70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Koniec wielkiej wojny

I wojna stanowiła wstęp do II wojny. Zarówno ci, którzy czuli się dziedzicami przeżyć wojennych, wykreowani na męczenników, jak i ci, którzy czuli się nauczycielami narodu, przygotowali korzystny grunt dla nowego wodza. Kult przemocy, siły, głębi osobowości, germańskiej wiary, potrzeba ofiary na ołtarzu narodu, wołanie o bohatera i wodza, odrzucenie wszystkiego, co słabe i połowiczne, wszystko to posłużyło Hitlerowi do rozprawienia się z wszystkim, co zaprzeczało naturze niemieckości.

Kiedy Francja skapitulowała w czasie II wojny światowej i marszałek Philippe Pétain zwrócił się 17 czerwca 1940 roku o zawieszenie broni, Hitler kazał sprowadzić z muzeum w Compiègne ten sam wagon – i na to samo miejsce – w którym 11 listopada 1918 Niemcy podpisały twarde warunki kapitulacji. Ten symboliczny gest miał zademonstrować światu nie tylko zwycięski marsz Rzeszy. Chodziło głównie o wymazanie z pamięci upokorzenia klęski, jakiego doznały Niemcy w wagonie marszałka Ferdynanda Focha, szefa Sztabu Generalnego sił sprzymierzonych na froncie zachodnim przed dwudziestoma dwoma laty.

Dziewięćdziesiąt lat, jakie upłynęło od aktu kończącego I wojnę światową, nazywaną również wielką wojną lub wojną europejską, pozwoliło unaocznić, jak bardzo zmieniła ona Europę i świat. I wojna światowa tkwiła korzeniami ideowymi w minionym wieku. XX stulecie, w przeciwieństwie do „zrównoważonego” w układzie sił i względnej stabilizacji politycznej Europy XIX wieku, nazywane jest „krótkim wiekiem” oraz „wiekiem kontrastów”. Obie wojny światowe przeorały świadomość człowieka, formowały i deformowały społeczeństwa, zmieniły porządek terytorialny i ustrojowy państw, przeobraziły tożsamość narodów, miały przemożny wpływ na losy Starego Kontynentu i świata. Nigdy dotąd nie zaistniała tak głęboka przepaść między rozwojem nauki i cywilizacji a politycznym i moralnym barbarzyństwem, jak to miało miejsce w ostatnim stuleciu. Oba wojenne kataklizmy były wytworami obsesyjnego nacjonalizmu. Dzieliło je zaledwie dwadzieścia lat. Zakończenie I wojny i jej konsekwencje stworzyły bowiem żyzną glebę dla rozkwitu idei, które legły u podstaw II wojny.

Czas po wojnie czasem przed wojną

W konsekwencji I wojny upadły wielkie europejskie monarchie: Hohenzollernów, Habsburgów, imperium osmańskie oraz carów rosyjskich, przywrócono i powołano do życia nowe państwa. Odszedł nagle zhierarchizowany świat, w którym każdy stan znał swoje miejsce. Wielkie kulturowe i cywilizacyjne przeobrażenia, związane z postępem technicznym, gwałtowną industrializacją i urbanizacją, niosły ze sobą zeświecczenie, a „szalone lata dwudzieste” stanowiły symbol rewolucji obyczajowej. Ta wszechogarniająca transformacja wywoływała reakcje odwrotne, mobilizując cały konserwatywny potencjał w obronie „utraconego raju”.

George F. Kennan, amerykański dyplomata i naukowiec, nazwał trafnie I wojnę „pierwotną katastrofą XX stulecia”. Od pierwszych chwil, kiedy umilkły działa i do świadomości Niemców dotarły warunki zawieszenia broni, czyniono wszystko, aby porażkę przekuć w zwycięstwo. Ciężar tej nigdy nie zaakceptowanej klęski określił oblicze najbliższych lat. Zarówno interpretacja przyczyn wojny, która rychło przeobraziła się w debatę na temat przyczyn porażki Niemiec, jak i cała ideologia oraz działania zrodzone z klęski, wszystko to zmierzało do nowego konfliktu międzynarodowego.         I wojna zniszczyła równowagę sił w Europie. Traktat Wersalski, w przeciwieństwie do westfalskiego i wiedeńskiego, które stworzyły podstawy względnie trwałego porządku, nie był traktatem pokojowym w rozumieniu dotychczasowej europejskiej tradycji; miał charakter karny, co zmniejszało szanse na trwałość porozumienia. Nie bez racji twierdził Immanuel Kant w 1795 roku, iż „żaden traktat pokojowy, w którym przez utajone zastrzeżenie zawarte zostało zarzewie przyszłej wojny, nie może być za takowy uznany”[1]. Toteż przezwyciężenie „hańby Wersalu” stało się jednym z głównych celów i tworzyło płaszczyznę porozumienia wszystkich sił społecznych i ugrupowań politycznych w powojennych Niemczech.

Niemcy nie były przygotowane na konsekwencje tej wojny: szok rewolucji listopadowej, która wyniosła republikę i demokrację parlamentarną, oraz upadek monarchii, ostoi i gwarancji dotychczas pielęgnowanych wartości. Dominował lęk, z jednej strony przed zachodnim porządkiem, wyrosłym na fali znienawidzonych ideałów rewolucji francuskiej, z drugiej przed komunizmem, którego mroczną odsłonę ujawniła bolszewicka rewolucja 1917 roku, który jednoczył naród. Inflacja w 1923 roku, która sprawiła, że bilion marek papierowych odpowiadał jednej marce rentowej, wreszcie kryzys światowy, gdy liczba bezrobotnych wzrosła w krótkim czasie z 1,6 mln w październiku 1929 roku do 6,1 mln w lutym 1932 roku, dopełniły czary goryczy. Miało to bezpośrednie przełożenie polityczne. W 1928 roku w wyborach do Reichstagu narodowi socjaliści uzyskali zaledwie 2,6%, natomiast w lipcu 1932 roku zapewnili sobie już 37,3%.

Wiele czynników złożyło się na słabość Republiki Weimarskiej i kruchość demokracji niemieckiej. Głównych przesłanek, które z konsekwencji I wojny uczyniły równię pochyłą prowadzącą do nowej wojny, należy szukać między innymi w sferze niemieckiego ducha i ideologii. Na tym obszarze dokonała się bowiem niemiecka rewolucja, która zespoliła siły przeciw wewnętrznym i zewnętrznym wrogom, dając szansę nieznanemu w świecie, niedouczonemu malarzowi z Braunau. Rozmiary rozczarowania po 1918 roku było proporcjonalne do skali oczekiwań i nadziei związanych z rokiem 1914. Im większe było zaś poczucie upokorzenia i zranionej samoświadomości, tym większa potrzeba, aby z klęski zrodziło się coś nowego, wielkiego i nieporównywalnego z innymi narodami.

W przeciwieństwie do czasów w przededniu wybuchu II wojny światowej, sytuacja na Starym Kontynencie w 1914 roku była diametralnie różna. Europa wyruszała na wojnę z entuzjazmem. Społeczeństwo niemieckie dążyło do konfrontacji ze światem zewnętrznym z nieograniczonym optymizmem. Przeżyło ono pod koniec XIX wieku niespotykany dotąd awans Rzeszy, która wyrosła na kontynentalną potęgę. Udziałem zjednoczonego państwa był rozkwit gospodarczy i cywilizacyjny. Wszystko zdawało się upoważniać cesarza do buńczucznego zapewnienia narodu podczas uroczystości 24 lutego 1892 roku: „Jesteśmy stworzeni do wielkości i poprowadzę was jeszcze ku wspaniałym dniom”[2].

Nie było orientacji i grupy politycznej, które u progu XX stulecia nie utożsamiałyby się z walką zjednoczonych Niemiec o lepsze „miejsce pod słońcem”. Fakt ten utrudniał porozumienie i wyciagnięcie wniosków z klęski 1918 roku. Komuniści zgrupowani w Związku Spartakusa, jedyni, którzy przeciwstawiali się uczestnictwu Niemiec w wojnie, żądali utworzenia trybunału rewolucyjnego do rozprawienia się zarówno z Hohenzollernami, jak i socjaldemokratami, których piętnowali jako „współwinnych rozpalenia największych zbrodni w światowej historii”. Wielu umiarkowanych lewicowców wierzyło w kolektywną winę kapitalizmu i imperializmu. Prawica prowadziła antyrewolucyjną i antyrepublikańska krucjatę. Jej radykalny odłam w postaci Wszechniemców (Alldeutscher Verband) radykalizował i brutalizował metody walki z każdym wewnętrznym i zewnętrznym wrogiem. Antydemokratyczna prawica potraktowała rewolucyjny „epizod” jako wypadek  przy pracy. Większość społeczeństwa uznała zgodnie, iż przekonanie opinii publicznej o niewinności niemieckiej i błędzie „dyktatu” wersalskiego jest narodowym obowiązkiem. Wrogowie republiki szermowali legendą o „ciosie w plecy” i „zbrodni listopadowej”. Naród żył mitami, które deformowały rzeczywistość i przesłaniały realne zagrożenia.

Nacjonalizm wojenny 

Literatura wojenna, wspomnienia weteranów zalały rynki księgarskie Europy w latach dwudziestych XX wieku. I wojna światowa, uosobienie barbarzyństwa i zarazem postępu technicznego, stanowiła przedmiot fascynacji frontowców, artystów, intelektualistów. Fakt, iż ludzie przeżyli po raz pierwszy doświadczenie masowej śmierci (I wojna pochłonęła 13 milionów ofiar; dwa razy tyle, ile zginęło podczas wszystkich znaczących wojen w okresie między rokiem 1790 a 1914), bynajmniej nie uchronił przed ideologią kultu walki. Konfrontacja zbrojna 1914–1918 miała znamiona wojny totalnej. Wyzwoliła namiętności, których nie udało się okiełznać wraz z zawieszeniem broni. Nowe techniki niszczenia i nowoczesne środki komunikacji wpłynęły na całą kulturę, a świat okopów stał się przedmiotem literackiej, filmowej i politycznej mitologii.

Niezaakceptowanie klęski wiązało się z przekonaniem, iż wojna się nie skończyła, a jej ideowa kontynuacja musi prowadzić w końcu do zwycięstwa. Przedstawiciele organizacji kombatanckich, rewolucji konserwatywnej, jak i nosiciele ideologii volkistowskiej[3] głosili gloryfikację wojny jako sprawdzianu ludzkiej aktywności. Potrzeba kontynuacji przeżyć stała się nowym ideałem. Mit wspólnoty okopów jako kuźni odporności, samodyscypliny, odwagi, solidarności, nauki życia, szerzony przez literaturę, podręczniki szkolne, intelektualistów oraz organizacje weteranów wojennych, miał kształtować „nowego człowieka przyszłości” i promować „idealizm czynu”.

Propaganda wojny uzyskała szerokie wsparcie ze strony uczonych i intelektualistów, którzy okazali się szczególnie przydatni dla opiewania idei  przyszłego hitlerowskiego państwa. Wojna została ogłoszona poligonem doświadczalnym narodu. Rudolf Kjellén szwedzki geopolityk, piszący po niemiecku i dla Niemców, zapewniał: „Wojna mówi prawdę jak wino… Pokój gra fałszywymi kartami i wielkość państw ukazuje w złudnym świetle. Wojna usuwa ten blask. Jest wszystkoobejmującym sprawdzianem, odkrywającym słabe punkty państwa”[4].

Na znaczeniu zyskiwały idee, które szerzyły kult przemocy i śmierci. „Idee 1914 roku” i klimat totalnej mobilizacji sprawiły, iż wojna i nacjonalizm wzajemnie się warunkowały. To wojna wyniosła prawdziwych „bojowników” narodu i miała przygotować nowe kadry dla nowego państwa. Sprzyjała nawiązywaniu nowych więzi, wiązała wspólnotę. Była to tęsknota za przeżyciem wymagającym ofiary. Neoromantyczny idealizm łączył się z tęsknotą za porządkiem przedwojennym: stanowym społeczeństwem, pozbawiającą jednostkę odpowiedzialności monarchią, wiejską idyllą, odległą od przyprawiającej o zawrót głowy rewolucji technicznej oraz od miast, kojarzonych z „żydostwem”, tęsknotą za pruskimi cnotami, będącymi cnotami żołnierskimi.

Ernst Jünger, czołowy reprezentant konserwatywnej rewolucji, był pisarzem, który zachował dystans wobec Hitlera. Jego swoisty nacjonalizm, wyrażony w kulcie wojny, fascynował młode elity Niemców. Po zakończonej wojnie przekazywał innym wiarę, iż wysiłek niemieckiego żołnierza nie poszedł na marne, że klęskę można przekuć w zwycięstwo. Wierzył, iż:

duch bitwy  wyniszczającej, walki w okopach, bezwzględniej, brutalniej, z większą dzikością toczonej niż jakakolwiek walka przedtem, rodził mężów, jakich nie widział dotąd świat. Była to całkiem nowa rasa, ucieleśniona energia, naładowana największym impetem (…). Bowiem ta wojna nie jest, jak sądzi wielu, końcem, lecz uwerturą przemocy. Jest kuźnią, w której uderzenia młotów dzielą świat wedle nowych granic, na nowe wspólnoty. Jest płomienną zorzą wieczorną gasnącej epoki i zarazem jutrzenką, w której blasku człek gotuje się do nowej, wspanialszej walki[5].

Jünger nie krył, iż nowe Niemcy zrodzone z walki nie mają nic wspólnego z demokracją partyjną i liberalną: „Jesteśmy przeznaczeni do tego, by nosić broń” – pisał. „Nasza postawa nie ma nic wspólnego z wyborami czy kompromisem. Pod rysującą się skorupą istniejącego państwa jesteśmy dynamitem, który ma wyrąbać przesiekę dla nowego państwa”[6].

Jeszcze podczas prowadzonych działań wojennych rodziły się swoiste filozofia i teologia wojny. Literatura i ikonografia wojenna traktowały walkę i śmierć dla ojczyzny jako kategorie nadające sens życiu. Postawa człowieka mogła sprawdzić się tylko na polu bitwy. Pamięć o wojnie hołubiono jako święte przeżycie męczeństwa. W czasie wojny popularne były kartki z obrazem poległego żołnierza w objęciach Zbawiciela, co miało potwierdzać uświęcenie śmierci dla ojczyzny oraz męczeństwo i zmartwychwstanie narodu. Najbardziej poczytna powieść wojenna Waltera Flexa, ochotnika I wojny, Wędrowiec między tym a tamtym światem, powstała w 1916 roku, doczekała się już w 1918 roku dziewiątego wydania[7]. Autor porównywał wojnę z Ostatnią Wieczerzą, a męczeństwo i śmierć poległych żołnierzy, najlepszych synów narodu, z drogą krzyżową Chrystusa[8]. Nie był on odosobniony w poszukiwaniu analogii między cierpieniem narodu a męką Jezusa, którego historię starano się przetransponować na historię niemiecką. Misja poległych miała zbawić naród. Cierpienie prowadziło bowiem do zmartwychwstania.

Pacyfizm jawił się dla nosicieli konserwatywnej rewolucji jako „maska” uprawianej przez zachodnie demokracje propagandy wojennej; sposób mobilizacji Zachodu. Nowa wojna miała stworzyć ramy dla doznanych przeżyć, z których powinien wyłonić się nowy naród: „Musieliśmy przegrać wojnę, aby wygrać Niemcy”. Franz Schauwecker, który użył tego sformułowania w 1930 roku jako motta do swej powieści Aufbruch der Nation, dowodził: „Niemiec zawsze cieszy się ze swych klęsk, ponieważ są odmłodzeniem; ze spokojem je przeżywa, gdyż stanowią one gwarancję jego przyszłych zwycięstw, a nawet je umożliwiają, są ich przesłanką”[9].

Nowy ideał stawania się kimś szczególnym poprzez inicjację wojenną przekazywano w różnej formie młodemu pokoleniu. Wojna stała się politycznym wychowawcą. Ta symbolika ofiary dla ojczyzny, upowszechniona w ikonografii dwudziestolecia międzywojennego, wyrażała się również w kulcie poległych, który stanowił jeden z centralnych elementów  powojennego nacjonalizmu. Łączył się on z kultem prostego człowieka, mitem równości mężczyzn w okopach, zacierającej różnice klasowe, idealizacją męskiej siły i młodości. Wojna stanowić miała panaceum na samotność człowieka w nowoczesnym świecie, a przeżycia w okopach miały dawać nowe poczucie przynależności. Jednostka już nie była izolowana. Naród w czasie wojny mówił jednym głosem.

To nowe wspólne doświadczenie miało siłę mobilizującą. Niewielu zdobyło się na odwagę, by protestować i ostrzegać przed zwyrodnieniem nacjonalizmu. Należał do nich niewątpliwie Hermann Hesse, który w Powrocie Zaratustry w 1919 roku zwracał się do rodaków: „Jesteście najbardziej pobożnym ludem ziemi. Ale jakich bogów stworzyła wasza pobożność! Cesarza i podoficerów! A na ich miejsce teraz ci nowi uszczęśliwiacze świata!”. Do wyjątków zaliczał się również Erich Maria Remarque, wysłany w wieku 18 lat  na front, który swą antywojenną powieścią Na Zachodzie bez zmian, wydaną w 1927 roku wywołał w proteście nową falę literackich zauroczeń wojną.  Uwodzicielskiej sile mitu wspólnoty doświadczeń w okopach ulegali nawet pacyfistycznie nastawieni ludzie pióra. Stefan Zweig przekonywał, iż jednostka nagle stawała się Volkiem, a jego „mało znacząca osoba zyskiwała sens”[10]. Robert Musil pisał w tym samym czasie: „Nie wiedzieliśmy, jak piękna i braterska jest wojna”[11].  Prosty żołnierz pojawiał się wszędzie w literaturze jako inkarnacja narodu, młodego, odrodzonego, w pełni sił fizycznych i moralnych. Niemcy nie były w tym względzie odosobnione w Europie. Rychło zapomniano o otrzeźwieniu, które przyszło w 1916 roku, kiedy w samej bitwie nad Somą tylko Brytyjczycy stracili 400 tys. żołnierzy, bitwa zaś pod Verdun kosztowała Niemców 281 tys., Francuzów zaś 315 tys. ofiar.

Ideolog nowego nacjonalizmu niemieckiego, Friedrich Georg Jünger wyłożył precyzyjnie oczekiwania tych elit, które nie pogodziły się z klęską Niemiec: „Rozkład starych więzi i wynikające  z niego załamanie wszystkich politycznych form oswobodziło niezmierzone moce. Chaos i rozpad wszystkiego, co istnieje sprawiły, że przyszłość dojrzała do wielkich przełomów. W tym momencie jednak odejść musi wszystko, co niezdolne, znużone i tylko ten, kto nosi w sobie bezwarunkową wolę walki i zbrojny jest po zęby, ma widoki, by stać się godnym rozstrzygnięć. Nie można wątpić, że tylko ten naród zbierze owoce, który dokona najsurowszej koncentracji męskiej w każdej myśli i pełnej czołobitności przed bronią i karabinami”. Przekonywał on, iż wielkie dziedzictwo poległych bohaterów czeka na naśladowców, którzy muszą zebrać żniwo. Nowy „nacjonalizm chce być wykonawcą ich niesamowitej spuścizny. Chce być bojownikiem nowego, surowego i świadomego własnej odpowiedzialności państwa”[12]. Bracia Jüngerowie znajdowali wielu zwolenników akceptujących ich przekonanie, iż nacjonalistyczne państwo spełni oczekiwania, jeśli nada niemieckości bardziej agresywną formę. Tylko bowiem niemieckość jest  powołana do stworzenia na gruzach starej Europy imperium germanicum.

W idealistycznej filozofii życia i śmierci nie uwzględniono jednak faktu, iż po zakończeniu wojny rozróżnienie między śmiercią swego a śmiercią wroga przeniesione zostało na teren wewnętrznej walki politycznej. Tylko między 1919 i 1923 rokiem polityczna prawica dokonała 324 mordów politycznych, zaś polityczna lewica 22. Ich sprawcami byli najczęściej żołnierze, którzy na zlecenie swych oficerów lub członków paramilitarnych organizacji dokonywali zbrodni. Dla uzasadnienia zbrodni ukuto nowe pojęcie „mord szkodnika” (Schädlingsmord).

Wspólnota siły 

Wojnę i zbrojenia można było uzasadnić tylko poprzez propagandę zagrożenia i konieczność obrony. Młodzieńczy idealizm i filozofia zwycięskiej śmierci zostały wsparte w Republice Weimarskiej i Trzeciej Rzeszy propagandą państwa, odwołującą się do „woli narodu”. Tylko wizja osiągnięcia autentycznej jedności, której nie spełnił w końcu ani rok 1871, ani 1918, mogła przemawiać do rozczarowanego i upokorzonego klęską społeczeństwa. Wspólnota narodowa była mitem, który stanowił bodajże najważniejszy wspólny mianownik między poglądami elit nowego nacjonalizmu, zdystansowanego wobec rodzącego się ruchu brunatnego, hitlerowską propagandą oraz oczekiwaniami niemal wszystkich grup społecznych. Tak jak obietnica osiągnięcia jedności narodowej usprawiedliwiała wybuch wojny w 1914 roku, tak odwoływanie się do konieczności przezwyciężenia podziałów politycznych i społecznych pozwalało ją kontynuować innymi środkami po 1918 roku

Nikt nie zastanawiał się nad tym, w jaki sposób wojna mogłaby spełnić te utopijne życzenia, skoro całe dotychczasowe doświadczenie uczyło, iż wojna jako narzędzie oddzielania dobra od zła, przyjaciela od wroga, prowadziło jedynie do zaostrzenia frontów. Nacjonalizm, szczególnie wojenny, nie służy komunikacji międzyludzkiej i społecznej, nie uwalnia od poczucia zagrożenia. Przeciwnie, podtrzymuje je. I wojna światowa nie stanowiła w tym względzie wyjątku. Doprowadziła do zaostrzenia konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych sprzed jej wybuchu. Wymarzona harmonia i solidarność nie zostały osiągnięte. Wskazano natychmiast nowe zagrożenia: najpierw światowe niebezpieczeństwo bolszewizmu, potem „wersalska tyrania”, wreszcie „międzynarodowe żydostwo”. Listę wrogów uzupełniali swoi: intelektualiści, liberałowie, komuniści, homoseksualiści, kapitaliści i marksiści. Nacjonalistyczny obraz świata zakładał wspólnotę narodu, definiowaną przez obraz wroga, którego trzeba było wykluczyć.

W procesie poszukiwania autentycznej wspólnoty próbowano zdefiniować istotę niemieckości. Dla ideologów volkistowskich oraz reprezentantów konserwatywnej rewolucji stanowiła ona przede wszystkim przeciwieństwo ideałów 1789 roku Niemieckość reprezentował „duch 1914 roku”. W tej antynomii wyrażała się specyficzna droga niemiecka, która w tym momencie rozchodziła się z głównym nurtem myślenia Europy Zachodniej. Podczas bowiem gdy na zachodzie Starego Kontynentu narastała w okresie międzywojennym debata wokół takich zagadnień, jak: równouprawnienie, prawo do samostanowienia, parlamentaryzm i prawa człowieka, Niemcy pogrążyły się w szukaniu legitymizacji dla antyzachodnich idei. Ta duchowa rebelia, która kazała przeciwstawić ideał obowiązku, porządku i sprawiedliwości ideałom wolności, równości i braterstwa, wyrastała korzeniami z XIX w; ze specyfiki małoniemieckiego zjednoczenia, filozofii idealizmu niemieckiego oraz reakcji na gwałtowne procesy industrializacji i przeobrażeń w strukturze społecznej, za którymi nie nadążały przemiany mentalne.

Zdecydowana część elit odrzucała demokrację parlamentarną jako obcy wytwór rewolucji francuskiej i myśli zachodniej. Filozof Max Wundt oczekiwał niemieckiej odnowy poprzez oczyszczenie niemieckości z tego wszystkiego, co nieniemieckie, wołając: „Przebudźmy się, zanim będzie za późno! Także wewnątrz tego kraju powinno obowiązywać hasło: co niemieckie, niechaj niemieckie zostanie (…) Duch niemiecki i duch demokratyczny nie mają ze sobą nic wspólnego (…). Demokracja to w istocie triumf martwej litery nad żywą formą. Myśl niemiecka przeciwstawia temu roztropność życia prawdziwie moralnego. Panować powinna rozumna idea, nie zaś pragnienie jednostki. A rozum osiąga pełnię samopoznania tylko w poszczególnych osobowościach. Toteż panować powinna osobowość, nie zaś wiele osób” [13]. Drogę Niemców w przeciwnym wobec Europy kierunku wyznaczał również Tomasz Mann. Przekonywał, iż „różnica między duchem a polityką zawiera w sobie różnicę między kulturą i cywilizacją, duszą i społeczeństwem, wolnością i prawem głosu, sztuką a literaturą; niemieckość to kultura, dusza, wolność, sztuka, a nie cywilizacja, społeczeństwo, prawo głosu i literatura”[14].

Dopiero na ruinach republiki niemieckiej miało zrodzić się coś nowego. Nie tylko świat akademicki odrzucał „diabelską trójcę” wolności, równości i braterstwa. Wolność to bowiem wyzwolenie od wszelkich zasad, seksualność i zeświecczenie. Równość to emancypacja Żydów, a braterstwo to anarchia i władza motłochu. Świeckie i kościelne elity spotykały się w obronie starego porządku. Upadek cesarstwa wywołał głęboki szok w Kościołach na obszarze Niemiec. Szczególnie zagrożone poczuły się Kościoły protestanckie. Od czasów reformacji feudalni władcy terytorialni byli bowiem na obszarach protestanckich jednocześnie zwierzchnikami kościelnymi. Dla katolików i ewangelików monarchia stanowiła ostoję tradycyjnego porządku i wartości. Ernst von Dryander, dworski kaznodzieja wyraził to dobitnie w kazaniu w berlińskiej katedrze ewangelickiej 4 sierpnia 1914 roku, gdy mówił o niemieckim zaangażowaniu w wojnę „za naszą kulturę przeciw dzikości, za niemiecką moralność przeciw barbarzyństwu, za wolną, niemiecką, związaną z Bogiem osobowość przeciw instynktom nieuporządkowanych mas”[15]. Późniejszy monachijski kardynał Michael Faulhaber „rewolucję listopadową” uważał za „krzywoprzysięstwo” i „zdradę stanu”, republikę odrzucał zaś jako twór „naznaczony kainowym piętnem”. Istotę ducha niemieckiego utożsamiał ze zwycięskim duchem chrześcijaństwa, a walkę niemieckich żołnierzy w I wojnie postrzegał jako bój w obronie moralnego porządku przeciw moralności diabła. Gdyby Niemcy nie poszli na wojnę, wówczas „wroga Bogu idea francuskiej racji stanu pozostałaby bez kary i rozpełzłaby się po świecie. Tak jednak walczą i umierają nasi żołnierze jako obrońcy i mściciele Bożego porządku na świecie”[16].

Nowa postulowana wspólnota, która miała narodzić się z wojny, powinna się odgrodzić od wrogów i umocnić swą duchowość. Ponieważ Republikę uznano za wynik złowrogiego spisku, Niemcy musiały umocnić swą wewnętrzną jedność, by stworzyć nowe państwo. Odzyskiwana wolność nie była jednak wolnością jednostki do wyrażania swej opinii, lecz wolnością „germańskich ludzi”, wolnością od liberalizmu i zepsucia moralnego. Specyfika ideowego klimatu Niemiec powojennych polegała na pielęgnowaniu Innerlichkeit, tej nieprzetłumaczalnej na inne języki właściwości warstw oświeconych. Wyrażała się ona w szczególnej wrażliwości, duchowości elit, ich oderwaniu od rzeczywistości, skłonności do abstrakcji i mistyki. Była to ucieczka do wewnątrz przed sporami politycznymi, pluralizmem ideowym, wielością partii politycznych i opinią publiczną. Dominowały ideały etyczne, przeciwstawiane ideałom politycznym. Obrońcy niemieckiego ducha przeciwstawiali światu zachodniemu nową religię germańską. Ten swoisty nacjonalizm najpierw wojenny, potem kulturowy stał się w końcu nacjonalizmem rasy germańskiej. Nakazywał bowiem odgrodzenie się od wszystkiego, co nieniemieckie. Rewolucja niemiecka osiągnęła rychło stadium rewolucji rasistowskiej.

Nigdy dotąd retoryka narodowa nie zadomowiła się i nie była tak wszechobecna, jak to miało miejsce w okresie między obu wojnami. Po klęsce poszukiwano utraconego raju. Naród i wspólnota narodowa stały się panaceum na wszystkie bolączki młodej demokracji niemieckiej. Pojawiła się nowa semantyka. Retoryka narodowa stała się kategorią porządkującą. Volksgemeinschaft, Volksnation, Volksstaat, Volkswirtschaft, Volkspartei obiecywały każdemu wszystko, a wolą Volku można było uzasadnić każdą przemoc. Wspólnota spełniała też zapotrzebowanie każdej grupy społecznej. Stanowiła niespełniony nigdy ideał. Wszyscy oczekiwali bowiem od narodu odnowy, odzyskania utraconej wielkości, dumy i czci. Ideolodzy rewolucji konserwatywnej reprezentowali nurt „reformy życia” niemieckiego. Wychodzili tym samym naprzeciw oczekiwaniom większości Niemców, którzy chcieli mieć wreszcie swój wielki dzień w historii powszechnej. Niemcy miały odegrać decydującą rolę w odnowieniu „starej” Europy i uratować ją przed upadkiem.

Edgar Juliusz Jung, jeden z jej przedstawicieli wierzył, jak wielu innych, że z wojny wyłonią się nowe Niemcy, które „rozwiną skrzydła ku wieczności”. Był przekonany, że tylko „Niemiec, jako istota związana z duszą i górująca nad innymi narodami głębią swej refleksji, bogactwem swej rozległej natury, mocą i głębią własnych instynktów (…) dawał obietnicę nowej pełni”[17]. Młodość miała swoje prawa. Dlatego młode Niemcy ze swą ekspansywnością przeciwstawiano schyłkowym narodom staruszki Europy. Niemcy miały stać na straży wartości. Arthur Moeller van den Bruck zarażał ekstatycznym patriotyzmem, gdy zapewniał: „Nad Niemcami powiewa dziś tylko jeden sztandar (….) – sztandar oporu stawianego przez mężczyzn, którzy nie chcą ulegle zaakceptować dzieła zniszczenia, rozpoczętego rozszarpaniem kraju i mającego się zakończyć wytępieniem naszego narodu – sztandar – hasło wymarszu dla tych Niemców, którzy są zdecydowani odwrócić oszustwo przeciwko oszustom, uratować naród i ocalić Rzeszę”. Niemiecki nacjonalista zrozumiał, że świat zachodni stacza się. Dlatego „w tym upadającym świecie, który jest dzisiaj światem zwycięskim, próbuje niemiecki nacjonalista ratować to, co niemieckie, zachować jego kwintesencję w wartościach, które pozostały niezwyciężone…”. Pisarz ignorował ówczesną Europę, „która jest godna pogardy”. Myślał tylko o „Niemczech wszystkich epok (…), o Niemczech wiecznej teraźniejszości”[18].

Nikt nie zastanawiał się nad realnością tych oczekiwań i postulatów. Wystarczało, iż „naród” dawał szerokie możliwości manipulacji; był ideowo i politycznie niezwykle pojemny. Każdy znajdował w obietnicy narodu coś dla siebie. Czas ideowej rewolucji niemieckiej to bowiem czas proroków. Łatwo było w czasach gwałtownego postępu dać złudzenie wyzwolenia z izolacji, pogłębienia osobowości i namiastki heroizmu. Wystarczyło obiecać wolność od Żydów, którzy uosabiali wszystkich wrogów Republiki: nowoczesność, kapitalizm, bolszewizm, internacjonalizm, wykorzenienie, rozpasanie seksualne i dominację cywilizacyjną.

Wychowanie do wielkości 

Literatura konserwatywnych rewolucjonistów nie trafiała do mas. Miała charakter elitarny. Jednak forsowane przez nich ideały, wzmocnione ideologią volkistowską, odpowiadały na zapotrzebowanie czasów. Znajdowały szeroki oddźwięk w systemie wychowawczym i edukacyjnym. Szkoły i uczelnie stały się najważniejszą kuźnią formowania „nowego człowieka niemieckiego”. Ideolodzy, utopiści, organizatorzy ruchu młodzieżowego i studenckiego, nauczyciele  dostrzegali konieczność przebudowy myślenia i ożywienia wiary w niezwykłość narodu oraz jego woli panowania nad światem. Wychowanie dla wspólnoty, które stało się integralnym elementem programów szkolnych i organizacji młodzieżowych, przewidywało zbrojenie świadomości oraz  wykreowanie Niemiec – serca kontynentu – na westalkę świętego ognia świętej Rzeszy. Powołane w tym celu szkoły ojczyźniane (Heimatschulen) uczyły myśleć i działać po niemiecku. Pielęgnowały kontakt z niemiecką ziemią, naturą, przywoływały dawne dzieje chwały germańskiej, tak łatwo zaprzepaszczone przez nową cywilizację liberalną.  Propagowały typ państwa paternalistycznego, w którym prawdziwie niemiecka demokracja objawiała się swobodnym wyborem führera. Mamiły wyobrażeniem bohaterstwa. Utopijnym rojeniom oddawali się wykładowcy akademiccy. Historyk Rudolf Schulten stwierdzał w 1928 roku w Erlangen: „Bohater to coś cudownego, czego nigdy nie zrozumiemy, coś boskiego. Tym bardziej pragniemy go czcić, doznawać wzniosłej radości z jego dzieła płynącej i ufać w nadejście nowego bohatera. Ponieważ z natchnionym narodem heros może wszystko”[19]. Volk stanowił ideał poza historią i poza rzeczywistością. Dlatego nie dostrzeżono lub nie chciano dostrzec momentu, kiedy przywódca narodowosocjalistycznej partii skanalizował niemieckie tęsknoty za jednością i wielkością przeciw jednemu konkretnemu wrogowi i konkretnej rasie, uosobionym w Judentum.

Wychowanie dla niemieckich wartości oznaczało odmówienie uczestnictwa w wartościach Europy, które piętnowano jako myślenie człowieka wczorajszego, człowieka XIX w. Potrzeba przebudowy świadomości oznaczała totalną mobilizację, totalne planowanie, rozkaz i posłuszeństwo. Rzeczywisty stosunek do władzy określił Ernst Jünger w 1932 roku jako służbę. Prawdziwy rozkazodawca stawia żądania. „Największym szczęściem człowieka jest być złożonym w ofierze, a najwyższa sztuka rozkazodawcza polega na wskazywaniu celów, które są godne ofiary”. W innym miejscu  dowodził, iż „zastąpienie konstytucji planem pracy jest rodzajem humanitaryzmu, który nie ogranicza się do przyznania człowiekowi praw konstytucyjnych, lecz potrafi autorytatywnie zmienić jego życie”[20]. Wychować do niemieckości znaczyło zniszczyć to co indywidualne. Jednostka powinna bez oporu poddać się tej mobilizacji ducha. Elity przygotowywały teoretyczne podstawy do rozprawienia się z wrogiem niemieckości. Carl Schmitt, wybitny prawnik, przenikliwy analityk rzeczywistości politycznej, w której mu przyszło żyć, dostarczył naukowego uzasadnienia dla dyktatury i jej rozstrzygnięć w tej kwestii. Jego myśl współgrała z teoriami innych myślicieli epoki. Mocą autorytetu naukowego przekonywał, iż stosunki wróg-przyjaciel nie wywodzą się z żadnych norm, lecz określa je suwerenna decyzja. W jego koncepcji porządku państwowego nie było miejsca na kompromis i na mediacje. Dlatego należał do przeciwników parlamentaryzmu i liberalizmu. Zasada parlamentaryzmu sprowadza się w jego mniemaniu do „pustej formalności”, idei zaś „rządzenia przez dyskusję”, której nie tolerował, przeciwstawił dyktaturę: „Rzeczą najlepszą na świecie jest rozkaz”[21].

Naukowcy niemieccy różnych dyscyplin znaleźli argumenty wspierające pochód niemczyzny w świecie. Obok teoretyków państwa wielkie zasługi na polu krzewienia niemczyzny oddali geografowie polityczni. Główny reprezentant niemieckiej geopolityki Karl Haushofer pisał w obliczu „zagrożenia wersalskiego” m. in.: „Przestrzeń naszej planety zapełnia się coraz bardziej ludźmi (…) Aby ostać się w tej walce o byt, najlepszym przygotowaniem jest dokładne zrozumienie polityki światowej (…) Wybiegając naprzód z otchłani 1919 roku, zdołamy rozejrzeć się naokoło nie z punktu widzenia okaleczonego terytorium Rzeszy, lecz z punktu widzenia terytorium narodowego, by odkryć rysy w istniejącym podziale władzy i przestrzeni na świecie i ruszyć do odbudowy naszej potęgi. Pierwszym warunkiem tego, jest wyraźne zrozumienie stosunków między władzą i przestrzenią dziś i jutro”[22].  Przesłuchiwany przez władze alianckie w 1945 roku odpowiedział: „Byłoby nieludzkie i niemożliwe, aby niemiecki naukowiec pozostał w owych czasach obojętny wobec niedoskonałości podziału przestrzeni życiowej w Europie Środkowej po 1918 roku”.

Akademickie wykłady i szkolne podręczniki geografii wskazywały zewnętrznego wroga. O ile jeszcze w 1924 roku historyk Hermann Oncken wołał: „Wróg nie stoi na prawo, ani na lewo, wróg stoi na Renie”[23], to w dodatku do „Oderzeitung” w 1928 roku ukazała się mapa pod tytułem: „Krwawiąca granica”, a w komentarzu do niej można było przeczytać: „Tutaj jest nieuleczalna (…) rana. Każdy Niemiec winien ją poznać i jej obraz mieć stale przed oczyma. Tu krwawi kraj z niezliczonych, rozerwanych żył. Podzielony został niemiecki naród i niemiecki kraj. Grozi nam zniszczenie! Tu jest przestrzeń życiowa i przyszłość niemieckiego marszu. Tu spoczywa od wieków niewykopany skarb. Jeżeli Niemcy go znajdą, będą silni na nowo. Każdy Niemiec winien wzywać do marszu na wschód”. Uznany geograf J. Vogel przypominał o ranach zadanych przez Traktat Wersalski. To on „pozbawił organizm niemiecki ważnych ziem, tym samym pożywienia, powietrza, przestrzeni – zostaliśmy narodem bez ziemi”[24]. Agitacja przybrała takie rozmiary pod koniec lat 30., iż większość nauczycieli mogła podpisać się pod tekstem  Albrechta Burcharda, geografa z Jeny, który pisał w 1939 roku „My, Niemcy wypełniamy narodowy obowiązek. Wódz woła wszystkich, gdziekolwiek na świecie się znajdują, do urzeczywistnienia idei wielkoniemieckiej jedności. Niemiecki geograf ma wszelkie powody po temu, aby pochód na wschód popierać nie tylko przez ludzkie, lecz także naukowe uczestnictwo”[25].

Na użytek jedności niemieckiej i przezwyciężenia „dyktatu wersalskiego” Albrecht Penck sformułował koncepcję „niemieckiej ziemi narodowej i kulturowej”. W jego przekonaniu ziemia zajmowana przez dany naród rośnie razem z nim i nie ulega politycznym zastojom dopóty, dopóki naród odznacza się żywotnością. Ziemia narodowa Niemców utożsamiana była z obszarem języka niemieckiego. Ziemia kulturowa to obszar osadnictwa niemieckiego, znajdowała się więc wszędzie tam, gdzie sięgały wpływy kultury niemieckiej. Upowszechniana w naukowych czasopismach teoria odegrała znaczną rolę w batalii na rzecz popierania niemczyzny w świecie. Dzięki niej mógł Hitler stwierdzić: „Niemiecki naród musi być silniejszy i bardziej wartościowy niż inne narody. 80 milionów Niemców wewnątrz Rzeszy wraz z 8 milionami spoza jej granic stanowi wspólnotę narodową, która ze swą wewnętrzną wolą walki i poczuciem własnej wartości stanowi o mocarstwowej pozycji Niemiec”[26]. Rewizjonizm terytorialny wspomagany był przez rewizjonizm kolonialny. Wydana przez Hansa Grimma w 1926 roku powieść Naród bez ziemi (Volk ohne Raum”) należała do dwudziestu najbardziej poczytnych w Niemczech książek pierwszej połowy XX w.

Utopijne idee zaczęły przyjmować realny kształt w organizacjach młodzieżowych, które przekuwały elitarne idee w rzeczywistość. Germańska ideologia stanowiła podstawę m. in. Zakonu Młodych Niemców (Jungdeutsche Orden) organizacji „Aryjczyków” opartej na strukturze średniowiecznych zakonów rycerzy niemieckich, liczącej już w połowie lat 20. ponad 130 tys. członków. Nowy człowiek i nowy naród wykuwał się w szeregach Wilkołaka (Wehrwolf) oraz najbardziej popularnej organizacji weteranów Stahlhelm, powstałej w 1919 roku Jego liderzy zapewniali w „Braunschweige Landeszeitung”4 lipca 1924 roku, iż „Stahlhelm walczy o niemiecki Volk”, o „odnowę rasy germańskiej; walczy o umocnienie niemieckiej świadomości i uwolnienie narodu od wpływu obcych ras”.

Nosiciele nowego nacjonalizmu, nowego człowieka i narodu niemieckiego nie przewidzieli Holocaustu. Wielu z nich nie godziło się wewnętrznie na metody hitlerowskiej polityki. Zarysowane zaledwie idee stworzyły jednak klimat, który odpowiadał większości obywateli Rzeszy. Spełniały tęsknoty i oczekiwania przeciętnego obywatela, co sprawiło, iż zdecydowana większość Niemców czuła się bardziej u siebie w domu nie w 1919, lecz w 1933 roku I wojna stanowiła wstęp do II wojny. Zarówno ci, którzy czuli się dziedzicami przeżyć wojennych, wykreowani na męczenników, jak i ci, którzy czuli się nauczycielami narodu, przygotowali korzystny grunt dla nowego wodza. Kult przemocy, siły, głębi osobowości, germańskiej wiary, potrzeba ofiary na ołtarzu narodu, wołanie o bohatera i wodza, odrzucenie wszystkiego, co słabe i połowiczne, wszystko to posłużyło Hitlerowi do rozprawienia się z wszystkim, co zaprzeczało naturze niemieckości. Narodowy socjalizm nie wniósł bowiem żadnych oryginalnych idei. Ruch brunatny wykorzystał rezerwuar zmobilizowanej energii ludzkiej, nadał kierunek, wskazał wyraziście granice wspólnoty, z których wykluczył wroga. Obywatel nie musiał już dokonywać wyboru i odczuwać ciężaru odpowiedzialności. Czy można było powstrzymać ten ruch ideowy? Zauważyć moment narodzin zła? Jaka jest nieprzekraczalna granica negatywnej mobilizacji społeczeństwa? Czy i kiedy dostrzegło ono, że Hitler nie przywróci mu dumy i nie doprowadzi do wielkości? Z pewnością w 1933 roku niewielu mogło przewidzieć finał rozpoczętego „dzieła”. Chociaż przenikliwy poeta Heinrich Heine już w 1834 roku ostrzegał: „Nie śmiejcie się z fantasty.(…) Gdy kiedyś usłyszycie wybuch, taki, jakiego w historii świata jeszcze nie było, będziecie wówczas wiedzieli: to niemiecki grzmot osiągnął wreszcie swój cel. Na ten dźwięk orły będą martwe z nieba spadać, a lwy w najdalszym zakątku afrykańskiej pustyni podkulą ogony i wpełzną do swych pieczar królewskich, Zaiste, Niemcy pokażą widowisko, przy którym rewolucja francuska wydawać się będzie niewinną idyllą”[27].


[1] I. Kant, Do wiecznego pokoju. Projekt filozoficzny, tłum. M. Żelazny, Toruń 1995, s. 49.

[2] J. Penzler (Hrsg.),  Die Reden Kaiser Wilhelms II. in den Jahren 1888-1895, Bd. 1, Leipzig  1897, s. 209.

[3] Wywodzi się ona od niemieckiego „Volk”, pojęcia nieprzetłumaczalnego (ani „lud” ani „naród”). Stanowi specyficzny produkt niemieckiej myśli. Wyraża mistyczne przekonanie, że „duch” odzwierciedla „przyrodę”, ta zaś wyraża się rasą. Zakorzenienie w ojczystej ziemi, wspólnota krwi, ziemi i duszy „Volku” stanowić miały organiczną jedność niemiecką.

[4] R. Kjellén, Die politischen Probleme des Weltkrieges, Leipzig und Berlin 1916, s. 3.

[5] E. Jünger, Der Kampf als inneres Erlebnis, Berlin 1922, s. 32 i 74.

[6] E. Jünger, Schließt Euch zusammen!, „Standarte“ nr 17, 1926, s. 391. Za: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, wybór i opracowanie Wojciech Kunicki, Poznań 1999, s. 22.

[7] W. Flex, Der Wanderer zwischen beiden Welten, München 1918.

[8] W. Flex, Vom Großen Abendmahl. Verse und Gedanken aus dem Feld, München b.r.w., s. 15.

[9] F. Schauwecker, Deutsche Allein. Schnitt durch die Zeit, Berlin 1931, s. 162.

[10] S. Zweig, Die Welt von gestern, cyt. za G. L. Mosse, Gefallen für das Vaterland, Stuttgart 1993,  s. 82.

[11] R. Musil, Europäertum, Krieg, Deutschtum, „Die Neue Rundschau” 25, 1914, s. 1303.

[12] F. G. Jünger, Koncentracja nacjonalizmu, 1928, w: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, op. cit., s. 386-387.

[13] M. Wundt, Deutsche Staatsauffassung, „Deutschlands Erneuerung” nr 2, 1918, za Ch. Graf von Krockow, Niemcy. Ostatnie sto lat, tłum. A. Kopacki, Warszawa 1997, s. 97.

[14]  T. Mann, Rozważania człowieka apolitycznego (1918), w: Sonderweg. Spory o „niemiecką drogę odrębną“, wybór, opracowanie i wprowadzenie H. Orłowski, tłum. J. Kałążny, Poznań 2008, s.93.

[15] B. Doehring (Hg.), Eine feste Burg – Predigten und Reden aus eherner Zeit, Bd. I, Berlin b. roku w., s. 14.

[16] K. Deschner, Ein Jahrhundert Heilsgeschichte. Die Politik der Päpste im Zeitalter der Weltkriege. Von Leo XIII bis zu Pius XI, Köln 1983, s. 273.

[17] E. J. Jung, Władztwo miernot. Jego rozpad i zastąpienie przez nową Rzeszę, w: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, op. cit., s. 227.

[18] A. Moeller van den Bruck,  Trzecia Rzesza,1926,  w: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, op. cit.,  tłum. T. Fabiś, s. 384.

[19] R. Schulten, Held und Volk, Erlangen 1928, za: Ch. Graf von Krockow, Niemcy. Ostatnie sto lat, przeł. A. Kopacki, Warszawa 1997, s. 138.

[20] E. Jünger, Der Arbeiter, Hamburg 1932, s. 71,  280.

[21] C. Schmidt, Legalität und Legimität, München 1932, s. s. 13.

[22] K. Haushofer, Weltpolitik von heute, Berlin 1934, s. 23.

[23] P. Schöttler, Die historische „Westforschung” zwischen „Abwehrkampf” und territorialer Offensive, w: tenże (Hg.), Geschichtsschreibung als Legitimationswissenschaft 1918-1945, Frankfurt a. M. 1997, s. 205.

[24] J. Vogel, Was der deutsche Osten für unser Volk bedeutet, w: Der deutsche Ostraum im Unterricht. Ein Handbuch für Lehrer, Breslau 1935.

[25] A. Burchard, Neuordnung im deutsche Osten, „Geographischer Anzeiger“ nr 23-24, 1939, s. 481.

[26] Za H.-A. Jacobsen, Misstrauische Nachbarn. Deutsche Ostpolitik 1919/1970. Eine Dokumentation, Düsselddorf 1970, s. 127-128.

[27] H. Heine, Sämtliche Werke, Bd. 9, München 1964, s. 282.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata