70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pojednanie bez końca

Pojednanie między narodami jest procesem. Rozdziały raz zamknięte po jakimś czasie otwierane są ponownie. Nowe pokolenia z innej czasowej perspektywy powracają do spraw, zdawałoby się, raz na zawsze rozwiązanych. Trzeba pamiętać, że są to zjawiska niezwykle złożone i wielopłaszczyznowe.

Gdy mówi się o pogodzeniu różnych rodzajów pamięci, często padają słowa-klucze: „krzywda”, „wina”, „zadośćuczynienie”, „skrucha”, „kara”, „pokuta”, „przebaczenie”, „pojednanie”. Wszystkie te pojęcia należą do sfery etyki i na ogół sięgają swoimi korzeniami religii chrześcijańskiej. Jest to język, który do polityki trafił po II wojnie światowej. Natomiast pół wieku później – po zmianach ustrojowych w 1989 r. – stał się dominujący w poszukiwaniu nowej tożsamości i kształtowaniu nowych relacji z sąsiadami. Jest to język nowego pokolenia – ludzi urodzonych po wojnie. Trzeba stwierdzić, że w polityce główną rolę odgrywają dwa czynniki: czasu i przestrzeni. Jednak na pytanie, czy dziś głównym tematem w relacjach między narodami i państwami jest sprawa odzyskania terytorium, należałoby odpowiedzieć przecząco. Choćby już z tego względu polityka korzysta z narracji, należącej do sfery teologii i religii. Niestety, często czyni to w sposób instrumentalny.

Różni Polacy i różni Ukraińcy

Pamięć zbiorowa w Polsce i na Ukrainie różni się od siebie, ale nie tylko pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Jest ona zróżnicowana wewnątrz obu tych państw. Inaczej postrzegana jest tematyka pamięci na Ukrainie Centralnej, Południowej i Wschodniej, a inaczej na Ukrainie Zachodniej. W Polsce w inny sposób rozumiana jest w Przemyślu i Rzeszowie niż np. na Śląsku czy w Poznaniu. Dziś wiele osób jest przekonanych, że skoro zostały wykonane pewne gesty, padły z najwyższych trybun wielkie słowa, oznacza to, że dokonały się też zmiany w relacjach polsko-ukraińskich. Tak się jednak nie dzieje.

Klasa polityczna Ukrainy zademonstrowała w ostatnich latach brak klasy. Mam na myśli tę część elity politycznej, która objęła władzę na Ukrainie po Pomarańczowej Rewolucji – nie tylko obecnego prezydenta Wiktora Janukowycza, ale również jego poprzednika, Wiktora Juszczenkę i byłą premier Julię Tymoszenko oraz wspierające ich otoczenie. Przywódcy ci nie zademonstrowali dojrzałości politycznej i odpowiedzialności na miarę tej, której oczekiwało społeczeństwo Ukrainy. Po ostatnich wyborach podobnie zachowuje się obecny prezydent Ukrainy w stosunku do osadzonej w więzieniu byłej pani premier. Nasuwa się zatem pytanie: Czy mimo różnej pamięci polsko-ukraińskie pojednanie jest możliwe?

Trzeba podkreślić, że nie chodzi tu o ujednolicanie przeszłości, o dążenie do wspólnego postrzegania historii. Jest to niepotrzebne – a co ważniejsze – byłoby zakłamywaniem rzeczywistości. Pojednanie jest możliwe, jakkolwiek w każdym przypadku będzie przebiegało w inny sposób. Nie należy szukać jednego, wspólnego modelu, który można przykładać do różnych sytuacji, narodów, państw i kultur. Niestety jest to grzech wielu badaczy zajmujących się tą problematyką. Stwierdzenie, że wewnątrz narodowych społeczności Polski i Ukrainy procesy te przebiegają i będą przebiegać różnie, ma istotne znaczenie w myśleniu o przyszłych relacjach tych dwóch państw i narodów. Moja skromna sugestia brzmi: należy rozpoznać sytuację w całej jej złożoności.

Praca elit to za mało

Kościoły w Polsce i na Ukrainie nie tylko mogą odegrać wielką rolę, ale powinny to czynić. Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że taką funkcję już w historii spełniły. Nie należy mylić uzgodnień między elitami społecznymi i elitami w Kościołach z tym, co dzieje się w parafiach – czym żyją lokalne wspólnoty i społeczności. Podam przykład. Mimo znaczących wysiłków niektórych polskich hierarchów – jak choćby abp. Józefa Życińskiego – imię ks. Omelana Kowcza, jednego z ukraińskich męczenników za wiarę i zaliczonych przez papieża Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki do Lwowa w poczet błogosławionych, jest praktycznie nieznane w Polsce, ale również w niewielkim stopniu rozpoznawane na Ukrainie – może z wyjątkiem lokalnej społeczności, w której działał. Żeby takie postacie, których życie było wzorem i symbolem przyzwoitości w czasach pogardy, mogły oddziaływać jako wzór, muszą stać się przedmiotem codziennej troski i świadomego, systematycznego działania, które popularyzowałyby ich postawę i heroizm.

Wspólny list pasterski publicznie przedstawiony przez hierarchów Cerkwi greckokatolickiej i Kościoła rzymskokatolickiego przed siedmiu laty na Placu Piłsudskiego niestety nie odegrał istotnej roli. Było to wydarzenie o charakterze rytualnym, którego oddziaływanie nie było dłuższe niż czas, jaki upłynął do momentu, kiedy ludzie się z tego placu rozeszli. Można postawić pytanie, dlaczego ten list, podpisany przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i głowę Ukraińskiej Cerkwi, nie przyniósł tak pożądanych efektów, jak ten skierowany w 1965 r. przez episkopat polski do niemieckiego?

Przy tym trzeba dodać, że w przypadku polsko-ukraińskiego listu nie była to wymiana korespondencji, ale wspólne orędzie. Co się tyczy listu polskich biskupów do niemieckich, oczekiwana odpowiedź nadeszła – ale głównie ze strony Kościoła ewangelickiego, a nie – jak się spodziewano – ze strony Kościoła katolickiego w Niemczech. Po dziś dzień zresztą nie było odpowiedzi takiej, jaka być powinna (w swoim czasie kard. Stefan Wyszyński powiedział, że „otrzymaliśmy odpowiedź, ale nie od tych, od których jej oczekiwaliśmy”). Warto też przypomnieć, że list polskiego episkopatu z 1965 r. był stanowiskiem mniejszości. Nie spotkał się wówczas ze zrozumieniem większości polskich biskupów ani dużej liczby wierzących ludzi w Polsce. Minęły lata. Wykonano ogromną pracę, która nie pozostała bez znaczenia dla postaw ludzi i właśnie to wpłynęło na ukształtowanie nowego typu wzajemnych stosunków.

Nieskuteczność działań na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania upatruję dziś w tym, że był to raczej projekt polityczny, a w mniejszej mierze duchowy i społeczny. Obejmował głównie elity, nie był natomiast adresowany do jednostek i nie wpłynął na indywidualne postawy ludzi – w tym ludzi Kościoła. Jednak pierwszy krok został wykonany.

Jak wroga uczynić przyjacielem?

Warto w tym miejscu postawić kilka pytań. W Stanach Zjednoczonych ukazała się przed dwoma laty interesująca monografia Charlesa A. Kupchana pod tytułem How Enemies Become Friends („Jak wrogowie stają się przyjaciółmi”). Autor podejmuje problematykę źródeł trwałego pokoju w naszych czasach. Stawia kilka interesujących pytań: Czy i jakim sposobem państwa i narody są w stanie wybaczyć wyrządzone sobie zło oraz porzucić odwieczne spory o terytorium i nawiązać dobre, bliskie stosunki? Czy istnieją trwałe formy i struktury wiecznego pokoju, o którym marzył Immanuel Kant? Czy są to procesy odwracalne czy nieodwracalne? Kiedy i dlaczego wrogowie stają się przyjaciółmi?

Droga do pojednania narodów składa się z wielu etapów – inaczej niż u żydowskiego myśliciela Majmonidesa, który przed wiekami – mając na myśli relacje między jednostkami – wymienił osiem kroków, które są potrzebne w procesie pojednania. Prawdopodobnie między narodami i państwami należałoby wykonać 80, a może nawet 800 kroków, gdyż relacje tego typu są przecież zwielokrotnieniem indywidualnych postaw i procesów. Mają też inny charakter. Niemniej kilka elementów jest wspólnych. Mam na myśli to, że państwa i narody podejmują takie działania, gdy polityczne przemyślenia prowadzą do wniosku, że dialog i porozumienie to optymalny sposób na rozwiązanie trudnych problemów. Po drugie, partnerom potrzebna jest wzajemna powściągliwość w postulatach i oczekiwaniach dotyczących pojednania.

Kolejną sprawą jest społeczna akceptacja i budowanie wspólnoty personalnej oraz instytucjonalnej. Tego elementu w stosunkach ukraińsko-polskich brakuje. Jest to czynnik bodaj najważniejszy ze wszystkich. Będzie on bowiem decydował o tym, co w przyszłości może się w tych relacjach zmienić. Innymi słowy, są to nadzieje wiązane z nową generacją, która w inny sposób postrzega sprawy dotyczące wspólnej przeszłości. To nowe pokolenie ma szansę sprzyjać kształtowaniu zbliżonych, a przynajmniej uzupełniających się tożsamości, które nie będą odwoływać się głównie do historii konfliktów i wrogości.

Geopolityka pojednania

Kluczowe pozostaje pytanie: czy jest to możliwe? Problemy związane z interpretacją przeszłości, pojawiają się dziś przede wszystkim w społeczeństwach, które odzyskały albo po raz pierwszy uzyskały swoją suwerenność. Muszą one sobie poradzić z kształtowaniem tożsamości w nowych warunkach. Często sięgają do starych wzorów opartych na negatywnym stosunku do swoich sąsiadów. Pożądane są w tej mierze nowe rozwiązania instytucjonalne.

Od zakończenia zimnej wojny minęły dwie dekady. W demokratycznych państwach sprzyja to odejściu od tradycyjnych instrumentów dyplomacji i zwracaniu się bezpośrednio do społeczeństw poszczególnych państw, a nie tylko korzystania z różnych form porozumiewania się politycznych elit. Bowiem takie anachroniczne podejście sprawdzało się w przeszłości, ale współcześnie okazało się mało skuteczne.

Poszukiwanie historycznego pojednania, czyli usuwanie źródeł wzajemnej niechęci, jest w tej chwili sprawą centralną w stosunkach między różnymi narodami. Jest to zadanie kluczowe w Europie i poza nią.

W ciągu ostatnich dwóch lat uczestniczyłem w pracach euroatlantyckiej komisji, która postawiła sobie za cel kształtowanie nowej euroatlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa. To, co wydarzyło się w stosunkach między Polską i jej sąsiadami, było w jej pracach jednym z priorytetów i głównych punktów odniesienia. Znalazło to wyraz w raporcie końcowym, na który złożyło się sześć różnych opracowań. Jednym z nich był raport pt. Historyczne pojednanie i „zamrożone” konflikty. Dokument ten oparty został w znaczącej mierze na doświadczeniach dialogu między środowiskami społecznymi Polski i Rosji. Obejmuje to również doświadczenia związane z pracami Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, której wynikiem był wspólny tom pt. Białe plamy – czarne plamy. Sprawy trudne w relacjach polsko-rosyjskich (1918–2008).

W 2008 r. podejmując rozmowy z Rosjanami o przedstawieniu najtrudniejszych problemów w historii polsko-rosyjskich stosunków, stałem na stanowisku, że nie powinniśmy uzgadniać wspólnej przeszłości rozdział po rozdziale. Należało przede wszystkim ustalić, jaka jest prawda, bo pewne fakty nie powinny być kwestionowane. Muszę przyznać, że się to powiodło. Okazało się, że rozdziały interpretujące najtragiczniejsze wydarzenia były do siebie najbardziej zbliżone. Mam na myśli zbrodnię katyńską czy Pakt Ribbentrop-Mołotow. W niektórych przypadkach można było zamienić nazwiska autorów, gdyż nie można się było zorientować, czy jest to pisane przez Rosjanina czy Polaka. Paradoksalnie znacznie więcej różnic pojawiło się w przedstawianiu historii tych okresów, w których tak dramatyczne zdarzenia nie miały miejsca. Trzeba przyjąć jako założenie, że prawda musi być tym, co łączy, a nie dzieli.

Rosjanie zastanawiali się wówczas, że skoro między Polską a Niemcami wydarzyło się nieporównywalnie więcej zbrodni, a w przypadku rzezi wołyńskiej zginęło 150 tys. ludzi, to dlaczego Polacy traktują zbrodnię katyńską jako coś tak ważnego. Odpowiedziałem, że ani Niemcy, ani Ukraińcy tym faktom nie zaprzeczają (co się tyczy Ukraińców powiedziałem to w pewnym sensie na wyrost, dziś bym stwierdził, że pewna część obywateli Ukrainy temu nie zaprzecza). Natomiast w Rosji zbrodnię katyńską negowali wszyscy – politycy, badacze, zwykli obywatele. Jeżeli jakiś bolesny, dramatyczny fakt jest traktowany jak tabu, to wcześniej czy później powraca on ze zwielokrotnioną siłą. Znalezienie sposobu na rozbrojenie tej miny, jest poszukiwaniem właśnie tego, co nazywamy pojednaniem.

Nowy etap w procesie pojednania polsko-rosyjskiego wyznacza dialog między Rosyjską Cerkwią Prawosławną a Kościołem rzymskokatolickim w Polsce. Zapewne przełomowym momentem jest podpisanie Wspólnego Orędzia do Narodów Polski i Rosji przez głowy obu Kościołów – przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski oraz Patriarchę Moskiewskiego i Całej Rusi.

W pracach Euroatlantyckiej Komisji Bezpieczeństwa musiałem studzić zapały współuczestników w ich ocenach polsko-rosyjskiego pojednania. Ich opinia była bowiem nadmiernie optymistyczna. Sceptyczne podejście pozwala postrzegać sprawy w sposób realistyczny. Nie powinno ono jednak spowalniać czy być przeszkodą w budowaniu nowego typu stosunków opartych na wzajemnym zaufaniu.

Wystąpienie wygłoszone podczas konferencji „Konflikty pamięci i pojednanie w Europie. Rola religii i Kościołów, znaczenie myśli Jana Pawła II, która odbyła się 23 marca 2012 roku w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Konferencję objął swoim patronatem Prezydent RP Bronisław Komorowski. W imieniu Prezydenta RP wystąpił minister Maciej Klimczak. Organizatorem spotkania była Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK we współpracy z Katolicką Agencją Informacyjną oraz Inicjatywą Chrześcijan dla Europy (IXE). Pomysłodawcą konferencji był Henryk Woźniakowski.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata