70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dzieci epoki

Po znakomitej, lecz niepokojąco sugestywnej biografii Feliksa Dzierżyńskiego, w której pierwszy czekista i osławiony kat Rosji został przyobleczony w szaty romantycznego bojownika o ideały, Sylwia Frołow znów wkracza na literacką giełdę. Tym razem za sprawą Bolszewików i apostołów.

W tej ponad 300-stustronicowej książce zaprezentowanych zostało osiem błyskotliwie nakreślonych i wiarygodnie udokumentowanych sylwetek: Maksyma Gorkiego, Aleksandra Uljanowa i jego młodszego brata Włodzimierza, Aleksandra Parvusa, cara Mikołaja II, Borysa Sawinkowa, Marii Spiridonowej i Aleksandry Kołłontaj. Wszyscy oni są znanymi i tragicznymi postaciami, których życie towarzyskie i uczuciowe sprzęgło się z hekatombą historii spuszczonej z łańcucha. Wszyscy podejmowali katastrofalne w skutkach decyzje, wpływające na polityczne, społeczne, religijne, kulturowe i obyczajowe przemiany w Rosji na początku XX w. W większości propagowali terror, jednak dziś wymykają się jednoznacznej ocenie moralnej. Dlaczego? Bo, jak pokazuje autorka, mieli po kilka tożsamości jednocześnie. I tylko Lenin, dla którego nic nie znaczyła nawet lojalność wobec dawnych towarzyszy broni, przez całe dorosłe życie pozostał zimnym, wyrachowanym graczem.

Antynomie i paradoksy

Punktem wyjścia książki jest przekonanie Nikołaja Bierdiajewa – wielkiego myśliciela prawosławnego, który od chłopięctwa zmagał się z „przeklętymi problemami” Dostojewskiego – że „Rosjanin ma tylko dwa wyjścia: zostać apokaliptykiem lub nihilistą” (s. 9). Frołow na tej efektownej dystynkcji oczywiście nie poprzestaje. Kreuje własną, nie mniej śmiałą opozycję, która umożliwia rozświetlanie mroków i skrajności rosyjskiej duszy, rozkwitającej w tyleż heroicznych, co nikczemnych czasach podnoszenia ręki na carów i stabilizowania się dyktatury proletariatu. Ale za pomocą tytułu Bolszewicy i apostołowie, mającego przecież antecedencje w klasycznych pracach sowietologicznych (choćby w Zamachowcach i zdrajcach Richarda Pipesa czy w monografii Lenin. Prorok raju, apostoł piekła Dmitrija Wołkogonowa), autorka mruga okiem również w stronę admiratorów literatury popularnej. Nie zapomina o nich ani wtedy, kiedy tworzy chwytliwe tytuły i śródtytuły nawiązujące do konfekcji literackiej z gatunku dreszczowca i sensacji, ani wówczas, gdy własną narrację konstruuje na paradoksach i anegdotach.

W takie paradoksy i zmienne kolejne losu obfitowało bez wątpienia życie Aleksieja Pieszkowa, którego współcześni i potomni znali pod pseudonimem Maksym Gorki. Pochodzący z Niżnego Nowogrodu (miasto jeszcze za życia pisarza zostało przemianowane na: Gorki), od 11. roku życia imał się ciężkich zajęć fizycznych. Chciał wejść w lud, lecz lud napawał go obrzydzeniem (co nie zmienia faktu, że do zdjęć Gorki chętnie pozował w chłopskiej sukmanie). Miał kilka żon i kochanek, przy czym z żadną z nich nie zerwał kontaktów po rozstaniu. Poznał życie od robotniczej podszewki, więc nie karmił się złudzeniami co do walorów motłochu – inaczej niż teoretyzujący Lenin, z którym wciąż się kłócił. Potrafił odważnie bronić kolegów po piórze, a potem, na równi z nimi, uwięzionych Romanowów. Uwielbiał zabawy i śpiew, bolszewików zaś nazywał idiotami i łajdakami. Był na tyle próżny i żądny sławy, że powrócił z emigracji, by stać się żywym pomnikiem socrealizmu. Sarkastyczny wobec władzy amerykańskiego dolara, „pojechał na Sołowki i grzecznie udał – jak pisze Czesław Miłosz – że nie widzi, czym jest obóz kaźni” (s. 53). Frołow tłumaczy swego bohatera i jego apologię GUŁagu, owszem, nieposkromioną potrzebą zaszczytów, ale też zaszczepionym w dzieciństwie przez sadystycznego dziadka kultem pracy ponad ludzkie siły.

Rewolucyjne żywot y równoległe

Konstruując szkic o pisarzu, autorka robi pierwszą przymiarkę do portretu Lenina – to charakterystyczny chwyt kompozycyjny, szalenie dynamizujący narrację. W kolejnym z serii tekstów złożonych z takich właśnie opozycji binarnych czy żywotów równoległych wódz rewolucji występuje już obok swego brata Aleksandra. Starszy Uljanow, melancholik i sensat, zapowiada się jako uzdolniony przyrodnik, ale na studiach wstępuje w szeregi Frakcji Terrorystycznej Narodnej Woli i dokonuje nieudanego zamachu na cara Aleksandra III. Podczas procesu całą niemal winę bierze na siebie i kończy na szubienicy. Włodzimierz Iljicz jest jego przeciwieństwem: choleryczny i podejrzliwy, zafascynowany filologią, pozbawiony zmysłu praktycznego, gospodarkę sowiecką doprowadza do ruiny. Zanim to jednak nastąpi, dzięki zręcznym machinacjom i protekcji Aleksandra Parvusa, szarej eminencji ówczesnej Europy, zostaje namaszczony w Zurychu na dyktatora. W zaplombowanym wagonie, z niemieckimi markami w kieszeniach, jedzie do ogarniętej wojną Rosji, by wraz ze swoimi poplecznikami rozłożyć imperium od środka. Marki płyną szerokim strumieniem i pucz się w końcu udaje, lecz marzenie Parvusa, by triumfalnie przybyć do kraju i wejść w skład nowego rządu robotniczo-chłopskiego, pali na panewce. Dorobiwszy się ogromnego majątku, chciał pociągać za sznurki, a został wyciśnięty jak cytryna – o tym właśnie traktuje jemu poświęcony szkic biograficzny Bolszewicki król Midas.

Natomiast kunktatorski i zachowawczy car Mikołaj II, lubiący teatr i celebrowanie herbaty w najbliższym gronie, był oddanym mężem i ojcem. Zupełnie nie nadawał się jednak do rządzenia mocarstwem, które stanęło na skraju przepaści. Na przykładzie konkretnych zaniechań, od których włos się jeży na głowie, Frołow pokazuje, że historia mogła potoczyć się nieco inaczej. Wystarczyło zrezygnować z sielskiego entourage’u, wysiąść z łódki płynącej po stawie i wydać kilka odpowiedzialnych i stanowczych rozkazów. Ale dalekowzrocznością i zdecydowaniem nie grzeszył również premier Rządu Tymczasowego Aleksander Kiereński. Ów na wskroś uczciwy adwokat i zadeklarowany demokrata nie dopuścił do aresztowania żądnych jego głowy bolszewików, którzy byli w rozsypce po nieudanym przewrocie w lipcu 1917 r. (Lenin zbiegł wtedy do Finlandii), bo byłoby to niezgodne z prawem. Przeciwne zdanie głosił Borys Sawinkow, „charyzmatyczny organizator, konspirator, minister, pisarz, mason i dyplomata” (s. 233), czyli człowiek o wielu twarzach, który z czasem stał się wrogiem publicznym numer jeden. To na niego, chroniącego się za granicą, zorganizowano w 1921 r. jedną z największych zasadzek w historii szpiegostwa. Specjalnie stworzono w ojczyźnie antyleninowską siatkę konspiracyjną, która rosła w siłę, wydawała odezwy i werbowała członków, ale składała się z samych agentów. Po dwóch latach wytężonej pracy skłoniono Sawinkowa do powrotu do kraju w roli wybawiciela. Tyle że w hotelu w Mińsku, dokąd przyjechał o świcie, zjawili się czekiści.

Niezłomne heroiny

Dwa ostatnie szkice przybliżają dzieje nietuzinkowych kobiet. Pierwsza z nich, Maria Spiridonowa, została przedstawiona jako „święta terrorystka” i „eserowska bogurodzica”. Jej fotografie przerabiano na ikony, przed którymi zapalano lampki. Zanim jednak zdobyła sławę jurodiwej, zabijając z rewolweru carskiego urzędnika, w następstwie czego poddano ją okrutnym torturom i skazano na katorgę, spędziła młodość na podobieństwo Ani z Zielonego Wzgórza: „Grzecznie ukończyła żeńskie gimnazjum i zamierzała zostać nauczycielką. (…). Lubiła czytać, lubiła nauczać, a przy okazji bywała romantyczną panienką” (s. 217). Po latach jej oratorskie i perswazyjne talenty wykorzystano na wiecach. Lecz kiedy z grupą przyjaciół spróbowała wywołać zbrojne powstanie przeciw bolszewikom, którzy całkowicie sprzeniewierzyli się głoszonym wcześniej ideałom, jej sprawą zajął się osobiście Dzierżyński. Święta terrorystka została pierwszym więźniem politycznym osadzonym w psychuszce.

Z kolei Aleksandra Kołłontaj to rosyjska prekursorka feminizmu i apostołka wolnej miłości. Tyleż urodziwa, co bojowa, partnerów zmieniała jak rękawiczki, z uporem walcząc o zniesienie mieszczańskiej moralności. Rewolucyjne hasła głosiła w Europie i Stanach Zjednoczonych. W kraju propagowała niczym nieograniczony seks, przyczyniając się do osłabienia roli Cerkwi. Doprowadziła do plagi chorób wenerycznych oraz upodlenia kobiet, które zmuszone były oddawać się komsomolcom – nota bene gwałt na burżujce uznawano wówczas za najlepszą formę kontaktu komsomolca z przedstawicielką klasy wyższej. Później Kołłontaj została pierwszą na świecie dyplomatką i ambasadorką. Negocjowała i podpisywała ważne dla ZSRR umowy. Nie została skazana, umarła jednak w samotności i rozgoryczeniu.

***

Bolszewicy i apostołowie mają drobne usterki. Jedną z nich jest uciekanie się do „chwytu numerologicznego”, czyli doszukiwanie się ukrytej symboliki w datach. Z liczbami zaś – jak zauważył Umberto Eco – można zrobić dosłownie wszystko. Pewnym mankamentem kompozycji są również uporczywe antycypacje i retardacje, natomiast minusem warstwy językowej – nagminnie stosowane wielokropki i niezręczności lingwistyczne (z błędami ortograficznymi na czele). Powstaje przez to nieodparte wrażenie, że niektóre partie książki pisane były w zbytnim pośpiechu, z czym słabo poradziły sobie redakcja i korekta.

Atutem zbioru portretów jest potoczysty styl reportażowy, obfitujący w lapidarne zdania zapisane w czasie teraźniejszym. Imponuje zarówno rozmach, jak i umiejętność skrótu – stąd cała galeria ledwie muśniętych postaci drugoplanowych wypada w Bolszewikach i apostołach tak przekonująco. Frołow wprawnie skraca dystans wobec opisywanych postaci, pokazując je z prywatnej, a nierzadko intymnej strony. W tym celu sięga do wspomnień rodzinnych i przepastnych archiwów państwowych. Nie gardzi rozprawami naukowymi, internetowymi rewelacjami czy zwykłymi plotkami. Spogląda na wyblakłe fotografie i szuka odniesień do opowiadanych historii w literaturze pięknej. I każdorazowo zmaga się z czarną albo białą legendą – ofiarowując swym bohaterom życie, jakie tylko literatura oparta na faktach dać potrafi.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter