70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Spór o zarodek – ontologiczny problem filozofów

Spośród zagadnień poruszanych w kwietniowym „Znaku” o in vitro jednym z istotniejszych jest ontologiczny status ludzkiego zarodka. Czy jest on czy nie jest człowiekiem? – oto problem będący przedmiotem sporu w trwającej już kilkadziesiąt lat debacie bioetycznej.

Spór ten można toczyć na płaszczyźnie teologicznej, filozoficznej i biologicznej, choć w praktyce do argumentów biologicznych sięga się w końcu zawsze, jako, zdawałoby się, obiektywnych i intersubiektywnych. Posługiwanie się nimi bywa jednak często nieprawidłowe z punktu widzenia warsztatu nauk biologicznych oraz, jak mi się wydaje, nie zawsze jest poprawne logicznie.

Wspomniany już „Znak” przyniósł szereg tekstów poświęconych zapłodnieniu in vitro. Komentarz rozpocznę od wypowiedzi filozofa Pawła Łukowa, który polemizuje z moim stwierdzeniem, że zbiologicznego punktu widzenia embrion ludzki jest po prostu młodym człowiekiem, ponieważ biologia nie dostarcza żadnych obiektywnych kryteriów pozwalających na wyróżnienie w rozwoju człowieka jego przedludzkiej i ludzkiej fazy. Według niego zdaję się sądzićże „człowiekiem jest każda forma biologicznego życia ludzkiego mająca w sobie potencjał rozwojowy lub dalszego trwania”. Zapominam przy tym, że „to, czy coś ma taki potencjał, zależy od środowiska, w jakim się znajduje. Dowodów na to dostarczają nie tylko embriony, których potencjał rozwojowy zda się na nic bez macicy, w której się będą rozwijać, ale też ludzie starzy i chorzy. Ich potencjał dalszego trwania zależy od troski i wiedzy innych ludzi i instytucji”.

Z tego, co pisze Paweł Łuków, wynika, że osobnikiem danego gatunku jest się wtedy, gdy ma się dostęp do zasobów odżywczych, i to w ciągu całego życia. Aby gatunek mógł istnieć, ewolucyjnie wykształciły się mechanizmy zapewniające młodym organizmom dostęp do tych zasobów. U ssaków następuje to przez implantację zarodka do macicy. Sprawa jest banalnie prosta: umożliwienie embrionowi ludzkiemu dostępu do zasilania w pokarm, wodę i tlen nie ma żadnego związku z jego statusem normatywnym, a jedynie pozwala mu żyć. Gdyby taki związek istniał, mielibyśmy problem statusu normatywnego człowieka w całym jego ontogenetycznym rozwoju, ponieważ pokarmu potrzebuje on zawsze.

Problem implantacji pojawia się też w innym sposobie kwestionowania człowieczeństwa ludzkiego embrionu. W dyskusji redakcyjnej Halina Bortnowska, również filozof, przytacza powtarzającą się jak mantra opinię o embrionach, że nie należy się przejmować losem tych nadliczbowych, tworzonych przeważnie w procedurze in vitro, ponieważ również w naturze znaczna cześć embrionów nie jest implantowana i ginie. Stwierdza: „tyle mówi się o naturze, a tymczasem sama przyroda tych zarodków specjalnie nie oszczędza. To, że tylko jeden z nich dochodzi do pełni życia, wcale nie musi oznaczać, że osiągnął to kosztem swych >>braci i sióstr<<”.

Rzeczywiście, przyroda zarodków nie oszczędza. Wydaje się jednak bardziej miłosierna, bo przynajmniej każdemu z nich daje szansę. W sytuacji naturalnego ginięcia zarodków istotnie nie można powiedzieć, że ten, który przeżył, dokonał tego kosztem życia rodzeństwa. Jednakże gdy lekarz pod mikroskopem selekcjonuje spośród kilku/kilkunastu przez siebie wytworzonych embrionów tego, którego przeznaczy do rozwoju, to przeżycie takiego embrionu odbywa się kosztem jego „braci i sióstr”. Co więcej, ludzie umierają z przyczyn naturalnych w każdej fazie życia, nie tylko embrionalnej. Czy z tego wynika, że możemy ich zabijać we wszystkich fazach? Bo na jakiej podstawie mamy się ograniczać? Można powiedzieć, że popadam w demagogię. Nie. Po prostu staram się rozumować logicznie aż do końca!

Zdziwienie budzi też stwierdzenie Haliny Bortnowskiej, że „przekonanie o człowieczeństwie zarodka jest przekonaniem dogmatycznym wywiedzionym z pewnej teorii, a nie wprost z doświadczenia”, zwłaszcza w kontekście innego: „mam przekonanie, że gdzieś u spodu tych argumentów tkwi przekonanie, że >>tak naprawdę<< zarodek jest dzieckiem”. Ciekawe, jakie doświadczenie stoi za tym stwierdzeniem, skoro jest ono przekonaniem? Rację ma o. Robert Pilch, kiedy mówi, że ono właśnie jest dogmatyczne.

Zbigniew Zalewski, kolejny filozof biorący udział w rozmowie, zauważając, że „ontologiczny status wczesnego zarodka jest problemem, wokół którego ciągle trwa dyskusja”, również powtarza argument o ginięciu znacznej liczby zarodków powstałych w naturalnym poczęciu, ale przywołuje za Normanem M. Fordem dwa inne, chociaż też nienowe.

Jeden z nich mówi, że moment zapłodnienia nie jest początkiem ludzkiego życia, ponieważ wczesny zarodek może się jeszcze podzielić, tworząc bliźniaki, czyli nie ma on jeszcze tożsamości ontologicznej (w debacie bioetycznej mówi się, że nie nastąpiła jeszcze indywidualizacja). Ford, a za nim Zbigniew Zalewski zdają się zapominać, że organizmy żywe rozmnażają się bezpłciowo – m.in. przez podział – oraz płciowo. Pierwszy sposób dominuje wśród mikroorganizmów, drugi u organizmów wyższych, w tym człowieka, nie oznacza to jednak, że podział nie występuje u niego w ogóle. Powstawanie bliźniaków jednojajowych to właśnie rozmnażanie przez podział. Jeśli więc tożsamość ontologiczna embrionu przed jego ewentualnym podziałem stanowi dla filozofów problem, to w takim razie żadna komórka bakteryjna będąca osobnikiem swojego gatunku, nie ma tożsamości ontologicznej, bo za chwilę mogą z niej powstać dwie komórki, które w dodatku ten brak tożsamości ontologicznej będą dziedziczyć, bo za kilkanaście minut znowu się podzielą. Horror ontologiczny filozofa!

Drugi argument odwołuje się do biologii molekularnej:

zarodek w pierwszych chwilach swojego rozwoju nie rozwija się samoistnie. Pierwsze podziały są sterowane przez RNA z komórki jajowej, a nie własne RNA zarodka. Inicjacja rozwoju pochodzi z zewnątrz – w związku z tym zarodek nie jest samoistnym bytem.

Otóż wszystko, co do zygoty wnoszą komórki rozrodcze, staje się własnością zarodka, który tym wkładem samodzielnie dysponuje. To, że inny jest wkład plemnika, a inny jaja, jest zaś truizmem. Co więcej, zarówno Ford, jak i Zalewski mają całą informację genetyczną swoich mitochondriów odziedziczoną tylko po mamie, nie są więc, zgodnie z powyższym rozumowaniem, bytami samoistnymi!

Jako biolog, mogę być przeganiany z dyskusji o statusie ontologicznym embriona gdyż, jak pisze Paweł Łuków,

spór o status zarodka lub płodu jest sporem filozoficznym i nie da się go rozstrzygnąć siłami nauki. Biologia może nam dostarczyć faktów, ale ich status normatywny to coś zupełnie innego. Biologia nigdy nie powie nam, czy embrion jest cenny, ponieważ pod mikroskopem nie widać wartości embrionu ani czegokolwiek.

Biologia również nie powie nam nic o wartości Pawła Łukowa ani mnie. Status normatywny nadaliśmy człowiekowi w naszej kulturze sami, co wyraża się jego uznaniem nie tylko jako osobnika gatunku homo sapiens, ale także jako osoby. Jak widać, prowadzi to nieraz do sytuacji kłopotliwych, takich właśnie, jaką stwarzają nadliczbowe embriony w procedurze zapłodnienia in vitro, które w większości skazujemy na zniszczenie. Tu możliwe są dwa wyjścia: albo zrezygnujemy z normatywnego statusu człowieka (na co raczej nikt się nie zdecyduje), albo umówimy się, że w fazie embrionalnej takiego statusu embrionowi odmawiamy. Niektóre próby uzasadniania takiego stanowiska omawiałem wyżej. Dochodzi do nich jeszcze próba zakwestionowania tożsamości embrionu z osobnikiem w późniejszych stadiach rozwojowych. Łuków pisze na ten temat:

Tożsamość jakiejś istoty w czasie, pomimo zachodzących zmian, to trudna idea. Od tego, jak ją pojmujemy, zależy to, czy z ciągłości rozwojowej między zarodkiem a urodzonym dzieckiem będziemy wnioskować o ich tożsamości. Nawet jednak identyczność zarodka i dziecka sama nie dowodzi, że zarodkowi należy się ochrona moralna i że powinna ona być taka jak ochrona, którą otaczamy dziecko.

Powyższe rozumowanie można ciągnąć dalej: identyczność dziecka i dorosłego sama nie dowodzi, że dziecku należy się ochrona moralna i że powinna ona być taka jak ochrona, którą otaczamy dorosłego. Jak wiemy, w różnych kulturach różnie z tym bywało.

Rzeczywiście, embrion ludzki wyglądem nie przypomina dorosłego człowieka (a nawet dziecka). Proponowałbym jednak podzielić proces rozwoju na tygodnie i wskazać między którymi tygodniami zachodzi zmiana owej tożsamości. A musiałaby to być zmiana zasadnicza i niesamoistna, związana z wprowadzeniem jakiegoś elementu z zewnątrz. Warunki zewnętrzne mogą ten rozwój uniemożliwić lub zakłócić (mamy wtedy do czynienia z sytuacją patologiczną), ale nie mogą ulepszyć tego wewnętrznego programu rozwojowego. Co więcej, łatwo wykazać, że każdy z nas jest dziś biologicznie inny, niż był wczoraj i inny niż będzie jutro. Tak więc problem tożsamości, jeśli w ogóle istnieje, dotyczy całego życia organizmu, niezależnie od tego, jak duże zmiany w nim zachodzą w poszczególnych etapach ontogenezy.

Mamy tu do czynienia z dwiema decyzjami. Po pierwsze, przyjęcia lub nie tożsamości istoty ludzkiej w całym jej rozwoju i, po drugie, nadania jej statusu normatywnego. W obu przypadkach trzeba zrobić jakieś założenia, których uzasadnienia powinno się szukać – zgodnie z logiką –  poza systemem, w którym się je stosuje – po to, by nie wpadać w błędne koło. Pozostają: biologia, teologia albo… arbitralność. Do arbitralności nikt się nie przyznaje chętnie. Niektórzy filozofowie sięgają więc wybiórczo do argumentów biologicznych tam, gdzie uzasadniają one odmowę przyznania embrionowi statusu normatywnego. Gdy wysuwa się argumenty biologiczne za człowieczeństwem embriona, wołają: „wara biologom od wypowiadania się w tej sprawie!”. Warto przy tym zauważyć, że embrion (czy zygota) ludzka jest jedynym stadium rozwoju, w którym przyznając jej status normatywny, nie musimy formułować żadnego zestawu cech uzasadniających to uznanie. Taka konieczność istnieje natomiast, gdy status normatywny przyznajemy w późniejszych okresach rozwojowych. Ponieważ propozycji takich jest dużo, stąd też zestawy cech predysponujących rozwijający się byt do nadania mu takiego statusu bywają różne.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy filozofowie mają takie problemy.  Bogusław Wolniewicz pisze:

Czym jest embrion? Pytanie to stawia się niechętnie, a odpowiada z reguły pokrętnie, bo odpowiedź szczera jest kłopotliwie prosta: ludzki embrion jest istotą ludzką. Człowiek przybiera w swoim rozwoju ontogenetycznym kilka postaci: zarodkową, płodową, noworodkową, niemowlęcą, dziecięcą, młodzieńczą, dojrzałą i starczą.. Embrion jest pierwszą z nich: jest istotą ludzką w postaci zarodkowej. Podważanie tej zasadniczej prawdy jest sofistyką[1].

Tym razem, pozostając jako biolog z boku, chętnie przysłuchałbym się dyskusji między filozofami reprezentującymi te odrębne stanowiska, jeśli w ogóle byliby w stanie ze sobą na ten temat rozmawiać.


[1] B. Wolniewicz, Uwagi o klonowaniu, w: „Medycyna Wieku Rozwojowego”. Suplement 1 do nru 3, tom III, 1999 r., s. 181.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata