70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Podstawowa linia podziału

Tarnowski widzi pewne poważne zagrożenie dla człowieka i niejako przestrzega przed wizją świata niewierzących, bo zbawić nas może jedynie „Bóg”. Jednakże sądzę, że owa główna linia podziału, z pomocą której diagnozuje on sytuację „człowieka na Ziemi”, nie jest wcale główną, a w obliczu zacierania się granic między wierzącymi a niewierzącymi jest nawet linią drugorzędną.

Wierzący  niewierzący, teizm – ateizm, transcendencja – immanencja, wymiar metafizyczny i jego logos – absurdalna przypadkowość materialna, uduchowienie – duchowa płycizna, stałe zorientowanie i stała miara – zmienność i relatywizm, wartości – nihilizm, nadzieja – bezsens, miłość – obojętność, odpowiedzialność – rozpasanie, rozumna wolność – samowola, zbawienie – śmierć i „całe zło świata”, tajemnica i zadziwienie – pycha nauki i rutyna codzienności, bezinteresowność – płaski materializm. Oto niepełna i nie w pełni uporządkowana lista opozycji, w ramach których Karol Tarnowski rozważa problem ateizmu i próbuje „uczciwie” opisać i zrozumieć współczesnego człowieka niewierzącego. Przywołane opozycje nie są jednak czysto opisowe, lecz pierwsze ich człony waloryzowane są pozytywnie, a drugie negatywnie.

Już sam tytuł – Uczciwie wobec ateizmu – zdradza, iż zwykle w tych kwestiach nie jesteśmy uczciwi. Zwyczajowo dokonywany przez wierzących podział na wierzących i niewierzących przebiega jednostronnie, przypisując tym pierwszym owe pozytywne kwalifikacje, zaś drugim negatywne. Oczywiście, na tej drodze nie sposób się zrozumieć i porozumieć. Na czym tedy polega zapowiadana nieskromnie w tytule „uczciwość” Tarnowskiego?

Tarnowski daje do zrozumienia, że główną postacią zachodniego ateizmu jest obojętność. Pisze: „Dla wielu ludzi zarówno ateizm, jak teizm, zarówno wiara, jak niewiara nie stanowią problemu, nie zaprzątają ani myśli, ani woli, ani uczuć. Zamiast nich stawiają oni – o ile są ludźmi myślącymi – na pierwszym planie naukę, etykę i politykę. W obliczu jednak żarliwej religijności zarówno Islamu, jak i do pewnego stopnia społeczeństwa amerykańskiego ateizm obojętności daje do myślenia i niepokoi”. Z kolei pytając, co jest sednem tego „ateizmu obojętności”, odpowiada: „Po prostu pełne zanurzenie w fakcie codziennego, potocznego życia” . Przyznaję, że nie rozumiem. „Myślącemu człowiekowi”, który stawia „na pierwszym planie” etykę, Tarnowski „uczciwie” zarzuca obojętność. O obojętności na wszystko nie może tu być mowy, a zatem idzie  o obojętność dookreśloną przez swój przedmiot, o obojętność wobec czegoś. Tarnowski każe się domyślać, że idzie o obojętność wobec Boga. Czy idzie mu o to, że ateizm owego „myślącego” i „etycznego” człowieka jest a-teistyczny?

Zmanipulowana wolność

Tarnowski, unikając jednostronnego przypisywania wierzącym bądź niewierzącym pozytywnych i negatywnych członów przywołanych na wstępie opozycji, po prostu rozmywa te pojęcia. Pisze, iż ów „ateizm obojętności” charakteryzuje nie tylko niewierzących, ale i wierzących. „Zarówno niewierzący jak wierzący pewnej kategorii po prostu nie liczą sięz Bogiem, nie zajmuje on w ogóle miejsca w ich życiu” . Okazuje się, że zarówno wierzący, jak i niewierzący dzielą się na „pewne kategorie”, które można obdzielać rozmaitymi kwalifikacjami niezależnie od podziału głównego. I tak, Tarnowski przyznaje „uczciwie”, że: „Wielu ateistów bywa znacznie porządniejszymi i bardziej wartościowymi ludźmi niż ludzie wierzący” , a nawet: „ateista zdolny do rzeczywistej miłości – choć o tym nie wie – ma Boga w sobie”. Ostrożność i uczciwość Autora sprawia, że prawdopodobnie większość przywołanych cech charakterystycznych odnalazłby po obu stronach barykady. Czy w takim razie podział na wierzących i niewierzących jest rzeczywiście tak istotny z punktu widzenia zasadniczej troski Tarnowskiego?

Tarnowski widzi pewne poważne zagrożenie dla człowieka i niejako przestrzega przed wizją świata niewierzących, bo zbawić nas może jedynie „Bóg”. Jednakże sądzę, że owa główna linia podziału, z pomocą której diagnozuje on sytuację „człowieka na Ziemi”, nie jest wcale główną,a w obliczu ukazanego powyżej zacierania się granic między wierzącymi a niewierzącymi jest nawet linią drugorzędną. Podstawową linią podziału jest, z jednej strony, orientacja na siebie, koncentracja Ja na Ja, na swym szczęściu, swym zbawieniu, zaś z drugiej, orientacja na Innego, koncentracja na jego biedzie. Teizm i ateizm mogą mieć wspólny mianownik, jakim jest Ja. Teizm-Ja i ateizm-Ja są jednakowo zgubne. To dlatego tak wielu wierzących żyje podobnie jak niewierzący, bowiem i jedni, i drudzy zabiegają głównie o własne „zbawienie”, a to, że inaczej je rozumieją, nie ma tu większego znaczenia.

„Świat wierzącego – pisze Tarnowski – jest definitywnie zorientowany, nie jest wydany na pastwę (…) aksjologicznej dowolności w ręku kapryśnej i dwuznacznej wolności człowieka” (s. 4). Jednakże owa „kapryśna i dwuznaczna wolność” nie jest przecież wolnością, lecz jej zafałszowaną i apoteozowaną przez niektórych karykaturą, jest – jak to określił niegdyś cytowany przez Tarnowskiego Adorno – „pojęciem zmanipulowanym”. Nie trzeba być jednak wierzącym, by zrozumieć, że owa „zachodnia wolność” jest nadużyciem. Wolność zawsze jest „związana” i tym właśnie różni się od dowolności. „Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje” – rozumiał już św. Paweł. Również św. Augustyn uczył: „Rób, co chcesz”, ale owo „rób, co chcesz” związane było miłością: „Kochaj i rób, co chcesz”. Dla Kanta wolność i prawo moralne wzajem odsyłają do siebie, a dla filozofii współczesnej wolność to tylko połowa prawdy, jej drugą połową jest odpowiedzialność. I tak rozumiana wolność jest najsilniejszym atutem człowieka współczesnego, zarówno wierzącego, jak i niewierzącego. Tarnowski jednak, pisząc, iż „tak rozumiana wolność jest najsilniejszym atutem ateizmu”, ma na myśli jej „zmanipulowane pojęcie”.

Apetyt na wieczność

Również odmienny pogląd wierzących i niewierzących na problem skończoności życia ludzkiego i w rezultacie żywienie nadziei eschatologicznej przez pierwszych i poszukiwanie innych form radzenia sobie ze skończonością przez drugich nie rzutują, moim zdaniem, w sposób istotny na to, jak rozstrzyga o swoim życiu człowiek, który przezwyciężył już „satanizm Ja” i żyje „dla Innego”, a nie „dla siebie”. Skończoność życia przynależy do jego istoty, to ona bowiem sprawia, iż tam, gdzie staje się ono świadome swej wolności, jest spełnianiem się człowieka. Bez śmierci życie by nie żyło. To śmierć sprawia, że jesteśmy zawsze w miejsce innych, tych, którzy zrobili miejsce dla nas, i tych, którzy przyjdą po nas i którym pozostawić miejsce jest naszym zadaniem.

Można się buntować przeciwko śmierci przedwczesnej, śmierci tragicznej, przeciwko śmierci, która odbiera nam ukochanego, ale bunt przeciwko własnej śmierci naturalnej, wieńczącej spełnione życie jest dziecinadą. Chcieć „więcej”, chcieć „jeszcze więcej”, chcieć dla siebie wręcz wieczności to zachłanność, a może nawet pycha, to brak wdzięczności za to, że życie się nam dało.

Jeśli rozumiemy zaś, że życie i śmierć przynależą do siebie, to inaczej przedstawiać się też będzie problem nadziei eschatologicznej, nadziei, o której pisze Tarnowski, że „jest kluczem do chrześcijaństwa” . Czytamy: „Podstawowa różnica między wierzącym a niewierzącym co do jego wizji świata polega na tym, że pierwszy z nich dopuszcza, a drugi nie, inny, głębszy, lepszy i trwalszy sposób istnienia niż ten, z jakim mamy do czynienia w świecie” . Ciarki mnie przechodzą, kiedy pomyślę o straszliwej odpowiedzialności tego, który naucza nadziei na „lepszy i trwalszy sposób istnienia” niż ten, którym zostaliśmy obdarowali i który jest naszym udziałem. Przecież łudzony taką nadzieją człowiek musi swe istnienie tu na Ziemi zacząć traktować jako „gorsze”. Co o takim nauczaniu pomyśleć mają ci, którzy nie wierzą w dogmaty chrześcijaństwa? Czy budzenie nadziei na „lepsze i trwalsze” życie po śmierci nie zagraża bezinteresowności miłości? Czy miłość kochająca bez nadziei eschatologicznej nie jest czystsza, bardziej bezinteresowna? Jeśli ostatecznie liczy się tylko praktykowana miłość, będąca prawdziwą jedynie dzięki swej bezinteresowności, to po co budzić zainteresowanie człowieka dla „nagrody w niebie”?

Święci i nieświęty

Oto mistrzowie miłości, których przywołuje Tarnowski: św. Paweł, św. Jan, św. Franciszek z Asyżu, Matka Teresa z Kalkuty, siostra Faustyna – sami święci i błogosławieni, sami bohaterowie Kościoła. Czy nie byłoby jednak „uczciwiej” podać też parę przykładów świeckich? Oczywiście, za „świętymi” stoi instytucja, ale powtarzam, niewierzący bohater miłości (czy Tarnowski nie wierzy, że tacy też są?), nie żywiący nadziei na swe „lepsze i trwalsze istnienie” na „tamtym świecie”, miłuje bardziej bezinteresownie. Jeżeli, jak zdaje się potwierdzać Profesor, taki niewierzący „nie potrzebuje religii”  ), a katolik „potrzebuje”, to czy miłość tego ostatniego nie będzie mniej bezinteresowna, a więc mniej prawdziwa?

Stale potykam się też z Karolem Tarnowskim w sprawie pewnego „nieświętego”, muszę więc na koniec upomnieć się o „uczciwsze” potraktowanie Friedricha Nietzschego, autora wielkiej pieśni o miłości, jaką jest jego Tako rzecze Zaratustra. Z tego nauczyciela „cnoty darzącej” i „nowej wieczności”, która nie postponuje „tego życia” i „tego świata”, z tego nauczyciela odpowiedzialności za świat, jaka ciąży na „wyższych duchach”, przerażonego wizją nadciągającego amerykanizmu z jego skarlałą duchowością, przepełnionego troską o przyszłość człowieka, który nie skończyłby jako tzw. „mały człowiek” („ »Myśmy szczęście wynaleźli« — mówią ostatni ludzie i mrużą niedbale oczy” (1 Z, Przedmowa:5, 15), podczas gdy „wyższy człowiek nie dąży do szczęścia”), Tarnowski ciągle robi jakiegoś potwora-nihilistę. Doprawdy Nietzsche nie zasługuje na to, by go tak traktować. I by zatem było bardziej „uczciwie”, zakończę cytatem z Tako rzecze Zaratustra: „My zaś, którym się życie dało, rozważamy nieustannie, co byśmy  w  z a m i a n  dać mogli” (3 Z 12:5, 2). Nietzsche jest po stronie ateizmu nieobojętności i to, sądzę, jest droga, którą można z nadzieją iść ramię w ramię z teizmem nieobojętności. Różnica między niewierzącymi a wierzącymi nie jest tu istotna.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata