70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Z miłości do świata

Tom Ludzie w mrocznych czasach gromadzi mniej znaną część dorobku Hannah Arendt, głównie teksty okolicznościowe, a także recenzje oraz przedmowy do dzieł innych twórców. Układają się one w galerię portretów osób jej bliskich: przyjaciół, nauczycieli, ulubionych pisarzy oraz pobratymców z królestwa zmarłych.

W przypadku Arendt zdolność do przyjaźni przekracza przeciętne wyobrażenia. Nie było dla niej nic dziwnego w „rozmowach” ze św. Augustynem podczas lektury jego traktatów, a zmarłą w 1833 r. Rahel Varnhagen uznawała za swoją najlepszą przyjaciółkę. Tom, o którym tu mowa, zbiera świadectwa tych niekiedy osobliwych zażyłości. Do klasyki przeszły już eseje dotyczące Waltera Benjamina, Martina Heideggera i Bertolta Brechta. W tomie znalazły się też portrety Gottholda Lessinga, Róży Luksemburg, Karla Jaspersa, Karen Blixen, Hermanna Brocha, Roberta Gilberta, Nathalie Sarraute, Waldemara Guriana, Wystana Hugh Audena i Randalla Jarrella.

Niektóre z tych tekstów zostały przetłumaczone na polski po raz pierwszy, inne istniały już w przekładzie, w rozproszeniu, jednak dopiero obecne wydanie, opatrzone solidnymi komentarzami i przypisami, pozwala im zaistnieć w pełnym blasku. Nawet bowiem w tych krótkich formach uwidaczniają się erudycja autorki i jej zmysł teoretyczny.

Przestrzeń „pomiędzy”

Zbiór – na który składają się zarówno wspaniałe mowy pochwalne, jak i ujmujące wspomnienia pośmiertne, a także fragmenty pełne humoru oraz ironicznej werwy – stanowi świadectwo żywej inteligencji, niezmordowanego życia umysłu, który z miłości do świata odmawia pogodzenia się z nim. Jednym celnym wtrętem Arendt potrafi z banału uczynić przykuwającą uwagę myśl: „Nie możemy przezwyciężyć przeszłości, tak jak nie możemy uczynić jej niebyłą. Możemy jednak się z nią pogodzić. Formą, w której to następuje, jest skarga wznosząca się z wszelkiej pamięci” (s. 36).

W badaniach nad spuścizną Arendt dopiero niedawno zajęto się jej stylem i retoryką, odczytywaniem dodatkowych, ukrytych w aluzjach znaczeń. Język myślicielki, szczególnie odkąd zaczęła pisać po angielsku, daleki jest jednak od hermetyzmu. Jej teksty wydają się przystępne, ale to złudne wrażenie – wystarczy zwrócić uwagę na to, z jaką nieustępliwością i pasją dokonuje się w nich praca dystynkcji. Postawę tę przyjmuje Arendt nie po to, aby się wyróżniać – co zarzucali jej nieżyczliwi, nazywając Hannah Arrogance – lecz kieruje nią przekonanie, że krytyka to nastawienie świadomie „stronnicze w interesie świata” (s. 22). Autorki nie opuszcza nadzieja, że język pomaga ocalić ważne obszary doświadczenia przed zupełną instrumentalizacją ze strony rynku, mediów i rządzących. W tym celu wprowadza kilka ważnych rozróżnień, np. pojęcie „świata” oddziela od „sfery publicznej”, a cele i środki trzyma z daleka od „działania”. Otóż przestrzeń publiczna, gdzie ludzie działają razem i gdzie rozgrywa się życie polityczne, nie absorbuje całości istnienia, a „świat” stanowi najszerszą dla niego ramę, w której mieści się również to, czym nie chcemy dzielić się ze wszystkimi. Z kolei „działanie” nie może służyć żadnemu określonemu celowi, jeśli ma być aktywnością niewymuszoną, tworzącą zalążki czegoś nowego.

Pojęcie „świata” zajmuje w myśli Arendt miejsce szczególne, dlatego komentatorzy jej prac nazwali znato nastawienie mianem amor mundi. W jej rozumieniu świat jest tworzącą się między ludźmi „sferą, w której to, co każdy człowiek przynosi ze sobą w chwili narodzin, może stać się widzialne i słyszalne” (s. 25). Autorka Korzeni totalitaryzmu wyrażała żal za każdym razem, kiedy ktoś uszczuplał wspólny świat swoją nieobecnością, także w przypadku wycofywania się w samotność ludzi genialnych, którzy w zamian pozostawiali przecież dzieła. Dla Arendt nawet wówczas „każde takie wycofanie się oznacza nieomal dotykalny ubytek świata; utracona zostaje specyficzna i na ogół niezastąpiona przestrzeń »pomiędzy«, jaka wytworzyłaby się między akurat tym człowiekiem a innymi ludźmi” (s. 19). Jak zauważa Susannah Young-ah Gottlieb, ta charakterystyczna czułość okazywana zmarnowanym szansom, temu, co mogło być, a nie zaistniało albo mogło być inne, zbliża Hannah Arendt do tradycji żydowskiego mesjanizmu (Regions of Sorrow. Anxiety and Messianism in Hannah Arendt and W.H. Auden, Stanford 2003).

Doświadczenie nowoczesności

Tym, którzy słabiej znają Arendt, Ludzi w mrocznych czasach można polecić nie w charakterze wprowadzenia do jej myśli, ale jako unikalny zapis doświadczenia nowoczesności. W Polsce – poza nielicznymi kręgami – właściwie zabrakło umysłów na tyle szerokich, by to doświadczenie przyjąć, ze wszelkimi jego konsekwencjami. Dlatego w polskiej świadomości I wojna światowa została zbanalizowana i zapomniana, a wraz z nią miliony ofiar, przysłonięte przez etnocentryczną wizję odzyskania niepodległości państwowej (dla ścisłości, w tekście Karl Jaspers – obywatel świata nie znajdziemy pochwały wykorzenionego kosmopolityzmu, jako że Arendt jest przywiązana do idei narodu, ale nacjonalizmy uważa za nowoczesne ideologie, które pasożytowały na narodach i zniszczyły je, sprzyjając tym samym wynarodowieniu oraz atomizacji w ramach społeczeństwa masowego i kapitalizmu).

Arendt przyjmuje więc na siebie doświadczenie nowoczesności, przepracowując je, nie robiąc uniku. Nie ma w niej naiwnej nostalgii za czasem minionym, sentymentalizm tego typu uważa za nieodpowiedzialny, obnaża przy tym sekretne związki tradycjonalizmu z nihilizmem: „Po każdej katastrofie bowiem kruchość owych wciąż od nowa restaurowanych podpór ładu publicznego staje się naturalnym biegiem rzeczy coraz bardziej oczywista, tak że w końcu sfera publiczna zakłada jako dla każdego oczywiste akurat te »najbardziej znane prawdy«, w które w skrytości ducha właściwie nikt już nie wierzy” (s. 26).

Chrześcijański papież

Tę diagnozę bardzo łatwo odnieść do aktualnej reformy, w jaką wkracza Kościół katolicki. Podczas lektury pochodzącej z 1965 r. recenzji Dziennika duszy Angelo Giuseppe Roncallego, czyli papieża Jana XXIII, nasuwa się kolejna paralela ze współczesnością. W wersji oryginalnej artykuł nosi bowiem tytuł The Christian Pope. Dyskretna ironia tego zwrotu w polskim przekładzie zostaje wzmocniona w podtytule: Chrześcijanin na Stolicy Piotrowej w latach 1958–1963. Nie moralista, nie teolog, ale chrześcijanin. Arendt ma do dziennika papieża ambiwalentny stosunek – pisze, że jest to „książka dziwnie rozczarowująca i zarazem dziwnie fascynująca” (s. 74). Wyraźnie drażni ją duchowa buchalteria i system umartwień Roncallego, który skądinąd nie należał do ludzi pokornych.

Arendt zresztą to ceni, podkreślając, że „pokora wobec Boga nie jest tym samym, co uniżoność wobec ludzi” (s. 76) – kto ma uszy, niechaj słucha! Jest to bodajże jedyny tekst, w którym Arendt jest skłonna przychylnie ocenić siłę „wewnętrzności” (zazwyczaj pisała, że chrześcijaństwo zdeprecjonowało dbałość o świat doczesny, forsując troskę o zbawienie duszy), ponieważ dostrzegła, że to w niej miała swoje źródło odwaga Jana XXIII. Przekonał ją osobisty przykład, a trzeba podkreślić, że Arendt bardzo niechętnie modyfikowała swoje sądy. Myślicielka przytacza kilka zabawnych, a nawet dosadnych anegdot na temat papieża, jakie po jego śmierci sama zasłyszała od ludu rzymskiego. Sportretowała go, będąc pod wielkim wrażeniem jego prostoty i prawości oraz determinacji w zmaganiach z kościelnymi oficjałami. Doszukała się tego „pod warstwą pobożnych banałów” (s. 82) papieskiego dziennika. Wyrażając swoje uznanie, Arendt pozostaje zatem zawsze na tyle uczciwa, że nie unika kwestii przykrych, zachowując przy tym stosowną dyskrecję. Dotyczy to zresztą niemal wszystkich zamieszczonych w tomie portretów.

Na koniec zdanie, które pojawia się w korespondencji Hannah Arendt z jej przyjaciółką Mary McCarthy, w dyskusji po wydaniu Men in Dark Times. W liście z 21 grudnia 1968 r. Arendt zapisuje prorocze słowa, które zwłaszcza dziś wielu mogą przejąć grozą, jeśli zdołali przejrzeć znaki czasu: „Nie można być chrześcijaninem i utrzymywać hierarchii, nawet jeśli (…) nie ma się absolutnie żadnych myśli heretyckich” (s. 88).

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata