70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Trauma, stres i biologia uzależnień

Statystyki przedstawiające typowe dzieciństwo ciężko uzależnionych narkomanów są powszechnie znane, ale wciąż niewystarczająco, by zmienić potoczne rozumienie uzależnienia w wymiarze medycznym, społecznym czy prawnym.

W twierdzeniu mówiącym, że otoczenie kształtuje rozwój mózgu, nie ma nic zaskakującego, nawet jeśli szczegóły tego procesu są niezwykle skomplikowane. Pomyślmy np. o ziarnach pszenicy. Niezależnie od tego, jak nieskazitelne będą pod względem genetycznym, czynniki takie jak nasłonecznienie, żyzność gleby, nawadnianie muszą także być odpowiednie, jeśli chcemy, żeby ziarna zakiełkowały i dały początek zdrowym dorosłym roślinom. Dwa identyczne nasiona hodowane w skrajnie odmiennych warunkach dadzą zupełnie różne plony – z jednego otrzymamy wysoką, silną roślinę, z drugiego skarłowaciałą, słabą i jałową. Ta druga roślina nie jest chora, tylko zabrakło jej warunków, żeby w pełni rozwinąć swój potencjał. Co więcej, jeśli w końcu dopadnie ją jakiś rodzaj choroby, będzie to wyraźnie dowodzić, że nieodpowiednie warunki prowadzą do słabości i bezbronności. Podobnie dzieje się w przypadku ludzkiego mózgu. W uzależnianiu się biorą udział trzy ważne układy – układ nagrody z receptorami opioidowymi, zależny od dopaminy układ odpowiadający za motywację przez bodźce zewnętrzne i obszary kory przedczołowej odpowiedzialne za autoregulację. Wszystkie trzy są niezwykle precyzyjnie dostrojone przez środowisko. W przypadku każdej uzależnionej osoby te systemy w mniejszym lub większym stopniu są rozchwiane. Jak się dalej przekonamy, podobnie dzieje się z czwartym układem biorącym udział w procesie uzależnienia i odpowiedzialnym za reakcję „walcz albo uciekaj”.

Szczęśliwy, zestrojony emocjonalnie związek z rodzicami stymuluje u niemowlęcia wydzielanie naturalnych opioidów. Przypływ endorfin wzmacnia relację przywiązania i napędza rozwój szlaków nerwowych w mózgu dziecka zależnych od opioidów i dopaminy[1]. Gdy relacja z rodzicem jest zaburzona, stres zmniejsza liczbę naszych receptorów opioidowych i dopaminowych. To wszystko oznacza, że zdrowy rozwój tych kluczowych systemów – odpowiedzialnych za nasze podstawowe dążenia, takie jak miłość, kontakt, uśmierzanie bólu, przyjemność, reakcje na bodźce zewnętrzne – zależy od jakości pierwszych relacji przywiązania. Kiedy niemowlęta i małe dzieci na skutek okoliczności nie mają możliwości doświadczania trwałego, bezpiecznego związku albo, gorzej, są narażone na relacje boleśnie stresujące, wtedy często skutkuje to nieprawidłowym rozwojem.

Poziom dopaminy w dziecięcym mózgu uzależniony jest od obecności rodzica. Badania na  czteromiesięcznych małpach wykazały, że znaczne zmiany w układach wykorzystujących dopaminę i inne neuroprzekaźniki pojawiały się już po sześciu dniach nieobecności matek. Jak pisze dr Steven Dubovsky: „W tych eksperymentach brak znaczącej więzi prowadził do obniżenia poziomu ważnych neuroprzekaźników w mózgu. Jeśli szlaki nerwowe przestają funkcjonować normalnie, z czasem coraz trudniej jest od nowa je aktywować”[2].

Z doświadczeń na zwierzętach wiadomo, że stymulacja emocjonalna i społeczna są konieczne do rozwoju zakończeń nerwowych uwalniających dopaminę i rozwoju jej receptorów, czyli miejsc, w których musi się ona przyłączyć, żeby zacząć działać. Nawet u dorosłych szczurów i myszy po długotrwałej izolacji obserwujemy zmniejszenie liczby receptorów dopaminowych w śródmózgowiu, gdzie początek mają reakcje na bodźce zewnętrzne, a co ważniejsze, także w czołowych obszarach mózgu biorących udział w uzależnieniu[3]. Szczury, które odebrano ich matkom na wczesnym etapie rozwoju, miały trwale uszkodzone szlaki nerwowe w zależnym od dopaminy systemie motywacji w śródmózgowiu. Jak wiemy, nieprawidłowości w tym obszarze odgrywają kluczową rolę w powstawaniu nałogu i głodu narkotykowego. Jak łatwo przewidzieć, pozbawione matczynej obecności zwierzęta w życiu dorosłym chętniej aplikowały sobie kokainę[4]. I nie chodzi tu nawet o szczególnie drastyczne przypadki braku kontaktu – w innym badaniu wykazano, że małe szczury, które odbierano matkom tylko na godzinę dziennie przez ich pierwszy tydzień życia, jako dorosłe osobniki były bardziej skłonne niż ich rówieśnicy, żeby korzystać z udostępnionego im narkotyku[5]. Wynika z tego, że ciągły kontakt z rodzicem we wczesnym dzieciństwie jest jednym z czynników wpływających na prawidłowy rozwój mózgu i jego aktywności związanej z neuroprzekaźnikami. Brak takiego kontaktu sprawia, że pojawia się podatność na „urok” narkotyków, które mają uzupełniać braki naturalnych substancji aktywnych w mózgu. Kolejnym kluczowym czynnikiem jest jakość relacji z rodzicem, a na tę wpływają nastrój opiekuna i poziom jego stresu.

We wszystkich gatunkach ssaków matki – a wśród ludzi także wielu ojców – stymulują zmysły swojego potomstwa, co daje długoterminowe pozytywne efekty uwidaczniające się w chemicznej aktywności mózgu. Dla biologicznego rozwoju niemowląt taka stymulacja sensoryczna jest do tego stopnia istotna, że dzieci, których nikt nigdy nie bierze na ręce, po prostu umierają.

Zabija je stres. Wcześniaki skazane na życie w inkubatorach przez długie tygodnie albo nawet miesiące wykazują szybszy rozwój mózgu, jeśli są głaskane chociaż przez 10 minut dziennie. Kiedy czytałem o tym w artykułach naukowych, zacząłem doceniać zwyczaje moich pacjentek o indiańskich korzeniach. Przychodziły do mnie na wizyty kontrolne po porodach i rozmawiając ze mną, masowały swoje dzieci po całym ciele, delikatnie ugniatając je od stóp do głów. Maluchy były rozanielone.

Ludzie obejmują, przytulają, głaszczą. Szczury liżą. W pewnym badaniu z 1998 r. naukowcy odkryli, że szczury, których matki w pierwszych tygodniach życia częściej je lizały i okazywały im swoją opiekę na inne sposoby, jako dorosłe osobniki posiadały sprawniejsze szlaki nerwowe biorące udział w redukcji stresu. Posiadały też na komórkach nerwowych więcej receptorów benzodiazepin, naturalnie występujących w mózgu substancji o działaniu uspokajającym[6]. Wielu z moich pacjentów poza uzależnieniem od kokainy i heroiny brało także od młodości sprzedawane na ulicach leki zwane „benzo”, takie jak valium, żeby uspokoić swoje skołatane nerwy. Za dolara kupowali tabletkę w sztuczny sposób zastępującą benzodiazepiny, których ich mózgi nie potrafiły same im dostarczyć. Potrzeba zażywania leków uspokajających dużo zdradza na temat ich dzieciństwa.

Rodzicielska opieka warunkuje również poziom innych istotnych związków chemicznych w mózgu, np. serotoniny, neuroprzekaźnika wpływającego na nastrój, którego działanie wzmacniane jest przez takie leki antydepresyjne jak prozac. Małpy dorastające jedynie wśród rówieśników, odebrane matkom w laboratoriach, przez całe życie mają niższy poziom serotoniny niż zwierzęta wychowywane przez matki. W okresie dorastania częściej zachowują się agresywnie i piją w znacznych ilościach zapewniony im w eksperymentach alkohol[7]. Podobne efekty można zaobserwować w przypadku innych neurotransmiterów istotnych w regulowaniu nastroju i zachowania, np. noradrenaliny[8]. Nawet niewielkie zachwiania w dostępności takich związków chemicznych skutkują zaburzonymi zachowaniami, takimi jak lękliwość czy nadpobudliwość, i zwiększają na całe życie wrażliwość na czynniki stresogenne. Wspomniane nabyte cechy w dalszej perspektywie zwiększają ryzyko uzależnienia.

Kolejnym skutkiem nieobecności matki na wczesnym etapie rozwoju wydaje się spadek produkcji oksytocyny[9], zwanej hormonem miłości[10]. Jest ona nieodzowna dla doświadczania relacji miłosnych, a nawet dla samego utrzymywania zaangażowanego związku. Osoby mające problemy z zawieraniem intymnych relacji zaliczają się do grupy podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o uzależnienia – mogą sięgać po narkotyki, żeby ułatwiały im wchodzenie w interakcje społeczne.

Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa mogą prowadzić nie tylko do braku „dobrych” związków chemicznych w mózgu, ale też do niebezpiecznego nadmiaru innych. Brak matki i inne rodzaje przeciwności powodują chronicznie wysokie poziomy kortyzolu, czyli hormonu stresu. Zbyt duże jego ilości powodują nie tylko uszkodzenia w układzie dopaminergicznym śródmózgowia, ale także skurczenie pewnych obszarów mózgu, jak choćby hipokampu – struktury odpowiedzialnej za pamięć i przetwarzanie wspomnień – oraz zakłócenia w normalnym rozwoju mózgu, co ma negatywne konsekwencje na przestrzeni całego życia[11]. Następnym ważnym związkiem chemicznym związanym ze stresem jest wazopresyna produkowana w nadmiarze przez organizm dziecka opuszczonego przez matkę. Substancja ta wiąże się z wysokim ciśnieniem krwi[12].

Zdolność dziecka do radzenia sobie z psychicznym i fizycznym wymiarem stresu jest w pełni zależna od jego relacji z rodzicem (lub rodzicami). Niemowlęta nie potrafią same regulować swoich reakcji na stres i dlatego może on je nawet zabić, kiedy są pozbawione fizycznego kontaktu z rodzicem. Dopiero z wiekiem stopniowo nabywamy takich umiejętności. Albo ich nie nabywamy, co zależy właśnie od relacji z opiekunami. Obecność wrażliwej, przewidywalnej i opiekuńczej osoby dorosłej pozwala na rozwój zdrowych mechanizmów neurobiologicznych oraz zdolności adekwatnego odpowiadania na stres[13].

Jak ujął to jeden z badaczy: „kontakt z matką zmienia neurobiologię mózgu niemowlęcia”[14]. Dzieci, które dojrzewają w kontekście zaburzonych więzi, nie będą miały takich samych warunków neurobiologicznych jak ich rówieśnicy cieszący się zdrowymi relacjami i rodzicielskim wsparciem. Ich doświadczenia i sposób rozumienia tego, co się dzieje wokół, a także ich reakcje na otoczenie będą mniej elastyczne, będzie im trudniej przystosować się do różnych sytuacji, a także stać się zdrową, dojrzałą osobą. Wzrastać będzie ich podatność na substancje polepszające nastrój i na uzależnienie. Badania na zwierzętach pokazują, że nawet wcześniejsze zakończenie karmienia naturalnego może wpływać na skłonność do sięgania po używki. Małe szczury odstawione od mleka matek w wieku dwóch tygodni jako dorosłe osobniki miały większą skłonność do alkoholu niż te, które odstawiano tylko o tydzień później[15].

 

***

Statystyki przedstawiające typowe dzieciństwo ciężko uzależnionych narkomanów są powszechnie znane, ale jak się wydaje, wciąż nie są znane wystarczająco dobrze, żeby zmienić potoczne rozumienie uzależnienia w wymiarze medycznym, społecznym czy prawnym.

Badania osób uzależnionych od narkotyków wielokrotnie pokazywały, że ludzie ci w dzieciństwie byli narażeni na różne rodzaje traumy, m.in. na przemoc fizyczną i psychiczną, a także wykorzystywanie seksualne. Jeden z zespołów badaczy podkreślił w swoich wnioskach, że ich „szacunki (…) są rzędu wielkości rzadko spotykanego w epidemiologii czy badaniach zdrowia publicznego”[16]. Mowa o naukowcach, którzy przeprowadzili słynne badanie traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa (Adverse Childhood Experiences [ACE] Study). Wyodrębniono w nim 10 kategorii bolesnych sytuacji, takich jak przemoc w rodzinie, rozwód rodziców, nadużywanie alkoholu lub narkotyków w rodzinie, śmierć rodzica, przemoc fizyczna czy wykorzystywanie seksualne, i prześledzono ich wpływ na życie tysięcy ludzi oraz obliczono korelację między tego rodzaju wydarzeniami a przypadkami uzależnienia w późniejszym życiu. Dla każdego traumatycznego doświadczenia z dzieciństwa – zwanego w pracy ACE – ryzyko wczesnego sięgnięcia po narkotyki wzrastało od dwóch do czterech razy. Badani, którzy doświadczyli w dzieciństwie pięciu lub więcej kategorii negatywnych sytuacji, byli narażeni na uzależnienia siedem do dziesięciu razy bardziej niż ich rówieśnicy bez takich przeżyć.

Badacze obliczyli też, że prawie w dwóch trzecich przypadków dożylnego zażywania narkotyków przyczyna leży w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa.

A podkreślić należy, że populacja przez nich badana była względnie zdrowa i stabilna – ponad jedna trzecia badanych miała licencjat, większość studiowała w jakimś wymiarze na uniwersytecie. Wśród moich uzależnionych pacjentów traumę w dzieciństwie przeżył prawie każdy. Oczywiście nie wszyscy uzależnieni mieli trudne dzieciństwo – choć większość zażywających narkotyki dożylnie miała – podobnie jak nie wszystkie dzieci dotknięte traumą będą uzależnione.

W sprawozdaniu opublikowanym w 2002 r. przez amerykański Narodowy Instytut ds. Narkomanii (National Institute on Drug Abuse) można przeczytać, że „wśród kobiet uzależnionych od substancji psychoaktywnych od 50 do blisko 100% było kiedyś ofiarą przemocy lub wykorzystywania. (…) Okazuje się, że populacja osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych spełnia kryteria diagnostyczne zespołu stresu pourazowego. (…) osoby, które doświadczyły przemocy fizycznej i molestowania seksualnego, dwa razy częściej sięgają po narkotyki niż osoby, które doświadczyły jednej z tych sytuacji”[17]. Podobnie dzieje się w przypadku spożycia alkoholu. Ci, którzy w dzieciństwie byli wykorzystywani seksualnie, w okresie dorastania trzy razy częściej sięgali po alkohol w porównaniu z rówieśnikami bez podobnych przeżyć. Każda kategoria traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa podnosiła dwu- lub trzykrotnie prawdopodobieństwo nadużywania alkoholu w młodym wieku. Naukowcy badający ACE we wnioskach stwierdzają: „nasza praca dostarcza dowodów na to, że stres i trauma są czynnikami powszechnie przyczyniającymi się do spożywania przez nastolatków alkoholu jako środka, który pomaga radzić sobie z negatywnymi i bolesnymi emocjami”[18].

Potwierdza to słowa wielu uzależnionych, którzy tłumaczą, że sięgają po używki, żeby uśmierzyć swój ból. Dowodzi też tego, że traumatyczne przeżycia sabotują normalny rozwój mózgu. Części mózgu dotknięte przez uzależnienie – opioidowe i dopaminowe szlaki nerwowe, układ limbiczny czy emocjonalny, mechanizmy odpowiedzi na stres czy obszary kory odpowiedzialne za kontrolę impulsów emocjonalnych – po prostu nie mogą się rozwijać w takich warunkach.

Wiemy już trochę o tym, jak poszczególne rodzaje traumy wpływają na rozwój mózgu. Np. robak, środkowa część móżdżku, uważany jest za kluczowy w wywoływaniu uzależnienia, ponieważ wpływa na układ dopaminowy w śródmózgowiu. Badania obrazowe tej struktury u dorosłych, którzy w dzieciństwie padli ofiarą molestowania, pokazują zaburzenia przepływu krwi, a te jednocześnie łączą się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia uzależnień[19]. W jednym z badań przeanalizowano wyniki EEG osób wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie. Okazało się, że znaczna większość badanych miała nieprawidłowe fale mózgowe, a u ponad jednej trzeciej z nich wykryto w zapisie fal czynność napadową (charakterystyczną dla jednego z rodzajów napadów padaczkowych)[20].

Artykuł, który opisywał te wyniki, przypomniał mi o pewnej mojej pacjentce. Miała 13 lat i zupełnie niespodziewanie zaczęła mieć objawy padaczkowe w formie napadów małych (petit mal), które można byłoby pomylić z zamyśleniem. Zupełnie „odlatywała” na krótką chwilę, po czym wszystko mijało. Zdarzyło jej się to kiedyś podczas gry w baseball. Stała na boisku nieruchoma, z nieobecnym wzrokiem i zupełnie głucha na krzyki kolegów z drużyny, żeby odbiła piłkę. Podobny stan dopadał ją w klasie. Napady trwały 10 do 20 sekund. Wyniki EEG były nieprawidłowe i neurolog, z którym konsultowałem jej przypadek, przepisał dziewczynce leki przeciwpadaczkowe. Kiedy zapytałem ją w swoim gabinecie podczas rozmowy w cztery oczy, czy coś ją ostatnio stresowało, odpowiedziała, że nie. Dziewięć lat później, kiedy po padaczce nie było już śladu, wyznała, że napady zaczęły się w okresie, kiedy była molestowana przez członka rodziny. Jak często się zdarza w takich sytuacjach, nie miała do kogo zwrócić się o pomoc, a jej organizm zareagował na trudne przejścia „wyłączaniem” świadomości.

Niestety, to nie wszystko. Dowiedziono, że mózgi maltretowanych dzieci są mniejsze o 7 do 8% w porównaniu z normą i wiele ich obszarów jest poniżej przeciętnej wielkości. Chodzi m.in. o korę przedczołową odpowiedzialną za kontrolowanie impulsów emocjonalnych, ciało modzelowate – pasmo istoty białej, które łączy i scala półkule mózgowe, oraz kilka struktur układu limbicznego odpowiedzialnego za emocje, których zaburzenia w znacznym stopniu zwiększają podatność na uzależnienia[21]. W badaniu obejmującym kobiety cierpiące na depresję, które w dzieciństwie padły ofiarą wykorzystywania seksualnego, hipokamp (ośrodek odpowiedzialny za pamięć i emocje) był o 15% mniejszy w porównaniu z normą. Kluczowym czynnikiem było tu molestowanie, nie depresja – wśród badanych kobiet z depresją, ale bez traumy z dzieciństwa nie odnotowano zaburzeń w budowie tej części mózgu[22].

Wspomniałem o ciele modzelowatym, które ułatwia współpracę dwóch półkul mózgu. Jego nietypowość u osób dotkniętych traumą w dzieciństwie dotyczy nie tylko wielkości tego spoidła. Udowodniono także nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu. Ponieważ półkule mogą z tego powodu gorzej się ze sobą komunikować, efektem tych zaburzeń bywa pewne „rozdarcie” w procesie przetwarzania emocji, szczególnie widoczne w stresujących momentach.

Drastyczna zmienność nastawienia do tej samej osoby, oscylująca między uwielbieniem a nienawiścią, jest charakterystycznym objawem zaburzeń osobowości, czyli przypadłości często diagnozowanej u osób uzależnionych. Nie potrafią one jednocześnie dostrzec pozytywnych i negatywnych cech innego człowieka, stworzyć jego całościowego obrazu. Dr Martin Teicher, dyrektor programu badawczego zajmującego się biologiczną psychiatrią rozwojową w McLean Hospital w Maryland, wysunął ciekawą sugestię, jakoby nasze negatywne oceny ludzi były przechowywane w jednej półkuli, a dobre w drugiej. Brak współpracy dwóch półkul skutkowałby wtedy rzeczywiście tym, że nasze pozytywne i negatywne wrażenia nie zlewałyby się w spójny portret danego człowieka. Cierpiący na to zaburzenie będzie miał problemy z postrzeganiem siebie samego, świata i ludzi tak w życiu prywatnym, jak i innych obszarach[23]. Gdyby ta teoria się potwierdziła, zrozumielibyśmy wiele nie tylko na temat uzależnień od substancji, ale także na temat licznych uzależnień behawioralnych.

W tym miejscu muszę przyznać, że odnajduję siebie samego w tych opisach. Zdarza mi się zachowywać, jakbym jednocześnie był dwiema różnymi osobami. Potrafię być nastawiony niezwykle optymistycznie, by chwilę później zmienić się w dogmatycznego cynika. Kiedy jestem „w trybie zadowolenia”, moje negatywne oceny wydają mi się śmieszne, ale kiedy przełączam się na „tryb przygnębienia”, nie potrafię przypomnieć sobie, żebym kiedykolwiek doświadczył radości.

Oczywiście u moich pacjentów emocjonalne wahadło wychyla się o wiele dalej niż moje. Do pewnego stopnia będzie to spowodowane substancjami, które zażywają, ale myślę, że częściową odpowiedzialność ponosi też zaburzona na skutek traumy dynamika procesów zachodzących w mózgu. Skrajne okoliczności tworzą skrajnie radykalne mózgi.

Tego typu różnice między ludźmi uzależnionymi od pewnych zachowań, jak ja, i zatwardziałymi narkomanami, jak np. Skid Row, stawiają nas być może na odległych krańcach drabiny społecznej, ale prawdziwa różnica polega tylko na miejscu, jakie zajmujemy na kontinuum uzależnień. Mniejsze zakłócenia w rozwoju dziecka i jego mózgu mogą się pojawiać i rzeczywiście występują, prowadząc po prostu do lżejszych form uzależnienia.

 

***

Trauma z dzieciństwa wpływa także na to, jak ludzie potrafią radzić sobie ze stresem w późniejszym życiu, a stres jest kolejnym istotnym czynnikiem kształtującym podatność na uzależnienie. Myślę, że warto na chwilę się nad tym zatrzymać.

Stres stanowi fizjologiczną reakcję organizmu, która zachodzi w momencie, kiedy nasze mechanizmy radzenia sobie z wyzwaniami stają przed wygórowanymi wymaganiami, czy to w wymiarze biologicznym, czy psychologicznym. Innymi słowy, jest to próba zachowania wewnętrznej równowagi biologiczno-chemicznej, czyli homeostazy, w obliczu tych wyzwań. Fizjologiczna reakcja na stres polega na licznych wyładowaniach neuronów w organizmie i uwolnieniu kaskady hormonów, głównie adrenaliny i kortyzolu. Niemal każdy organ jest wtedy pod wpływem tej reakcji, w tym serce i płuca, mięśnie i – oczywiście – obszary mózgu odpowiedzialne za emocje. Kortyzol oddziałuje na tkanki prawie każdej części ciała – od mózgu po układ odpornościowy, od kości po jelita. Zjawisko to jest jednym z istotnych elementów skomplikowanego systemu, który pozwala organizmowi zareagować odpowiednio na zagrożenie.

W 1992 r. na konferencji zorganizowanej przez Narodowe Instytuty Zdrowia USA badacze zdefiniowali stres jako „stan braku harmonii lub zagrożonej homeostazy”[24]. Według tej definicji stresor to „zagrożenie, prawdziwe lub jako takie postrzegane, które zakłóca homeostazę”[25]. Ostatecznie oznacza to brak (lub zagrożenie utratą) czegoś, co organizm uważa za konieczne do przeżycia. Najbardziej dotkliwe jest zagrożenie utratą źródła pożywienia. Podobnie – przynajmniej w przypadku ludzi – jest z zagrożeniem utraty miłości. Hans Selye, kanadyjski lekarz i badacz stresu, podkreśla: „Można bez wątpienia stwierdzić, że człowiek najboleśniej odbiera zagrożenia emocjonalne”[26].

Stres doświadczany we wczesnym dzieciństwie ustawia na niższym poziomie próg wrażliwości na czynniki stresogenne u danego człowieka.

Taka osoba przez całe życie będzie szybciej i częściej niż inni miała poczucie zagrożenia. Dr Bruce Perry jest starszym analitykiem w Child Trauma Academy w Houston [Akademia Badań nad Traumą Dzieci – pierwotnie zespół badawczy działający przy uniwersytecie w Chicago, później przekształcony w organizację non-profit mającą na celu promowanie zmian w prawie, opiece zdrowotnej, edukacji prowadzących do poprawy sytuacji dzieci zagrożonych traumą – przyp. tłum.], a wcześniej był dyrektorem koordynującym lokalne programy ochrony zdrowia psychicznego dzieci w stanie Alberta. Według niego: „Dziecko, które doświadcza stresu na wczesnym etapie życia, będzie nadwrażliwe i nadpobudliwe. Będzie wybuchowe, lękliwe i roztrzęsione. A teraz pomyślmy o sytuacji, w której taka osoba – jako dziecko, nastolatek lub dorosły – na co dzień bardziej pobudzona emocjonalnie, sięga po alkohol. Będzie ona odczuwała podobnie jak zdrowy człowiek skutki upojenia, ale dodatkowo dozna ulgi płynącej z ukojenia stresu, a co za tym idzie: większej przyjemności. Podobnie dzieje się, kiedy z zaschniętym gardłem sięgamy po chłodną wodę – pragnienie znacznie wzmaga przyjemność picia zwykłej wody”[27].

U osób molestowanych seksualnie w dzieciństwie trwałym zmianom ulegają szlaki hormonalne[28]. Nawet względnie łagodny stresor taki jak depresja matki może zakłócić funkcjonowanie mechanizmu reakcji na stres u dziecka[29]. Zaniedbanie, porzucenie czy poważniejsze nadużycia zwiększają wrażliwość na stres na całe życie. Autorzy pewnego badania opublikowanego w „The Journal of the American Medical Association” podają we wnioskach, że: „doświadczenia nadużyć w dzieciństwie już same w sobie podnoszą neuroendokrynną (nerwową i hormonalną) reaktywność na stres, która wzrasta jeszcze bardziej, jeśli trauma powtarza się później w życiu dorosłym”[30].

Człowiek, którego mózg jest „zaprogramowany” tak, żeby szybko wyzwalać reakcję na stres, prawdopodobnie będzie cenił substancje, zachowania i sytuacje przynoszące szybką ulgę. Będzie w mniejszym stopniu zainteresowany długoterminowymi konsekwencjami, podobnie jak ludzie cierpiący z powodu suszy będą skłonni pić wodę, nawet jeśli miałaby być skażona. Jednocześnie sytuacje czy aktywności powszechnie cenione (takie jak bliskie relacje z członkami rodziny) będą przez osobę uzależnioną uważane za mniej istotne, ponieważ nigdy w jej życiu nie przynosiły satysfakcji. To unikanie normalnych doświadczeń także jest skutkiem urazów z dzieciństwa, co zostało następująco podsumowane w jednym z artykułów na temat rozwoju dziecka: „Zaniedbanie i przemoc wobec dziecka na wczesnym etapie życia mogą prowadzić do rozwoju zaburzonych mechanizmów przywiązania oraz osłabić zdolność do tworzenia satysfakcjonujących relacji międzyludzkich. Utrudnione staje się także uznawanie wartości społecznych i kulturowych w późniejszym życiu. Inne sposoby aktywizowania układu nagrody, takie jak narkotyki, seks, agresja czy poniżanie innych, mogą stać się bardziej atrakcyjne. Sięganie po te środki nie podlega zaś w tym przypadku ograniczeniom rodzącym się zwykle z obawy o zniszczenie swoich relacji z drugim człowiekiem. Umiejętność korygowania swojego zachowania ze względu na jego negatywne konsekwencje bywa wtedy upośledzona”[31].

U ludzi poważnie uzależnionych od narkotyków, których dzieciństwo było niezwykle stresujące, wyjątkowo łatwo uruchomić mechanizm reakcji na stres. Hormonalna odpowiedź organizmu na emocjonalne wzburzenie nie tylko obezwładnia już i tak nadwyrężoną zdolność racjonalnego myślenia, ale także zwiększa wrażliwość na substancje psychoaktywne. Im większy stres, tym większy głód narkotykowy wywołuje. Uzależnienie jest głęboko zakorzenioną odpowiedzią na stres, próbą poradzenia sobie z nim za pomocą substancji kojących. Mimo że w szerszej perspektywie jest to zupełnie nietrafiony mechanizm adaptacyjny, to trzeba przyznać, że krótkoterminowo okazuje się niezwykle skuteczny.

Jak łatwo zrozumieć, stres jest jedną z głównych przyczyn trwałego uzależnienia. Wzmaga głód opiatów, wzmacnia poczucie satysfakcji po przyjęciu narkotyków i skłania do kolejnych prób ich poszukiwania i zażywania[32]. Jak ujął to jeden zespół badaczy: „Wystawienie na stres jest najsilniejszą i najbardziej skuteczną metodą wykorzystywaną w eksperymentach naukowych w celu wywołania ponownego sięgnięcia po alkohol albo narkotyk”[33]. Inna grupa podkreśla: „Stresujące doświadczenia zwiększają podatność jednostki na uzależnienie, czy to na początkowym jego etapie, czy też w sytuacji jego nawrotu”[34].

Stres zmniejsza też aktywność receptorów dopaminowych w szlakach nerwowych powiązanych z naszymi

emocjami, które znajdują się w przodomózgowiu, przede wszystkim w jądrze półleżącym. To tam wzrasta głód narkotykowy, kiedy spadają funkcje dopaminy[35]. Literatura naukowa wyodrębnia trzy czynniki, które powszechnie wywołują stres u ludzi: niepewność, brak informacji i utrata kontroli[36]. Możemy do nich dodać dwa kolejne: walka, której organizm nie jest w stanie podołać, i odcięcie od wspierających związków emocjonalnych. Badania na zwierzętach dowodzą, że izolacja prowadzi do zmian w receptorach w mózgu i zwiększa skłonność do zażywania narkotyków u młodych osobników, a u dorosłych zmniejsza aktywność komórek nerwowych zależnych od dopaminy[37]. W przeciwieństwie do szczurów trzymanych w odosobnieniu, osobniki mieszkające razem i tworzące stabilne grupy nie były zainteresowane podawaniem sobie kokainy. Podobnie jak szczury ze „szczurzego parku” Bruce’a Alexandra były odporne na uroki heroiny[38].

W przypadku ludzi brak kontaktu nie musi mieć charakteru fizycznego. Izolacja emocjonalna oddziałuje na dzieci tak samo jak stres na dorosłych. Jak zobaczymy później, stres kobiety w ciąży wpływa negatywnie na aktywność dopaminową mózgu dziecka jeszcze przed jego urodzeniem, a efekty utrzymują się dalej po porodzie.

 

***

Czasami może się wydawać, że ludzie uzależnieni zmyślają albo wyolbrzymiają swoje smutne historie, aby wzbudzić w kimś współczucie albo znaleźć usprawiedliwienie dla swoich nałogów. Z mojego doświadczenia wynika, że jest odwrotnie. Najczęściej mają opory, żeby mówić o swoim życiu. Opowiadają o sobie tylko tym ludziom, którym udało się zdobyć ich zaufanie – a to może trwać latami – i tylko wtedy, kiedy ktoś ich o to poprosi. Zazwyczaj nie widzą związku między wydarzeniami z dzieciństwa a swoimi szkodliwymi nałogami. Jeśli mówią o jakiejś zależności między tymi elementami, robią to, dystansując się od tematu w sposób, który pozwala im nie uświadamiać sobie, jaki wpływ miało na nich ich dzieciństwo.

Badania pokazują, że ogromna większość ofiar przemocy fizycznej i molestowania seksualnego nie ujawnia swoich doświadczeń lekarzom i terapeutom z własnej inicjatywy[39]. Można natomiast zauważyć tendencję do wypierania bólu z pamięci. Jedno z badań analizowało losy kobiet, które jako dziewczynki trafiały na oddziały ratunkowe po napaściach seksualnych. Kiedy skontaktowano się z nimi po 17 latach od tych wydarzeń, 40% z nich albo nie pamiętało wykorzystywania, albo mu zaprzeczało, mimo że ich pamięć działała sprawnie i mogły sobie bez trudu przypomnieć inne wydarzenia ze swojego życia[40].

Ci narkomani, którzy pamiętają, co się stało, często obwiniają siebie za swój los. Czterdziestoletni Wayne mówi mi: „Byłem bity wiele razy, ale sam się o to prosiłem. Później podjąłem kilka głupich decyzji”. (Wayne to człowiek, który śpiewnie zaczepia mnie na ulicy, nucąc bluesowe: „Doktorze, doktorze, jakie dziś masz wieści…”, kiedy idę na dyżur do jednego z budynków na Hastings Street). Pytam go więc, czy uderzyłby dziecko, gdyby „się o to prosiło”? Czy obwiniałby je za „głupie decyzje”? Wayne odwraca wtedy wzrok i ociera łzy. „Nie chcę mówić o tym gównie”, odpowiada twardy facet, który pracował na budowach, platformach wiertniczych i spędził 15 lat w więzieniu za napad z bronią w ręku.

 

***

Ta próba uchwycenia ogromnego wpływu, jaki na rozwój mózgu ma środowisko, w którym dorastamy, może pozostawiać poczucie dojmującego braku nadziei dla osób uzależnionych. Jednak nie należy rozpaczać i są ku temu solidne podstawy. Nasze mózgi są wytrzymałymi organami i w niektórych obszarach rozwijają się przez całe życie, a osoby uzależnione i skrzywdzone w dzieciństwie nie stanowią tu wyjątku. To dobra wiadomość na poziomie fizycznym. Co więcej, mamy w sobie coś, co przekracza wymiar szlaków nerwowych, wyładowań neuronowych i aktywności chemicznej. Umysł może mieścić się głównie w mózgu, ale jest on czymś więcej niż sumą zautomatyzowanych programów neurologicznych zakotwiczonych w naszej przeszłości. Jest w nas coś więcej, co różnie jest nazywane, a „duch” byłby chyba najbardziej demokratycznym określeniem o najmniejszym ładunku wyznaniowym.

 

Tłumaczyła Marzena Zdanowska

Excerpted from In the Realm of Hungry Ghosts by Gabor Maté. Copyright © 2008 Gabor Maté. Published by Vintage Canada/Alfred A. Knopf Canada, a division of Penguin Random House Canada Limited. Reproduced by arrangement with the Publisher. All rights reserved.

_

[1] Zob. A.N. Schore, Affect Regulation and the Origin of the Self, Hillsdale 1994, s. 142.

[2] S.L. Dubovsky, Mind Body Deceptions. The Psychosomatics of Everyday Life, Nowy Jork 1997, s. 193.

[3] Zob. G. Blanc i in., Response to Stress of Mesocortico-Frontal Dopaminergic Neurons in Rats after Long-Term Isolation, „Nature” 1980, nr 284, s. 265–267.

[4] Zob. M.J. Meaney i in., Environmental Regulation of the Development of Mesolimbic Dopamine Systems. A Neurobiological Mechanism for Vulnerability to Drug Abuse?, „Psychoneuroendocrinology” 2002, nr 27, s. 127–138.

[5] Zob. H. H. Gordon, Early Environmental Stress and Biological Vulnerability to Drug Abuse, „Psychoneuroendocrinology” 2002, nr 27, s. 115–126.

[6] Zob. C. Caldji i in., Maternal Care During Infancy Regulates the Development of Neural Systems Mediating the Expression of Fearfulness in the Rat, „Neurobiology” 1998, nr 95 (9), s. 5335–5340.

[7] Zob. J.D. Higley, M. Linnoila, Low Central Nervous System Serotonergic Activity Is Traitlike and Correlates with Impulsive Behavior, „Annals of the New York Academy of Science” 1997, nr 836, s. 39.

[8] Zob. A.S. Clarke i in., Rearing Experience and Biogenic Amine Activity in Infant Rhesus Monkeys, „Biological Psychiatry” 1996, nr 40 (5), s. 338–352; zob. także J.D. Higley i in., Nonhuman Primate Model of Alcohol Abuse: Effects of Early Experience, Personality, and Stress on Alcohol Consumption, „Proceedings of the National Academy of Sciences USA” 1991, nr 88, s. 7261–7265.

[9] Oksytocyna nie należy do opioidów i w związku z tym nie ma nic wspólnego z takimi lekami jak Oxycet czy OxyContin. Te substancje są podobne są tylko z nazwy.

[10] Zob. M.H. Teicher, Wounds That Time Won’t Heal: The Neurobiology of Child Abuse, „Cerebrum: The Dana Forum on Brain Science” 2000, nr 2 (4).

[11]Zob. A. de Mello i in., Update on Stress and Depression: The Role of the Hypothalamic-Pituitary-Adrenal (HPA) Axis, „Revista Brasileiva de Psiquiatria”2003, nr 25 (4), zob. także: G.W. Kraemer i in., A Longitudinal Study of the Effect of Different Social Rearing Conditions on Cerebrospinal Fluid Norepinephrine and Biogenic Amine Metabolites in Rhesus Monkeys, „Neuropsychopharmacology” 1989, nr 2 (3), s. 175–189.

[12] Zob. M.H. Teicher, dz. cyt.

[13]Zob. B. Perry, R. Pollard, Homeostasis, Stress, Trauma and Adaptation: A Neurodevelopmental View of Childhood Trauma, „Child and Adolescent Clinics of North America” 1998, nr 7 (1), s. 33–151.

[14] G.W. Kraemer i in., Strangers in a Strange Land: A Psychobiological Study of Infant Monkeys Before and After Separation from Real or Inanimate Mothers, „Child Development” 1991, nr 62 (3), s. 548–566. W przypadku ludzi „matka” nie musi tu odnosić się do kobiety czy biologicznego rodzica. Równie dobrze możemy wskazać na najbliższych opiekunów którejkolwiek płci.

[15] Zob. L.A. Pohorecky, Interaction of Ethanol and Stress: Research with Experimental Animals: An Update, „Alcohol & Alcoholism” 1990, nr 25 (2/3), s. 263–276.

[16] S.R. Dube i in., Childhood Abuse, Neglect, and Household Dysfunction and the Risk of Illicit Drug Use: The Adverse Childhood Experiences Study, „Pediatrics” 2003, nr 111, s. 564–572.

[17] Harold W. Gordon, Early Environmental Stress and Biological Vulnerability to Drug Abuse, „Psychoneuroendocrinology” 2002, nr 271 (2), s. 115–126.

[18] S.R. Dube i in., Adverse Childhood Experiences and the Association with Ever Using Alchohol and Initiating Alcohol Use During Adolescence, „Journal of Adolescent Health” 2006, nr 38.

[19] Por. C.M. Anderson i in., Abnormal T2 Relaxation Time in the Cerebellar Vermis of Adults Sexually Abused in Childhood. Potential Role of the Vermis in Stress-Enhanced Risk for Drug Abuse, „Psychoneuroendocrinology” 2002, nr 27, s. 231–244.

[20] Por. M.H. Teicher, dz. cyt.

[21] Zob. M.D. De Bellis i in., Developmental Traumatology Part I: Biological Stress Systems, „Biological Psychiatry” 1999, nr 45, s. 1271–1284.

[22] Zob. M. Vythilingam i in., Childhood Trauma Associated with Smaller Hippocampal Volume in Women with Major Depression, „American Journal of Psychiatry” 2002, nr 159, s. 2072–2080.

[23] Zob. M.H. Teicher, dz. cyt.

[24] E.M. Sternberg, The Stress Response and the Regulation of Inflammatory Disease, “Annals of Internal Medicine” 1992, nr 17 (10), s. 855.

[25] A. Kusnecov, B.S. Rabin, Stressor-Induced Alterations of Immune Function: Mechanisms and Issues, „International Archives of Allergy and Immunology” 1994, nr 105, s. 108.

[26] H. Selye, The Stress of Life, Nowy Jork 1978, s. 4.

[27] B. Perry, wywiad własny.

[28] Zob. M.D. De Bellis i in., Hypothalamic-Pituitary-Adrenal Axis Dysregulation in Sexually Abused Girls, „Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism” 1994, nr 78, s. 249–255.

[29] M.J. Essex i in., Maternal Stress Beginning in Infancy May Sensitize Children to Later Stress Exposure: Effects on Cortisol and Behavior, „Biological Psychiatry” 2203, nr 52 (8), s. 773.

[30] C. Heim i in., Pituitary-Adrenal and Autonomic Responses to Stress in Women after Sexual and Physical Abuse in Childhood, „JAMA” 2000, nr 284 (5), s. 592–297.

[31] C.A. Pedersen, Biological Aspects of Social Bonding and the Roots of Human Violence, „Annals of the New York Academy of Sciences” 2004, nr 1036, s. 106–127.

[32] Zob. E.L. Gardner, Brain-Reward Mechanisms, w: Substance Abuse: A Comprehensive Textbook, red. J.H. Lowinson i in., Filadelfia 2005, s. 72.

[33] K.T. Brady, S.C. Sonne, The Role of Stress in Alcohol Use, Alcoholism Treatment, and Relapse, „Alcohol Research and Health” 1999, nr 23 (4), s. 263–271.

[34] P.V. Piazza, M. Le Moal, Pathophysiological Basis of Vulnerability to Drug Abuse: Role of an Interaction Between Stress, Glucocorticoids, and Dopaminergic Neurons, „Annual Review of Pharmacology and Toxocology” 1996, nr 36, 359–378.

[35] Zob. M. Papp i in., Parallel Changes in Dopamine D2 Receptor Binding in Limbic Forebrain Associated with Chronic Mild Stress-Induced Anhedonia and Its Reversal by Imipramine, „Psychopharmacology” 1994, nr 115, s. 441–446.

[36] Zob. S. Levine, H. Ursin, What Is Stress?, w: M.R. Brown (red.), Stress, Neurobiology and Neuroendocrinology, New York 1991, s. 3–21.

[37] Zob. H.H. Gordon, Early Environmental Stress and Biological Vulnerability to Drug Abuse, „Psychoneuroendocrinology” 2002, nr 27, s. 115–126, G.D. Blanc, Response to Stress of Mesocortico-Frontal Dopaminergic Neurons in Rats, „Nature” 1980, nr 284 (5753), s. 265–267.

[38] Zob. S. Schenk i in., Cocaine Self-Administration in Rats Influenced by Environmental Conditions. Implications for the Etiology of Drug Abuse, „Neuroscience Letters” 1987, nr 81, s. 227–231.

[39] Zob. A. Jacobson, Physical and Sexual Assault Histories Among Psychiatric Outpatients, „American Journal of Psychiatry” 1989, nr 146, s. 755–758.

[40] Zob. L.M. Williams, Recall of Childhood Trauma. A Prospective Study of Women’s Memories of Child Sexual Abuse, „Journal of Consulting and Clinical Psychology” 1994, nr 62, s. 1167–1176.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter