70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Burzyć i budować

W książce „Kamienie wołać będą” wszystko jest przeszłością: język, osadzenie w rzeczywistości XIII w., sposób rozumowania i wartości. Oczy przyzwyczajają się jednak szybko do archaizmów, ponieważ od samego początku śledzą dynamiczną akcję

Kłótnia w cechu stolarzy, majster Mateusz buńczucznie stawia się starszym kolegom i wściekły wychodzi ze spotkania. Pozostawia za plecami tradycję poszanowania prawa, wewnętrznych zasad swojego zawodu i korelacji społecznych. Idzie przed siebie z pochyloną głową i wielkimi krokami próbuje odmierzyć swoje życie. Konstatuje, że „świat nie przekręcił się do góry nogami” tylko dlatego, że on nie zgadza się z kolegami z pracy. A jednak świat w powieści Malewskiej nie tylko staje do góry nogami, zmieniając dotychczasowe reguły gry, ale także w zaskakujący sposób próbuje wrócić do normy. I tak w kółko, już nam się zdaje, że bohaterowie będą wieść normalne życie, aż tu przychodzi kataklizm, rewers szczęścia i stabilizacji. Jesteśmy usypiani scenami powrotu do normalności po to, aby za chwilę obudzić się w środku potwornej sceny. Autorka wie, że w życiu emocjonalny rollercoaster, nagła zmiana dekoracji i burza mieszają się z chwilami spokojnego picia herbaty w miękkim fotelu. Umęczeni bohaterowie powieści poddają się kolejnym próbom podnoszenia się z kolan tylko po to, aby znaleźć się na nich za jakiś czas. Podejmowana bez przerwy na nowo syzyfowa praca ich osłabia, ale tkwi w tym głęboka wartość chęci wprowadzenia kolejnej zmiany i poszukiwania nowych rozwiązań. Tylko czemu autorka im nie pomoże, nie poklepie po ramieniu i nie wskaże słusznej drogi? Ech, pewnie dlatego że każdy sam musi taką drogę odnaleźć, nie ma lekko. Nawet w pozornie pokrzepiającej historii o pięknie stworzonego przez Boga świata, w którym warto żyć, mimo że ten miesza „niewielką przygarść dobra w cały stóg nieprawości”.

Kręgosłup społecznych zależności

Osią opowieści jest katedra we francuskim mieście Beauvais. Ważna i nieugięta, symboliczna niczym biblijna wieża Babel. Tuż po tym jak spłonęła jej znaczna część, okoliczna ludność postanawia ją odbudować. Mało tego, mieszkańcy za punkt honoru stawiają sobie postawienie budowli wyższej niż sama katedra w Chartres. Do pracy biorą się wszyscy, od specjalistów różnych fachów po zwykłych obywateli. Przez jakiś czas pracuje z nimi nawet królewska rodzina, co pokazuje, że niezależnie od pochodzenia i związania z konkretnym miejscem ludzie dążą do zespolenia się z Bogiem.
Wiadomo również, że katedra to nie tylko świątynia, ale i podwalina społeczności. Bez niej nie istnieje tożsamość miasta, nie istnieje odniesienie do wspólnoty. Bez potężnej budowli ludzie krążą między sobą zawieszeni w próżni, w stanie nieważkości. Nieważności. Całe miasto zagrożone jest brakiem kontaktu z wyższymi siłami, bo kiedy zrywa się łączność z niepodważalnymi wartościami, ludzie kręcą się tylko w kółko i bezradnie patrzą po sobie w nadziei na podpowiedź. Co teraz, co mamy zrobić? Lud chwyta więc za narzędzia i przez lata, z mozołem i poświęceniem, odbudowuje kręgosłup społecznych zależności. Co chwila jednak poszczególne elementy walą się, psują i praca nie postępuje do przodu. Trochę tak, jakby tajemna siła destrukcji uniemożliwiała osiągnięcie stabilności. Kręgosłup nagina się, przekrzywia, aż w końcu zrzuca z siebie ludzi, którzy ponownie muszą piąć się w górę.

Katedra to trzon miasta i społeczności ludzi w nim mieszkających. Punkt odniesienia górujący na horyzoncie, a zarazem spajający całość. Wysiłek poświęcony odbudowie tego drogowskazu jawi się jako naturalne „układanie spraw ludzkich z woli bożej”. Tak wyjaśniona jest wartość samej pracy. Poprawianie natury ludzkiej i ujarzmianie świata tłumaczy się za to dwiema wartościami: dążeniem do wiedzy, „wdrożeniem duszy do czynów zgodnych z jej rozumną naturą”, czyli cnotą i potrzebą. Mocne osadzenie w chrześcijańskim rozumieniu świata skutkuje w powieści tworzeniem swoistej siatki, na której rozpościerają się losy poszczególnych bohaterów: wspomnianego wcześniej majstra Mateusza, jego żony Jagnieszki, mistrza Hugona, pomocnika Szymka, brata Hilarego i pozostałych mieszkańców Beauvais.

Tyle lat ludzie wznoszą olbrzymią budowlę, aby się nie rozpraszać. Dłoń przy dłoni każdego dnia budują swoją wieżę Babel, aby mieć coś, co ich łączy i zespala przy pracy. Nie efekt jest ważny, osiągany cel służy tylko podtrzymywaniu w wysiłkach. Prawdziwa wartość to sama praca i wspólnota, która się przy tym zawiązuje. I nawet kiedy całość znowu się niszczy, ludzie znajdują w sobie siłę, aby spróbować raz jeszcze. Ciężka i żmudna robota, za którą nie dostaje się nic oprócz zapachu potu drugiego człowieka i wspólnego uczucia zmęczenia. Ale i satysfakcji, dziwnego mrowienia wokół serca, kiedy patrzy się na to, co już stoi. Wieża Babel, katedra, dom. Liczy się jedność czasu i miejsca oraz pracy.

Strach przed jednością

Czy tego boi się Bóg, kiedy powtórnie niszczy efekt ludzkiego trudu? Jaka siła drzemie w człowieku stojącym obok drugiego człowieka? Czy ich zamysł to profanacja boskości i majestatu Najwyższego? Bo zesłać pożar to dla niego za mało. Zesłać zły los na głównych budowniczych katedry to jeszcze nie to. A upodlić ich, pozabijać w mękach i gniciu? O, to jest dobre. Nie do ogarnięcia jest to okrucieństwo wobec ludzi, którzy – chociaż błądzą – znajdują jednak przynajmniej jeden cel dający im siłę do zmiany swojego życia. To taka bitwa z przeznaczeniem, w której człowiek może co najwyżej się poobijać, i tak zawsze w niej przegra.

Tytułowe kamienie wołać będą zawsze, nawet jeśli znowu strąci je wichura czy rozrzuci ogień. I będą wołać w jednym języku, bo zbyt wiele modlitw, szeptów i błagań usłyszały w czasie budowy, aby teraz milczeć służalczo i leżeć bezładnie. Dziwna to wizja, niepodobna do katolickiej powieści. Może siła pogańskiej „władzy w rękach ludu” fascynowała Malewską, która jednak zarazem się jej bała. Zwierzęca niemal energia emanująca ze stworzonych przez nią postaci wyczuwalna była głównie przy okazji procesu tworzenia. Wykuwania nowych murów, planowania schodów do chóru. Mozolnego wnoszenia kamieni na samą górę i wzmacniania rusztowań. Wtedy to zapał bohaterów topił niejeden grzech. Czy siła ta mogła zagrozić rozumowi, który Malewska stawia na równi z wiarą? Być może w strachu autorka co raz to karze swoje postaci. Wielokrotnie wystarczał przecież jeden gest, a losy bohaterów mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. W takich momentach Malewska zginała im kark, dawała chleb i wodę na drogę i przepędzała, byle dalej od katedry, od zespolenia. Niebezpieczna ludzka siła zostaje na mocy boskiego zrządzenia rozproszona. Malewska miesza języki postaci, nawet mąż z żoną nie są w stanie się porozumieć. Niepokojący jest ten strach przed jednością. Czy zawsze oznaczać musi ona wywyższanie się i niedocenianie boskich wyroków?

Pionki w grze

Postaci zdają się nieustannie zderzać z trzema filarami wartości i pozostawać gdzieś pomiędzy nimi. Walcząc lub – wręcz przeciwnie – biernie poddając się swoim ułomnościom i żądzom, stawiają się w sytuacji pionków, którymi pogrywa zbieg okoliczności lub nagły odruch człowieczeństwa innych ludzi. Poprzez deficyt podstawowych wartości bohaterowie nie potrafią kierować swoim życiem i podejmując błędne decyzje, wracają do punktu wyjścia. Nawet jeśli podnoszą głowę, widząc z oddali niedokończoną katedrę i na chwilę odnajdując sens, wpadają w kolejne pułapki.
Co ciekawe, autorka nie naprowadza swoich bohaterów, ale wydaje się mieć do nich wiele cierpliwości. Patrzy, jak upadają, po czym podnosi, delikatnie otrzepując ubranie, i prowadzi dalej. Daje im szansę. Nie zawsze potrafią z niej skorzystać, ale dzięki wierze w człowieka można dostrzec głęboki humanizm w sytuacjach, które pozornie są nie do obronienia. Zdrada żony i wybaczenie, tchórzostwo i jego konsekwencje – w każdym zdarzeniu tkwi możliwość naprawy złego postępowania, ale nie zawsze jest ona wykorzystywana. Nie wynika to z braku umiejętności rozpoznania złego uczynku, to raczej niemoc wykonania gestu zmiany lub działania pozorne i skrajne: ucieczka z miasta bądź wstąpienie do klasztoru. Ruchy te nie rozwiązują problemów, ale generują nowe, co sprawia, że postaci kręcą się w kółko, mają nogi przyklejone do podłoża. Bezskutecznie próbują podnieść je do góry, lecz klej trzyma mocno. Rezygnują, potem znów podnoszą stopy. Przemiana i upadek, wieczne koło. Co zaskakujące, śledząc te poczynania, nie czujemy beznadziei pozornych działań. Dzięki wrażliwości autorki, jej zrozumieniu dla postępowania bohaterów obraz staje się wręcz krzepiący. Mimo że pełen jest okrutnych i niesprawiedliwych przykładów upodlenia człowieka.

Wartości uniwersalne

Czy współczesny świat przyjąłby taką postawę, jaka prezentowana jest w książce Kamienie wołać będą? Cnota pracy z pewnością jest w cenie. Dzisiaj wielu ludzi żyjących pod presją konieczności nadgodzin i niekończących się spłat kredytu nazwałoby swoją pracę mozolnym budowaniem katedry, która płonie każdego dnia. Nie o skuteczne gaszenie pożarów jednak w powieści chodzi, ale o wspólną ideę realizowaną gromadnie i w odruchu serca. Być może korporacje łudzą się, że ich pracownicy zarywają noce nad kolejnym projektem w poczuciu lojalności i miłości do firmy. Taka sytuacja nie wytrzymuje jednak porównania z tamtym systemem wartości.

O ile zmieniły się realia, w tym kontakty między ludźmi, sposoby okazywania emocji, o tyle pozostał uniwersalizm wartości samych w sobie. Albo raczej: są one nadal do wykorzystania. Praca, niczym w pozytywistycznej czytance, może sprawiać radość i stanowić jeden z głównych celów naszego życia, ale tylko jeżeli wykonywana jest w poczuciu nie tyle misji, ile celu nadrzędnego. Owa wartość ma rację bytu jedynie w zderzeniu z inną wartością. Pozwala wtedy zbudować wspólnotę, nadać sens działaniom rozproszonym i jednostkowym. Ten kręgosłup moralny, który w książce jest symbolicznie przedstawiony jako katedra w budowie, stanowi klucz do zrozumienia idei pracy nad sobą. Beznadziejnego upadania i gramolenia się z powrotem. Bez tego wiecznego obijania sobie kolan nie ma możliwości znalezienia dla siebie miejsca. Okrutne to, ale Hanna Malewska dobrze wiedziała, czemu nie może pomóc swoim bohaterom powstawać z tych kolan. Bo to oni sami muszą znaleźć w sobie siłę na zmiany, które przecież nie zawsze następują.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter