70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Giles Clarke/Getty

Meksyk jeszcze nie zginął

W lipcu 2018 r. Meksyk wybrał pierwszego lewicowego prezydenta w historii. Oddano na niego więcej głosów niż na jakiegokolwiek innego kandydata wcześniej. Do urn poszła rekordowo duża liczba Meksykanów. Społeczeństwo domaga się zmian w przeżartym przemocą i korupcją kraju.

To pierwsze takie wybory w historii. Z wielu powodów. Po pierwsze, były po prostu największe – jednego dnia Meksykanie wybrali nie tylko prezydenta, ale i dziewięciu gubernatorów, wszystkich członków kongresu oraz ok. 3 tys. burmistrzów. W związku z tym okazały się one też najbardziej kosztowne.

Miały również najbardziej krwawy charakter w historii kraju – ponad 130 polityków (w tym niemal 50 kandydatów) zostało zabitych podczas kampanii wyborczej. Ostatni rok był zaś najkrwawszy – w sumie zamordowano prawie 30 tys. osób. Meksyk stał się polem brutalnej wojny narkotykowej, zmaga się też z korupcją na najwyższych szczeblach, kobietobójstwem, a także tzw. wymuszonymi zaginięciami obywateli, w które zamieszana jest władza. Społeczeństwo pragnie zmian i głośno się ich domaga.

Obecnie rządzący prezydent Enrique Peña Nieto cieszył się w drugiej połowie kadencji bardzo niskim poparciem, a na nową głowę państwa wybrano pierwszego kandydata identyfikującego się z lewicą – Andrésa Manuela Lópeza Obradora. Poparł go rekordowo duży odsetek społeczeństwa. W wyborach, które w Meksyku opierają się na tylko jednej turze głosowania, uzyskał ponad 53% głosów.

 

Wyścig o fotel

Andrés Manuel López Obrador (nazywany w skrócie AMLO) pokonał swojego największego rywala, Ricarda Anayę z Partii Akcji Narodowej (Partido Acción Nacional – PAN) ponad 30 punktami procentowymi, zaś trzeci w stawce José Antonio Meade z Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej (Partido Revolucionario Institucional – PRI) rządzącej w kraju z niewielkimi przerwami przez blisko 90 lat zdobył zaledwie 16% głosów. López Obrador kandydował już na urząd prezydenta dwukrotnie, w 2006 i 2012 r. Za pierwszym razem był bardzo blisko wygranej, Felipe Calderón z PAN wyprzedził go zaledwie o pół procent głosów i podejrzewa się, że wygrał za sprawą fałszerstw wyborczych. Tę teorię propagował sam AMLO, który samozwańczo – przy aplauzie zwolenników – ogłosił się prezydentem kraju na głównym placu stolicy – Zócalo. Wcześniej, w latach 2000–2005, pełnił funkcję prezydenta miasta Meksyku, a jego rządy są uznawane za sukces. Opuścił urząd z 84-procentowym poparciem, a według gazety „Reforma” spełnił 80% obietnic wyborczych.

López Obrador urodził się w 1953 r. w małej miejscowości Tepetitán w stanie Tabasco, lubi chwalić się swoim pochodzeniem, podkreślając, że wywodzi się z ludu, a nie z tzw. elit politycznych. W 1976 r. dołączył do Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, jednakże podczas sfałszowanych wyborów prezydenckich z 1988 r. rozczarował się nią i wraz z innymi politykami PRI utworzył centrolewicowy odłam partii, który potem przekształcił się w Partię Rewolucyjno-Demokratyczną (Partido de la Revolución Democrática – PRD). W 2014 r. stworzył swoją własną partię MORENA (Movimiento Regeneración Nacional – Partię Odrodzenia Narodowego).

AMLO chce skończyć walkę z kartelami narkotykowymi rozpoczętą przez Felipe Calderóna, który wysłał na nią meksykańskie wojsko, co w rezultacie doprowadziło do jeszcze większej eskalacji przemocy. Nie zamierza kontynuować działań zbrojnych, lecz w inny sposób poradzić sobie z tym problemem. Jednym z haseł jego kampanii jest „becarios no sicarios” – chce zapewnić młodym ludziom stypendia i szansę na rozwój, by nie wstępowali do gangów i karteli. Do jego bardziej kontrowersyjnych pomysłów należy też amnestia dla narkotykowych bossów. Według niego w pierwszej kolejności trzeba rozprawić się ze skorumpowanymi politykami. Chce np. odebrać im immunitet, a także zmniejszyć pensję i pozbyć się rządowych helikopterów. On sam jeździ po mieście tylko w towarzystwie szofera, bez żadnej ochrony, co budzi niepokój o życie przyszłego prezydenta wśród jego zwolenników. Na razie jednak sytuację wykorzystują jedynie jego fani – gdy ten zatrzymuje się na światłach, ściskają mu dłonie, gratulują, a nawet darują mu w podzięce żywe kurczaki. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter