70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kuba, która nadchodzi

Od dłuższego czasu cały świat zadaje sobie pytanie, co stanie się z Kubą, gdy umrze jej dyktator Fidel Castro.

Od Zachodu i Wschodu, ze wszystkich stron świata, do wybrzeża tej pięknej karaibskiej wyspy napłynęła już nie zwykła fala, ale prawdziwe „tsunami plotek” na temat El Comendante. Stan jego zdrowia (tajemnica państwowa na Kubie) jest przedmiotem spekulacji w każdym zakątku kraju. Castro, wielbiciel długich przemówień, nie wystąpił publicznie od ponad roku. Już od ponad miesiąca nie pokazuje się w telewizji, nigdzie też nie ukazują się jego aktualne fotografie. Niektórzy mówią, że już umarł i że jego otoczenie czeka na odpowiedni moment, aby tę śmierć ogłosić; inni wierzą, że żyje, ale jest bardzo chory – są i tacy, którzy myślą, że wraca do zdrowia.

Pewne jest, że fizyczna kondycja Fidela jest bardzo zła i że może on umrzeć w ciągu kilku dni, tygodni albo miesięcy. Historia go bez wątpienia nie rozgrzeszy (choć sam zwykł tak mawiać) – raczej pogrzebie w czeluściach razem z innymi dyktatorami, którzy przysparzali cierpień własnym narodom.

Rządy Fidela Castro nie mają już oparcia w stabilnej gospodarce. Kuba, jedno z najlepiej prosperujących państw Ameryki Łacińskiej pierwszej połowy XX wieku, przekształciła się w ciągu prawie pięciu dekad castryzmu w ruinę ekonomiczną, społeczną i, co najgorsze, w dużym stopniu także moralną.

Kubańska gospodarka znajduje się w opłakanym stanie i nie próbuje się nawet tego zmienić. Za przykład może posłużyć przemysł cukrowniczy: niegdyś kwitnąca gałąź gospodarki jest dziś smutnym cieniem dawnej świetności. Podczas gdy inne kraje zwiększyły produkcję cukru, Kuba wytwarza go pięć-sześć razy mniej niż przed kilkoma dekadami. Połowa cukrowni została zamknięta, a niektóre z tych, które przetrwały, i tak nie funkcjonują z powodu niskiej rentowności. Gospodarka scentralizowana okazała się katastrofalnym pomysłem w odniesieniu do cukrownictwa, które na Kubie jest zatrważająco niewydajne.

Obecnie Kuba produkuje i sprzedaje bardzo niewiele. Najważniejszymi źródłami dochodów są dotacje (bardzo często symboliczne), które wyspa otrzymuje od rządu wenezuelskiego, pieniądze przysyłane przez emigrantów dla swoich rodzin oraz wpływy z sektora turystycznego. Ten ostatni kuleje jednak coraz bardziej. Rozwój turystyki jest utrudniony ze względu na zwiększoną nad nim kontrolę wojska. Statystyka dotycząca liczby turystów odwiedzających Kubę – a jest to jedna z nielicznych statystyk, którym można wierzyć, ponieważ jej wiarygodność można kontrolować z zagranicy – pokazuje wyraźnie, że w 2006 roku wyspę odwiedziło mniej turystów niż rok wcześniej. To dlatego rząd rozpoczął intensywną kampanię promocyjną.

Na Kubie lekceważone są także prawa człowieka.

Po licznych więzieniach porozrzucani są więźniowie sumienia, których liczba sięga trzystu. Wszystkich przetrzymuje się w nieludzkich warunkach.

Kubańczyków pozbawiono swobód politycznych i ekonomicznych. Nie mają wolnych wyborów, wolności prasy i wolności słowa. Ich zarobki, mierzone w niewymienialnym peso narodowym (w skrócie CUP, nazywanym też peso kubańskim), wynoszą równowartość 10 euro miesięcznie, w dodatku za większość produktów, na które nie przysługują kartki reglamentacyjne, mogą zapłacić tylko peso wymienialnym (tzw. peso convertible, w  skrócie CUC, wprowadzone w zamian za dolara amerykańskiego w 2004 r.) – a jego wartość jest już dużo wyższa[1]. Nie mogą inwestować ani założyć własnej firmy. A na dodatek w większości przypadków nie wolno im nawet korzystać z najlepszych plaż i hoteli, które zarezerwowane są dla turystów z zagranicy. Uprzywilejowanie cudzoziemców kosztem własnych obywateli tworzy swoisty turystyczny apartheid, w istnienie którego trudno uwierzyć. Pozostaje on jednak faktem.

Na Kubie posiadanie samochodu to oznaka luksusu. Tak samo jest z telefonem komórkowym – ma go zaledwie 1 procent populacji i jest to najniższy wskaźnik w całej Ameryce. Dostęp do Internetu to przywilej zarezerwowany dla garstki osób.

Co więc stanie się z Kubą, kiedy Fidel Castro umrze?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że sytuacja nie jest zbyt optymistyczna. Wiele wskazuje na to, że po dyktaturze Fidela nastąpi dyktatura jego brata, Raula Castro. Obdarzona pełnym zaufaniem obecnej władzy garstka „raulistów” – żołnierzy w podeszłym wieku, swoistej castrowskiej gerontokracji – kontrolująca kubańskie siły zbrojne i za ich pośrednictwem również pozostałe rządowe resorty, umocniła w ostatnim czasie swoją pozycję.

Bez wątpienia Raul Castro i jego otoczenie zdają sobie sprawę, że aby móc dalej kontrolować sytuację, muszą zaprowadzić pewne zmiany. Na razie oświadczenia o jakichkolwiek reformach są tylko pustą retoryką, ponieważ Fidel Castro, choć chory, nadal powstrzymuje  nawet najmniejsze mające wpływ na codzienne życie zmiany w systemie. Dyktator napisał ostatnio (albo zarządził, by napisano za niego) artykuł przeciwko jakimkolwiek reformom, zatytułowany Nadrewolucjoniści, występując w nowej dla siebie roli publicysty. Ale po jego śmierci, zrazu nieśmiało, uruchomione zostaną pewne procesy ratowania stojącej na skraju bankructwa gospodarki kraju. Kuba wybierze „chińską drogę” albo być może lepszą – wskazaną w latach 80. przez wietnamską Doi Moi – Wielką Odnowę. Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, że kiedy Raul Castro przejmie całkowitą władzę, zapoczątkuje program stopniowych reform wzorowany na doświadczeniach chińskich i wietnamskich. Od początku lat 90. brat Fidela, a teraz tymczasowy dyktator, podkreśla swój podziw dla tych modeli. Jego „strategia na przeżycie” polega na łączeniu pełnej, „bezlitosnej” kontroli politycznej i szacunku dla spuścizny po swoim bracie z otwartością w dziedzinie gospodarki, która, wciąż sterowana przez państwo, zacznie się rozwijać. Raul skłania się bardziej ku zaadaptowaniu na Kubie wietnamskiego modelu „otwartych drzwi” Doi Moi, który zastosowało „pragmatyczne” skrzydło Komunistycznej Partii Wietnamu w 1986 roku po śmierci przywódcy Le Duana. Raul Castro uważa, że choć model chiński przyniósł ze sobą pozytywne doświadczenia, pozbawił jednak państwo kontroli nad gospodarką, okazał się zbyt otwarty i spowodował rewolucję na placu Tiananmen. Przyszły kubański władca za wszelką cenę chciałby uniknąć takiej sytuacji, gdyż zdaje sobie sprawę, że mógłby jej nie opanować.

Po śmierci Fidela Castro można się więc spodziewać procesu stopniowych reform, które wprowadzą bardziej „racjonalną” gospodarkę i osłabią niepokoje wśród społeczeństwa wywołane przez kryzys ekonomiczny. Raul zdaje sobie sprawę z tego, że w przeciwnym wypadku wzrastające niezadowolenie na ulicach znajdzie ujście w buncie lub ogólnospołecznej mobilizacji przeciw rządowi. Gwarancją powodzenia reform będzie więc dla niego poparcie sił zbrojnych skutecznych jako straszak, które „przetestował” już zresztą w sierpniu 1994 r. podczas zajść na bulwarze Malecon w Hawanie. Równocześnie jednak nie może być pewien, że tym razem uda mu się w ten sposób zatrzymać bunt Kubańczyków.

Ale są i dobre wiadomości: częściowe otwarcie się systemu szybko spowoduje całkowity upadek reżimu.

Kuba to nie Chiny ani Wietnam: reformy gospodarcze osłabią reżim, czego świadom jest (lub był) Fidel Castro. El Comendante pozwalał na częściowe reformy jedynie wtedy, kiedy nie miał już innego wyjścia i szybko się z nich wycofywał po upewnieniu się, że już nie są mu do niczego potrzebne. Otwartą, publiczną debatę na temat reform ograniczyć jest zawsze trudno – Fidel był tego świadom, dlatego zawsze unikał dyskusji, swoje niewielkie reformy wprowadzając za pomocą dekretów – bez konsultowania ze społeczeństwem.

Jeżeli nie przeprowadzi się reform, albo jeżeli nie odniosą one skutku, dni rządów Raula Castro będą policzone. On i jego starzy oficerowie wiedzą, że Kubańczycy nie zniosą już następnej zapaści gospodarki. Zaś w przypadku powodzenia reform wytworzy się nowa klasa średnia, która prędzej czy później wymusi zmiany polityczne. Podobnie jak oznaki codziennego niezadowolenia rośnie również siła opozycji wobec dyktatury. Po śmierci swojego brata Raul Castro nie będzie w stanie utrzymać władzy, jeśli w krótkim czasie nie uczyni niczego w kwestii demokratyzacji – a każda poważna reforma przyniesie ze sobą przemiany demokratyczne. Innego wyjścia nie ma, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że obecny system jest sprzeczny z naturą i godnością człowieka i na dłuższą metę niemożliwy do utrzymania.

Są to dobre wiadomości dla wszystkich Kubańczyków, w szczególności zaś dla niesprawiedliwie oskarżonych, więźniów politycznych, ich rodzin – jak na przykład dla członkiń ruchu Damas de Blanco (Damy w Bieli) – a także dla opozycjonistów. Głowy do góry, bo tamten czas już się kończy. Godzina wolności jest blisko.

Jednak zanim ten moment nadejdzie, obowiązkiem demokratów na całym świecie jest wspieranie kubańskich wojowników o wolność i demokrację. Możemy wspierać Kubę w miejscu naszego zamieszkania albo wtedy, kiedy wybierzemy się tam na wycieczkę. W tym drugim wypadku powinniśmy wyostrzyć nasze zmysły, aby dostrzec prawdziwe oblicze kraju, a nie tylko takie, które prezentują nam oficjalne foldery turystyczne.

Stąd wzięło się hasło kampanii solidarnych podróży organizowanej przez Solidaridad Española con Cuba (Solidarność Hiszpańska z Kubą). Zainicjowaliśmy ją pod hasłem „Si vas a Cuba, ve bien” („Jeśli jedziesz na Kubę, przypatrz się dobrze”) albo: „Jeśli jedziesz na Kubę, idź we właściwym kierunku”. Słowo „ve” ma w języku hiszpańskim podwójne znaczenie: można go użyć w wyrażeniu „ver bien”, „widzieć dobrze”: chodzi o zobaczenie innej Kuby, Kuby represjonowanej i ukrywanej przez rząd. Funkcjonuje też w wyrażeniu „ir bien”, przez które chcieliśmy powiedzieć wszystkim: idź, solidaryzując się materialnie i moralnie z najbardziej godnymi szacunku Kubańczykami – tymi, którzy są prześladowani przez rząd za to tylko, że żądają pozytywnych zmian dla swojego kraju, z rodzinami więźniów politycznych, obrońcami praw człowieka, duchownymi, pracownikami niezależnych bibliotek.

Z tą intencją przygotowaliśmy Przewodnik Solidarnego Turysty przeznaczony dla wszystkich wybierających się na Kubę, który przekaże im nie tylko informacje o atrakcjach turystycznych, ale również poinformuje o wszystkich osobach represjonowanych przez reżim oraz przyniesie wskazówki, w jaki sposób można je wspomóc. Przewodnik został przetłumaczony na język polski i zaprezentowany w Polsce przez Instytut Lecha Wałęsy.

Kuba, która nadejdzie, będzie bez wątpienia wolna i demokratyczna. Czekając na ten moment, wszyscy powinniśmy solidaryzować się z tymi Kubańczykami, którzy na to najbardziej zasługują. Ze względu na swój charakter i historię Polacy są wręcz powołani do odegrania wielkiej roli w szeregach osób solidarnych z Kubą, wszystkich tych, których celem jest wolna Kuba.

 

Tłumaczyła: Katarzyna Wydra


[1] Przeciętnemu Kubańczykowi miesięcznie przysługuje na kartki 3 kg ryżu, 3 kg cukru, 6 jajek, 125 g kawy, 250 g suszonej fasoli, 250 g mielonego produktu mięsopodobnego z soi albo ćwiartka kurczaka (przyp. tłum.).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata