70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Michael Ochs Archives/Getty

Tarantula, czyli Boba Dylana podróż na drugą stronę lustra

Ten szalony tekst należałoby wpisać w długi (kulminujący niestawieniem się na rozdanie Nobla) ciąg wolt i ucieczek Dylana, który jak diabeł święconej wody unika przyszpilenia, przyporządkowania, uwięzienia w zastygłej formule.

Hej ha! Hej ha! Ten człowiek tańczy jak szalony!

Ukąsiła go tarantula

E.A. Poe (motto opowiadania Złoty żuk)

 

Wieść niesie, że swą debiutancką książkę Bob Dylan zaczął pisać w wyniku intrygi agenta Alberta Grossmana, który zachęcony sukcesem utworu Johna Lennona, In His Own Write, w imieniu artysty (czy nawet bez jego wiedzy) przyjął ofertę wydawnictwa Macmillan. 24-letni Dylan zabrał się do pisania pod koniec 1965 r., a 26 lipca 1966, na dwa tygodnie przed złożeniem dzieła w wydawnictwie, uległ tyleż sławnemu, co tajemniczemu wypadkowi motocyklowemu (jechał swoim Triumphem T100), po którym na jakiś czas zniknął z życia publicznego i stracił ochotę na publikację swoich tekstów. W tym czasie za sprawą undergroundowej oficyny Albion z San Francisco osierocony przez Dylana utwór trafił do obiegu w nieautoryzowanych odbitkach powielaczowych (skopiowanych z egzemplarza promocyjnego), stając się swoistym „booklegiem”.

Choć w pewnym momencie Dylan zaczął odżegnywać się od nieukończonego tekstu, to liczne poprawki zdają się świadczyć, że gorliwie go cyzelował. Od czasu do czasu potrafił zresztą intrygująco go zareklamować, zdradzając, że jest „długi na milion scen / i rozgrywa się na miliardzie skrawków papieru”, „czymś, co nie ma rymu, sam cut-up (albo: całe pocięte), nic ponadto, tyle że coś będzie się dziać, to znaczy słowa”. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata