w połowie tego czasu, został – być może – zastąpiony przez młodszego sobowtóra, a pogrążony w psychozie (tytułowa fuga) bohater trzeciego tomu Trylogii krakowskiej jest sui generis groteskową kondensacją wielkościowych urojeń człowieka owładniętego pragnieniem bycia królem. Fikcja staje się terapią o niebezpiecznych skutkach ubocznych. Uzupełnia i ubarwia życie, zarazem rujnując jego podstawy. To jeden z zasadniczych tematów Wróżenia z wnętrzności. Bohaterowie fikcyjnego wątku nowej książki trafiają do dziwnej samotni Poświatowa, a nie jest to jedyny czynnik scalający te dwa utwory.

Balansowanie na granicy fikcji i autokreacji stanowiące istotę Poniewczasie jest źródłem szczególnej czytelniczej radości.

To nie tylko zajmujące opowieści, które nie pożyczają od innych dziedzin sztuki, ale mieszczą się (moszczą) we właściwej domenie literatury, przypominają elementarne jej powołanie, czyli opowiadanie historii uzupełniających nasze narracyjne tożsamości. Literaturę rodzi potrzeba uspójnienia, które jest nam, a w każdym razie niektórym z nas, niezbędne do rozumienia samych siebie; rodzi ją także chęć sprawdzenia jakby to było, gdybyśmy byli kimś innym, niż jesteśmy.

Szostak z wdziękiem i humorem wywleka z własnej opowieści, z nie całkiem literackiej historii siebie teraźniejszego, swojego alter ego, któremu szkicuje tożsamość. To literat, ale nie powieściopisarz czy w ogóle: nie artysta, ale wyrobnik, redaktor cudzych tekstów. Obdarza go żoną i dzieckiem, a wraz z nimi rodzinnymi historiami i tajemnicami. Każe mu pisać dziennik, który nadzorując narratorsko, uzupełnia o zapisy osobiste – jak można mniemać, odnoszące się do Wita Szostaka bezpośrednio. Przy czym: ani na moment nie możemy zapomnieć, że realny autor Wit Szostak to także kreacja, pisarska sygnatura będąca pseudonimem. Zatem trzy postacie, a raczej sylwety cieniowe na okładce (znakomity projekt Uli Pągowskiej) odnoszą się do trzech personalnych warstw czy wymiarów Poniewczasie, których zazębianie się i napięcia określają ramy traktatu (bo bardzo wiele się filozofuje w tym dziele) o stałym przenikaniu się realnie przeżytego i „wywleczonego” (to jedno ze słów kluczy tego dzieła) z domysłów, snów i fantazji.

Pięknie Szostak ujmuje literackie pasożytowanie na prawdziwych doznaniach: literatura zarazem utrwala je i całkowicie – poprzez zakłamanie – unicestwia. Pisanie jest zatem stałym samounicestwianiem się, praktykowaniem nie tylko wycofywania się z życia realnego, ale – formą niebycia, utopią egzystencjalną, realizowaną w akcie twórczym. Pewnie byłby to nudnawy, narcystyczny traktat pysznego autora, gdyby nie ironia, ironiczna świadomość, że literaturze zawsze wymknie się istota rzeczy (życia) i że ponad koniecznością zapisywania, konstruowania, sztukowania fikcją strzępów wspomnień i powidoków faktów jest życie, którego nie da się inaczej „żyć”, niż milcząc, godząc się na pominięcie, pozostawienie zasadniczych doświadczeń poza tekstem. Oczywiście – takie pozostawienie, które daje możliwość wglądu, wyobrażeniowego zbliżania się do tego, co przemilczane, bo niewysłowione.

Bardzo ciekawie też rysuje się wątek, który określiłbym jako „etyczność fantazjowania”, co najpełniej wychodzi przy temacie holokaustowym, tzn. snucie fikcyjnych opowieści na kanwie rodzinnych tajemnic czy osobistych niedopowiedzeń służy próbom ich rzetelnego odniesienia do realnych doświadczeń i pomaga żyć. Cały czas obraca się Szostak w związku z tym wokół mitu, jako swoistej matrycy tożsamościowej porządkującej opowieści, ale też zasilającej egzystencjalne poszukiwania sensu i próby zrozumienia siebie. Stąd wynika „uchodźczy” charakter tej prozy i tercetu jej nadawców. Życie i wynikająca – dla niektórych – z niego potrzeba wyobrażenia sobie jego źródeł i zrozumienia celu są na tyle zmienne, dynamiczne i płynne, że narzucają człowiekowi tułaczą dolę.

Zainaugurowany w Chochołach patronat Odysa trwa w najlepsze, będzie chyba swego rodzaju znakiem firmowym Szostaka. Polski, krakowski Odys jako matryca losu bohaterów zaludniających kolejne utwory Szostaka jest uchodźcą w sensie archetypicznym, bowiem poszukując domu, staje się bezdomnym tułaczem, patronem wszystkich, którym dom rozpadł się na drodze życia i których powrót jest niemożliwy. Znakomicie wypada konfrontacja z kluczowym dla dzisiejszego świata dramatem uchodźczym, ponieważ kondycję uchodźcy odkrywa Szostak w człowieku nowoczesnym, który niekoniecznie w dramatycznych okolicznościach traci dom. Dostrzega bowiem, że zasadą życia – czy tylko dzisiejszego, skoro historia Odyseusza dociera do nas z głębi przeszłości? – jest wychodzenie, wyrastanie z domu, domu tego wypieranie, dekonstruowanie i unieważnianie, zapominanie.

_

Wit Szostak

Poniewczasie

Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2019, s. 416


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter