70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Darwin u progu kościoła. Nowy ateizm i jego wyzwania

Poglądy na religię prezentowane przez nowy ateizm są uproszczone, a argumenty przeciwko Bogu liche. Czy stanowi on zatem poważne wyzwanie dla wiary? Dla teizmu pojmowanego jako twierdzenie, że istnieje Bóg – na pewno nie, skoro naukowo istnienia Boga ani dowieść, ani zanegować nie sposób. Stanowi jednak wyzwanie dla określonych konceptualizacji Boga i człowieka, w tym także tych chrześcijańskich.

W 1851 r. Charles Darwin, po śmierci swojej dziesięcioletniej córki Annie, porzucił wiarę i przestał chodzić do kościoła. Nadal odprowadzał żonę Emmę i pozostałe dzieci do świątyni, ale jej progu nie przekraczał, a podczas nabożeństwa spacerował po okolicy, dając tym samym – jak skarżył się George Ffinden, miejscowy proboszcz – bardzo zły przykład parafianom w Downe[i].

Ta podkoloryzowana historia, (utrata wiary przez Darwina nie miała bezpośredniego związku ze śmiercią córki i trwała bardzo długo) pojawia się w wielu publikacjach poświęconych temu uczonemu, gdyż przemawia do wyobraźni, ukazując symbolicznie zasadniczy w mniemaniu wielu współczesnych ludzi argument za ateizmem: niemożność pogodzenia teorii ewolucji skutkującej cierpieniem i śmiercią miriadów rodzących się i ginących bytów z wyobrażeniem dobrego i wszechmocnego Boga. Do tego argumentu odwołują się przede wszystkim, dowodząc irracjonalności idei chrześcijańskiego Boga i religii, Richard Dawkins, Daniel Dennett, Sam Harris i nieżyjący już Christopher Hitchens – „czterech jeźdźców nowego ateizmu” bądź (nie licząc Dennetta) „nieświęta trójca” (etykietki, którymi opatruje się przedstawicieli nowego ateizmu pokazują paradoksalnie, że rugując religię, od religii uwolnić się nie sposób).

W tym krótkim tekście chciałbym zarysować odpowiedź na pytanie, w jakim stopniu nowy ateizm stanowi wyzwanie dla chrześcijaństwa i jakie mogą być tego konsekwencje. Nie jest moim celem polemika z jego tezami; zresztą powstało już wiele poświęconych temu publikacji[ii]. Na początek jednak, skoro Dawkinsa – biologa ewolucjonistę – określa się często mianem „rotweilera Darwina”, warto cofnąć się na chwilę do samego Darwina i jego teorii ewolucji.

Nowa wiara nie-ludzkiego świata

Teoria ewolucji zamyka bowiem proces, który Max Weber nazwie „odczarowaniem”, przypieczętowując trwającą kilka wieków transformację wyobrażenia świata z naiwnego, umocowanego w Biblii i w dużej mierze przyjaznego człowiekowi, który miał w nim swoje zaszczytne miejsce, na naukowy, który nawet jeśli był prawdziwy, był zarazem nie-ludzki. Wcześniejsze kamienie milowe tego procesu, odkrycia geograficzne, rozwój fizyki i astronomii, które chociaż wymusiły zasadniczą modyfikację dotychczasowego chrześcijańskiego oglądu świata, nie miały jednak tak destrukcyjnego charakteru dla chrześcijaństwa jak teoria ewolucji. I nie szło tu bynajmniej ani nawet przede wszystkim o jej zgodność z Biblią. W grę wchodziła znacznie większa stawka, co trafnie ujął Miłosz, pisząc: „O pochodzeniu gatunków było ciosem dla wierzeń religijnych mniej przez obniżenie godności człowieka, ze względu na jego »małpie« pochodzenie a bardziej przez zniesienie granicy pomiędzy człowiekiem i resztą materii ożywionej. Miriady istot żywych, owadów i płazów, spełniają nie znane im prawo ewolucji, rodzą się, cierpią i umierają na zawsze. Człowiek, dotąd wyłączony, bo posiadacz duszy nieśmiertelnej, teraz zapytał siebie: czymże jestem lepszy od mrówki albo ptaka, albo mego psa, mego kota”[iii].

Wstrząs spowodowany teorią ewolucji daje o sobie znać w kulturze wiktoriańskiej: w powieściach George Eliot, w poezji Alfreda Tennysona (słynne wersy o unurzanych w krwi zębach i szponach przyrody, która troszczy się o gatunki, nie jednostki) i w pesymistycznej twórczości Thomasa Hardy’ego.  Niemożność pogodzenia wiary w jej dotychczasowej postaci z ustaleniami rozumu skłoniła wielu angielskich myślicieli tamtej epoki, w tym Darwina, do bolesnej rezygnacji z religii i do agnostycyzmu[iv]. Ale konieczność porzucenia wiary nie przez wszystkich jest pojmowana jako klęska, bo równocześnie pojawiają się na scenie przepojeni krzewicielskim zapałem ateiści, tacy jak Charles Bradlaugh, założyciel Świeckiego Towarzystwa Narodowego[v], którzy wziąwszy rozbrat z religią, w imię nauki i postępu opowiadają się za ateizmem i w religii widzą przeszkodę na drodze rozwoju ludzkości.

Taki właśnie misyjny ateizm cechuje Richarda Dawkinsa, (zresztą jednego z honorowych członków Świeckiego Towarzystwa Narodowego) i „nowych ateistów”. Jest to ateizm buńczuczny i polemiczny, przekonujący, że postawa niewiary to opowiedzenie się za osobistym szczęściem i wolnością od okowów religii. Dawkins zachęca ateistów, by na podobieństwo gejów „wyszli z szafy” (kampania Out, której polską odnogą jest „Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków”), a w 2008 r. patronuje akcji umieszczania na autobusach w Wielkiej Brytanii hasła: „Prawdopodobnie Bóg nie istnieje. A teraz przestań się zamartwiać i czerp radość z życia”.

Te spektakularne działania na rzecz ateizmu wspierane są publikacjami, które często stają się bestsellerami. Dawkins w książkach Ślepy zegarmistrz i Samolubny gen stara się dowieść, że teoria ślepej ewolucji, której nie trzeba i nie należy rozumieć jako siły napędowej „Inteligentnego Projektu”, najlepiej wyjaśnia bogactwo i złożoność przyrody i jej mechanizmów, natomiast w książce Bóg urojony przekonuje o irracjonalności wyobrażenia Boga tak, jak go pojmują religie abrahamiczne. Dawkinsowi wtórują pozostali „nowi ateiści”: Daniel Denett wyjaśnia zjawisko religii w kategoriach biologii ewolucyjnej i nauk kognitywnych, Sam Harris, przedstawia szeroko zakrojoną krytykę wszelkich wierzeń religijnych szczególnie zaś islamu, jako szkodliwych i niebezpiecznych dla ludzkości zaś Christopher Hitchens używa sobie na religii publicystycznie [vi].

Nowy ateizm – nihil novi

Rzecz jednak w tym, że „nowi ateiści” poza tym, że cechuje ich, jak zwraca na to uwagę wielu ich krytyków, iście religijna żarliwość, nie przedstawiają żadnych jakościowo nowych argumentów za ateizmem, które znane są już od dawna, nawet od starożytności. Ponadto,  jak zauważa kąśliwie Bentley Hart, widać u nich „znaczący spadek poziomu” w porównaniu z takimi ateuszami jak Hume, Voltaire czy Nietzsche i irytującą ignorancję, gdy idzie o przedmiot ich intelektualnej ofensywy[vii].

Zasadnicza linia argumentacji, w której specjalizuje się przede wszystkim Dawkins jako biolog ewolucyjny, to próba dowodzenia racjonalności przekonania, że Bóg nie istnieje przez powoływanie się na argumenty naukowe. Jednak sprowadzanie argumentacji za lub przeciw Bogu wyłącznie na grunt nauk przyrodniczych to metodologicznie chybiony i dawno nieaktualny scjentyzm. Poza tym, jeśli przenieść się z terenu biologii i nauk kognitywnych, na grunt matematyki i fizyki, zobaczymy, że co najmniej połowa przedstawicieli tych ostatnich nauk jest zafascynowana niezmiennością odkrywanych przez siebie prawd i pięknem matematycznych i fizycznych wzorów. Innymi słowy, w naukach bardziej fundamentalnych niż biologia, ukazują nam się dwa klasyczne transcendentalia, czyli prawda i piękno, będące mocnym wsparciem dla przekonania, że w świecie istnieje jakaś racjonalna zasada, co odrzucają nowi ateiści[viii]. Co więcej, okazuje się, że nawet niektórzy współcześni przedstawiciele filozofii analitycznej, która onegdaj widziała w teologii jedynie bełkot, zastanawiają się poważnie nad zasadnością i możliwością mówienia o Bogu i percypowania Boga[ix] . Poza tym, krytycy nowego ateizmu zwracają uwagę na słabości metodologiczne nowych ateistów, których argumentację niejednokrotnie „rozwali w mig każdy student pierwszego roku po pierwszym semestrze kursu logiki”[x]. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Dawkins i pozostali „nowi ateiści” to epigoni myślenia oświeceniowego i filozofii pozytywistycznej, przekonani, że promowanie racjonalnego myślenia i zwalczanie wszelkich form religii i wiary jako irracjonalnych, to pewna droga rozwoju i szczęścia ludzkości.

Z kolei wrogie nastawienie nowych ateistów wobec religii (widać to zwłaszcza w książkach Harrisa i Hitchensa) można częściowo tłumaczyć jako skutek obaw przed fundamentalistycznymi formami religii, które dochodzą dzisiaj do głosu w zglobalizowanym świecie. Problemem są bowiem nie tylko fanatyczni wyznawcy islamu, ale również radykalni amerykańscy chrześcijańscy syjoniści, o których pisze Philip Earl Steele w „Znaku” 698-699, a którzy wywierają znaczący wpływ na politykę Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, oczekując mającego tam się urzeczywistnić niebawem Armagedonu, a także ultraortodoksyjni Żydzi, jednym słowem wszystkie te wspólnoty religijne, czasami działające w obrębie większych wspólnot i religii, których członkowie uważają, że Bóg jest po ich stronie i domaga się od nich czynów. Jak przewiduje w oparciu o prognozy demograficzne Eric Kaufmann, takie radykalne wspólnoty religijne mogą w XXI w. jeszcze bardziej urosnąć w siłę[xi]. Nie zmienia to jednak faktu, że postrzeganie przez nowych ateistów religii przez pryzmat takich aberracyjnych wspólnot to dowód daleko idącej ideologizacji. Ponadto, upatrując w religiach zinstytucjonalizowanych (przede wszystkim w chrześcijaństwie) korzenia wszelkiego zła, jakiego doświadczyła na przestrzeni dziejów ludzkość, odmawiając im równocześnie jakichkolwiek zasług kulturowych i cywilizacyjnych, „nowi ateiści” wystawiają się na śmieszność lub wzruszenie ramion[xii].

Skoro poglądy na religię prezentowane przez nowy ateizm są uproszczone a argumenty przeciwko Bogu liche, czy stanowi on poważne wyzwanie dla postawy wiary? Dla teizmu pojmowanego jako twierdzenie, że istnieje Bóg, wyzwania stanowić nie może, skoro – czego przecież powtarzać nie trzeba – naukowo istnienia Boga ani dowieść, ani zanegować nie sposób. Stanowi jednak na pewno wyzwanie dla określonych konceptualizacji Boga i człowieka, w tym konceptualizacji chrześcijańskich.

Darwinizm apologetyczny

Chrześcijaństwo, zwłaszcza chrześcijaństwo zachodnie, jeśli zostawić z boku jego nurt irracjonalny (od credo quia absurdum Tertuliana, po wybór Jerozolimy przeciw Atenom Szestowa) zawsze chlubiło się tym, że ma po swojej stronie rozum i za punkt honoru stawiało sobie rozumowe uzasadnienie wiary (fides quarens intellectum, „wiara szukająca zrozumienia” jak to zgrabnie ujął Anzelm z Canterbury). Począwszy od dzieł Ojców Kościoła takich jak Przeciw Celsusowi i O zasadach Orygenesa (185–254), a następnie średniowieczną scholastykę, po encyklikę Fides et ratio, chrześcijanie dokładają wszelkich starań, by zespolić wiarę z rozumem, dowodząc istnienia wszechmocnego i dobrego Boga i racjonalności prawd wiary. Warto bowiem pamiętać, że chrześcijaństwo od samego początku musiało stawać w szranki z zarzutami o nieracjonalność wysuwanymi przez starożytne szkoły ateistyczne. Dobrze ilustruje to Dialog z siostrą Makryną o duszy i zmartwychwstaniu Grzegorza z Nyssy (335–395), będący zapisem jego rzeczywistej bądź wyimaginowanej rozmowy ze swą siostrą, Makryną Młodszą. Na początku dialogu Grzegorz stawia siostrze dramatyczne pytanie: „Jak można przeciwnikom wykazać jako niewątpliwą prawdę, że wszystko pochodzi od Boga i w Nim wszystko istnieje, że w ogóle jest jakiś Bóg, wyższy od natury istniejących rzeczy?”

Makryna, odpowiadając, zaczyna od streszczenia tego, co mówili ówcześni „nowi ateiści” a pod czym podpisałby się pewnie i Dawkins:

„Słyszałam, że zwłaszcza Epikur hołdował poglądom, iż wszystko, co istnieje w naturze, powstało przypadkiem i samo z siebie i niczego nie przenika Opatrzność. Dlatego i życie ludzkie uważał za podobne do wodnej bańki, wydętej tchem naszego ciała, póki dech nie rozerwie powłoki i nie rozprószy tego, co było w niej zamknięte”.

Następnie przechodzi do uzasadnienia racjonalności wiary w dobrego i wszechmocnego Boga przez odwołanie się właśnie do świata przyrody:

„Wyraźnie głosi Stwórcę stworzenie. Niewypowiedzianymi słowy opowiada chwałę Boga niebo. Kto rozważy harmonię wszystkiego i cuda na niebie i na ziemi, [i tu następuje długi wywód opisujący te cuda, takie jak obieg wody w przyrodzie, wzrost roślin, ruchy ciał niebieskich itp.] dojdzie do jasnego poznania, że prawdziwie Boska z nieskończoną mądrością i sztuką władnąca wszystkim siła obejmuje części całości i całość przez części doskonali, że światem rządzi jedna moc, dzięki której on istnieje”[xiii].

[Ekskurs – Nie sądźmy, że przekonanie Makryny było naiwne i dopiero Darwin i współczesna nauka, przede wszystkim biologia, zdjęła nam „łuski z oczu” uświadamiając nam naszą znikomość w czasie i przestrzeni bądź bezwzględność mechanizmów ewolucji, których nie widzi Makryna. To nieprawda. Kiedy przyjrzeć się różnym tekstom od czasów starożytnych, okazuje się że jedna bądź druga świadomość towarzyszyły nam zawsze i wcale nie skutkowało to ateizmem. Marek Aureliusz (121–180) pisze: „Jak malutką cząstkę niezmierzonego i nieogarnionego czasu wymierzono każdemu! W mgnieniu oka bowiem znika w wieczności! Jak małą cząstkę wszechmaterii! Jak małą wszechduszy! Po jak małym zakątku całej ziemi się czołgasz!” (Rozmyślania XII, 32[xiv]). Wtóruje mu kilkanaście wieków później Pascal (1623–1662): „Kiedy zważam krótkie trwanie swego życia, wchłonięte w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet, którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, dlaczego raczej tu niż gdzie indziej, dlaczego raczej teraz niż wtedy (…) „Ileż królestw nie wie o naszym istnieniu! Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie” (Myśli 88–91[xv]). Nawet darwinowska świadomość okrucieństwa i bezwzględności nawzajem pożerających się w przyrodzie istot była dla niektórych chrześcijan rzeczą oczywistą i zamiast odwodzić od wiary w Boga, podkreślała jego chwałę, jak przedstawia to Bonawentura (1217–1274) : „już w stanie rajskim (…) zwierzęta przyczyniły się swą śmiercią do upiększenia  wszystkiego w oparciu o następstwo pokoleń (…) ma to miejsce również wtedy, gdy jedno prześladuje drugie i jedno żywi się mięsem drugiego (…) przyczyniając się do tego, by całość uczynić cudownym poematem, w którym jedna sylaba następuje po innej(podkr. A.G.)[xvi]. Widać zatem, że to nie sama świadomość tych czy innych aspektów rzeczywistości, ale jej interpretacja skłaniać może za przyjęciem idei Boga bądź jej odrzuceniem].

Przekonanie Makryny i setek chrześcijańskich myślicieli stało się w katolicyzmie oficjalnym stanowiskiem Magisterium w roku 1871, kiedy to dwanaście lat po pierwszym i rok przed szóstym wydaniem O pochodzeniu gatunków Darwina, Pierwszy Sobór Watykański w Konstytucji Dei Filius ogłasza, iż „Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy”. Twierdzenie to powtórzy najnowszy Katechizm Kościoła Katolickiego (36, 50).

Nowy ateizm – a jednak nowe wyzwanie

„Nowy ateizm” przypuszcza atak na to właśnie twierdzenie i zamiast „rzeczy stworzonych” mówi o efekcie działania trwającej 1) miliony lat 2) ślepej 3) ewolucji. Jakie są skutki przyjęcia tego trojakiego argumentu dla chrześcijaństwa i jego pojęć?

Ad 1) Trwająca miliardy lat perspektywa czasowa, będąca nieodłączną częścią teorii ewolucji i kilkakrotne przypadki masowego wymierania życia (permskie, triasowe, ordowickie, itp.), oraz będąca zaledwie znikomą częścią tego procesu ewolucja człowieka to bardzo mocny argument przeciwko konceptualizacji „historii zbawienia” w jej tradycyjnym, biblijnym rozumieniu (stworzenie – wcielenie – eschatologiczny kres czasów). Przykładem takiego zderzenia się dwóch odmiennych perspektyw może być masyw Karmelu, pełniący ważne miejsce w Biblii, gdzie między innymi działał Eliasz i gdzie miała miejsce jego konfrontacja z kapłanami Baala (1 Krl 18, 20–40). W 2012 r. stanowiące część tego masywu groty Wadi el-Mughara zostały wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO, gdyż jest to jedno z najlepiej udokumentowanych stanowisk dowodzących ewolucji człowieka ze śladami ciągłej bytności przedstawicieli naszego gatunku od ponad pół miliona lat, pokazującymi przejście od kultury zbieracko-łowieckiej po uprawę roli i hodowlę zwierząt[xvii]. Ktokolwiek przybywa dzisiaj na Karmel powodowany pobudkami biblijnymi nie może ignorować tej o wiele szerszej, wykraczającej poza tradycyjną narrację biblijną perspektywy, jeśli nie chce trwać w stanie poznawczej schizofrenii.

Ad 2) Ślepa ewolucja podważa istnienie dobrego i równocześnie wszechmocnego Boga i aby sprowadzić Boga z powrotem na scenę mało przydatne są tradycyjne argumenty wypracowane przez chrześcijańskie teodycee, gdyż postulat ewolucji przesuwa cały problem na inny, bardziej podstawowy poziom, okazuje się bowiem w tej perspektywie, że nasz „najlepszy z możliwych światów” to zaledwie krótka chwila w istnieniu przyrody ożywionej, która obywała się zupełnie dobrze bez nas.

Ad 3) A jeśli przyjmiemy ostatecznie wariant ewolucji „sterowanej przez Boga” zmusza nas to do przeformułowania całej dotychczasowej konceptualizacji chrześcijańskiej antropologii, w jej wszystkich aspektach: doczesnym – stworzenie człowieka, grzech pierworodny, natura, łaska; przyszłym – zmartwychwstanie w ciele. Oczywiście dzisiaj wielu chrześcijan nie ma problemu z tym, by przyjmować narrację biblijną dotyczącą stworzenia człowieka jako mit, problem jednak polega na tym, że na tej narracji często nadal wspiera się interpretacja świata Kościoła i jego nauczanie, również gdy idzie o najbardziej aktualne problemy współczesne. Oto kilka całkiem niedawnych przykładów: „Widać tu mechanizm grzechu pierworodnego. Rodzice dokonali niesłychanych zbrodni, a dzieci ponoszą konsekwencje” (abp Hoser w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” o ludobójstwie w Rwandzie[xviii]); „Szatan w raju pokazał się też pod postacią węża, a więc w pewnym sensie anonimowo, pod maską” (bp Andrzej Dzięga w kontekście sporu abpa Hosera z księdzem Lemańskim”[xix]) „Pan Bóg już w raju powiedział do ludzi: »Rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną«. A więc twórzcie! Tylko czyńcie to zgodnie z prawem, które Bóg nadał, a które jest jedynym gwarantem szczęścia ludzkiego” (ks. dr Piotr Steczkowski w kontekście dyskusji o prawie Bożym i in vitro[xx]). Czy cytowani księża odwołują się do mitu czy do faktu? A co powiedzieć o tysiącach homilii głoszonych każdego roku w kościołach, gdzie przywoływana jest ta sama narracja?

Ponieważ chrześcijaństwo pojmowane jako zbiór treści to ogromny gmach pojęciowy opierający się na fundamentach konceptualizacji biblijnych, podważenie tych konceptualizacji grozi zawaleniem całego gmachu i zmusza do konieczności jego przebudowy. Przyjmując w całej rozciągłości twierdzenia nowego ateizmu, musielibyśmy zrezygnować z idei dobrego i wszechmogącego Boga i równocześnie traktować jako „mitologię” nie tylko te, czy inne aspekty narracji biblijnej (jak proponował to Rudolf  Bultmann), ale generalnie wszystkie chrześcijańskie konceptualizacje i pojęcia, tak jak chce tego zresztą ateizm. Trudnym do utrzymania wydaje się także w tej sytuacji rozwiązanie zwolenników „Inteligentnego Projektu”, którzy mimo akceptacji twierdzeń 1) i 3) bronią idei wszechmogącego i dobrego Boga (ta trudność wszak nękała Darwina a śpiewa o niej Jacek Kleyff – „A czy przyroda kolebka myślała kiedyś dokładnie, po co jej wielkie mamuty, ani wygląda to ładnie, ani z nich skóra na buty?”). Tym samym wróciliśmy pod drzwi kościoła, przed którymi zatrzymał się Darwin. Czy wejdziemy do środka oglądać z powrotem „obrazki z elementarza rodzaju rozumnego, to jest książeczki, którą dojrzały wiek odkłada ze wzruszoną melancholią, ale i ze wzruszeniem ramion, na półki dziecinnego pokoju” – jak pisze Lem[xxi], pójdziemy na łąkę czy też zabierzemy się za przebudowę gmachu wiary?

Takie zmiany konceptualizacji są oczywiście możliwe i nieobce historii teologii. Na przykład Duns Szkot (1266–1308) (a za nim niektórzy mistycy, jak  Mechtylda z Magdeburga) twierdził, że wcielenie nie miało bezpośredniego związku z koniecznością odkupienia ludzkości z grzechu pierworodnego. Przyjęcie tej perspektywy jest alternatywą dla dominującej do dzisiaj „przebłagalno-ofiarniczej” interpretacji wcielenia i daje się łatwiej pogodzić z teorią ewolucji. (Z tą „przebłagalno-ofiarniczą” narracją polemizuje na gruncie polskim ks. prof. Wacław Hryniewicz). Jednak najbardziej zaawansowaną propozycją teologiczną uwzględniającą proces ewolucji jako fakt naukowy jest chyba teologia procesu, którą stworzył Alfred N. Whitehead (1861–1947), rozwijał Charles Hartshorne, a w Polsce popularyzował bp Józef Życiński. Alfred N. Whitehead, doskonale obeznany z ustaleniami nauk przyrodniczych ostatnich stuleci zaproponował wizję teologii uwzględniającą te ustalenia nie na zasadzie drobnych ustępstw, jak to często robi tradycyjna teologia, lecz wbudowując je w swoją propozycję teologiczną systemowo. (Podobnie zresztą postąpił Tomasz z Akwinu łącząc w Summie teologicznej arystotelesowską fizykę i wiedzę o przyrodzie z Biblią). Jednak rozwój nauk przyrodniczych sprawia, że nie da się już tak łatwo pożenić konceptualizacji biblijnych z naukowym obrazem świata. Stąd teologia procesu, mówiąc w wielkim uproszczeniu, akceptuje tezy 1) i 3), zakłada natomiast istnienie Boga działającego w świecie. Zamiast jasno wyróżnionego początku, w teologii procesu kładzie się nacisk na bezustanne stawanie się świata, co godzi ją z teorią ewolucji i koresponduje z zasadą creatio continua także obecną w myśli chrześcijańskiej. Jednak ta propozycja ma swoją cenę. Konceptualizowany w niej Bóg uosabia dobro  (a więc pojawia się trzecie, obok prawdy i piękna, zaświadczanych przez matematykę i fizykę transcendentale), ale nie jest wszechmocny, zamiast Panem dziejów będąc jedynie „współcierpiącym towarzyszem” człowieka. To o takim Bogu pisał Czesław Miłosz:

Panie, jest bardzo możliwe, że ludzie wysławiając Ciebie mylili się.

Nie byłeś władcą na tronie, do którego z ziemskich padołów wzbijają się modlitwy i dym kadzidła.

Tron, który sobie wyobrażali, był pusty i uśmiechałeś się gorzko

Widząc jak zwracają się do Ciebie z nadzieją,

Że uchronisz ich zboże od gradu i ciało od choroby,

Że wybawisz ich od powietrza, głodu, ognia i wojny.

Wędrowiec, popasający u niewidzialnych wód, podtrzymywałeś mały ogieniek w mroku,

I przy nim zamyślony potrząsałeś głową.

Tak bardzo chciałeś im pomóc, rad kiedy Ci się udało[xxii].

Być może „nowy ateizm” zmusza nas do przyjęcia takiego właśnie wyobrażenia Boga z wszystkimi jego konsekwencjami. Jakie by to były konsekwencje i czy powstały w rezultacie nowy gmach wiary dałoby się jeszcze nazwać chrześcijaństwem? Na pozór wydaje się to niemożliwe, biorąc jednak pod uwagę, jak ogromny dystans dzieli pojęcia utrwalone w niewielkiej książeczce, którą nazywamy Nowym Testamentem od pojęć i konceptualizacji całej chrześcijańskiej biblioteki (której poszczególni autorzy i ich dzieła nieraz zawzięcie kłócą się z sobą) nie należy przedwcześnie składać broni.


[i] J. van Wyhe, M. J. Pallen, The ‘Annie Hypothesis’: Did the Death of His Daughter Cause Darwin to ‘Give up Christianity’?, w:„Centaurus”  2012, nr 54, s. 112. W tym artykule autorzy wskazują, że śmierć córki nie była dla Darwina bezpośrednim powodem utraty wiary.

[ii] Na przykład D. B. Hart, Chrześcijańska rewolucja a złudzenia ateizmu, tłum. A. Gomola, Kraków 2011, A. McGrath, Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa, tłum. J. Wolak, Kraków 2012.

[iii] Cz. Miłosz, Piesek przydrożny, Kraków 1997, s. 189.

[iv] „Tajemnica początku wszystkiego jest dla nas nierozwiązywalna i chociażby z tego powodu, muszę pozostać agnostykiem” – zwierza się Darwin. J. van Wyhe, M. J. Pallen, dz. cyt., s. 116.

[v] O roli Towarzystwa we współczesnym sporze o małżeństwa homoseksualne w Wielkiej Brytanii pisze w nrze 697 (2013) „Znaku” Wojciech Lubowiecki w tekście Równia pochyła, s.35–41.

[vi] R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz, tłum. A. Hoffman, Warszawa 1994, tenże, Samolubny gen, tłum. M. Skoneczny Warszawa, 1996, 2000, 2007, tenże Bóg urojony, tłum. P. Szwajcer, Warszawa 2007; D. Dennett, Odczarowanie, tłum. B. Stanosz, Warszawa 2008, S. Harris, Koniec wiary, tłum. D. Jamrozowicz, Warszawa 2012,  C. Hitchens, Bóg nie jest wielki, tłum. C. Murawski, Katowice 2007.

[vii] D. B. Hart, dz.cyt., s. 20.

[viii] O racjonalności świata  często pisze ks. M. Heller. Zob. np. M. Heller, Szczęście w przestrzeniach Banacha, Kraków 1995, oraz publikacje w Inspiracjach w tym numerze „Znaku”.

[ix] Są to n..: R. Swinburne, J. Hick, C. Franks Davis czy W. P. Alston. Zob. The Spiritual Senses. Perceiving God in Western Christianity, red. P. L. Gavrilyuk, S. Coakley, Cambridge University Press 2012, s. 275–290; R. Swinburne, Czy istnieje Bóg, tłum. I. Ziemiński, Poznań 1999

[x] D. B. Hart, dz.cyt., s. 272.

[xi] E. Kaufmann, Shall the Religious Inherit the Earth?, w: Demography and Politics in the Twenty-First Century, Londyn 2011.

[xii] Z tym zideologizowanym czarnym PR-em religii, zwłaszcza chrześcijaństwa, rozprawia się doskonale D. B. Hart w książce Chrześcijańska rewolucja a złudzenia ateizmu, dz.cyt., zob. Inspiracje w tym numerze „Znaku”.

[xiii] Grzegorz z Nyssy, Wybór pism, tłum. W. Kania, Warszawa 1974, s. 30–32.

[xiv] Marek Aureliusz, Rozmyślania, tłum. M. Reiter, Warszawa 1984, s. 150.

[xv] B. Pascal, Myśli, tłum. T. Żeleński (Boy), Warszawa 1983, s. 56.

[xvi] Cytat za H. Urs von Balthasar, Chwała. Estetyka teologiczna. tom 2. Modele teologiczne, część 1 Od Ireneusza do Bonawentury, tłum. E. Marszał, J. Zakrzewski SJ, Kraków 2007, s. 307. Urs von Balthasar, na przekór nowożytnej post-darwinowskiej świadomości okrucieństwa przyrody w swoim ogromnym przedsięwzięciu teologicznym, jakim jest Chwała stara się dowieść przenikającego ją pulchrum,czyli tego samego transcendentale, które wielu dostrzega w matematyce i fizyce.

[xvii] http://whc.unesco.org/en/list/1393

[xviii] http://gosc.pl/doc/809124.Moja-ojczyzna-jest-Kosciol/4

[xix] http://naszdziennik.pl/mysl/47928.html

[xx] http://naszdziennik.pl/mysl/47600.html

[xxi] S. Lem, Dzienniki gwiazdowe, Warszawa 1994, t.1, s.198.

[xxii] Cz. Miłosz, Medytacja, w: Dalsze okolice, Kraków 1991, s. 51.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata