70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Magdalena Kowalczyk, fot. Julia Zabrodzka

Katalog zrealizowanych marzeń

Mieszkają w małych miejscowościach i dużych miastach, pracują same lub w zespołach, wypożyczają książki i organizują wielkie festiwale. Łączy je przekonanie, że w bibliotece nie ma rzeczy niemożliwych. Bibliotekarki – Olga Rok i laureatki nagrody jej imienia.

Z domu zabrała worek ryżu, bańkę oleju i kilka sukienek od mamy, ale te ukradli jej w pociągu. W 1946 r. droga z Uzbekistanu do Polski była długa i niebezpieczna. Trafiła z mężem do Wrocławia i Iławy, aż w końcu osiedli w Warszawie. Olga nauczyła się polskiego, przez lata zajmowała się domem i dwoma synami. Gdy już podrośli, postanowiła poszukać pracy – w wieku czterdziestu kilku lat trafiła do biblioteki na Służewcu Przemysłowym. Za swoją pierwszą pensję w życiu kupiła bluzkę dla siebie i ciastka dla dzieci. „Nie mogę pamiętać jej w bibliotece, przeszła na emeryturę, kiedy byłam mała – opowiada Ania Rok – ale pamiętam jej historie, opowiadane ze śpiewnym wschodnim akcentem. Nigdy go nie straciła. Miała imponującą kolekcję własnoręcznie zrobionych pacynek i stosy pożółkłych kart bibliotecznych. Dzięki nim jeszcze w podstawówce skatalogowałam swoje książki. Przed śmiercią pokazała mi teczkę pełną wycinków i listów gratulacyjnych. W teczce było też parę medali i praca licencjacka poświęcona jej metodzie pracy z dziećmi. I listy z biblioteki, które dostawała już jako emerytka. Pamiętam tamten moment i zaskoczenie, że za bycie bibliotekarką dostaje się medale”. Program biblioteki na Służewcu, którym kierowała Olga Rok, powstawał zgodnie z życzeniami młodych czytelników. Obejmował teatrzyk, kółka zainteresowań, wspólne odrabianie lekcji, wycieczki, konkursy i spotkania z ciekawymi ludźmi. W latach 60. to była raczej rzadkość. Do zadań bibliotek należało tylko wypożyczanie książek. A partnerski stosunek do dzieci i młodzieży musiał uchodzić za rewolucyjny.

Olga Rok zmarła w 2007 r. po ciężkiej chorobie. „Po śmierci babci robiliśmy porządki w mieszkaniu i znaleźliśmy cały stos zeszytów, zapisanych jej charakterystycznym, okrągłym pismem. Wiedziałam, że babcia prowadziła pamiętnik, ale myślałam, że zaczęła dopiero na emeryturze. Tymczasem pisała już od lat 40” – Ania kilka nocy czytała schowana pod kuchennym stołem w mieszkaniu babci. Wspomnienia z dawnych lat przeplatały się z codziennymi sprawami – rodzina, dom, kolejki do urzędu, pierwsza i ostatnia praca. „Ja w 68 roku, 15-tego maja poszłam do Urzędu Zatrudnienia prosząc o jakąkolwiek pracę. Zostałam skierowana do biblioteki publicznej na Mokotów. Bałam się, nie dam rady, poprosiłam o pół etatu. Dostałam za pół miesiąca 300 zł moje pierwsze, przeze mnie zarobione pieniądze. Chwalono i nagradzano mnie, a w domu przecież pracowałam trzykrotnie więcej i nikt tego nie zauważał” – pisała. „Czytając te dzienniki uświadomiłam sobie, że jest w nich siła, która może być inspirująca dla innych kobiet. Związana z tym, że moja babcia była bibliotekarką, ale chyba bardziej z tym, że jako dorosła, 40-letnia kobieta zdecydowała się podjąć pracę, już po odchowaniu dzieci, że potrafiła w pewnym sensie wynaleźć siebie i zbudować swoje życie na nowo. Nie chciałam, żeby jej historia tak po prostu znikła” – mówi Ania.

Historia babci stała się dla niej impulsem do utworzenia funduszu. Z okazji 30. urodzin zaprosiła przyjaciół, najpierw we Fryburgu, gdzie mieszka i pracuje, później w rodzinnej Warszawie. Zamiast kupować prezenty, mieli dorzucić się do stypendium dla bibliotekarek z małych miejscowości, zebrało się 20 tys. zł.

W 2012 r. we współpracy z Akademią Rozwoju Filantropii i Programem Rozwoju Bibliotek Ania utworzyła Fundusz Wieczysty im. Olgi Rok. Poza wsparciem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która ufundowała dodatkowe stypendium przyznawane od 2014 r., pieniądze pochodzą od osób prywatnych, a nie z grantów i dotacji. Docelowo działalność ma być finansowana z odsetek ze środków zgromadzonych na jego koncie. Wieczysty, czyli na zawsze. „W naszej projektowej rzeczywistości taka długa perspektywa to wyjątkowy luksus – przyznaje Ania. – Kiedy stoję na scenie, wręczając stypendium szczęśliwej laureatce, lubię myśleć, że jesteśmy na początku drogi, że tworzymy społeczność wokół funduszu: bibliotekarki, członkowie i członkinie kapituły, ludzie i organizacje”.

W tym roku stypendium zostanie przyznane po raz piąty. Może zostać przeznaczone na dowolny cel związany z rozwojem osobistym. „Zależało nam, żeby same laureatki mogły podjąć decyzję, jak wykorzystają te środki – tłumaczy Ania – w końcu to one wiedzą najlepiej, czego im trzeba”. Do tej pory zgłoszenia wysłało ponad 300 bibliotekarek, przyznano 6 nagród głównych i 18 wyróżnień. W kapitule zasiada od 10 do 12 osób. Czytają wszystkie odpowiedzi w formularzach, a później dyskutują bez końca. Ania przyznaje, że najbardziej lubi poznawać historie o drodze, jaka zaprowadziła bohaterki do biblioteki, choć ich marzenia i pomysły zagospodarowania wygranej też są niezwykłe.

 

*
W 2014 r. spotkałam się z Anią Rok. zbliżała się trzecia edycja Stypendium im. Olgi Rok i przy kawiarnianym stoliku zastanawiałyśmy się, jak połączyć moją pracę fotografki z promocją funduszu. W dwóch poprzednich edycjach konkursu stypendialnego przyznano dwie nagrody główne i dziesięć wyróżnień. Razem 12. Ania wpadła na pomysł wydania kalendarza z portretami wszystkich finalistek. Zgodnie z założeniami konkursu, pochodziły z niewielkich miejscowości: Łaziska, Kliczków Mały, Cieszanów – nazwy geograficzne, które nic mi nie mówiły. Nie wahałam się jednak długo, za bardzo chciałam poznać nasze bohaterki. Ruszyłam za nimi w podróż po całej Polsce. Niektóre nie dowierzały: „Naprawdę tłukłaś się tu przez pół kraju, żeby zrobić mi zdjęcie?”, powitała mnie Magda Turska z Kłodawy. Spotkania i rozmowy wynagradzały mi jednak długie godziny w pociągach, autobusach i minibusach. Od czasu moich podróży minęły prawie dwa lata, w międzyczasie w konkursie pojawił się podział na kategorie bibliotek jedno- i wieloosobowych, w latach 2014 i 2015 przyznano więc cztery nagrody główne. W 2016 r. znowu wsiadałam do pociągu, żeby poznać i sfotografować Magdalenę Kowalczyk z Radkowa i Karolinę Mendyk z Wrocławia. Poniżej przedstawiamy wszystkie sześć laureatek stypendium im. Olgi Rok.


_

Karolina Mendyk
Pracuje w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej we Wrocławiu, na stanowisku starszy bibliotekarz. Laureatka Stypendium im. Olgi Rok w 2015 r. w kategorii bibliotek wieloosobowych.

Przygodę z biblioteką zaczęła od rocznego wolontariatu w Dziale Pracy z Dziećmi, na pierwszym roku studium bibliotekarskiego, od razu po maturze. Do dziś jest wdzięczna swojemu ówczesnemu opiekunowi Jerzemu Kumiedze, że rzucił ją na głęboką wodę, a w razie potrzeby służył radą i wsparciem. „Stałam się bardziej otwarta, uśmiechnięta i zorganizowana. Musiałam przezwyciężyć nieśmiałość i nauczyć się mówić do dużej grupy ludzi – mówi pani Karolina. – Bardzo się zmieniłam. Mam odwagę robić rzeczy, których wcześniej bym się po sobie nie spodziewała”.
Pani Karolina pracuje w fonotece, ale jej rola nie ogranicza się do wypożyczania płyt. Najwięcej czasu poświęca dwóm inicjatywom. Współpracę ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki rozpoczęła w 2015 r. Zajęcia dotyczące praw zwierząt i warsztaty gotowania wegańskich potraw cieszą się ogromnym zainteresowaniem, także wśród dzieci. Na spotkania regularnie przychodzi po 60–70 osób, w bibliotece zaczęły się pojawiać nawet psy. Wystawa Tydzień bez futra z bibliotecznej gabloty trafiła na Uniwersytet Śląski, a zebrana w ramach akcji charytatywnej karma – do fundacji Koci Zakątek. Drugie przedsięwzięcie wykracza poza mury biblioteki. Pod niewinną nazwą Dyskusyjny Klub Książkowy „Na Fiołkach” kryją się spotkania z osadzonymi z zakładu karnego przy ul. Fiołkowej. Karolina Mendyk podjęła się tego zadania jako pierwsza bibliotekarka w województwie. Więzienni wychowawcy szukali chętnych przez dwa lata.
To niełatwa praca – już samo wejście do więzienia obwarowane jest licznymi procedurami, do tego dochodzi stres. Każde zajęcia pani Karolina musi mieć dobrze przemyślane, więźniowie to wymagający czytelnicy. Sami przecież przychodzą na DKK przygotowani, są chętni do dyskusji, a historie z książek przekładają na swoje życie. Wielu z nich jest bardzo oczytanych, zwłaszcza w klasyce, lubią też fantastykę. Ale pani Karolina nie chce ograniczać się do jednego gatunku: „Wspólnie czytaliśmy Olgę Tokarczuk, powieść Kielonek Alaina Mabanckou, scenariusz Bergmana”. Doświadczenie na Fiołkowej sprawiło, że podjęła się prowadzenia podobnych zajęć także w areszcie śledczym. W obu instytucjach oprócz dyskusji o książkach są też warsztaty, m.in. dziennikarskie. „Te zajęcia to największe zawodowe wyzwanie w moim życiu. Jeśli poradziłam sobie z grupą recydywistów, to ze wszystkim sobie poradzę” – uśmiecha się.

_

Urszula Kopeć-Zaborniak
Dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Cieszanowie, poetka, laureatka Stypendium im. Olgi Rok w 2012 r.

W Cieszanowie była „zajechana”, czyli przyjezdna, nietutejsza. Ale w bibliotece od razu poczuła się jak u siebie – do książek ciągnęło ją od dzieciństwa. W szkole podstawowej ciągle przesiadywała wśród regałów, pomagając wypisywać karty, oprawiać i ustawiać książki. Za namową bibliotekarki ukończyła polonistykę w Lublinie, a później studia podyplomowe w zakresie bibliotekoznawstwa i informacji naukowej oraz kurs pedagogiczny.
W międzyczasie pracowała w sklepie z odzieżą używaną, na giełdzie samochodowej, opiekowała się dziećmi i projektowała ubrania z polaru. Każdą wolną chwilę spędzała natomiast w domu kultury, gdzie prowadziła teatrzyk dla najmłodszych. Gdy dostała propozycję pracy w bibliotece w rodzinnej wsi Majdan Królewski, nie wahała się ani chwili. W 2009 r. postanowiła jednak zamieszkać w rodzinnych stronach męża – w Cieszanowie – gdzie objęła stanowisko dyrektorki biblioteki. Początki nie były łatwe. Przyjechała obca i od razu chciała wprowadzać nowe porządki. Jej pomysły na pracę z dziećmi niepełnosprawnymi i ich integrację ze społecznością budziły sprzeciw. „Sama też się bałam, ale każda nowa inicjatywa, jak choćby wspólna wycieczka dzieci zdrowych i niepełnosprawnych, dawała mi ogromną satysfakcję” – opowiada pani Urszula. Z roku na rok takich zajęć było coraz więcej. Nieufność do nowej dyrektorki i jej pomysłów zniknęła, a wokół biblioteki zawiązała się koalicja na rzecz rozwoju miejscowości. W placówce utworzono cyfrowe archiwum poświęcone lokalnej historii, które zaprosiło do współpracy seniorów. Na miejscu powstał teatrzyk, zaczęto organizować gry i zabawy edukacyjne. Dzięki staraniom pani Urszuli biblioteka przeniosła się do nowej siedziby w dawnym budynku szkoły podstawowej. W dodatkowej sali powstała Bajkolandia – ściany zdobią malowane postacie z Małej Syrenki, jest plac zabaw i dużo przestrzeni na zajęcia prowadzone m.in. przez specjalnie przeszkolone bibliotekarki. Znalazło się też miejsce dla rodziców, którzy mogą napić się kawy i poczytać czasopisma o wychowaniu i rozwoju dzieci.
Kiedy odbierała pierwszą nagrodę w Konkursie im. Olgi Rok, mówiła: „Czuję się jak aktorka, która odbiera Oscara za najważniejszą rolę – w bibliotece, między regałami”. Stypendium przeznaczyła na opublikowanie tomiku wierszy pt. Data ważności.

_

Anna Orlikowska

Dyrektorka Centrum Kultury i Biblioteki im. Jana Karnowskiego w Brusach, laureatka Stypendium im. Olgi Rok w 2013 r.

Kiedy ponad 25 lat temu zaproponowano jej pracę w bibliotece, miała obawy, podobnie jak Olga Rok. „Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy sobie poradzę” – odpowiedziała. Na początku opracowywała książki i obsługiwała czytelników, pomagając przy wyborze lektury, po ukończeniu kursu biblioterapii prowadziła zajęcia dla osób niepełnosprawnych. W 2009 r. została dyrektorką placówki. Prawdziwy przełom przyszedł trzy lata później, gdy zadania biblioteki rozszerzono o działalność kulturalną. Pani Anna miała odtąd na głowie także zajęcia dla seniorów, kółka zainteresowań, zespół folklorystyczny, naukę gry na instrumentach muzycznych, zajęcia plastyczne i wiele innych przedsięwzięć. Najwyraźniej jednak ciągle nie było jej dość – założyła Stowarzyszenie Na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Ty i Ja”, a wraz z grupą mieszkańców gminy także Koalicję na Rzecz Rozwoju Biblioteki. Od pięciu lat organizuje paraolimpiadę, od trzech – festiwal „Kaszubskie Spotkania z Folklorem Świata”. Podczas dotychczasowych edycji tysiące widzów mogło podziwiać występy artystów z Meksyku, Paragwaju, Tajwanu, Brazylii i wielu innych krajów. Imprezę współorganizowały samorządy aż pięciu gmin. „Jestem bardzo dumna z festiwalu, biblioteka nigdy nie organizowała tak dużych imprez. Logistyka była sporym wyzwaniem, ale poradziliśmy sobie” – mówi pani Anna. Doświadczeniami zdobywanymi w Brusach chętnie dzieli się z innymi. Spełnieniem jej marzeń był wyjazd studyjny do USA, gdzie mogła spotkać się z amerykańskimi koleżankami. Uczestniczyła też w tworzeniu modelu wielokulturowej biblioteki z partnerami z Norwegii. Po 25 latach pracy pani Anna nie ma już żadnych wątpliwości: „Nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w bibliotece. Już wiem, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych”.

Do pani Anny przyjechałam na jeden dzień, a zostałam na cztery. Czekałam na nią, gdy odbierała nagrodę w miejscowej szkole, słuchałam opowieści o organizacji festiwalu folklorystycznego, zwiedziłam Chatę Kaszubską i skansen pszczelarski, razem pojechałyśmy na Festiwal Archeologiczny w Leśnie. Potem długo siedziałyśmy nad jeziorem, wpatrując się w żaglówki i chmury na niebie. „Wiesz, jak dawno tu nie byłam? – uśmiechnęła się. – Na co dzień zawsze jest coś do zrobienia”. Nie mogłam się nadziwić, że znalazła dla mnie tyle czasu. Jej zajęć i obowiązków wystarczyłoby przecież dla kilku osób.

_

Marianna Czyżak
Pracuje w Gminnej Bibliotece Publicznej w Brzeźniu, Filia w Kliczkowie Małym. W 2013 r. zdobyła wyróżnienie w II edycji Konkursu Stypendialnego im. Olgi Rok, w 2015 r. została laureatką głównej nagrody w kategorii bibliotek jednoosobowych.

Budynek otoczony pięknym ogrodem sąsiaduje z przystankiem PKS, kościołem i sklepami. Biblioteka jest w samym centrum Kliczkowa – dosłownie i w przenośni. Jako jedyna instytucja kulturalna musi odpowiadać na różne potrzeby – rolników, gospodyń domowych, seniorów, młodzieży i dzieci. Pomaga w tym „pudełko potrzeb”, gdzie każdy może napisać, na czym mu zależy.
Marianna Czyżak została zatrudniona w bibliotece w swoim rodzinnym Kliczkowie w 1985 r. Wcześniej pracowała jako księgowa. Do biblioteki po raz pierwszy przyszła w czasie urlopu, chciała się zapisać. Z półki z psychologią wybrała kilka książek, wypełniła druki, założyła kartę. Już miała zamknąć drzwi, gdy usłyszała, że dotychczasowa bibliotekarka odchodzi i szukają kogoś na jej miejsce. Praca na pół etatu, od zaraz. Na decyzję wystarczyły pani Mariannie trzy dni. Szybko zorientowała się, że czytelnicy oczekują czegoś więcej niż tylko wypożyczania książek. Spotkania z ciekawymi ludźmi, konkursy, wycieczki, gra terenowa poświęcona historii i kulturze okolic, izba regionalna przy bibliotece – była otwarta na różne pomysły i inicjatywy. Realizację wielu z nich umożliwiły granty unijne, a pani Marianna osiągnęła w ich zdobywaniu prawdziwe mistrzostwo. Najważniejszy jednak okazał się teatr. Jego historia rozpoczęła się w 1994 r. od udziału w I Przeglądzie Teatrzyków Dziecięcych i pierwszej nagrody za przedstawienie kukiełkowe. Od tego czasu w Kliczkowie przygotowano aż 25 inscenizacji. Młodzi czytelnicy wspólnie malują scenografie, przygotowują stroje, uczą się ról, a w Dzień Dziecka urządzają paradę w bajkowych kostiumach. Pani Marianna lubi śledzić losy swoich dawnych podopiecznych. Niektórzy sami mają już dzieci, które teraz biorą udział w zajęciach w bibliotece. To dzięki pracy z najmłodszymi pani Marianna czuje się szczęśliwa i spełniona, dla nich jest „Ciocią Marylką”, co napawa ją szczególną dumą. Na pytanie, ile osób pracuje w bibliotece, odpowiada: „Ja jedna plus cała lokalna społeczność”. To właśnie jest jej klucz do sukcesu. Po 30 latach pracy w bibliotece deklaruje: „Powtórzyłabym życie takim, jakie było”. To słowa Ireny Santor, którą pani Marianna od zawsze ceni, szczególnie za pogodę ducha.

_

Magdalena Kowalczyk
Pracuje w Gminnej Bibliotece Publicznej w Radkowie, laureatka konkursu im. Olgi Rok z 2014 r. w kategorii bibliotek jednoosobowych. W 2012 r. jej książnica została wybrana „Biblioteką Roku” w województwie świętokrzyskim.

Najpierw było liceum plastyczne i specjalizacja z tkactwa, później kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim. A potem zderzenie z rzeczywistością – nielubiana praca animatorki w supermarkecie. I marzenie, żeby zająć się czymś bardziej twórczym. „Nie myślałam o bibliotece. Wstyd powiedzieć, ale na bibliotekarki patrzyłam przez pryzmat doświadczeń licealnych, kiedy to albumy z dziełami sztuki zamiast być w rękach uczniów, kurzyły się na półkach, zamknięte na siedem spustów” – mówi pani Magdalena. „Do głowy mi też nie przyszło, żeby zamieszkać na wsi, 120 km od moich rodzinnych Katowic”. Tak się jednak złożyło, że jej rodzice przenieśli się na prowincję, do świętokrzyskiej gminy Radków. Gdy pani Magdalena stawała na głowie, żeby połączyć pracę z opieką nad malutkim synkiem, zadzwonił jej tata i powiedział, że w Radkowie szukają kierownika biblioteki. Pomysł nie od razu ją zachwycił, ale długo się nie zastanawiała. Po wygranym konkursie zaczęła mierzyć się z zupełnie nową rzeczywistością i własnymi uprzedzeniami co do funkcji, jaką przyszło jej pełnić. Postawiła na aktywność i poważne traktowanie czytelników, także tych najmłodszych. Zdarza się, że nawet dzieci otrzymują imienne zaproszenia na imprezy. Pierwszy projekt, który zrealizowała, nosił tytuł Pociąg do kultury. Do symbolicznej podróży zachęcała przede wszystkim najmłodszych i najstarszych. Były bezpłatne warsztaty prowadzone przez lokalnych liderów, zajęcia dotyczące kuchni świata, opowieści o różnych kulturach i narodach, galeria Pociąg z pracami czytelników, a na koniec – przedstawienie dla rodziców Zimowe spory maszyn rolniczych, według książeczki dla dzieci o tym samym tytule. Wszystko za 5 tys. zł otrzymane z Fundacji Znak. Pani Magdalena udziela się też w Stowarzyszeniu na Rzecz Rozwoju Gminy Radków. Wspólnie organizowali m.in. projekt Zamki marzeń z warsztatami historycznymi w bibliotece, konkurs „Zdrowie piórem pisane” czy zajęcia Z piłką po lekcjach. Stowarzyszenie promuje także twórczość lokalnych autorów – Teresy Ostrowskiej czy Zdzisława Purchały – i wydaje ich książki.
W 2014 r. jego nakładem ukazały się m.in. Opowieści z dreszczykiem – wyróżnione w konkursie opowiadania uczniów, oparte na lokalnych podaniach i legendach. Całość opracowała pani Magdalena. Po dziewięciu latach w Radkowie przyznaje, że życie na wsi to nie bajka, ale decyzji o przeprowadzce z miasta nie żałuje.

_

Magdalena Turska
Dyrektorka Gminnej Biblioteki Publicznej w Kłodawie. W 2014 r. w Konkursie Stypendialnym im. Olgi Rok otrzymała wyróżnienie, a w 2015 r. – nagrodę główną w kategorii bibliotek dwuosobowych i większych.

Po studiach wyjechała do Londynu i myślała, że zostanie na emigracji. Wytrzymała rok. Gdy w Kłodawie ogłoszono konkurs na kierownika gminnej biblioteki, rzuciła wszystko, by przygotować się jak najlepiej. Wygrała. Wizja biblioteki, którą przedstawiła komisji, nawet jej samej wydawała się trochę nierealna, ale nie pozostawało nic innego, jak wziąć się do pracy. Pierwszym bibliotekarskim zadaniem okazał się… remont. Po mozolnych początkach świeżo wymalowana biblioteka w Kłodawie zaczęła tętnić życiem. W ramach projektu Młodym okiem w przeszłość nastoletni czytelnicy poznawali i dokumentowali lapidaria w okolicznych miejscowościach, a dwa lata temu nakręcili film Mironice. Historia pewnego opactwa. Pani Magdalena była z nich bardzo dumna, bo sztuka filmowa jest dla niej szczególnie ważna. Miłość do kina chciałaby przekazać innym, dlatego w bibliotece stworzyła „Salę jak kinową”, gdzie odbywają się projekcje filmów, akcje tematyczne – jak choćby Noc Świętojańska z Charlie Chaplinem – czy spotkania dyskusyjne. Projekty filmowe zostały docenione. W 2014 r. oprócz Stypendium im. Olgi Rok otrzymała nagrodę specjalną Stowarzyszenia Nowe Horyzonty – zaproszenie na Letnią Akademię w ramach wrocławskiego festiwalu.
„Praca w bibliotece to inna optyka. Całkowite skupienie na ludziach i ich potrzebach. Utrzymywanie relacji i rozwijanie ich w taki sposób, żeby czytelnicy chcieli wracać, zostać z nami w bibliotece, mieć poczucie, że jesteśmy dla nich. To codzienny uśmiech, który wynika z obcowania z innymi. Na święta otrzymałyśmy kartkę od czytelnika, który obok życzeń dopisał: »Dzięki Wam żyję wielokrotnie«. To chyba wszystko tłumaczy” – tak Magdalena Turska opowiada o swojej pracy. Stypendium przeznaczyła na wymarzoną podróż do Irlandii. Tym razem na wyspy pojechała dla przyjemności. I tylko na dwa tygodnie, by szybko wrócić do Kłodawy, gdzie znalazła swoje miejsce. Od kiedy została dyrektorką, liczba czytelników ciągle rośnie – oni też w bibliotece czują się jak u siebie. Razem myślą już o nowej siedzibie nad jeziorem.

_

Więcej o Funduszu im. Olgi Rok i konkursie w 2016 r. można przeczytać na stronie: http://www.projektbabcia.pl/

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter