70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Sztuka czytania, patrzenia, asocjacji

Głęboki pesymizm, pogarda dla niewiedzy, powierzchowności, braku kontaktu z tradycją. Jak widać, wyrugowanie analfabetyzmu nie stworzyło korzystnych warunków dla kultury i oczytania.

Otwieram książkę. Tytuł: Ciemne skrzydła Ikara, podtytuł: O rozpaczy. Za oknem listopad, duńskie wichry i deszcze. Znękana starzeniem się i chorobami duszo… Czy trzeba ci więcej?

Układać Kanon w Bibliotece, siedzieć nad Księgą, chuchać i dmuchać na rozpacz. Tępy i podrażniony w swej próżności nieuk mógłby w ten sposób zreferować ostatni tom esejów Tomkowskiego.

Ale nie ja! Tępa i niedouczona – tak. Próżna – nie!

Wybitny historyk literatury, a jako eseista najlepszy uczeń z klasy Herberta, Tomkowski odkrywa przed nami zakamarki poezji, prozy i historii sztuki, jakich sami nie zdołalibyśmy odkryć. Jest mistrzem asocjacji, erudytą, niedoścignionym stylistą i pięknoduchem. Kolejny tom esejów jego autorstwa nie dodaje czytelnikowi, a tym bardziej recenzentowi odwagi, choć rozpaczy w nim mniej niż w poprzednich zbiorach: w Domu chińskiego mędrca (z podtytułem O samotności) i Don Juanie we mgle (z podtytułem O wierności). Dużo w nim natomiast żalu, świętego gniewu i utyskiwań, pod którymi chętnie się podpisuję.

Niemniej ta elitarna i dumna ze swej elitarności książka zyskałaby na zwartości – nie mylić z wartością! – gdyby autor pozwolił sobie na skrócenie jej o ostatni rozdział (Ostatnia przygoda eseisty) i o niektóre – nieliczne – fragmenty Starych zeszytów, Nowych sygnałów. Z korzyścią dla najświętszej sprawy. A najświętszą sprawą jest dla pisarza Sztuka i Biblioteka. Zaś celem jego najostrzejszych ataków – kultura popularna, tandeta, media. Zglajchszaltowanie wartości.

Lektura Ciemnych skrzydeł Ikara… ofiarowuje czytelnikowi czystą rozkosz obcowania z erudycją autora, która – dla mnie przynajmniej, nie wiem, jak dla innych – jest nieosiągalna. I z urodą słowa. Za darmo, niemal bez wysiłku. Ponieważ esej jako gatunek nie potrzebuje, wręcz nie uznaje, bibliografii, należy wierzyć autorowi na słowo. Bibliografii nie ma, ale Biblioteka musiała być ogromna. Nie tylko książki, także – podobnie jak u Herberta – miejsca. Ich detaliczny opis, ich historia, ich wielorakie konotacje. Jak w opowieści o pałacach Ludwika Bawarskiego, gdzie osobowość dziwacznego króla Tomkowski odczytuje z jego architektonicznych wizji – zrealizowanych i niezrealizowanych – upstrzonych wszelakiego kalibru dziełami sztuki. Jest to odczytywanie ludzkiego krajobrazu – w takim znaczeniu tego słowa, w jakim używał go Hipokrates (teraz ja się popisuję!), poprzez obrazy, rzeźby, ogrody, bibeloty.

Mamy tu interpretację Romea i Julii i historię faustowskiego motywu od Marlowe’a, poprzez Goethego do Tomasza Manna. Mamy pełną wzniosłego zachwytu analizę Elegii duinejskich Rilkego i imponującą mapę postaci i wątków powieści Faulknera, których streszczenie musiało być równie żmudne jak interpretacja. Prawie nie sposób zreferować wszystkich tematów, którymi zajmuje się Tomkowski. Między wieloma innymi czuję się zobowiązana wymienić frontalny atak na współczesną filologię – od Homera do odpowiedzi udzielanych przez studentów filologii – a także moją ulubioną Krótką historię łez – w światowej literaturze i malarstwie – zresztą najbardziej dowcipną w zbiorze. Oto opis Piety, jednej z dwóch namalowanych przez Antonella da Messinę, który na moment, wbrew intencji autora, a prawdopodobnie i malarza, wprawił mnie w stan ekstatycznej religijności:

Na ramieniu martwego Chrystusa spoczywa zapłakany anioł. Z boku ukrzyżowanego sączy się gęsta ciemna krew. Obraz jest przejmujący nie tylko dlatego, że twarz Chrystusa, daleka od kanonów klasycznego piękna, naznaczona została stygmatem śmierci. Zamknięte oczy i na pół otwarte usta każą nam myśleć nie o mistycznej ekstazie, lecz o umieraniu, jakiego się boimy – umieraniu ciała, które niebawem zacznie się rozkładać. Cudowna interwencja z zaświatów wydaje się mocno problematyczna. Anioł jest tu nie tyle wysłannikiem nieba, co bezradnym dzieckiem. Łzy sypią się mu jak groch – tak potrafią płakać tylko dzieci.

Mieszkam od czterdziestu lat w Danii, ale nigdy nie zastanawiałam się nad etymologią duńskiego odpowiednika polskiej rozpaczy. Tomkowski pierwszy zwrócił mi na nią uwagę. Duńska rozpacz – fortvivlelsen – pochodzi od słowa tvivl. Co oznacza zwątpienie. Autor przeciwstawia jej rozpacz francuską – désespoir, nieobecność nadziei. A polska rozpacz? Jaka jest etymologia polskiej rozpaczy? Zgrzebne „paczyć”? Na moim emigracyjnym biurku brak Internetu, na półkach brak Lindego. Uniwersytecka filologia – wstyd przyznać – już dawno wywietrzała mi z głowy. A skoro mowa o wstydzie… Chyba odczuwa go wielu czytelników tej książki. Tomkowski jest pesymistą na skalę globalną. Rozważając naturę eseju jako gatunku, który „powstaje na styku erudycji autora i czytelnika”, stwierdza: „Tymczasem trudno ukryć, że przeżywamy dziś najgłębszy może w historii nowoczesnej Europy kryzys erudycji”. Zniknęła ze szkół greka i łacina. Nikt już nie uczy się fragmentów Homera na pamięć. Zamiast zagłębiać się w morze wiedzy, ślizgamy się po jego powierzchni.

Głęboki pesymizm, pogarda dla niewiedzy, powierzchowności, braku kontaktu z tradycją. Jak widać, wyrugowanie analfabetyzmu nie stworzyło korzystnych warunków dla kultury i oczytania. Podobnie jak rozwój technologii w zakresie przyrządów do słuchania muzyki nie przyczynił się do rozpowszechnienia muzyki klasycznej. Milan Kundera miał rację, pisząc, że elektryczna gitara zagłuszy kiedyś Bacha.

Malując wspaniały obraz kultury, sztuki, wiedzy, do której nie dorastamy – choć przecież nie tworzyła się i nie tworzy sama – Tomkowski obarcza nas winą. I nie jest to grzech pierworodny w stylu Zagłobowego „cham chamem…”, lecz rak masowej kultury – głośnej, szybko przyswajalnej. Nic nie jest tak zaraźliwe jak zły smak. Eseistyka Tomkowskiego przypomina eseistykę innego współczesnego erudyty – George’a Steinera. Ale u podstaw filozofii Steinera leży przeświadczenie, że instrumenty cywilizacji – język, a nawet rozum – bywają często bronią barbarzyńców. Lee Siegel w eseju w 80. rocznicę urodzin angielskiego pisarza twierdzi, że jest to argument uśmierzający złe sumienie czytelnika:

 

Nie dokończyłeś powieści Prousta? Pal sześć! Być dobrym, a przynajmniej nie być potworem jest znacznie istotniejsze… Steiner podtrzymuje w ludziach zainteresowanie światem literatury i idei, ale uwalnia ich od poczucia winy, kiedy to zainteresowanie wygasa.

Tomkowski nie wybacza.

Jan Tomkowski

Ciemne skrzydła Ikara. O rozpaczy

Iskry, Warszawa 2009

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter