70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Co wiersz, to problem. O tłumaczach i tłumaczeniach*

„Jak już się chwyci jej intonację, jej ciepłą ironię, to potem już muzyka jej wierszy daje się dobrze odtworzyć” – Rafi Weichert o poezji Wisławy Szymborskiej

Już po tomiku Wołanie do Yeti (1957) Karl Dedecius, Niemiec urodzony w Łodzi, gdzie przed wojną ukończył gimnazjum, zwrócił uwagę na wiersze Szymborskiej i próbował skontaktować się z nią telefonicznie, by uzyskać zgodę na tłumaczenie. „Była chłodna i ufności nabierała bardzo powoli” – wspominał.

Zaczął przekładać jej wiersze w początku lat sześćdziesiątych. To dzięki Dedeciusowi, który zresztą stał się jednym z najwybitniejszych tłumaczy literatury polskiej na niemiecki, wiersze Szymborskiej ukazywały się w niemieckiej prasie, a nawet weszły do niemieckich podręczników szkolnych.

„Opublikowałem po niemiecku 166 jej wierszy, a napisała ich ponad 200” – relacjonował nam Dedecius w liście stan do czasu otrzymania przez poetkę Nobla. „Każdy wiersz jest problemem, i każdy innym. Ale mnie trudności raczej przyciągają, niż odpychają. Nierzadko zdarza się, że w nowym języku wiersz wymagałby komentarzy, a że ja komentarzy do wierszy nie lubię, po heretycku przekładam »ciężkie norwidy« na »ciężkie buchnery«”.

Nie być bokserem, być poetą,
mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy,
z braku muskulatury demonstrować światu
przyszłą lekturę szkolną – w najszczęśliwszym razie –
o Muzo. O Pegazie,
aniele koński

(Wieczór autorski, z tomu: Sól, 1962)

To, że Szymborska została laureatką dwóch arcyważnych nagród literackich – austriackiej i niemieckiej – to niezaprzeczalna zasługa Dedeciusa, który przyswoił jej twórczość językowi niemieckiemu.

Zygmunt Freud, Hermann Hesse, Karl Jaspers, Tomasz Mann, Albert Schweitzer – wszyscy oni byli laureatami nagrody im. Goethego. „Kiedy zobaczyłam listę nagrodzonych wcześniej – mówiła poetka na uroczystościach we Frankfurcie w 1991 roku – poczułam się zakłopotana. Pozostaje mi tylko liczyć na wyrozumiałość i poczucie humoru tych wielkich duchów”.

Filolog klasyczny i gerontolog…

Karl Dedecius w swojej laudacji opowiadał, że jej wiersz Głosy opublikowało pismo poświęcone nauczaniu języków starożytnych:

Ledwie ruszysz nogą, zaraz jak spod ziemi
Aboryginowie, Marku Emiliuszu.
(…)
Do uprzykrzenia pełno tych małych narodów,
do przesytu i mdłości, Kwintusie Decjuszu.
(…)
Tarkwiniowie stąd zowąd, Etruskowie zewsząd.
Wolsyńczycy ponadto. Na domiar Wejenci.
Ponad sens Aulerkowie. Item Sappianaci
ponad ludzką cierpliwość, Sekstusie Oppiuszu.
(Głosy, z tomu: Wszelki wypadek, 1972)

Z kolei – opowiadał dalej Dedecius – wiersz Konszachty z umarłymi ukazał się w piśmie gerontologicznym i przyszło potem do redakcji wiele listów z podziękowaniem od lekarzy i szpitali.

W jakich okolicznościach śnią ci się umarli?
Czy często myślisz o nich przed zaśnięciem?
(…)
Na co się powołują?
Na dawną znajomość? Pokrewieństwo? Ojczyznę?
Czy mówią, skąd przychodzą?
I kto za nimi stoi?
I komu oprócz ciebie śnią się jeszcze?
(Konszachty z umarłymi, z tomu: Ludzie na moście, 1986)

…matematyk i paleoantropolog

To ciekawe, że wiersze Szymborskiej często znajdywały profesjonalny odzew u przedstawicieli nauk przyrodniczych czy ścisłych.
„Magazyn Miłośników Matematyki” zajął się wierszem Szymborskiej Liczba Pi. Napisał do czytelników: „Jest to sformułowana w poetycki sposób głęboka hipoteza matematyczna. Czy wiesz, jaka?”. Nagrodą miał być tomik Szymborskiej z autografem.

Podziwu godna liczba Pi
trzy koma jeden cztery jeden.
Wszystkie jej dalsze cyfry też są początkowe,
pięć dziewięć dwa, ponieważ nigdy się nie kończy.
(…)
Najdłuższy ziemski wąż po kilkunastu metrach się urywa.
Podobnie, choć trochę później, czynią węże bajeczne.
Korowód cyfr składających się na liczbę Pi
nie zatrzymuje się na brzegu kartki,
potrafi ciągnąć się po stole, przez powietrze,
przez mur, liść, gniazdo ptasie, chmury, prosto w niebo, (…)
(Liczba Pi, z tomu: Wielka liczba, 1976)

Liczbę Pi, wyrażającą pole koła, znamy od początku XVII wieku z dokładnością do 35 miejsc po przecinku. Ale czy istnieje jakaś prawidłowość w pojawianiu się cyfr, czy wszystkie pojawiają się tak samo często, czy każda pojawia się nieskończoną ilość razy? – wiele problemów dotyczących liczby Pi do dziś nie rozstrzygnięto. „Magazyn Miłośników Matematyki” uznał, że wiersz Szymborskiej jest głosem w sprawie, ponieważ zawarta jest w nim hipoteza, że w rozwinięciu dziesiętnym liczby Pi pojawiają się wszystkie liczby naturalne, i sformułował szereg zadań dla czytelników z tej hipotezy wynikających (liczbą Szymborskiej jest np. liczba 0,123456789101112131415…, czy suma cyfr każdej liczby Szymborskiej danego stopnia jest taka sama?).

Z kolei profesor Karol Sabath z Instytutu Paleobiologii PAN użył jednego z jej wierszy w teście egzaminacyjnym. Na zajęciach z paleoantropologii poprosił studentów, by przeczytali fragment jej wiersza Przemówienie w biurze znalezionych rzeczy i uzupełnili „luki w pamięci podmiotu lirycznego”.
„Wypisałem Pani – pisał później do Szymborskiej – co bardziej absurdalne lub błędne wypowiedzi”.
»Zapadły mi się w morze wyspa jedna, druga…«
Jaki proces sprawił, że zapadły się w morze wyspy i pomosty lądowe, którymi Homo skolonizował świat? – Dryf genetyczny.
»Nie wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłem pazury.«
Gdzie i kiedy zostawiliśmy pazury? – Gady oddały pazury na rzecz ssaków.
»kto chodzi w moim futrze, kto mieszka w mojej skorupie.«
Kto chodzi w naszym futrze? – Homo erectus.
»Pomarło mi rodzeństwo, kiedy wypełzłam na ląd.«
Jakie wymarłe rodzeństwo wypełzłych na ląd kręgowców mogła mieć na myśli Autorka?– Dinozaury.
»I tylko któraś kostka świętuje we mnie rocznicę.«
Która kostka słuchowa może świętować rocznicę wypełznięcia na ląd i którą rocznicę (z dokładnością do 50 mln lat)? – Błona bębenkowa, piątą rocznicę”.

Poetka szczęśliwej myśli

– W każdym narodowym skarbcu poezji czegoś brak – mówił nam Asar Eppel, pisarz i tłumacz Szymborskiej na rosyjski. – Mamy odpowiedników Staffa, Tuwima, Broniewskiego, a także Norwida, Leśmiana, Gałczyńskiego. – Białoszewskiego i Szymborskiej nie mamy. Zacząłem ją tłumaczyć, żeby to zrekompensować. Z drukiem było gorzej. Była wtedy taka kategoria „nasi przyjaciele”, czyli wasi rodacy, którzy chodzili na przyjęcia do ambasady radzieckiej w Warszawie i mówili, kogo drukować. Szymborskiej na tych listach nie było. Kiedy ją poznałem, zauroczyła mnie. U nas jest taka tradycja, że poetka ma być wyklęta, nieszczęśliwa z nadmiaru duchowości i z powodu kochanków, którzy nie dorastają do jej talentu, a tymczasem ona, taka wielka poetka i taki normalny człowiek.
– Zdarta skóra z moich wierszy – mówiła Szymborska o przekładach Eppela. – W Rosji tradycja białego wiersza jest wątła, a mimo to nie musiałam mu mówić, że rządzą nim pewne reguły, ciche i tajemne, których należy przestrzegać.
– Szymborska jest poetką szczęśliwej myśli, szczęśliwego pomysłu – mówił dalej Eppel – Obmyślam świat, wydanie drugie. Pisząc wiersz, zaczyna od gotowej metafory, to jest od tego miejsca, które dla wielu poetów jest punktem dojścia. Może Dedecius jako Niemiec wszystko przelicza, np. ile jest „o” i „ą”, i innych krągłości w jakieś zwrotce, ja nie analizuję, tylko wsłuchuje się w przyjemność dźwięku. Żeby przełożyć jej wiersz, należy najpierw go zrozumieć, a potem wystarczy znaleźć coś pięknego, ale nie zanadto, żeby brzmiało zwyczajnie.
Obaj tłumacze Szymborskiej na hebrajski, Rafi Weichert (przed Noblem wyszły dwa tomiki w jego przekładzie, pierwszy wydał własnym sumptem, bo nie udało mu się dostać żadnej dotacji) i Dawid Weinfeld (przetłumaczył kilka wierszy), mówili nam, że jej poezja świetnie „siedzi” w hebrajskim. Krytyka literacka pisała, że „to, co stanowi esencję wierszy Szymborskiej: optymizm budowany na przekór zwątpieniu – jest szczególnie potrzebne w Izraelu”.
– Jak już się chwyci jej intonację, jej ciepłą ironię, to potem już muzyka jej wierszy daje się dobrze odtworzyć – mówił urodzony w Izraelu Rafi Weichert, którego rodzice przyjechali tam z Polski w 1956 roku. – Nasza inteligencja czyta Szymborską. Ona weszła do krwiobiegu Izraela. To ujmujące dla nas, Żydów, że w przemówieniu noblowskim odwołała się do Biblii, do Eklezjasty. Wiersz „Terrorysta, on patrzy” trafił do skryptów uniwersyteckich.

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania. Trzynasta osiemnaście.
Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to się zobaczy, jak będą wynosić.
(Terrorysta, on patrzy, z tomu: Wielka liczba, 1976)

Zaproszona na obchody 700-lecia gminy żydowskiej w Krakowie, Szymborska przyjechała do Izraela w grudniu 2004 roku. Na spotkaniu z czytelnikami w Beit Ariel – bibliotece w Tel Awiwie czytała swoje wiersze, a Rafi Weichert ich hebrajskie tłumaczenia. Weichert wyznał tam, że zrobił aż dwadzieścia osiem wersji przekładu wiersza Jeszcze, nim uznał, że jest w porządku.

Sztuka utrat

Opowiadając o swoich kłopotach z tłumaczeniem Szymborskiej, niejeden autor przekładów przywoływał wiersz Koloratura.

Człowieka przez wysokie C
kocha i zawsze kochać chce,
dla niego w gardle ma lusterka,
trzykrotnie słówek ćwiartki ćwierka
i drobiąc grzanki do śmietanki
karmi baranki z filiżanki
filutka z filigranu.
(Koloratura, z tomu: Sól, 1962)

Na poświęconej Szymborskiej Sesji Tłumaczy Literatury Nadbałtyckiej w Gdańsku w listopadzie 1996 roku słuchałyśmy, jak Leonid Cywian, który też przekładał Szymborską na rosyjski, mówił: – W Koloraturze człowiek przez wysokie C to jest wysokie C muzykalne, a też nawiązanie do Gorkiego, Czeławiek z balszoj bukwy, człowiek z dużej litery. Tłumaczenie jest sztuką utrat i zamian, tu musiałem iść na utratę.

O tym wierszu pisał do nas Stanisław Barańczak: „Najwięcej kłopotu, a zarazem oczywiście najwięcej uciechy, sprawiły mojej amerykańskiej współtłumaczce Clare Cavanagh i mnie te wiersze, które czynią odkrywczy użytek ze słowotwórstwa, frazeologii albo fonetyki. Przykładem olśniewającego wykorzystania fonetyki jest »Koloratura«, wiersz skądinąd głęboki, refleksja nad istotą sztuki, nad stosunkiem piękna do konwencji itd. A jednocześnie jest to i wiersz-dowcip, i wiersz-fajerwerk. On brzmi tak, jakby był napisany po włosku, czy nawet, jakby był przetłumaczony z włoskiego na polski dla potrzeb opery. W przypadku »Koloratury« poetka doprowadziła swoich tłumaczy, zanim wreszcie byliśmy w stanie uznać swój przekład za w miarę gotowy, do kilkunastu naprawdę poważnych migren” .
Anders Bodegård, tłumacz na szwedzki, mówił nam, jak wielkie wrażenie zrobiły na nim przeczytane w Lekturach nadobowiązkowych uwagi Szymborskiej o nowym przekładzie Horacego pióra Adama Ważyka:
„Ten Horacy dlatego wydaje się nam współczesny, ponieważ tłumacz uszanował jego starożytność… Nie kazał mu rymować »dal – żal«, bo Horacy rymów nie znał. Nie spętał wierszy kropkami i przecinkami, zachował ten dwukierunkowy ruch od słowa do słowa, jaki panuje w wierszu bez interpunkcji – ponieważ interpunkcji Horacy nie stosował również, (…) nie wpadł w rytm swoistej katarynki: strofy przekładu czytane na głos są przyjemnością dla ucha. Szatańsko posplatana składnia Horacego także nie da się bez gwałtu naśladować w polskiej frazie – tłumacz jednak szczęśliwie tę komplikację składniową zasygnalizował, akurat tyle, ile trzeba, żeby szyk polski mienił się innością, nie stając się łamigłówką” .
– Gdy czytając to, uprzytomniłem sobie, jaką ona ma świadomość zagadnień translatorskich – mówił nam Bodegård – zacząłem żałować, że nie dyskutowałem z nią więcej o swoich problemach z przekładami jej wierszy.
Anders Bodegård poznał Szymborską w roku 1983. Był wtedy lektorem języka szwedzkiego na Uniwersytecie Jagiellońskim i śpiewał w chórze akademickim Organum. Przywiózł ze Sztokholmu przesyłkę dla podziemnej Solidarności, której adresatem był towarzysz życia Szymborskiej, Kornel Filipowicz, co zapoczątkowało ich przyjaźń. Wkrótce potem zaczął tłumaczyć wiersze Szymborskiej.
– Szczególnie bliski jest mi wiersz Utopia, tak też zatytułowałem jeden ze szwedzkich tomików Szymborskiej – mówił nam. – Tak jak ona, kiedyś uwierzyłem w utopię, tyle że w innym miejscu, w innym czasie. To była Francja, maj 1968 roku, wróciłem do Szwecji jako goszysta. Ten wiersz, pejzaż z frazesów politycznych, daje z jednej strony karykaturę utopii, ale też pokazuje, jak autentyczna jest to pokusa.

Wyspa, na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi
(…)
Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywistości. Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.
(Utopia, z tomu: Wielka liczba, 1976)

„Anders skarżył się kiedyś w gronie polskich przyjaciół na »niedomogi szwedzkiego języka«, jako że »po szwedzku w Utopii nie można się utopić«, co – jak pamiętamy, jest głównym konceptem wiersza Szymborskiej” – pisał Stanisław Balbus .
Sam Bodegård wspominał: „Miałem czytać »Utopię«, wiersz przeciw utopii i utopijnie piękny wiersz. Zapytałem ją: »Jak chcesz, żebym to czytał?« – »Wiesz Andrzejku, moje wiersze to jest naturalne oddychanie«. To zdanie pomagało mi przez cały czas w tłumaczeniu jej wierszy”.

Kłopotliwe dwuznaczności

– Śmierć, nienawiść, jawa – opowiadał nam dalej Bodegård – u was te potworne słowa są kobietami: ona – śmierć, ona – nienawiść, ona – jawa. Szwedzki język nie ma w ogóle płci, a Szwedzi mają raczej skojarzenia z kulturą germańską, gdzie śmierć jest rodzaju męskiego. Dlatego w wierszu Śmierć bez przesady nadałem śmierci płeć, ale męską. Tak samo z nienawiści, w wierszu o takim właśnie tytule, zrobiłem mężczyznę, bo słowo to brzmi po szwedzku twardo. Ciągle potykam się o słowa, które po polsku mają zupełnie inną siłę niż po szwedzku. Słowo „ocalenie” to wielki temat literatury polskiej, tej mocy po szwedzku słowu temu nadać nie sposób. Gdy zabrałem się do tłumaczenia jednego z jej nowych wierszy, W zatrzęsieniu, Wisława przysłała mi kartkę, w której przeprasza za tytuł. Rzeczywiście, to był trudny orzech do zgryzienia. Ten tytuł oznacza przecież zarówno zachwianie równowagi, jak i miarę ilości. W końcu jakoś wybrnąłem.

„Bodegård – mówiła poetka na pierwszej konferencji prasowej po werdykcie Akademii Noblowskiej – jest znakomitym tłumaczem i pewnie dzięki niemu tu dziś w ogóle rozmawiamy. Inaczej kończyłabym w spokoju swój wierszyk” . Powtórzyła to w Sztokholmie, że gdyby Bodegård był mniej utalentowany, prawdopodobnie nigdy nie dostałaby nagrody.

Ale Anders Bodegård mówił skromnie, że członkowie Akademii Szwedzkiej czytali wiersze Szymborskiej przede wszystkim po niemiecku w tłumaczeniach Dedeciusa i po angielsku w przekładach Barańczaka.
Faktem jest, że Stanisław Barańczak – wraz z współtłumaczką Clare Cavanagh – przełożyli na angielski dwa ostatnie, przednoblowskie tomiki, Ludzie na moście oraz Koniec i początek. „W trakcie lektury trzeba przypominać sobie nieustannie, że wiersze tej poetki wbrew pozorom nie zostały napisane po angielsku” – komplementowano w Stanach tłumaczy.

Barańczak w eseju Amerykanizacja Wisławy, albo o tym, jak wraz z pewną młodą Kalifornijką tłumaczyłem „Głos w sprawie pornografii” dał detaliczną, krok po kroku, relację z problemów, kłopotów i trudności, na jakie natknął się, próbując przełożyć ten wiersz nie tylko na inny język, ale i na inną kulturę, umieścić go w innym obyczajowym kontekście. O ból głowy przyprawiał ich z jednej strony nadmiar (szczególnie w porównaniu z polszczyzną) słownictwa związanego z seksualnością, z drugiej – całkiem odmienny od polskiego kontekst polityczny, w którym nie do pomyślenia było, że myślenie mogłoby być nielegalne, z trzeciej wreszcie – wyjątkowa, nawet jak na Szymborską, ilość słownych igraszek i zabaw opartych na dwuznaczności słów.

There’s nothing more debauched than thinking.
This sort of wantonness runs wild like a wind–born weed
on a plot laid out for daisies. Nothing’s sacred for those who think.
Calling things brazenly by name,
risqué analyses, salacious syntheses,
frenzied, rakish chases after the bare facts,
the filthy fingering of touchy subjects,
discussion in heat – it’s music to their ears.
(…)
During these trysts of theirs, the only thing that’s steamy is the tea.
People sit on their chairs and move their lips. (…)
Only now and then does somebody get up,
go to the window,
and through a crack in the curtains
take a peep out at the street. Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki. Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów – w to im właśnie graj.
(…)
W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.(…)
Czasem tylko ktoś wstanie,
zbliży się do okna
i przez szparę w firankach
podgląda ulicę.
(Głos w sprawie pornografii, z tomu: Ludzie na moście, 1986)

Barańczak opisywał, jak szczęśliwie się złożyło, że „zaskakujące »podgląda ulicę« ma efekt równie dwuznaczny w formie take(s) a peep out at the street”. I żalił się, że długo nie mieli pojęcia, co „począć ze wspaniałą linijką: »W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata«?” Szukali dwuznacznego zwrotu, który by miał po angielsku coś wspólnego i z herbatą, i z seksem, aż uprzytomnili sobie że przymiotnik steamy (od steam, para wodna) nabrał w potocznej angielszczyźnie dodatkowego znaczenia, coś blisko seksualnego rozbuchania, stąd określenie steamy movie na film, w którym są „momenty”. Ten trop okazał się dobry i tak powstało: During these trysts of theirs, the only thing that’s steamy is the tea.

To, co nieprzetłumaczalne

Po ukazaniu się we Włoszech obszernego wyboru wierszy Szymborskiej, Pietro Marchesani mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: „To była dość ciężka praca. Na przykład taki wiersz Urodziny. Tłumaczyłem go prawie pięć miesięcy. Pamiętam, jak w wydawnictwie narzekali: »Brakuje jednego wiersza! Wszystko inne gotowe, wszystko leży!«. Podobnie było z Moralitetem leśnym. Sama pani Wisława dwa razy mnie ostrzegała: »Uważaj, bo to jest wiersz nieprzetłumaczalny«. Szymborska lubi mieć kontakt ze swoimi tłumaczami, uzgadniać z nimi zawartość tomików, ich tytuły. Są języki, angielski, niemiecki, szwedzki, w których słyszy, czy przekład jest dobry. Ale teraz zaczęli ją tłumaczyć na koreański i japoński, i tu już jest całkiem bezbronna” .

To fakt, że nawet nie znając włoskiego, słyszymy, jak wdzięcznie brzmią te ciągi słów przeglądających się w swoim dźwiękowym podobieństwie.

Tanto mondo d’un tratto da tutto il mondo:
morene, murene e marosi e mimose,
e il fuoco e il fuco e il falco e il frutto –
come e dove potrò mettere il tutto?
Queste foglie e scaglie, questi merli e tarli,
lampioni e scorpioni – dove sistemarli?
Lapilli, mirtilli, berilli e zampilli –
grazie, ma ce n’è fin sopra i capelli. Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza i zorze,
i ogień i ogon i orzeł i orzech –
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?
Te chaszcze i paszcze i leszcze i deszcze,
bodziszki, modliszki – gdzie ja to pomieszczę?
motyle, goryle, beryle i trele –
dziękuję, to chyba o wiele za wiele. (Urodziny,z tomu: Wszelki wypadek, 1972)

Ten wybór – wydany w 2008 roku – zawiera dwieście dwadzieścia trzy wiersze z jedenastu tomików. Marchesani, który zmarł krótko przed Szymborską, zdążył jeszcze przetłumaczyć wiersze z tomiku ostatniego, Tutaj.
Wiersze Szymborskiej weszły we Włoszech w krwiobieg żywego języka. To samo przydarzyło się poezji w Holandii. Jej wiersze cytowane były w artykułach prasowych, odnaleźć je można w przemówieniach polityków, a nawet w nekrologach. Znajomy Holender widział na płocie jakiejś farmy mlecznej transparent: „Krowy to cud prawdziwy” i podpis: W. Szymborska. To musi być zasługa tłumacza, choć zaprzyjaźniony z nami holenderski dziennikarz, Sasza Malko, wyjaśniał nam, że w Szymborskiej jest „coś holenderskiego”: – Jak holenderscy malarze lubi się przyglądać małym rzeczom z różnych stron i w różnym oświetleniu.
W Hiszpanii jej poezje trafiały na listy bestsellerów, a w 2009 roku premier Kraju Basków na zaprzysiężeniu urzędu, wyrecytował wiersz Szymborskiej.

Ningún día se repite
ni dos noches son iguales,
ni dos besos parecidos,
ni dos citas similares. Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
(Nic dwa razy, z tomu: Wołanie do Yeti, 1957)

Fragment książki Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej, która ukaże się w maju nakładem wydawnictwa Znak.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter