70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Otwarcie na świat

Wydawanie czasopism zostało uzależnione od praw rynku, bez względu na aspiracje edytora czy czytelnika. Natomiast prawa rządzące rynkiem zostały uzależnione od jego najsilniejszych ,,graczy”.

Warunki handlowe dyktują najwięksi hurtownicy, pobierając od wydawcy zbyt wysoki procent od sprzedaży (obecnie często przekraczający połowę ceny egzemplarza) i rezerwując dla siebie zbyt długi termin rozliczeń z wydawcą (sięgający 3–6 miesięcy, co w przypadku kwartalnika uniemożliwia ponowienie dostawy i powoduje zaniżanie zamówień; wielkim sklepom wręcz ,,nie opłaca się” brać do sprzedaży niskonakładowych czasopism).

Inna prawidłowość to wzrastająca dezorientacja panująca na rynku czasopism. Z jednej strony czasopisma ulegają światowej tendencji spadku czytelnictwa, z drugiej – bronią się przeciwko temu zjawisku, eksperymentując z wydaniami internetowymi, urozmaicając swój profil, drukując materiały bardziej ponętne dla masowego czytelnika. Efektem takich działań jest nieuchronne obniżenie ambicji artystycznej i intelektualnej czasopisma, które zaczyna ulegać prawom rynku. Zachowanie złotego środka jest niemożliwe: periodyki specjalistyczne czy kulturalne albo giną z braku dochodów ze sprzedaży, albo w pogoni za wzrostem dochodowości zmuszone są do rezygnacji ze swojej podstawowej misji. Należy też pamiętać o niekorzystnej sytuacji finansowej czasopism: ich koszty są comiesięczne (pensje, lokal, media), zaś dochody kwartalne (lub raz na miesiąc), natomiast cena sprzedaży egzemplarza i prenumeraty dostosowana jest do zasobów finansowych czytelnika (na ogół inteligenta ze strefy budżetowej, studenta, ucznia).

Kolejna prawidłowość: periodyki niskonakładowe niepoddające się prawu rynku zmuszone są znaleźć sponsora. W Polsce nie ma snobizmu na kulturę wysoką, a co za tym idzie, nie ma sponsorów chętnych podtrzymywać dla swego splendoru czasopisma kulturalne. Jedynym rozwiązaniem wydaje się poddanie rynku czasopism władzy ,,dobrego księcia” – mądrego rządu, samorządu lub prywatnego mecenasa. Resort taki jak resort kultury w żadnym wypadku nie powinien podlegać władzy politycznie stronniczej, a polityka kulturalna polskiego państwa nie powinna kierować się w swoich decyzjach kryteriami politycznymi. Nietrudno zauważyć, że trend w Polsce jest dokładnie odwrotny. To prosta droga do zniszczenia kultury. Tymczasem jest ona dobrem powszechnym. Jeszcze niedawno polska kultura – literatura, teatr, film, ogólnie pojęta humanistyka – była szeroko znana i przysparzała Polsce sławy i uznania. Ograniczmy się do sytuacji czasopism kulturalnych i literackich. Za PRL-u, kiedy byłam na studiach, czytało się ,,Twórczość” Jarosława Iwaszkiewicza, ,,Tygodnik Powszechny” Jerzego Turowicza, ,,Odrę”, zaglądało do ,,Więzi” Tadeusza Mazowieckiego. Nie można było nie znać ,,Kultury” Jerzego Giedroycia, miesięcznika o kolorowej okładce obłożonej dla niepoznaki w ,,Trybunę Ludu”. Źle to sformułowałam, powinnam była powiedzieć: tych czasopism nie można było nie czytać (jeśli się chciało mieć coś do powiedzenia o polskiej kulturze i współczesnym świecie). Potem doszedł do nich ,,Aneks”, czasopismo emigracji 1968 r. pod redakcją Aleksandra Smolara, a wkrótce również pisma podziemne: ,,Zapis”, ,,Res Publica”, ,,Krytyka”. Oraz periodyki stanu wojennego, wśród nich kwartalnik ,,Zeszyty Literackie”, założony w Paryżu w roku 1982. Wszystkie one stwarzały coś w rodzaju oazy swobodnego słowa, kształtowały tradycję wolnościową i kulturalne aspiracje, a zarazem wywierały poważny wpływ na rynek prasy i czytelników.

O ostatnim z wymienionych czasopism mogę powiedzieć więcej. Dziesięć lat istniało na Zachodzie, zdobywając z roku na rok pieniądze, nigdy nie będąc pewnym, czy je znajdzie. Ale jakoś się udawało. Sprzyjała nam koniunktura polityczna: ogromna sympatia świata do Polski Solidarności. I wielkie uznanie dla polskiej kultury. Nazwiska Miłosza, Gombrowicza, Czapskiego, Jeleńskiego, Brandysa, Kotta były w świecie znane. Na okładce pierwszego numeru widniały równie szeroko znane nazwiska Josifa Brodskiego, Natalii Gorbaniewskiej, Vaclava Havla, Milana Kundery, Tomasa Venclovy. A obok nich nazwiska kolegów redakcyjnych: Stanisława Barańczaka, Ewy Bieńkowskiej, Agnieszki Holland, Wojciecha Karpińskiego, Ewy Kuryluk. I Jacka Kaczmarskiego. Siłą pisma byli jego autorzy, i to oni przysparzali mu sławy i popularności. I tak już miało zostać. Po 10 latach, w roku 1992, redakcja pisma usadowiła się w Warszawie. Oparcie znaleźliśmy w ,,Gazecie Wyborczej”. Podtrzymywała nas 26 lat. Jako pismo zachowaliśmy pełną niezależność redakcyjną. Nikt nie mówił nam nigdy, co i kogo mamy drukować. Nie stawiano nam żadnych warunków. We wrześniu 2018 r. umowa, która nas związała, przestała obowiązywać. Utraciliśmy sponsora. Jego następcy szukaliśmy już od roku, bez powodzenia. Okazuje się, że nasz związek z „Gazetą Wyborczą” był polskim cudem. A jednak znam kilka czasopism wydawanych w oparciu o podobny mechanizm na Zachodzie (choćby pismo paryskich intelektualistów  „Le Debats” wspierane przez Gallimarda, włoskie pismo „MicroMega” pod redakcją Paola Flores d’Arcais – przez Gruppo Editoriale L’Espresso). W USA niezależne periodyki niekiedy o światowej renomie wydawane są przez wyższe uczelnie. Tam nie uchodzi to za cud; wydawcy szczycą się związkiem z kulturą.

„Zeszyty Literackie” to otwarcie na świat, stworzenie międzynarodowego środowiska pisarzy, intelektualistów i artystów wokół pisma wrażliwego na wartość, jaką jest kultura; uznawanie jej za fundament życia społecznego i politycznego. Uważne śledzenie sytuacji w Europie Środkowej i Wschodniej oraz uznawanie literatury za źródło wiedzy o rzeczywistości. Zrównoważony i zdystansowany stosunek do wydarzeń bieżących, ocenianie ich w szerszej perspektywie czasu i składających się na nie problemów, ale bez negowania potrzeby zaangażowania w życie współczesnych. Ugruntowanie potrzeby życia duchowego. Kwartalnik oferuje czytelnikowi stałe działy o wyrazistym charakterze, cieszące się popularnością i niemożliwe do zastąpienia przez inne pisma: Europa Środka, Portrety artystów, Portrety miast, Podróże, Świadectwa, Kronika (prowadzona niemal od początku istnienia pisma, dająca obraz życia kulturalnego w Polsce i świecie i ukazująca związki literatury, sztuki i polityki).

Najpoważniejsze wyzwanie to nadanie istnieniu naszego czasopisma cechy trwałości. I to właśnie okazuje się niemożliwe. „Im dłużej istnieje to pismo, tym większe jest jego znaczenie”, „czas buduje jego wartość i jego trwałość” – tłumaczył mi Stanisław Barańczak, kiedy zastanawiałam się w latach 1989– 1990, czy nie nadeszła pora, aby je zamknąć. I oto dane mi jest poznać największy paradoks: pismo żywe, na sławę którego pracowali twórcy pięciu co najmniej generacji (od urodzonych, jak Józef Czapski, Jerzy Stempowski czy Jarosław Iwaszkiewicz, w latach 90. XIX w., przez Herberta, Pawła Hertza, Leszka Kołakowskiego – w latach 20. XX stulecia; Josifa Brodskiego, Ewę Bieńkowską, Ewę Kuryluk, Wojciecha Karpińskiego, Adama Zagajewskiego – w latach 40.; Adama Szczucińskiego, Marcina Sabiniewicza, Tomasza Różyckiego, Natalię de Barbaro, Roberta Papieskiego, Marka Zagańczyka, Annę Piwkowską, Agnieszkę Papieską – w latach 60.–70.; po najmłodszych współpracowników urodzonych w latach 80. – jak Maciej Miłkowski, Szymon Żuchowski, Anna Arno, Paweł Bem, Michał Szymański, Mikołaj Nowak-Rogoziński), pismo świetnych tłumaczy (jak Maryna Ochab, Małgorzata Łukasiewicz, Joanna Ugniewska, Halina Kralowa, Kazys Uscila, Teresa Worowska, Julia Juryś i Robert Papieski), pismo Benedetty Craveri, Claudia Magrisa, Roberta Salvadoriego, wciąż i wciąż odkrywające wielkich pisarzy (jak Leonid Cypkin, Annemarie Schwarzenbach, Karol Berger, Hugo von Hofmannsthal, Tony Judt, Eric Karpeles, Harry Kessler, Patrick Leigh Fermor, Paweł Muratow, Timothy Snyder, Marci Shore…), jednym słowem – pismo nietracące wigoru i pomysłów, znane w świecie, cieszące się poczytnością, o nakładzie najwyższym wśród pism porównywalnych – zostaje skazane na nieistnienie z powodu braku zainteresowania jego losem jedynego mecenasa polskiego czasopiśmiennictwa: Instytutu Książki i Ministerstwa Kultury.

Największym wyzwaniem dla nas było i jest zapewnienie ciągłości polskiej kultury i polskiego czasopiśmiennictwa, stawka na uporczywość twórczego wysiłku i podtrzymywanie w nim autorów, odwaga powagi i wysokich aspiracji w świecie urynkowionej literatury, obojętność na mody intelektualne, rytuały rynku (ubieganie się o miejsce w rankingach, o nagrody).

Największą trudnością w prowadzeniu pisma jest pogodzenie się z klęską stworzonego przez nas czasopisma i konieczność unicestwienia go własnymi siłami z powodu braku finansowego wsparcia, w sytuacji kiedy wiemy, że nasi autorzy, będący w pełni sił twórczych, zostają bez własnego pisma i środowiska oraz dbającego o nich wydawcy. Pogodzenie się ze stosunkiem do kultury krajowej elity politycznej oraz z obojętnością, a nawet sceptycyzmem naszego społeczeństwa wobec wartości, jaką stanowi dorobek kulturalny współczesnych, przeszłych i przyszłych pokoleń.

_

„Zeszyty Literackie” – Kwartalnik kulturalno-literacki wydawany w latach 1982–2018 pod redakcją Barbary Toruńczyk, początkowo ukazywał się w Paryżu, po zmianach ustrojowych przeniesiony do Warszawy. W latach 1992–2005 wydawcą pisma była Agora, która wspierała je coroczną subwencją aż do września 2018 r. Niezależna Fundacja Zeszytów Literackich powołana przez Barbarę Toruńczyk  w Warszawie w 1991 r., wydawca czasopisma od 2005 r., publikowała też książki (ogółem  140 tomów). „Zeszyty Literackie” prezentowały literaturę powstałą na emigracji, były pomostem między literaturą krajową a emigracyjną.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter