70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Tropiciel szyfrów

Karol Tarnowski jest filozofem stroniącym zarówno od zadufanych posiadaczy absolutnej prawdy, jak i zadowolonych z siebie relatywistów i „pragmatyków”. W swej „drodze myślenia” zachowuje niezłomnie postawę otwartą.

Tom studiów Tropy myślenia religijnego można traktować jako zbiór „dopisków na marginesach” problematyki poruszanej we wcześniejszych publikacjach (zwłaszcza w znakomitej monografii Usłyszeć Niewidzialne. Zarys filozofii wiary, 2005) lub też przeciwnie – zapowiedź przyszłych, bardziej systematycznych opracowań. Warto podkreślić, że chodzi przede wszystkim o zagadnienia metateorii i metodologii, otwierające nie dość dotychczas przemyślane „prolegomena” możliwej (projektowanej?), systematycznej (choć niekoniecznie „systemowej”) filozofii religii. Informują o tym niektóre opatrzone znakiem zapytania tytuły esejów: Czy religia potrzebuje metafizyki?, Filozofia religii czy filozofia religijna?, Wiara filozoficzna?

Tytułowe „tropy myślenia” łączą dwie perspektywy: filozofa religii oraz „myśliciela zaangażowanego”, którego żywo zajmują egzystencjalne dylematy wiary chrześcijańskiej oraz źródła jej współczesnej kontestacji.

Tarnowski kieruje swą uwagę ku szeroko rozumianemu „fenomenowi religijnemu” z naciskiem na współczynnik subiektywny: uobecniania się „otchłani Tajemnicy”, która „nawiedza myśl”, „metafizycznego pragnienia”, „otwarcia na niewidzialne”, „wewnętrznej przestrzeni” wiary jako „ostatecznej troski”. Autor skupia się na możliwie wszechstronnej deskrypcji tej sfery doświadczenia, należącej do kontekstu odkrycia religijnego quale, wykorzystując instrumentarium hermeneutyki egzystencjalnej i filozofii dialogu – zwłaszcza Gabriela Marcela, Emmanuela Lévinasa, Jean-Luca Mariona, księdza Józefa Tischnera, a także – nie bez zastrzeżeń co do jego wizji „ostatniego Boga” – Martina Heideggera.

W stronę metafizyki

Tarnowski wielokrotnie podkreśla swój dystans do „pojęciowych interpretacji teoretycznych”, które „roszczą pretensje do systematyczności na przykład w stylu metafizyki bytu”, ponieważ wydają się deformować (jeśli nie ignorować) „pierwotnie dany logos wiary” (s. 65). Nie podziela stanowiska niektórych radykalnych współczesnych sceptyków, zbyt pochopnie obwieszczających „kryzys metafizyki”, która dotąd dostarczała narzędzi do filozoficznego opracowania zagadnień religijnych.

Taki pogląd cechuje pewne kręgi tak zwanej „filozofii kontynentalnej”, zwłaszcza francuskiej, postrzegającej „racjonalność w ogóle” dość jednostronnie, to znaczy w kategoriach nowożytnej, oświeceniowej teorii poznania naukowego (wraz z epistemologicznym podziałem na nauki empiryczne i formalne); nie podzielają go natomiast filozofowie nurtu znacznie dziś zróżnicowanej metodologicznie tak zwanej „filozofii analitycznej” (której trudno odmówić racjonalności), śmiało i często powołujący się na klasyków metafizyki: Arystotelesa, świętego Tomasza z Akwinu czy Anzelma z Canterbury.

W zwięzłej przedmowie autor Tropów myślenia religijnego zawarł swoje filozoficzne credo, które – sięgając do idiomatyki Bycia i czasu – umieszcza jego rozważania w nurcie postheideggerowskiej „egzystencjalnej analityki ludzkiego bycia-w-świecie”. Nie odżegnując się, co oczywiste, od „racjonalności w ogóle”, interpretuje ją jednak raczej w sensie hermeneutycznego „rozumienia” niż metafizycznego „rozumowania” (dociekania „racji”).

Tytuły wszystkich trzech rozdziałów książki konsekwentnie akcentują „myślenie” – o Bogu, o wierze i religii, o religijnym filozofowaniu Tischnera. „Myślenie” (słowo także Heideggerowskiej proweniencji), służy, z jednej strony, do podkreślenia autorskich „powinowactw z wyboru”, lekturowych preferencji i swego rodzaju entente cordiale w sposobie uprawiania namysłu wspomnianej „konfraterni filozoficznej”; z drugiej zaś strony, wpisuje ów namysł w obręb określonego poznawczego a priori z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli hermeneutyczno-analitycznych zalet, ale i – co oczywiste – myślowych i dyskursywnych ograniczeń.

Dotykamy w tym miejscu istotnej kwestii „przedsądów” (Wegmarken) obranej przez autora „drogi myślenia”. Warto postawić na nowo pytanie, czy filozofia religii (a nie sama religia czy wiara) może na dłuższą metę obejść się bez metafizyki i czy „metafizyczne potrzeby” odkrywane przez hermeneutykę na poziomie doświadczenia źródłowego oraz metaforyczno-emotywny i z natury rzeczy unaoczniająco-perswazyjny dyskurs na poziomie interpretacji fenomenu religijnego są w stanie zastąpić metafizyczne ratio, w szczególności obejść się bez tak nieodzownego dla refleksyjnie ukonstytuowanej „mowy o Bogu” narzędzia analogii i apofazy? Potrzebę podjęcia w szerszym zakresie takich – metafilozoficznych – zagadnień dostrzegam niejako w podtekście omawianych Tropów myślenia religijnego.

Myślenie jako dialog

„Poszukując właściwego miejsca dla myślenia religijnego”, Tarnowski określa się jako „tropiciel szyfrów transcendencji” i „śladów” idei Boga w fenomenie jednostkowego ludzkiego doświadczeniu, które jest „preambułą” wiary (a zarazem odsłonięciem możliwości jej odrzucenia).

Nie poszukuje wszelako wyróżników tak potraktowanego religijnego quale wprost – w bezpośrednio przeżywanym „sposobie dania” w duchu „klasycznej” fenomenologii – lecz za pośrednictwem przytaczanych poglądów wybranych autorów. Interpretacja fenomenu religijnego staje się przez to prezentacją różnych „pojęciowych potencjałów” (termin Tillicha), lub inaczej – „źródłowych metafor” (métaphores vives), zaczerpniętych z przytaczanych i komentowanych tekstów współczesnych, hermeneutycznie uformowanych fenomenologów egzystencji.

Pomimo „modelowego” pokrewieństwa sposobu myślenia i używanego języka nie jest to jednak tylko „wtórna interpretacja” przyswajanych lektur. W ich doborze, a także w rozłożeniu akcentów wykładni w Tropach myślenia religijnego można domniemywać nie tylko obecności „zaangażowanego czytelnika” i czujności wnikliwego hermeneuty, lecz również odkryć u podstaw tego modus philosophandi pewne znamiona filozoficznej decyzji, a mianowicie świadomy wybór „myślenia” ufundowanego na dialogu lub nawet na zapładniającym intelektualnie „współmyśleniu” z innymi w otwartej dyspucie zmierzającej do konsensu – raczej niżeli na sporze i argumentacji konfrontacyjnej. Taką strategię podjął kilkakrotnie przywoływany w Tropach… Paul Ricoeur.

Karol Tarnowski jest „myślicielem zapytującym”, stroniącym zarówno od zadufanych posiadaczy absolutnej prawdy, czyli „rezonerstwa zideologizowanego”, jak i zadowolonych z siebie relatywistów i „pragmatyków” – ponowoczesnych wyznawców carpe diem. Jest wrażliwy na niepokoje i rozterki ludzi „ostatecznej troski” – poszukujących i wątpiących, a także na duchowe zagrożenia w epoce religijnych fundamentalizmów oraz sekularnego stylu życia „cywilizacji postreligijnej”.

W swej „drodze myślenia” Tarnowski zachowuje niezłomnie postawę otwartą – nie pomija milczeniem kwestii, na które dotąd nie znaleziono zadowalającej odpowiedzi. Dlatego Tropy myślenia religijnego to książka, która uporczywie „nawiedza myśl”.


Karol Tarnowski

Tropy myślenia religijnego

Instytut Myśli Józefa Tischnera, Kraków 2009, s. 478

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter