70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Podziemne rzeki, inne życia

Młody Hertz porusza w Iwaszkiewiczu jakąś wewnętrzną, niezwykle dla niego ważną, strunę – bliski kontakt z młodym, wrażliwym człowiekiem uderza w skorupę, która zdążyła powlec poetę w średnim wieku.

Bardzo lubię, jak piszesz do mnie listy, wydaje mi się przez chwilę, że czterdzieści lat spada z pleców – i szum wtedy, jak szum tysięcy skrzydeł!”, pisze w latach 70. Jarosław Iwaszkiewicz do Pawła Hertza, parę dziesiątek lat wcześniej 16-letniego aspiranta, który wysyła do 40-letniego mistrza list z prośbą o ocenę wierszy. Iwaszkiewicz nie odpowiada typowo – „że jest talent, że trzeba pracować, czytać i te wszystkie duperele, które zawsze pisarz arrivé pisuje do rozpaczających młodzieńców” (jak opisze to przy innej okazji) – bo i Hertz nie jest typem rozpaczającego młodzieńca, a wiersze Iwaszkiewiczowi się podobają. Ale już typowo toczy się ich historia – miłosna.

Młody Hertz jest buńczuczny i fascynuje się Corydonem, wzorowaną na dialogach Platońskich książką André Gide’a o związku starszego mężczyzny z młodszym, nie przejmuje się, co na salonach mówią o nim i Iwaszkiewiczu. Jest po prostu zakochany: „Ach, mój drogi, jaka to wielka szkoda, że Ty masz żonę i tyle różnych spraw na głowie, że nie jesteś niezależny. Po maturze ostatecznie zerwę z domem – czy wtedy będziemy mogli być razem, czy dopomożesz mi stanąć na własnych nogach?”, pyta młodziutki Hertz, ale z (zapewne) romansu nic więcej nie wynika, i z listów Hertza (z przedwojennego okresu nie zachowały się listy Iwaszkiewicza) wyczytujemy, że Iwaszkiewicz miłość odrzuca, a Hertz, by ratować przyjaźń, po krótkim etapie walki i próbach wzbudzania zazdrości, dusi miłosne emocje.

 

Od rentiera do redaktora

Hertz pochodzi z zamożnej rodziny, przed wojną prowadzi życie podróżującego po Europie rentiera. Między listami oznaczonymi przez wydawców w korespondencji nr. 68 i 69 nie ma żadnego większego odstępu, światła, gwiazdki, tymczasem między tymi dwoma datami zionie przepaść: 30 czerwca 1939 r. Hertz pisze do Iwaszkiewicza, że właśnie wrócił z Paryża, jest zachwycony jego opowiadaniem Voci di Roma – a w liście z marca 1945 r. zawiadamia w telegramie na niemieckim blankiecie: „Jestem Łódź Savoy”, informując tym samym o swym szczęśliwym powrocie do Polski po więzieniach i zesłaniu w Związku Radzieckim. Po wojnie sam się sobie dziwi, że potrafi zarabiać, i szczególnie w pierwszym powojennym okresie widać, także u Iwaszkiewicza, bieganie za groszem i narzekanie na brak czasu. W świetnej książce-rozmowie z Barbarą Łopieńską pt. Sposób życia, wznowionej niedawno przez Iskry, Hertz podzieli się definicją kłopotów metafizycznych: „rozdźwięk między świadomością, że przede wszystkim – musisz być, a tym, że na to, żeby być, nie masz”.

Ważniejszym bohaterem tej korespondencji jest dla mnie Hertz, może dlatego że kibicuje się słabszym, a pamięć o nim z pewnością jest słabsza niż pamięć o Iwaszkiewiczu, i jak pisał Miłosz po jego śmierci: „Po Twojej śmierci ani jednej wzmianki w polskiej telewizji, która doniosła o śmierci popularnej foki w helskim oceanarium. Licznymi tomami Twoich dzieł nie zasłużyłeś nawet na tyle, choć rzec można, że w Twoim wypadku barbarzyńcy z tele-wizji przesolili. Co prawda, to milczenie zgadzało się z Twoim powołaniem”. Hertz wielokrotnie mówi bowiem o sobie nie jak o twórcy, ale odtwórcy, bardziej niż pisać wolącym patrzeć, czytać, słuchać. Przez całe życie wykona ogromną pracę w służbie literaturze, choć nie każdej, bo tej klasycznej przede wszystkim, na niewidocznym, niespektakularnym i niedocenianym zapleczu, jakim jest tłumaczenie, redakcja i edytorstwo – najdłużej w Państwowym Instytucie Wydawniczym, gdzie zajmuje się głównie wydawaniem rosyjskiej klasyki. Tłumaczy Prousta, Turgieniewa, Tołstoja, Muratowa, Bubera, Hofmannsthala, de Custine’a, wydaje Krasińskiego, opracowuje, popularyzuje (m.in. pisze wielokrotnie wznawiany Portret Słowackiego, układa wielotomowy Zbiór poetów polskich XIX wieku, publikuje wspólnie z Władysławem Kopalińskim Księgę cytatów z polskiej literatury pięknej od XIV do XX wieku).

 

Podziemna rzeka i płaskodenka

Ale też wciąż publikuje własne szkice, eseje, opowiadania. i wiersze – pogodzony z tym, że nie zdobywają poklasku. Ta ostentacyjnie niewspółczesna poezja nie znajduje wielu czytelników, choć Jarosław Iwaszkiewicz miał o niej zdanie wysokie, wbrew powszechnej opinii, która traktowała ją z pobłażliwością: „A mnie cała ta poza klasyczna, cały ten strój i ten wieniec, który Hertz przywdziewa, po prostu wzruszają. Nareszcie coś, co nie bije w twarz, nad czym nie trzeba sobie łamać głowy, tylko wsiąść jak do łódki, jak do gondoli – albo do wiejskiej płaskodenki – i płynąć, nie natykając się ani na wiry, ani na kamienie. Jaka pogoda, jaka radość, jaki smutek”.

Młody Hertz porusza w Iwaszkiewiczu jakąś wewnętrzną, niezwykle dla niego ważną, strunę – bliski kontakt z młodym, wrażliwym człowiekiem uderza w skorupę, która zdążyła powlec poetę w średnim wieku. Dość zacytować wiersz Iwaszkiewicza z 1935 r., który odnosi się do ich rozmów, Inne życie (w Aneksie znajdziemy wszystkie teksty, które bohaterowie tej książki poświęcili sobie nawzajem, recenzje, wiersze z dedykacjami, wspomnienia): „Powiedziałeś mi, Pawle, że takiego życia / Nie zniósłbyś ani chwili. Ale ja mam inne, / Które jak ciężka rzeka, skryta pod sklepieniem, / Przemyka się szerokim, choć ciężkim korytem. / Ukryta (…) / wszystko, co widzisz i ludzie / Widzą — jest tylko cieniem, złudzeniem budowy”. Podział na życie wewnętrzne i zewnętrzne, na życie konstruowane, wizerunek, i na to, co pod spodem, co można pokazywać, a przed czym lepiej uciekać, a przynajmniej od czego stronić – jest ich wspólnym doświadczeniem.

W tej szkole wydawania korespondencji przypisy to równoległy strumień, zajmujący połowę tomów, niemal tak samo ważny, a czasem o wiele ciekawszy niż ten główny – ujawniający podskórne bulgoty, tła kłótni i jadów, ciekawostki, zapomniane postaci, historie, miłosne afery i skrywane za kulisami związki – i to właśnie z przypisów dowiemy się, kim dla Hertza był Władysław Prandota, jego towarzysz życia, o którym raczej nie wspominają biogramy Hertza. Wspomina za to Maria Iwaszkiewicz, cytowana w przypisach przez Agnieszkę i Roberta Papieskich: „Wiem z fotografii, że byli obydwaj w Rzymie u Jana Pawła II. Zdjęcie, na którym stoją obok papieża, wisiało na ścianie w mieszkaniu Pawła”. Chrzest Hertz przyjmuje w 1982 r.

 

„Żeby było równo”

Przemiana Hertza, za młodu czytelnika Corydona Gide’a, w konserwatystę i kogoś, kto o sobie mówi (w Sposobie życia): „Miałem burżujskie, mieszczańskie usposobienie, mam je do dziś i bardzo jestem z tego zadowolony”, i deklaruje niechęć do światopoglądów postępowych i świeckich, nie jest zaskakująca – to raczej powrót do świata, z którego na chwilę próbował wyjść (być może, by zaimponować Iwaszkiewiczowi), testując inne „sposoby życia” niż ten, który ostatecznie wybierze, a który znamy z późniejszych lat, gdy zastyga i wyznaje (również w Sposobie życia): „Lubię, żeby wszystko było uładzone i ułożone, żeby nie było rozwichrzeń, wzlotów i upadków. Żeby było równo, a nie krzywo”. To pękniecie, przejście za linię frontu, na tereny spokojnego (pozornie oczywiście) życia, może najlepiej oddaje jego wiersz bez tytułu o znamiennym incipicie „Tak niewiele mi trzeba, książek, snu, podróży”: „Obojętności jakże nie pragnąć. W tym świecie, / Gdzie wszystko ginie, pęka, kruszy się, przemija, / Gdzie razem nigdy nie bywa się przecie (…) // Nawet kiedy usypiasz obok mnie, odchodzisz, / Martwe ciało oddycha i chłód mrozi ramię / I stopa w białej zimie, jak w pościeli, brodzi”.

I tu się niewątpliwie Iwaszkiewicz i Hertz spotykają: w smutku, samotności, poczuciu rozpadu i przemijania.

Iwaszkiewicz pisze do Hertza w 1974 r. z Taorminy, gdzie razem byli przed wojną, widokówkę z Teatro Greco: „Etna się postarzała, kwiaty brzydsze, owoce gorsze, niebo nie takie niebieskie, morze poszarzało – a zresztą wszystko takie samo. I smutek rzeczy też ten sam”. Wszystko się zmienia i nie zmienia zarazem, a Iwaszkiewiczowi wciąż smutno: „Nawet nie bardzo rozumiem dlaczego, może dlatego, że mi się tak wszystko w życiu poplątało bez wielkiej miłości – całe rozmieniam na drobne”. Ich temperamenty narzucają różne odpowiedzi na ów smutek – Hertz zastyga, otacza się murami z klasycznych dzieł, zakopuje pod książkami i płytami z muzyką, Iwaszkiewicz zaś ciągle się rusza, zmienia, miota.

Spokój Hertza wpływa na Iwaszkiewicza kojąco, niemal mu zazdrości tego planu życiowego, „filozofii rozsądku”, jak ją określa, przeciwstawiając mu swoją „filozofię rozpaczy”: „cała moja tragedia polega na tym, że finguję »filozofię pogodzenia« i ten rozdźwięk wewnętrzny jest całą przyczyną mej słabości”.

 

Przypisy do nienapisanych powieści

Iwaszkiewicz pisze o swojej korespondencji, szczególnie z Józefem Rajnfeldem, Mikołajem Niedźwiedzkim i żoną: „to są rzeczy, które po mnie zostaną, nie tam te jakieś Matki Joanny i młyny nad różnymi rzekami. We mnie chyba ważniejsza jest atmosfera moja niż moja twórczość”. Hertz dopisuje do listy dzieł niewydanych (wówczas) m.in. dzienniki Iwaszkiewicza, a także „powieść, o jakiej napisaniu marzę, ale jakiej nigdy nie napiszę – plotkarska i obrzydliwa. Mogłaby to być piękna biblioteka obyczajowa, a jej egzemplarze zakopane w pudłach z ołowiu uprzytomniłyby obywatelom nowego wspaniałego świata, że trudne i pełne sprzeczności życie jest o wiele bardziej wspaniałe od życia radosnego i uregulowanego, które w istocie polega na ograniczeniu wyobraźni, popędów, fantazji etc. No, dość herezji, przejdźmy do rzeczy poważnych. Otóż…”. I tak oto książki nie piszą się, pętane comme il faut oraz przekonaniami o tym, co w literaturze uchodzi, a czego nie wypada. Szkoda tych nienapisanych powieści, niewykorzystanych herezji i fantazji, innych żyć, ukrytych wnętrz. Hertza podziemnej rzeki zapewne najlepiej szukać w wierszach – Zygmunt Mycielski powie o nich, że „gnieżdżą się w nich ciasno prawda, śmierć, kłamstwo i samotność”, a o ich autorze, że „ukrywa w życiu to, co wyjawia w wierszu”.

Różne rodzi przyjemności i poboczne zabawy czytanie listów w tak ciekawych i rzetelnych opracowaniach. Na przykład: Hertz był inspiratorem i redaktorem wydanych w 1977 r. Podróży do Polski, i możemy zobaczyć, jak uważnie czyta korekty i dopytuje Iwaszkiewicza w listach o każdy niejasny dla niego szczegół, choćby o imię „przepięknej pani Szczeniowskiej z Maryloru”, o której Iwaszkiewicz pisze przy okazji wspomnień z przedwojennego Zakopanego. Iwaszkiewicz odpowiada: „Ewa, chyba Elżbieta, może Ewelina”. Mam na półce tę książkę, więc zaglądam za Hertzem na s. 86 Podróży… – pani Szczeniowska dalej nie ma tu imienia, za to w indeksie poradzono sobie sprytnie i zamiast niego widnieje tylko inicjał, choć nie można zaprzeczyć, że wieloznaczny i prawdziwy: E. Ale od czego są przypisy Agnieszki i Roberta Papieskich? – dylemat Hertza i Iwaszkiewicza rozstrzygają po latach ostatecznie: „Eleonora (właśc. Maria Eleonora) Szczeniowska, słynna ze swojej urody właścicielka pensjonatu Marilor w Zakopanem (nazwa pochodzi od jej imion)”. I wszystko jasne, a pani Szczeniowska na chwilę wydobyta z mgieł odzyskuje swoje imiona.

 

„Gdy się nie zbudzę”

Nie tylko Iwaszkiewicz i Hertz stali się sobie bliscy. co prawda w korespondencji Hertza i Anny Iwaszkiewiczowej nie wyczuwa się chemii, jasno jednak widać, jak ważną dla Anny postacią jest Paweł Hertz – rozumiejący jej upodobania, formację mieszczańską o ustalonych gustach i niezmieniających się sądach. Gdy czytamy jej list do Hertza, opisujący przekonanie o opętaniu przez szatana, bolesne świadectwo zaburzeń pod koniec życia, poruszająca jest reakcja: Hertz, w porozumieniu z Iwaszkiewiczem, odpisuje Annie całkowicie poważnie, normalnie, z empatią, próbując nakierować jej tok myślenia na mniej szkodliwy dla niej kierunek, lecz bez protekcjonalności, bez lekceważenia.

Kończy tę korespondencję Iwaszkiewicz pisanym z kliniki listem: „Pawle, Wierny Przyjacielu, Kocham Cię, Zostań Prezesem, Twój Jarosław”. Na prezesa Związku Literatów Polskich wybrano Jana Józefa Szczepańskiego, Hertz zostaje członkiem zarządu, ale Iwaszkiewicz nie mógł chyba bardziej okazać na łożu śmierci przyjaźni i zaufania do przyjaciela. Hertz umiera w roku 2001. Pisał w wierszu bez tytułu, nawiązującym najpewniej do Innego życia Iwaszkiewicza: „Innego życia nie będzie. Tylko inny dzień / Po nocy, gdy się nie zbudzę. / Dla ciebie tylko. Dla mnie niech trwa cień. / Najpiękniejsze jest życie cudze”. W powieściach, wierszach, listach i przypisach? Życie konstruowane, dodajmy.

_

Paweł Hertz, Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie

Korespondencja, tom I. 1934–1948, tom II. 1949–1980

oprac. Agnieszka i Robert Papiescy, Zeszyty Literackie,

Warszawa 2015, s. 572 i 532

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata