70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dwa rosyjskie światy

W Rosji – jak w każdym niedemokratycznym państwie – cenzurowana przez władzę telewizja zajmuje się ogłupianiem obywateli, wbijając im do głowy ćwierćprawdy, półprawdy i absolutne kłamstwa.

Korzystając z wykutych jeszcze w stalinowskiej kuźni wzorców wzbogaconych o techniczne nowości PR XXI wieku, warzy cowieczorną kaszę w głowach milionów widzów. Nawet jeśli słuchają jednym uchem czy spozierają jednym okiem, ich pole myślenia jest ograniczone informacjami i opiniami sformułowanymi w Centrali. Nie potrafi ą wyobrazić sobie świata wyglądającego inaczej niż w okienku TV. Tworzą milionowe zastępy o wspólnej głowie. To jedna Rosja. Ale jest i druga: 24 miliony ludzi co dzień wchodzących do internetu. Miliony głów oswajających sztukę myślenia niezależnego, własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wybrane. I stało się tak, jakby każde ich kliknięcie, każde uderzenie w klawiaturę powodowało drgania budzące usypiane przez całą Putinowską dekadę rosyjskie społeczeństwo obywatelskie. Podczas koszmarnych pożarów pustoszących tego lata Rosję Centralną setki ludzi „wyklikało” wspólną pomoc pogorzelcom, zebrało pieniądze i rzeczy, zakupiło piły elektryczne i rękawy pożarnicze dla ratowników, utworzyło specjalny portal, zorganizowało logistykę przekazywania pomocy. Tysiące – dzięki internetowi – przekazują sobie także informacje o miejscu i czasie antyrządowych demonstracji i przychodzą bronić przez wiele miesięcy lasu w podmoskiewskiej dzielnicy Chimki przed wyrębem pod budowę autostrady. I tysiące pojawiają się na demonstracjach w centrum Moskwy oraz Petersburga każdego 31 dnia miesiąca, po to by bronić swego prawa do zgromadzeń i demonstracji, gwarantowanego przez 31 artykuł konstytucji. Czego ta władza tak się boi, że zebranych pałuje; wrzuca do milicyjnych autobusów, gdzie niejednemu i rękę złamano; zamyka w śmierdzących aresztach; skazuje na więzienie? I dlaczego – jeśli jest pewna słuszności swego postępowania – nie chwali się tym pałowaniem i połamanymi rękami przed narodem w cowieczornym telewizyjnym informacyjnym show? Przeciętny telewidz rosyjski jeśli już się dowie, że 31 grudnia 2010 roku aresztowano m.in. Borysa Niemcowa, to usłyszy zapewne, że „za pobicie milicjanta” i „wzywanie do rozruchów” (gdy w rzeczywistości krzyczał on: „Szczęśliwego nowego roku!”). Na pewno się jednak nie dowie, jaka była przyczyna i jaki był cel demonstracji. Nie dowie się też ani tego, że niegdysiejszy wicepremier jest teraz liderem opozycyjnego ruchu społecznego Solidarność, ani tego, że dwie pierwsze doby spędził w nieogrzewanej celi, bez okna i pryczy. Nie dowie się, że ani ta organizacja, ani żaden inny społeczny ruch opozycyjny nie może zamienić się w partię, bo władze nie dadzą mu rejestracji. Partia może brać bowiem udział w wyborach do Dumy, a jakieś tam stowarzyszenie – nie może. No to nie będzie w Rosji partii zagrażających głównej, kremlowskiej. I już. Nie dowie się telewidz i tego, że dzienni karze od teraz nie będą mogli fotografować czy opisywać jakiegoś zdarzenia bez pisemnego nakazu z redakcji. Nie dowie się też, dlaczego naprawdę siedzi siódmy rok za kratami Michaił Chodorkowski, którego 30 grudnia 2010 roku skazano na dalsze długie więzienne lata. I do głowy mu nie przyjdzie na przykład, że niejakiego Aleksieja Manannikowa (w 1982 roku skazanego za popieranie polskiej Solidarności na trzy lata więzienia) 23 grudnia prosto z sali sądu zabrano do szpitala psychiatrycznego za to, że upierał się przy oskarżeniu sędziego o oszczerstwo. Obywatel telewizyjnej Rosji będzie więc zasypiał spokojnie, wierząc, że – jak to lubią nazywać władze – „wszystko jest pod kontrolą”.

Ale rewolucja rozpoczęta przez drugą, internetową Rosję niebezpiecznie się rozszerza. Nieliczne i niskonakładowe gazety opozycyjne mają przecież także swoje internetowe wydania. Coraz trudniej więc ukryć przestępstwa władzy nie tylko w zakresie kodeksów praw człowieka, ale i kodeksów karnych. Aleksiej Nawalnyj, adwokat, autor antykorupcyjnego blogu (demaskujący między innymi korupcyjne powiązania Władimira Putina w biznesie naftowym), był uznany przez użytkowników portalu Openspace.ru za bohatera roku 2010, a po usunięciu Jurija Łużkowa ze stanowiska mera Moskwy zwyciężył w wirtualnych wyborach na jego następcę. Portale społecznościowe w Rosji, jak chyba nigdzie indziej, uwypukliły skostniałą strukturę państwową przeżartą korupcją (żona skazanego na podstawie sfabrykowanych oskarżeń biznesmena przyznała, że prowadząca śledztwo osoba żądała od niej 1,5 miliona dolarów łapówki, a kapitan jednego z oddziałów specjalnych moskiewskiej milicji twierdzi, że za otrzymanie nominacji na generała trzeba zapłacić minimum milion dolarów) i powiązań świata władzy ze światem kryminalnym. Hermetyczny świat Rosji telewizyjnej, nieznający prawd oczywistych dla Rosji internetowej, być może nawet czasem nie zdaje sobie sprawy z wagi pewnych wydarzeń, które ogląda. Może nie zauważyć na przykład, że słowa prezydenta Miedwiediewa o tym, iż „żaden urzędnik nie ma prawa osądzać oskarżonego przed wydaniem wyroku przez sąd”, były skierowane do premiera Putina, który na tydzień przed ogłoszeniem wyroku na Chodorkowskiego sugerował, że „złodziej ma siedzieć we więzieniu”. I że takie słowa prezydenta potwierdzają zaostrzającą się walkę między nim a premierem. A rok 2011 w Rosji kończy się wyborami parlamentarnymi.

Niedługo po nich powinny się odbyć wybory prezydenckie. I może się tak zdarzyć, że obywatele Rosji telewizyjnej będą się ogromnie dziwić temu, co zgotowała Rosja internetowa: masowe demonstracje i dobrze zorganizowaną opozycję. Bo skąd mają choćby wiedzieć i to, że na portalu Putinadodymisji.ru złożyło podpisy już ponad 67 tysięcy ich współobywateli?

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter