70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Duchowy atlas świata z szatanem w tle

Ryszard Kapuściński twierdzi, że współczesny człowiek ma aż cztery tożsamości związane ze swą „małą ojczyzną”, z jakimś państwem, kontynentem (na przykład Europą) i wreszcie kształtuje się jego „świadomość planetarna”. Ja mam kilka małych ojczyzn na paru kontynentach (Pewel Mała, rzymskie Trastevere, wietnamskie Hue), swoją podstawową ojczyznę geograficzno-kulturową, a także ojczyznę duchową, coraz ważniejszą. Stale się ona bogaci. Należą już do niej polski folklor góralski, ale także muzyka górali andyjskich. Wietnamska poezja liryczna i muzyka – dawna i nowa. A także tragiczna poezja hiszpańska (Lorca).

Z SZATANEM W TLE

Ryszard Kapuściński twierdzi, że współczesny człowiek ma aż cztery tożsamości związane ze swą „małą ojczyzną”, z jakimś państwem, kontynentem (na przykład Europą) i wreszcie kształtuje się jego „świadomość planetarna”. Ja mam kilka małych ojczyzn na paru kontynentach (Pewel Mała, rzymskie Trastevere, wietnamskie Hue), swoją podstawową ojczyznę geograficzno-kulturową, a także ojczyznę duchową, coraz ważniejszą. Stale się ona bogaci. Należą już do niej polski folklor góralski, ale także muzyka górali andyjskich. Wietnamska poezja liryczna i muzyka – dawna i nowa. A także tragiczna poezja hiszpańska (Lorca).

Ta duchowa ojczyzna wchłania różne, nieraz bardzo egzotyczne elementy. Rzecz w tym, aby była rzeczywiście kulturą, a nie przypadkowym zbiorem rozbieżnych elementów, czyli – aby nie stała się antykulturą.

*

Antykultura grozi nam wszystkim – i tym, dobrze – zdawałoby się – zakorzenionym, i tym, który już żyją w świecie frustrującego chaosu. Nasz świat wchodzi bowiem w głęboki kryzys, jako całość. Ma ten świat swoje odmiany i barwy, czasem jaskrawe różnice, a mimo to jako całość jest chory.

Ma swoje aspekty szatańskie.

Jest to kryzys człowieka, kultury i społeczeństwa. Nawet najbardziej skrótowy, hasłowy jego opis wymagałby kilkudziesięciu stron, zatem nie wchodzi w rachubę. A z drugiej strony mówienie o niektórych krajach, prądach czy ludziach może dać w rezultacie interesujący chaos – co skądinąd jest także jakimś obrazem tego świata, chociaż chyba nie atlasem.

Wybieram więc tylko kilka aspektów, traktując je także hasłowo. Widzę – na początek – trzy kryzysy:

– kryzys transcendencji,

– kryzys kontemplacji,

– kryzys solidarności.

*

Chodzi tu nie tylko o Transcendencję, czyli odniesienie do Boga czy jakiejś Najwyższej Rzeczywistości, ale i o jej inny wymiar: ogólne dążenie do czegoś wyższego, rozumienie czy wyczucie jakiegoś powołania człowieka, jakiejś jego misji. Wypada tu podkreślić, że bywają niewierzący, który ten wymiar transcendencji czują, bywają chrześcijanie, którzy formalnie go głoszą, a w praktyce żyją tak, jakby z chrześcijańskiego powołania niczego nie rozumieli.

Bywają niewierzący, którzy ryzykują życiem swoim i swojej rodziny w imię tej jakiejś transcendencji. Bywają ludzie, którzy dosłownie rozumieją obowiązek miłości nieprzyjaciół i oddają za nich życie – bywali chrześcijańscy antysemici, którzy oddawali życie za Żydów i traktowali to jako rzecz zwyczajną.

Otóż słabnie poczucie transcendencji i godności człowieka, a zatem jego praw, szerzy się jego instrumentalne traktowanie. Hitlerowskie „życie niewarte życia” nieświadomie nabiera pozytywnego charakteru.

*

Wymiar kontemplacji traktuję również dwojako: jako uwielbienie Boga czy Najwyższej Istoty oraz jako zdolność do podziwu wobec piękna i dobra, zdolność do skupienia i zadumy.

Nie ulega wątpliwości, że coraz trudniej się nam skoncentrować, żyjemy coraz szybciej, oddziaływają na nas coraz liczniejsze i silniejsze bodźce. Pewne typy muzyki bynajmniej nie łagodzą obyczajów, wręcz przeciwnie, prowokują do przemocy.

Potrzebujemy już „kultury kalejdoskopowej”, gdzie każde drobne poruszenie powoduje zmianę konstelacji obrazów. Kultura ta ma cechy narcystyczne (kard. Danneels) i skupiona jest na niepowiązanych ze sobą ciągach przeżyć (Jacek Szymanderski). Powoduje to nawet jakiś zanik poczucia ciągłości i tożsamości, co skutkuje m.in. brakiem poczucia winy za dawne czyny i niezdolnością do trwałych zobowiązań.

Kościół raczej nie odpowiada na potrzebę kontemplacji – przynajmniej w duszpasterstwie powszechnym. Nie dbamy o liturgię, marnujemy skarby muzyki i sztuki kościelnej. Tę muzykę w swoisty sposób laicyzujemy. Nie wyjaśniam tego bliżej, przyjdzie na to czas.

*

W trakcie zmiany ustroju niemal natychmiast dokonaliśmy rewolucji: zasadę solidarności zastąpiliśmy dogmatem konkurencji. To ona miała rozwiązać wszystkie problemy i wprowadzić nas w nowy, szczęśliwy świat. Okazało się jednak, że czasem dokonywane w dobrej wierze uproszczenia bywają w skutkach złe, czasem niebezpieczniejsze niż łatwo rozpoznawalne zło.

Nadal żyjemy w kleszczach nieprawdziwej dychotomii: wolny rynek czy etatyzm?

Nadal chętniej zajmujemy się trendami i procentami niż żywymi ludźmi. Nadal nie bierzemy poważnie pod uwagę tego, co się dzieje z młodzieżą, chociaż od wielu lat ankiety krzyczą: dzieje się coś bardzo złego! Nadal nie troszczymy się o to, aby młodych ludzi traktować poważnie, stwarzać im warunki działania i rozwoju, uznawać ich podmiotowość i współodpowiedzialność. Wyszukiwać najlepszych i wspomagać ich.

*

Nadal z uporem używamy pojęć (na przykład prawica i lewica), które przestały cokolwiek znaczyć. Gdybym musiał się politycznie określać w tych kategoriach, wyznałbym, że jestem umiarkowanym ekstremistą centrowym.

Nie rozumiem, dlaczego tak mało jest twórczej i niezależnej myśli.

Rozumiem, że partie polityczne – zajęte walką o zdobycie i utrzymanie władzy – niemal z konieczności muszą niszczyć kulturę polityczną, a budować ją mogą organizacje obywatelskie. Ale nie mają łatwego życia.

*

Zajmujemy się bezrobociem i cieszą nas malejące obecnie procenty, ale nadal bardzo trudno dostrzegać i rozumieć bezrobotnych.

Bardzo trudno realnie brać pod uwagę światowy proces rozpadania się społeczeństw na „pełnoprawnych” i „odrzuconych”, dla których prawa człowieka są czystą teorią lub kpiną.

Bardzo trudno jest rozumieć świat bezdomnych. Bardzo łatwo ich nieświadomie obrażać.

Bardzo łatwo dawać jałmużnę w sposób, który budzi nienawiść u obdarowanego. Chyba zawsze go trzeba prosić o modlitwę, bo wtedy uznaje się jego ważność.

*

Bardzo trudno jest być chrześcijaninem. W każdym z nas jest diabeł-zaskórniak („Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”), ale, na szczęście, każdy ma także Anioła Stróża.

W każdym z nas jest więc pokusa satanizmu – oczywiście nie uczestnictwa w satanistycznych obrzędach, ale czegoś bardziej podstawowego – fascynacji złem. A ta fascynacja nie bywa czymś nagłym i niespodziewanym, ale wkrada się niepostrzeżenie. Wystarczy przez jakiś czas ulegać potrzebie agresji, choćby skądinąd jakoś uzasadnionej. Wystarczy używać siły bez odpowiedniej czujności. Wystarczy uznać, że nienawiść jest koniecznym źródłem koniecznej energii dla realizacji koniecznych celów.

Wystarczy zapomnieć, że chrześcijanin może używać jedynie „siły życzliwej”, która nie budzi nienawiści, lecz szacunek. Której się trzeba nauczyć, a nie jest to wcale takie łatwe.

*

Nasze życie polityczne coraz bardziej nasiąka agresją, która promieniuje na całe społeczeństwo. Także na życie Kościoła. Reakcja na antyklerykalizm lub chrześcijaństwo rozwodnione i wybiórcze prowadzi do chrześcijaństwa zatrutego przez nienawiść i agresję.

Można wyznawać wartości chrześcijańskie w sposób, który je obrzydza.

Można głosić miłość w sposób budzący nienawiść – nie jest to wcale takie rzadkie.

*

Obserwując walki miedzy muzułmanami w Iraku, terroryzm – chciałoby się rzec, powszechny – już nie odnosi się do walki z „krzyżowcami”, lecz głównie do walk wewnętrznych między muzułmanami, winnymi czy niewinnymi – to mało ważne. Muzułmańskie dzieci nie są niczemu winne, ale giną na równi z żołnierzami albo i częściej niż żołnierze. Istotna jest walka i sianie nienawiści, reszta mało ważna. Czy to nie jest jakiś satanizm?

Musimy przypomnieć sobie metody szkolenia esesmanów, oparte na posłuszeństwie i okrucieństwie. I próbować poznać metody szkolenia współczesnych terrorystów – co znacznie trudniejsze.

A chyba najgorsza, niewyobrażalna rzeczywistość – zmuszanie dzieci do mordowania swoich rodziców.

*

Poziom nienawiści na Bliskim Wschodzie rośnie, być może przekracza już granicę, powyżej której jakakolwiek sensowna polityka jest niemożliwa – działa już tylko histeryczny strach i ślepa nienawiść.

Ratunkiem może być pokazywanie rozmaitych działań budujących dialog i współpracę między zwaśnionymi stronami. Wbrew pozorom nie jest ich wcale mało, a nieraz są głęboko poruszające – mamy wiele przykładów dialogu i współdziałania między wyznawcami chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.

Tylko mało kto o nich wie. Media pokazują nam bez ustanku akty nienawiści i terroru oraz – jakby dla szyderczej „równowagi” – rajski świat reklam, gdzie szczęście jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy na przykład używać odpowiedniego proszku do prania.

*

Nie wolno jednak zapominać, że zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie oraz muzułmanie muszą przeprowadzić głęboki rachunek sumienia, nowymi oczami przyjrzeć się swoim dziejom. Może najbardziej bolesny będzie on dla chrześcijan, bo formalnie przecież uznają bardzo wysokie wymagania postawione im przez Boga-Człowieka.

*

*

Można w dzisiejszym świecie stać się głębokim pesymistą. Wydaje się, że obecna sytuacja stawia nam wszystkim wymagania przekraczające nasze możliwości. Wiele zależy od szybkości powszechnego uświadamiania sobie charakteru i skali kryzysu – od gotowości do poszukiwania nowych rozwiązań i ich realizacji. Jeśli nastąpi to odpowiednio wcześnie, to może nam się uda.

Należy więc bić na alarm i poszerzać wyobraźnię.

*

W ciężkich momentach patrzę na Volto Santo di Manoppello[1]. Zachęcam do tego.


[1] Cudowne Oblicze Jezusa Chrystusa – według tradycji jest to chusta św. Weroniki, przechowywana w klasztorze kapucynów w Manoppello.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata