70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie ma łatwego przebaczenia

Bliskie jest mi stwierdzenie Hanny Arendt, która powiedziała że odkrywcą przebaczenia jest Chrystus, Jezus z Nazaretu, ale fakt, że dokonał tego w aspekcie religijnym, bynajmniej nie zmniejsza znaczenia tego, co się dzieje w życiu świeckim.

Tematyka naszych dyskusji należy chyba do najstarszych refleksji nad kondycją człowieka. Zarówno pojednanie, jak i przebaczenie mają dla mnie sens moralny i polityczny, przy czym obie kategorie się zazębiają. Samo słownictwo: „zadośćuczynienie”, „pokuta”, „żal” czerpią tutaj z języka religijnego, ale nie powinniśmy się łudzić, że pojednanie i przebaczenie w stosunkach międzynarodowych są podobne do relacji spowiednika i spowiadającego – wyznaje winę, otrzymuje pokutę, po czym następuje zadośćuczynienie i przebaczenie. W życiu społecznym i politycznym nie ma łatwego pojednania.

Warunki przebaczenia i pojednania

Chciałabym sformułować dwie tezy, które postaram się krótko uzasadnić. Po pierwsze, przebaczenie i pojednanie to długotrwały proces, który wymaga spełnienia określonych warunków. Po drugie – religia jest ważnym, ale tylko jednym z bardzo wielu czynników na drodze do pojednania i przebaczenia. Jeśli chodzi o pierwszą z tez, to przebaczenie jest dla mnie przede wszystkim aktem wewnętrznym – z tego też powodu mam problem z posługiwaniem się pojęciem pojednania w stosunkach politycznych i międzynarodowych. Wybaczenie jest zawsze skierowane w przeszłość, jest to swego rodzaju terapia pamięci, praca nad pamięcią, która ma uwolnić od obsesji wrogości, a przede wszystkim od żądzy zemsty; psychiatrzy nadają mu sens leczniczy. Pojednanie natomiast jest zorientowane w przyszłość, oznacza poczucie odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, dystans do własnej narracji, który umożliwia nam wsłuchanie się w relację drugiej strony, także sprawcy. Najbardziej autentyczne moim zdaniem jest przebaczenie dokonane z dala od wielkiej polityki, też z dala od wielkich szlaków cywilizacyjnych, kiedy pozbawione jest koniunkturalizmu i kiedy wynika z wewnętrznej potrzeby wolności i suwerenności.

Jakie muszą być warunki przebaczenia i pojednania? Jest ich bardzo wiele. Na przykładzie moich obserwacji zmagania się Niemców z tym problemem mogę powiedzieć, że podstawowym warunkiem jest na pewno demokracja i wolność, stworzenie struktur społeczeństwa obywatelskiego. Jednocześnie trzeba przyznać, że mimo licznych apeli ze strony intelektualistów Niemcy przez pierwsze dziesięciolecia nie byli w stanie uporać się ze swoją winą. Dopiero stworzenie całego systemu edukacji, liczne inicjatywy tak aktorów świeckich, jak i kościelnych oraz ogromne nakłady finansowe na programy edukacyjne przyczyniły się do stopniowych zmian. Bez wątpienia kluczową rolę odegrały tu struktury państwa demokratycznego i dystans czasowy. Trzeba było najpierw poznać całą genezę zła, zrozumieć jego istotę, potrzebna była także zmiana generacyjna i zmiana uwarunkowań wewnętrznych, politycznych, całego otoczenia międzynarodowego. Innymi słowy – musiały dopiero powstać warunki dialogu, które mogły doprowadzić do pojednania. W samym bowiem dialogu nie ma jeszcze przebaczenia i pojednania, o czym wiemy od dawna, dość odwołać się np. do sformułowań papieskich encyklik, np. Jana XXIII czy Pawła VI już przed Soborem Watykańskim II, kiedy przypominano, że dialog musi być ciągle ponawiany. Dialog wymaga ponadto pewnego minimum wiedzy i przede wszystkim potrzeby wzajemności oraz klimatu zaufania.

Religia i polityka a wybaczenie i pojednanie

Jak się ma religia i polityka w tym rozrachunku? W Ewangelii i w tekstach Jana Pawła II znajdziemy wiele wypowiedzi na temat pojednania, przebaczenia. Weźmy pierwszy z brzegu fragment Ewangelii św. Mateusza: „Jeżeli przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat ma twój coś przeciw tobie, zostaw swój dar przed ołtarzem, a najpierw idź pojednaj się z bratem”. Oczywiście, gdybyśmy wszyscy przestrzegali zasad zawartych w tych tekstach, to bylibyśmy narodem aniołów. Bliskie jest mi stwierdzenie Hanny Arendt, która powiedziała że odkrywcą przebaczenia jest Chrystus, Jezus z Nazaretu, ale fakt, że dokonał tego w aspekcie religijnym, bynajmniej nie zmniejsza znaczenia tego, co się dzieje w życiu świeckim. Świadczy o tym choćby fakt, że na długo przed narodzeniem Chrystusa w życiu politycznym funkcjonowała instytucja amnestii. W roku 44 p.n.e., dwa dni po zamordowaniu Cezara, Cycero wspominał wcześniejszą amnestię ateńską z roku 440. W wielu traktatach międzynarodowych, w stosunkach międzynarodowych, po konfliktach i wojnach znajdował się zapis o amnestii. Narody nie mają sumienia i nie mają zbiorowej pamięci, a więc nie przyznają się do winy, ale świadomość polityczna, że gdzieś na końcu tej spirali nienawiści jest odpuszczenie towarzyszy im od dawna.

W naszych dyskusjach dość często pada nazwisko Willy Brandta i jego symboliczny gest pod pomnikiem bohaterów getta w Warszawie. Mniej znany jest obraz Marleny Dietrich, która już 4 stycznia 1964 r. z ogromnym bukietem bzów przeszła pod ten sam pomnik i mówiła, że wstydzi się za naród niemiecki. Proszę zwrócić uwagę na to, że to nie partie z nazwą chrześcijańska takie jak CDU czy CSU pierwsze wyciągnęły rękę i odpowiedziały na wezwanie biskupów polskich, wręcz przeciwnie, gest uklęknięcia, pokory należał do Willy Brandta, który nie musiał za nic przepraszać, był członkiem partii socjaldemokratycznej, samą wojnę spędził poza Niemcami, a jednak czuł się zobowiązany.

Prawda i odwaga pojednania

Wydaje mi się, że by uzyskać coś w stosunkach międzynarodowych trzeba zaryzykować w polityce wewnętrznej, a na taką odwagę cywilną i moralną stać bardzo niewielu polityków. W Polsce taką rolę odegrał Tadeusz Mazowiecki. Oczywiście, spotkał się z ogromną krytyką, podobnie było z przywódcą SPD w Niemczech. W 1965 r. list biskupów nie mógł być przełomowy, ponieważ ani społeczeństwo polskie, ani niemieckie nie dojrzało do pojednania, miało za mało wiedzy, nie było społeczeństwem obywatelskim. W 2004 r. przywódca największej partii opozycyjnej w Polsce potępił w czambuł wszystkich tych, którzy jak powiedział „zapamiętali się w pojednaniu”, „pojednanie pomyliło się im z taką relacją, którą psycholodzy nazywają relacją między bezwzględnym katem a słabą ofiarą, czyli relacją amnezyjno-atencyjną”. W Polsce w ostatnim dziesięcioleciu mamy wiele przykładów odwoływania się do Kościoła, do Boga, po to, by nie jednać się, ale dzielić społeczeństwo. Wydaje mi się, że szukać pojednania i dialogu na zewnątrz może tylko człowiek, który gotów jest do dialogu i pojednania wewnątrz kraju. Przykładem zupełnie fałszywego kształtowania sumienia i fałszywego rozumienia przebaczenia jest dla mnie Karta Niemieckiego Związku Wypędzonych z 5 sierpnia 1950 r., w której co drugie słowo jest odwołaniem do Boga. To Bóg, jak mówi Karta, „umieścił ludzi w ich stronach ojczystych” i w imię Boga żądali urzeczywistnienia tego prawa. Nie pędzeni do gazu Żydzi i nie więźniowie obozów koncentracyjnych ani ofiary ulicznych egzekucji, lecz niemieccy wypędzeni wykreowani zostali na centralną ofiarę w Europie.

Podsumowując, nie ma moim zdaniem żadnego modelu pojednania; są próby negatywnego wykorzystywania religii przez politykę, są też pozytywne działania Kościoła. Trzeba jednak wspomnieć, że po wojnie, szczególnie w Niemczech, mieliśmy wiele przykładów, kiedy Kościół nie radził sobie z uwikłaniem w system i z rozliczeniem przeszłości, kiedy antykomunizm Kościoła był jednym z narzędzi, który przeszkadzał właściwym rozliczeniom.

Skoro zaś nie ma żadnego modelu rozliczenia, to szukając odpowiedzi na pytanie, co można zrobić, by jednak pracować na rzecz pojednania, znajduję tylko jedno rozwiązanie – najważniejsze jest spotkanie ludzi, jak najwięcej bezpośrednich spotkań. Jeśli wystąpienia Eriki Steinbach, które stały się wielkim wydarzeniem medialnym w Polsce, nie zaszkodziły wzajemnym relacjom polsko-niemieckim, to tylko dzięki temu, że po 1989 r. na najniższym, lokalnym poziomie nawiązała się sieć powiązań, przyjaźni, zrozumienia. To Stanisław Stomma i Stefan Kisielewski już w 1956 r. pisali na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że im więcej ludzi mentalnie i psychicznie przekroczy granicę, pozna się, zaprzyjaźni, tym większa szansa na zbliżenie. Poza tym niezwykle istotna jest europeizacja pamięci. Im mniej nacjonalizmu, im więcej otwartego patriotyzmu, tym większa szansa na porozumienie i dialog pamięci w stosunkach międzynarodowych.

Wystąpienie wygłoszone podczas konferencji „Konflikty pamięci i pojednanie w Europie. Rola religii i Kościołów, znaczenie myśli Jana Pawła II, która odbyła się 23 marca 2012 roku w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Konferencję objął swoim patronatem Prezydent RP Bronisław Komorowski. W imieniu Prezydenta RP wystąpił minister Maciej Klimczak. Organizatorem spotkania była Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK we współpracy z Katolicką Agencją Informacyjną oraz Inicjatywą Chrześcijan dla Europy (IXE). Pomysłodawcą konferencji był Henryk Woźniakowski.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter