70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czy człowiek zasługuje na nieskończoną karę?

Teologia uczy od wieków, że człowiek nie może wysłużyć sobie szczęścia wiecznego z tytułu sprawiedliwości. Jest ono zawsze darem Boga. Tymczasem o piekle mówi się, że człowiek zasłużył na nie sprawiedliwie. Rozbieżność ta jest trudna do pojęcia. Tak jakby Bóg stosował dwie różne miary.

Piekło i sprawiedliwa kara

Aby sensownie mówić o piekle, trzeba jasno zdawać sobie sprawę z tego, jaka jest jego natura. Jego istnienie zakłada, że pewni ludzie w nim rzeczywiście przebywają (nie chodzi więc o „puste piekło”). Według dominującego przekonania ten, kto znajduje się w piekle, nie może go już opuścić (tym różni się ono od jedynie tymczasowego przebywania w czyśćcu). Stan piekła jest nieskończonym cierpieniem, zaprzeczeniem pomyślności, poczucia spełnienia i szczęścia (nie wyklucza to jakiegoś chwilowego doświadczenia przyjemności). Jest to w konsekwencji życie gorsze niż nieistnienie. Cierpienie w piekle nie ma końca, gdyż przedłuża się i kumuluje w nieskończoność. Każda skończona ilość cierpienia dodaje się jedynie do już istniejącej jego skończonej ilości.

W odniesieniu do problemu piekła ważną rolę odgrywa pojęcie sprawiedliwej kary. Według prawodawstwa ludzkiego karę wymierza winnemu ten, kto ma prawo do karania. Sprawiedliwa jest ta kara, która respektuje prawa osoby karanej i odbywa się w granicach prawa do karania. Znaczy to, że nie powinna wykraczać poza opartą na sprawiedliwości granicę surowości. Surowość kary powinna być proporcjonalna do wyrządzonej winy. Nieproporcjonalna wysokość kary byłaby niezgodna z wymogami sprawiedliwości. Sprawiedliwa kara jest proporcjonalna do powagi i szkodliwości czynu, który stanowi podstawę do jej wymierzenia. Zmniejszenie odpowiedzialności winowajcy przez różne czynniki (np. przymus, obłęd, niezawinioną niewiedzę czy prowokację) powoduje siłą rzeczy zmniejszenie proporcjonalnej kary. Ten, kto narusza któreś z podstawowych praw człowieka, powinien być ukarany surowiej niż ten, kto jest winny czegoś mniej ważnego i szkodliwego.



Sprawiedliwość przeciwko potępieniu

Stephen Kershnar, profesor filozofii w State University of New York, usiłuje wykazać, że Bóg nie może posyłać ludzi do piekła, gdyż jest z natury swej „wszech-dobry” i dobroczynny . To właśnie Jego dobroć sprawia, że nie czyni On niczego złego. Żaden motyw nie skłania Go do tego, aby stworzyć piekło i zsyłać tam kogokolwiek spośród grzesznych ludzi. Gdyby rzeczywiście niektórzy ludzie skazani byli na piekło, to Bóg wymierzałby sprawiedliwą karę z powodu ich negatywnego wyboru. Wyciągałby jedynie konsekwencję w postaci środka odstraszającego lub kary. Dla moralnie odpowiedzialnych osób wystarczyłaby kara skończona, choćby nawet bardzo surowa. Na ogół uważa się, że to nie Bóg wymierza karę piekła, lecz raczej sami ludzie wybierają oddzielenie od Niego. W zamierzeniu Boga konsekwencja ludzkiego wyboru jest jednak tak wielka, że staje się karą i męką za odmowę przyjęcia Go do swojego życia.

Obrońcy piekła dowodzą, że Bóg nie ma obowiązku okazywania grzesznikom swojej dobroczynności i że przebywający w piekle nie zostali ukarani niesprawiedliwie. Życie w niebie jest możliwe tylko dla tych, którzy dobrowolnie pragną zjednoczenia z Bogiem. Nie byłoby ono czymś dobrym dla kogoś, kto Go odrzuca, nie akceptuje Jego miłości i wymagań moralnych. Człowiek, który nie pragnie przebywać w niebie, cierpiałby tam, gdyż nie potrafiłby zaakceptować swojego Stwórcy. Kershnar uważa jednak, że zgodnie ze swoją dobroczynnością Bóg nie skazałby go na nieskończoną mękę. Gdyby zaś uchronienie go przed piekłem okazało się niemożliwe, wówczas, będąc istotą dobroczynną, raczej by go unicestwił, niż skazywał na nieskończone piekło.

Według przeciwników takiego stanowiska osoba skazana na piekło jest kimś złym. Wszelka próba czynienia jej życia po śmierci znośnym lub pomyślnym sprawiłaby, że świat stałby się gorszym miejscem. Czy rzeczywiście każdy człowiek potępiony jest całkowicie zły? – pyta Kershnar. I dodaje: gdyby sama męka tego człowieka uczyniła świat lepszym, to dobrodziejstwem ze strony Boga i tak byłoby raczej unicestwienie go niż skazywanie na piekło.

Nowojorski filozof nieskończonej karze piekła przeciwstawia więc unicestwienie grzesznych ludzi, choć sam nie jest bynajmniej zwolennikiem teorii anihilacji, którą uważa za fałszywą.

Bóg działa zgodnie ze swoją prawością i sprawiedliwością. Skazałby kogoś na piekło tylko wtedy, gdyby pozwalała na to sprawiedliwość celem wymierzenia kary. Zdaniem Kershnara, sprawiedliwość nie pozwala Bogu na wymierzanie nieskończonej kary niektórym ludziom. A sprawiedliwe byłoby to tylko wówczas, gdyby ktoś miał nieskończenie zły charakter albo gdyby popełnił nieskończenie zły czyn. W odniesieniu do świata ludzi te warunki nie są spełnione. Żaden człowiek nie zasługuje na nieskończoną karę, ponieważ nikt nie ma nieskończenie złego charakteru i nie działa w sposób nieskończenie godny potępienia. Skoro więc nie ma racji skłaniających Boga do przekraczania wymogów sprawiedliwości, dobry i sprawiedliwy Bóg nie nałożyłby i nie może nałożyć na nikogo takiej nieskończonej kary.


Nikt nie zasługuje na nieskończoną karę

Te ważne stwierdzenia domagają się bliższych wyjaśnień. Według Kershnara, charakter człowieka nie daje podstawy do skazywania go na nieskończony wymiar kary. Kara jest czymś, na co ktoś zasłużył, a pozytywna czy negatywna zasługa jest konsekwencją charakteru. Czyny ludzkie i charakter stanowią najbardziej wiarygodne podstawy zasługi lub zasłużonej kary, bo za nie człowiek jest najbardziej odpowiedzialny. Zasługa zależy od motywu, którym kieruje się w swoim działaniu. Z kolei motyw jest częścią tego wszystkiego, co składa się na jego charakter. Negatywna zasługa w postaci cierpienia jest konsekwencją motywu, który kierował danym czynem. Pozytywna zasługa wynika z dobrych motywów. Zły charakter człowieka zależy od tego, czy w swoich postawach kieruje się on cnotą, czy złymi nawykami.

Zdaniem omawianego filozofa, zły charakter nie uzasadnia nieskończonej kary. Człowiek za swojego ziemskiego życia nie jest w stanie urzeczywistnić nieskończonej ilości złych postaw i czynów, gdyż uniemożliwia to sam fakt śmierci. W dodatku żadna postawa i żaden czyn nie ma w sobie nieskończonej intensywności już z tej bodaj racji, że będąc ludźmi, mamy jedynie skończone możliwości umysłu i woli. Chociaż zły charakter uzasadnia zasłużone cierpienie, to nie stanowi podstawy do nieskończonej kary. Będąc skończonymi i śmiertelnymi istotami ludzkimi, nie mamy tak nieskończenie złego charakteru, który uzasadniałby taką karę.

Kershnar nawiązuje do znanego poglądu Thomasa Talbotta, że istnienie cierpiących ludzi w piekle naruszałoby szczęście w niebie, ponieważ zbawieni odczuwaliby ból na myśl o męce potępionych . Zauważa jednak, że odczuwanie bólu z powodu innych ponoszących sprawiedliwą karę nie jest rzeczą w pełni oczywistą. Jeśli nawet zbawieni taki ból odczuwają, to czy pomniejsza on rzeczywiście ich radość, kiedy widzą, że jest tak wielu innych zbawionych, a niewielu potępionych?

Nieskończonej kary nie usprawiedliwiają także czyny ludzkie. Sprawiedliwa kara jest konsekwencją powagi przestępstwa. Natomiast ludzie nie dokonują złych czynów nieskończenie ciężkich albo nieskończonej liczby przestępstw, które w sumie są nieskończenie ciężkie. Gdyby nawet mogli wyrządzić nieskończoną ilość krzywd, to czyniliby tak, nie zdając sobie w rzeczywistości sprawy z tego, co czynią, a to ograniczałoby ich odpowiedzialność. Będąc tylko ludźmi, nie możemy wyrządzić nieskończonej krzywdy ani innym ludziom, ani samemu Bogu. Dlatego ludzkie skończone czyny w odniesieniu do innego człowieka lub do Boga nie uzasadniają nieskończonej kary. Ktoś mógłby wyrządzić drugiemu człowiekowi nieskończoną krzywdę (lub usiłować to uczynić) tylko wtedy, gdyby rzeczywiście mógł posłać go do piekła na wieczną mękę. Taki człowiek byłby odpowiedzialny za rezultat swojego usiłowania, gdyby faktycznie miał taką intencję i taki cel. W rzeczywistości ludzie rzadko mają intencję wyrządzenia drugim takiej nieskończonej krzywdy. Trudno wyobrazić sobie kogoś o tak nikczemnych intencjach. Na szczęście nie dano nam władzy nad wiecznym losem innych ludzi.

Skończone czyny przeciwko Bogu również nie dają podstaw do nieskończonej kary. Będąc skończonymi istotami, nie zagrażamy Mu w Jego suwerennym istnieniu. Dlatego Kershnar uważa, że, ściśle mówiąc, Bóg nie ma prawa do karania. Może działać w imieniu ofiar wtedy, gdy one same przeniosą na Niego swoje prawo do wymierzania kary. Czy pokrzywdzeni to czynią? Niektórzy nie przekazują swego prawa do karania Bogu, a ci, którzy to czynią, nie doświadczyli nieskończonej krzywdy. Nawet jeśli ofiary ludzkich przestępstw przenoszą swoje prawo do karania na Boga, to i tak nie mamy potwierdzenia, że On ich decyzję akceptuje i wyraża zgodę na karanie. W dodatku, jeżeli ludzie, którzy doznali krzywdy, sami są zbawieni, to nie doznają przecież nieskończonej utraty. Przeniesienie swego prawa do karania ma ten, kto rzeczywiście jej doświadcza.

Istnieje jednak inny sposób myślenia. Niektórzy skłonni są uważać, że ludzie mogą wyrządzić Bogu krzywdę, ponieważ czynią coś złego Jego stworzeniom, są Mu nieposłuszni lub niewdzięczni względem Niego, a to zasługuje na nieskończoną karę. W rzeczywistości ludzie rzadko mogą szkodzić Bogu, a jeśli nawet tak czynią, czy usiłują tak uczynić, to w rzeczy samej brak im takiej intencji, a szkoda nie jest nieskończenie wielka i poważna. „Stąd Bóg rzadko, jeśli w ogóle, ma prawo ich karać” – stwierdza Kershnar . Nie jest On w bezpośrednim zasięgu i bliskości człowieka. Pomiędzy Nim a ludźmi istnieje nieprzekraczalny dystans. Dlatego niełatwo wyrządzić Bogu rzeczywistą krzywdę.

I wreszcie ludzie nie postępują tak, aby wzięte w całości ich czyny były nieskończenie złe i w sumie uzasadniały nieskończoną karę. W ciągu swojego życia na ziemi człowiek nie jest w stanie zrealizować nieskończonej ilości czynów. Być może jest to możliwe w życiu przyszłym, nie wiemy jednak, jakie czyny mogłyby szkodzić innym ludziom i Bogu po nieskończoną ilość razy. Nie wiemy też, czy człowiek mógłby być za nie rzeczywiście odpowiedzialny. Gdyby z powodu tej nieskończonej ilości złych czynów przebywał w piekle i nie chciał zaprzestać ich ponawiania, wówczas świadczyłoby to jedynie o jego niewiedzy, irracjonalnych pragnieniach (np. o chęci cierpienia!) czy o słabości woli. Trwanie tego stanu rzeczy byłoby znakiem utraty moralnej odpowiedzialności. Karać kogoś w tej sytuacji nieskończoną karą piekła byłoby rzeczą niesprawiedliwą.


Nie byle jaka dobra nowina!

Można się zresztą zastanawiać, czy ludzie w ogóle mogą urzeczywistnić nieskończoną liczbę czynów. Każdy kolejny czyn dodaje tylko jeden więcej do ich skończonej liczby. Gdyby nawet liczyć je bez końca, to i tak nigdy nie osiągnęłyby one nieskończoności. Dotyczy to także złych czynów. W żadnym momencie istnienia ich nieskończona liczba nie byłaby osiągnięta. Sprawiedliwa kara może być nałożona na człowieka jedynie w jakimś określonym momencie jego istnienia, ale wtedy nadal nie ma on nieskończonej liczby przewinień. Sprawiedliwa kara musi następować po złych czynach, które ją uzasadniają. Dlatego właśnie nieskończone piekło byłoby niesprawiedliwe, gdyż uzasadnić je mogłaby tylko nieskończona ilość złych czynów, w żadnym momencie przecież nieosiągalna.

Należy wszakże pamiętać, że Kershnar rozwija swoją koncepcję, zakładając, że z piekła nie ma żadnej ucieczki. Uznaje on teorię eskapizmu za fałszywą, podobnie zresztą jak teorię unicestwienia zatwardziałych grzeszników. Jego końcowy wniosek brzmi: „Bóg nie posyła nikogo do piekła. Otóż istnieje nie byle jaka dobra nowina” (Now there is some good news).


Inspiracja do dalszego myślenia

W wywodach Kershnara, filozofa i prawnika w jednej osobie, jest sporo fragmentów niełatwych do zrozumienia i asymilacji. Czasem jego tok myślenia, jeśli dobrze rozumiem, wydaje się mało przejrzysty lub dosyć zawiły. Zagłębiając się w wysoce nieraz abstrakcyjne szczegóły, łatwo można utracić główny wątek rozwijanej myśli. W sumie są to jednak rozważania wnoszące sporo światła w tak złożone zagadnienie, jakim jest problem piekła i kary. Pobudzają one do stawiania pytań i dalszych refleksji. Pewne tezy są z pewnością dyskusyjne, jak choćby ta, że Bóg nie ma prawa do karania, a tylko działa w imieniu pokrzywdzonych wtedy, gdy oni przeniosą na Niego swoje prawo do nakładania kary. Przekonanie to wydaje się przeczyć świadomości wierzących ukształtowanej w ciągu wieków w oparciu o świadectwa biblijne. Nie tutaj jednak miejsce na podejmowanie dyskusji na ten temat.

Osobiście brakuje mi w dociekaniach Kershnara namysłu nad rozwijanym i cenionym obecnie pojęciem sprawiedliwości naprawczej (restorative justice). Wnosi ono w rozważania nad karą piekła nowe punkty widzenia i poparte jest doświadczeniem wielu instytucji karnych i wychowawczych . Celem sprawiedliwości naprawczej jest uzdrowienie i przywrócenie na nowo zakłóconych relacji między ludźmi. Skłania ona do tego, aby wziąć pod uwagę wiele motywów, postaw, emocji i środków. Wskazuje na potrzebę współczucia, woli wybaczenia i pogodzenia. Sprawiedliwość naprawcza nie koncentruje się na karze jako odpłacie i środku zapobiegawczym. Dąży do uzdrowienia sprawców i ludzi dotkniętych przestępstwem w ramach danej społeczności. Ma głębokie powiązania z biblijną ideą sprawiedliwości i miłosierdzia . Koncepcja sprawiedliwości naprawczej skłania do głębokiej rewizji resocjalizacyjnego modelu prawa karnego, które jakże często nie liczy się z godnością osoby ludzkiej i prawami człowieka, a w dodatku jest nieskuteczne. Metoda inspirowana duchem sprawiedliwości naprawczej przynosi obiecujące skutki resocjalizacyjne. Nie narusza godności i praw osoby, co nadaje jej rys wyraźnie personalistyczny.

Od lat kościelna doktryna o wieczności piekła poddawana jest krytycznej ocenie jako niezrozumiała, niesprawiedliwa i nieetyczna także z jurydycznego punktu widzenia. Chodzi przede wszystkim o proporcjonalność kary i jej celowość. Na te dwa elementy kładzie nacisk współczesne prawodawstwo karne w swoich najbardziej humanistycznych normach i zasadach. Normy wyrażone w wielkich tekstach penitencjarnych stoją na straży podstawowych praw człowieka. W ich świetle nauka o wiecznym piekle ukazuje się jako zgoła antyjurydyczna, gdyż narusza zasadę proporcjonalności i wyklucza poprawczy sens kary. Na karę zasługuje człowiek za swoje winy. Nie ma wszakże takiej doczesnej winy, która zasługiwałaby na karę wieczną i nieskończoną. Kara winna być proporcjonalna do wyrządzonej szkody, ta zaś w tym życiu z konieczności ma zawsze charakter skończony. Najwięksi okrutnicy i zbrodniarze w dziejach Ziemi, choć byli sprawcami utraty życia i wielu ludzkich cierpień, nie mają na szczęście władzy nad życiem przyszłym swoich ofiar. Nie mogą im go odebrać. Nawet w ich przypadku nie byłoby proporcji pomiędzy skończoną mimo wszystko winą a nieskończoną i wieczną karą.

Obrońcy doktryny wiecznych mąk dowodzą, że obraza nieskończonego Boga ma również charakter nieskończony. Przekonują, że każdy grzech śmiertelny zasługuje na wieczne piekło. Jest to jednak założenie aprioryczne, nieliczące się z tym obrazem Boga, który przekazuje Biblia. Nieskończony Bóg jest nieskończenie dobry i miłosierny, nieskory do obrazy, mądry i wolny od wszelkiego egoistycznego narcyzmu. Logika obrażonego honoru jest Mu nieskończenie obca. Potrafi przebaczać w nieskończoność winy istot stworzonych i ułomnych. Im bardziej ktoś jest wielki, miłosierny i dobry, tym mniej skłonny do obrazy. Mówi o tym zwyczajne ludzkie doświadczenie.

Zasada proporcjonalności zostaje naruszona również w stosunku do różnego rodzaju ciężkich grzechów i win ludzkich. Byłaby to jedna i ta sama kara, równie wieczna dla wszystkich. Nieskończoność nie dopuszcza w gruncie rzeczy stopniowania. Co więcej, kara wieczna wyczerpywałaby się w swojej negatywności i represyjności. Byłaby karą dla samej kary, pozbawioną roli terapeutycznej i poprawczej. Idea wiecznego piekła jest totalnym zaprzeczeniem edukacyjnego i rehabilitacyjnego sensu kary. Tymczasem w świetle norm ludzkiego prawodawstwa i paktów międzynarodowych stojących na straży praw człowieka, istotnym celem kary wymierzonej winowajcom jest ich poprawa i rehabilitacja społeczna. Narzuca się wręcz pytanie: czy człowiek ma być lepszy od swojego Stwórcy? Czy to możliwe, aby Bóg dopuszczał lub tolerował istnienie rzeczywistości sprzecznej z najbardziej szlachetnymi ustanowieniami ludzkimi? Tymczasem jest rzeczą oczywistą, że nauka o wieczności piekła wyklucza na zawsze możliwość pojednania z Bogiem i urzeczywistnienia się osoby ludzkiej, choćby nawet po najdłuższej karze poprawczej i leczniczej.

Za ogólnymi zasadami prawa pozytywnego przemawia także filozofia sprawiedliwości rozumiana jako filozofia praw człowieka. Jako istota rozumna i wolna ma on prawo do odzyskania utraconej godności, do przyznania mu szansy poprawy i rozwoju. Piekło jawi się w tym świetle jako jego całkowite zaprzeczenie. Teologia uczy od wieków, że człowiek nie może wysłużyć sobie zbawienia i szczęścia wiecznego z tytułu sprawiedliwości. Są one zawsze darem Boga. Tymczasem o piekle mówi się, że człowiek zasłużył na nie sprawiedliwie. Niebo jest darem, piekło zaś sprawiedliwą zapłatą. Rozbieżność ta jest trudna do pojęcia. Tak jakby Bóg stosował dwie różne miary, jedną w stosunku do nagrody, drugą zaś w stosunku do kary. Z jednej strony niezasłużony dar, a z drugiej – zasłużona kara. W świetle filozofii sprawiedliwości na wieczne piekło nie można zasłużyć. Nie może ono należeć się komuś z tytułu sprawiedliwości. Byłoby ono raczej swego rodzaju straszliwą „ciemną łaską” Boga, przeciwną do daru zbawienia. Taka myśl jest jednak bluźnierstwem.

Teologia powoływała się często na sprawiedliwość Boga jako Ojca i stróża porządku. Uzasadnione wydaje się pytanie, często stawiane przez ludzi myślących: Czy naprawdę jest Ojcem ten, kto wyklucza na zawsze wszelką możliwość pojednania ze swoimi dziećmi, dopuszczając najstraszliwsze i całkowite zło w postaci ich wiecznego wykluczenia? Jeżeli Bóg jest prawdziwie Ojcem swoich stworzeń, to Jego sprawiedliwość ma charakter pedagogiczny, twórczy, przeobrażający i wskrzeszający. Zastanawiając się nad sprawami ostatecznymi, Leszek Kołakowski, filozof przecież światowej sławy, pisał: „A jeśli w rzeczy samej celem kary jest grzesznika, choćby najgorszego, uleczyć i w końcu uleczonego przyjąć do przybytków niebiańskich, to chyba i sąd ostateczny musi inaczej wyglądać, niż sobie ludzie na ogół wyobrażali” .
Jeżeli Bóg jest Ojcem, to kara wieczna byłaby największym fiaskiem Jego roli jako Stwórcy, Zbawiciela i Pedagoga całej ludzkości. Na niepowodzenie skazana byłaby reedukacyjna i lecznicza funkcja kary. W odniesieniu do Boga wydaje się to rzeczą zgoła niewiarygodną. To prawda, że resocjalizacja i rehabilitacja winowajców w naszych zakładach karnych rzadko przynosi dobre owoce. Niepowodzenia ludzkiej pedagogii penitencjarnej są pod wielu względami zrozumiałe, nie podważają one jednak jej sensu. Nacisk kładzie się raczej na funkcję prewencyjną, której celem jest zapobieganie występkom i ochrona społeczności przed możliwymi zagrożeniami. W odniesieniu do życia przyszłego funkcja prewencyjna nie wchodzi w rachubę; jest całkowicie zbędna. Pozostaje jednak funkcja pedagogiczna i terapeutyczna kary, której niepowodzenie trzeba wykluczyć.

Bóg i Ojciec Wszechświata jest najlepszym, niezawodnym Pedagogiem, najbardziej skutecznym i twórczym. Potrafi On przekonywać i pociągać ku sobie wolność stworzenia, wcale jej nie niszcząc i nie naruszając. „Przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32) – zapowiadał przed śmiercią Chrystus. Czy chrześcijanin może traktować te słowa jako niewiele znaczącą lub pustą obietnicę? Skuteczna i twórcza pedagogia ma w sobie coś z urzekającej siły przekonywania. Biblia nie waha się mówić o „uwodzeniu” ze strony Boga: „Uwiodłeś mnie, Panie [JHWH], a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20, 7). Kategoria przyciągania, urzekania i uwodzenia ma w sobie coś boskiego. Bóg potrafi to czynić bez zniewolenia i pomniejszenia godności istoty rozumnej. Jest przy tym nieskończenie cierpliwy, dobry i miłosierny. Tam, gdzie zatrzymuje się w swoich wnioskach filozofia sprawiedliwości, teologia może iść dzięki słowom Objawienia znacznie dalej.

W jaki sposób myśleć o karze? Może ona mieć podwójny sens: po pierwsze, jako proporcjonalna i sprawiedliwa ekspiacja za popełnione przestępstwo oraz, po drugie, jako wewnętrzna transformacja i nawrócenie winowajcy. Gdyby dopuścić niepowodzenie pedagogii nawrócenia ze strony Boga, wówczas pozostałaby jedynie sama negatywna i represyjna funkcja wiecznej kary, w dodatku nieproporcjonalna w stosunku do ziemskich wykroczeń. Sankcja wiecznego piekła jawi się w świetle najbardziej miarodajnych tekstów prawodawstwa ludzkiego jako nieskończenie niesprawiedliwa. Sama kara w sensie odpłaty nie zasługuje zresztą na miano twórczej reakcji pedagogicznej. Tym bardziej kara niesprawiedliwa i nieproporcjonalna.

Uwaga Kershnara o tym, że nie wiemy, czy cierpienie potępionych może pomniejszać w znaczący sposób szczęście zbawionych, rozmija się z odczuciem wielu ludzi. Wystarczy wyobrazić sobie kogoś z własnej rodziny lub najbliższych osób, które kochamy, skazanego na wieczną mękę. Czy można być prawdziwie szczęśliwym, jeżeli z tą osobą łączyły nas serdeczne więzi miłości i przyjaźni, a teraz widzimy jej nieszczęście? Nie jest to przedmiot teoretycznych rozważań czy tylko wymóg ludzkiej psychologii, ale wyraz życiowego doświadczenia. Jakże inaczej trzeba by spojrzeć na to zagadnienie w świetle pesymistycznej wizji potępionego tłumu, owej „masy potępionej” (massa damnata), o której pisał św. Augustyn w swoim dziele O Państwie Bożym.

_

Publikowany tekst jest fragmentem książki Nadzieja grzesznych ludzi. Problem piekła we współczesnej filozofii religii, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Verbinum.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata