70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dlaczego popieram Franciszka

Jezus szokował i gorszył faryzeuszy. Podobnie dzisiejsi następcy apostoła Piotra szokują i wywołują oburzenie współczesnych faryzeuszy.

Dwóch wielkich papieży, Jan Paweł II i Benedykt XVI, godnie zakończyło długi etap w historii Kościoła. Wraz z papieżem Franciszkiem rozpoczął się nowy rozdział w dziejach chrześcijaństwa. Tematem minionej epoki było rozliczenie się z nowoczesnością. Według mnie ten złożony proces doczekał się szczęśliwego rozwiązania podczas publicznej dyskusji kard. Ratzingera z filozofem Jürgenem Habermasem w Monachium w 2004 r. Obaj zgodzili się wówczas co do stwierdzenia, że dzisiejsze chrześcijaństwo i świecki humanizm potrzebują się nawzajem, aby pomagać sobie pokonać niebezpieczeństwo jednostronności. Już nie „wojny kulturowe” i wzajemne demonizowanie się, nie łatwe przystosowywanie się i zakrywanie różnic, ale właśnie dialog poszukujący kompatybilności i wzbogacanie się, o którym mówią dokumenty II Soboru Watykańskiego. Papież Benedykt posunął się jeszcze dalej: starał się, żeby w kościele, podobnie jak w świątyni jerozolimskiej, znajdował się „dziedziniec pogan”, gdzie dzisiejsi wyznawcy „nieznanego Boga” mogliby w pewien sposób uczestniczyć w życiu wielkiej rodziny Kościoła. Był to w jakimś sensie kolejny krok na drodze, którą zapoczątkował Jan Paweł II historycznym spotkaniem przedstawicieli religii świata w Asyżu; papież Benedykt zaprosił z kolei agnostyków i „naszych niewierzących braci” i zaproponował im, żeby – w duchu Pascala – spróbowali przyjąć Boga chociaż jako hipotezę, żeby żyli, „jak gdyby Bóg był”.

Kard. Bergoglio na krótko przed swoim wyborem na następcę Benedykta mówił o Chrystusie, który wedle słów Pisma „stoi u drzwi i kołacze”[1] – ale dzisiaj, powiedział Bergoglio, Chrystus kołacze do drzwi Kościoła od środka, chce wyjść.

W Ewangelii Jezus mówi o pasterzu, który musi opuścić 99 owiec i iść szukać jednej zagubionej; papież Franciszek dodaje, że dzisiejszy pasterz musi opuścić tę jedną pozostałą posłuszną owcę i szukać tych 99 zagubionych.

To zdanie jest czymś więcej niż dowcipnym bon motem. Franciszek ma świadomość, że nie możemy już tylko czekać, aż ludzie „z zewnątrz” przyjdą na dziedziniec, który dla nich przygotowaliśmy. Uczniowie Jezusa muszą wyjść do świata, spotkać się z tymi, „którzy z nami nie chodzą” – i to nie w formie nagłośnionej misji, „religijnej mobilizacji” (jak wielu powierzchownie zrozumiało wezwanie Jana Pawła II do „nowej ewangelizacji”), ale śladami tego, kto był między ludźmi „jako ten, który służy”. Według Franciszka najodpowiedniejszą metaforą dla rozumienia Kościoła jest wyobrażenie przenośnego „szpitala polowego”, gdzie opatruje się rany i leczy choroby. Chrześcijanie muszą zauważać rany naszego świata, dlatego że w nich spotykają się z Chrystusem. Tak samo jak do historii Kościoła przejdzie moment, kiedy Jan Paweł II trzyma się w Asyżu za ręce z Dalajlamą i rabinami i kiedy podaje rękę zamachowcowi, który starał się go zabić, tak samo przejdzie do niej i obraz papieża Franciszka, który w Wielki Czwartek obmywa nogi muzułmance i który przytula ofiary molestowania seksualnego przez księży i płacze razem z nimi. To obraz tego, jak bezwarunkowa miłość Chrystusa rośnie w Kościele, aby burzyć stare i nowe granice. Jezus szokował i gorszył faryzeuszy. Podobnie dzisiejsi następcy apostoła Piotra szokują i wywołują oburzenie współczesnych faryzeuszy.

Wobec globalizacji i sekularyzacji

Przez długi czas Kościół był postrzegany jako ostoja „kontrkultury” w nowoczesnym świecie – a przez to, paradoksalnie, nowoczesność była jego „definicją przez negację”. Na przykład podczas rewolucji lat 60. kładł gorączkowy nacisk na moralność seksualną: stosunek do antykoncepcji i homoseksualizmu z wolna stawał się głównym kryterium ortodoksji. W zrozumiały sposób wywołało to reakcję liberalnego społeczeństwa: przyjrzyjcie się własnym szeregom! W związku z tym nastąpiła fala ujawniania skandali seksualnych. Kościołowi, który z szóstego przykazania robił pierwsze, przypięto etykietkę świętoszkowatej instytucji, a spowodowana tym utrata wiarygodności pogłębiła proces sekularyzacji także w tak tradycyjnie katolickich krajach jak np. Irlandia. Papież Franciszek miał odwagę nie tylko skończyć z ukrywaniem ciemnych stron Kościoła, ale także nazwać tę redukcję etyki do obszaru seksualności jej właściwym imieniem – „neurotyczną obsesją”.

Papież z Argentyny na powrót położył nacisk na to, co znajdowało się w cieniu – na miłosierdzie, solidarność, odpowiedzialność za stworzenie, za biednych i marginalizowanych, na kształtowanie sumienia, na odwagę do bycia kreatywnym. Rolę moralizatorów mamy zastąpić powołaniem terapeutów. Głównym zadaniem Kościoła nie jest już apologetyka, jak w okresie konfrontacji z modernizmem. Dzisiaj głównym tematem są problemy związane z procesem globalizacji i różnymi reakcjami na niego. Papieżowi Franciszkowi powierzono wymagające zadanie wprowadzenia Kościoła w nowe duchowe rejony, w epokę radykalnego pluralizmu, globalnego połączenia się cywilizacji, kiedy jeszcze nie jest jasne, czy to połączenie doprowadzi ostatecznie do pokojowego i kompatybilnego współżycia czy do apokaliptycznego zderzenia cywilizacji.

Wydaje się, że w naszych czasach proces globalizacji osiągnął szczyt. Jednym z jego efektów był także upadek świata komunistycznego, który nie mógł wytrzymać presji otwartego rynku towarów i idei. Obecnie jednak ujawniają się raczej ciemne strony globalizacji. Jedną z nich podsumowuje następujący paradoks: globalne połączenie się świata poskutkowało większymi podziałami między bogatymi i biednymi krajami, między elitami a pozostałą częścią społeczeństwa. Dzisiaj jesteśmy świadkami nowej „rewolucji kulturalnej” (która może zasłużyłaby na nazwę „rewolucji kontrkulturowej”): globalne bunty przeciw elitom, wezbranie „płynnego gniewu”. Ten gniew otrzymał swoje narzędzie: media społecznościowe.

Podobnie jak druk pomógł reformacji, radio dyktatorom (kim byliby Hitler, Goebbels i Mussolini bez radia?), a telewizja zmianie demokratycznego konkursu w zabawny show-business, media społecznościowe służą przemianie sfrustrowanych marginalizowanych grup w anonimowy tłum, łatwy do zmanipulowania przez populistów i demagogów.

Przeciwko uniwersalizmowi zglobalizowanego świata i jego elit występują obrońcy partykularnych tożsamości, a ich ideologiczne narzędzie stanowi fundamentalizm religijny i nacjonalizm. Nowy populizm wyrasta z podobnego gniewu, z którego wyrosły niegdyś komunizm, faszyzm i nazizm. Jednak podglebiem tego procesu nie jest kryzys społeczny, ale raczej moralny i duchowy. Populizmowi wiedzie się dobrze zarówno w bogatych krajach, takich jak Stany Zjednoczone (przykładem jest tu fenomen Donalda Trumpa) i Wielka Brytania (gdzie demagogia doprowadziła do fatalnego błędu – Brexitu), jak i w relatywnie bogatych krajach postkomunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej.

Populiści uderzają w podstawy demokracji liberalnej – a ich sprzymierzeńcami stają się konserwatywni katolicy, którzy zawsze mieli pewną skłonność do reżimów autorytarnych. Jeżeli w niektórych krajach część kręgów kościelnych łączy się z nacjonalistycznymi reżimami autorytarnymi albo partiami politycznymi, można oczekiwać, najpóźniej po upadku tych reżimów – który prędzej lub później nadejdzie – szybkiego i radykalnego odwrócenia się znacznej części społeczeństwa od Kościoła. Wśród młodego pokolenia i inteligencji w krajach postkomunistycznych widzimy ten trend już dzisiaj – dochodzi tu do spóźnionej sekularyzacji, podobnej do tej, która miała miejsce w krajach zachodnich dwa pokolenia temu.

Sekularyzacja – włącznie z radykalnymi próbami ateizacji społeczeństwa w czasach reżimów komunistycznych – nie usunęła religii, ale pomogła w jej przemianie. Wielu przedstawicieli Kościoła odmawia uznania tej przemiany. Tradycyjne instytucje kościelne tracą wiarygodność i moc przyciągania, a ich wpływ słabnie. Chrześcijaństwo będące wyłącznie mechanicznym przekazywaniem „dziedzictwa ojców” utraciło swoją socjo-kulturową biosferę, czyli tradycyjną wieś, nie ma więc korzeni i żywotności. W epoce industrializacji i urbanizacji Kościół utracił warstwy robotnicze, w epoce „nagonki na modernistów” dużą grupę inteligencji, w epoce rewolucji kulturalnej lat 60. – znaczną część młodzieży, a teraz, w epoce nowej fali feminizmu i kryzysu tradycyjnego rozumienia ról płciowych, zaczyna tracić kobiety. Wiele osób w Kościele ignoruje te trendy, inni ulegają panice i stają się agresywni wobec dzisiejszej cywilizacji, niektórzy wzywają do budowania gett (jednym z wcieleń tej strategii jest projekt Kościoła jako paralelnej polis w popularnej książce Benedict Option [Opcja benedyktyńska] Roda Drehera), inni starają się o kompromis za wszelką cenę i zapominają o ostrzeżeniu apostoła Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”.

Sprawiedliwość społeczna bez populizmu

W tej sytuacji proroczy głos Franciszka jest niezmiernie ważny. Papież nie idzie drogą łatwych liberalnych kompromisów z „duchem tego świata”, ale pokazuje trudny, a przy tym uwalniający radykalizm Ewangelii – pokazuje, co to znaczy „przemieniać się przez odnawianie umysłu”, co znaczy kluczowe słowo Ewangelii – metanoia. Kręgi konserwatywnej prawicy politycznej oskarżają go o „marksizm”. W rzeczywistości jednak przekaz społeczny Franciszka jest najbardziej niebezpieczny dla marksistowskich reżimów Ameryki Łacińskiej, które likwidują swobody demokratyczne i ciążą ku dyktaturom totalitarnym. Papież własnym przykładem pokazuje bowiem, że człowiek nie musi być komunistą, aby stać po stronie biednych i bronić sprawiedliwości społecznej. Przypomina, że za pomocą haseł o sprawiedliwości społecznej komuniści „ukradli Kościołowi jego sztandar”, i stara się w wiarygodny sposób znowu postawić solidarność z biednymi i prześladowanymi w centrum chrześcijańskiego głoszenia zbawienia.

Populiści w Europie, zwłaszcza w krajach postkomunistycznych, szczególnie chętnie używają strachu przed migracją i islamem i podają się z ochotą za „obrońców wartości chrześcijańskich”.

Nacjonaliści w Polsce maszerują pod transparentami z hasłami będącymi niebezpieczną mieszanką wyrażającą jednocześnie strach i nienawiść oraz zawierającą słowa pieśni My chcemy Boga. Co ma jednak wspólnego Bóg, którego chcą, z tym, którego Jezus nazywał swoim i naszym Ojcem?

Papież Franciszek swoją postawą wobec migrantów i islamu pokazuje zupełnie inną twarz chrześcijaństwa.

W krajach postkomunistycznych wzrasta brak zaufania do Unii Europejskiej, w istotny sposób ożywiany przez wojnę propagandową, którą przeciwko Zachodowi i integracji europejskiej prowadzi putinowska Rosja. Z ust chrześcijańskich krytyków „Brukseli” słyszymy, że procesowi integracji europejskiej brakuje inspirującej wizji duchowej i moralnej – i ta krytyka jest słuszna. Ale sposób, w jaki wielu chrześcijan prezentowało się w strukturach europejskich, raczej zasilił antychrześcijańskie uprzedzenia – nostalgia za średniowieczną christianitas naprawdę nie jest realną alternatywą dla współczesnego stanu rzeczy. Podejrzewam, że w encyklikach społecznych i niektórych przemówieniach papieża Franciszka znajdują się bardzo cenne impulsy, wymagające przemyślenia i wypracowania takiej „teologii politycznej”, która zainteresowałaby wielu ludzi, także tych patrzących dziś na kościelne wyobrażenie chrześcijaństwa przeszłości z krytycznym dystansem.

Papież i jego krytycy

Już dłużej niż pół wieku na Stolicy Piotrowej następują po sobie wielkie osobowości, przyciągające uwagę daleko poza widzialnymi granicami Kościoła. Ich obraz w oczach świata, łącznie z większością katolików, jest jednak coraz bardziej kształtowany przez media. Papieże z nauczycieli wiary zmieniają się niemalże w gwiazdy pop. Jan Paweł II był burzliwie adorowany przez zastępy młodzieży. Wielu jednak nie brało zbyt poważnie jego nauczania, i to nie tylko w obrębie moralności seksualnej. Również papież Franciszek jest niezmiernie charyzmatyczną jednostką. Jego siła i zdolność przyciągania pochodzą zarówno z głębokiej osobistej duchowości, jak i z ciągłego starania, by na nowo czytać, kontemplować i głosić Ewangelię – jedno i drugie odzwierciedla się w jego codziennych prostych komentarzach do czytań podczas porannych mszy w Domu św. Marty, które za pośrednictwem Internetu śledzą tysiące ludzi. W jego osobie łączy się radosna franciszkańska duchowość biedy i wolności z jezuicką odwagą, by podążać za najbardziej złożonymi problemami i wciąż kultywować kulturę „rozeznawania duchów”. A jednak medialna sympatia niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że właśnie z uwagi na to, iż opiera się na powierzchownym „kulcie jednostki” papieża, zupełnie zakryje jego przesłanie.

Papież Franciszek przyjął na siebie podobne zadanie jak jego współimiennik przed ośmioma wiekami: „Franciszku, idź i napraw mój dom!”. Bez wątpienia dom Kościoła potrzebuje wielu napraw. Ale ta najważniejsza reforma musi nastąpić w mentalności chrześcijan. Papież Franciszek stał się znakiem nadziei, że jest ona możliwa. Gdyby nadzieja na tę głęboką wewnętrzną reformę okazała się płonna, a głośne grupki konserwatywnej opozycji spróbowałyby pociągnąć ster Kościoła do tyłu, do świata, którego już nie ma, doprowadziłoby to do poważnej schizmy i taki Kościół przestałby być solą i zaczynem, światłem świata. A jednak odkryć i zinterpretować to, co jest faktycznym jądrem duchowej odnowy, za którą wielu tęskni i widzi w papieżu Franciszku znak jej bliskości, jest ciągle otwartym zadaniem dla myślicieli chrześcijańskich.

Jest zrozumiałe, że papież Franciszek, tak samo jak jego Mistrz, stał się „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, (…) aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Ukryty sprzeciw pewnych kręgów kościelnych wobec Franciszka w otwarty sposób pojawił się w sporze o wykład pewnego fragmentu dokumentu Amoris Laetitia. Chodziło o papieskie wezwanie do pasterskiej mądrości, szczodrego miłosierdzia, szacunku dla indywidualnego sumienia i zachęty do stopniowego dorastania do dojrzałych i odpowiedzialnych decyzji moralnych w trudnych sytuacjach, do których do tej pory w praktyce kościelnej podchodziło się często, wykorzystując uogólnienia, w sposób formalny i legalistyczny. Z postawy Franciszka emanuje duchowość jezuicka – doświadczenie wynikające z praktyki „rozeznawania duchów” i odwaga do rzetelnej konfrontacji z rzeczywistością oraz do kreatywnego szukania nowych dróg.

Ataki, które posypały się na głowę papieża po opublikowaniu Amoris Laetitia, z pewnych katolickich kręgów, pokazały, że spór, który Jezus wiódł z faryzeuszami o wykładnię Prawa, czy spór, który mistrz Dostojewski odmalował w scenie konfrontacji między Jezusem i Wielkim Inkwizytorem, są we współczesnym Kościele wciąż żywe.

Papież Franciszek niebezpośrednio odpowiedział swoim krytykom w przemówieniu z 11 października 2017 r. Najpierw cytował św. Wincentego z Lerynu: „Powie kto może: czyliż już w Kościele Chrystusa żadnego co do wiary nie będzie można mieć postępu? I owszem, niech będzie choćby i największy. Bo któż jest tak zazdrosny ludziom, tak niena wistny Bogu, kto by to śmiał zakazywać? (Commonitorium, 23. 1)”, po czym kontynuował: „Tradycja jest więc rzeczywistością żywą i tylko jakieś wybiórcze podejście do niej może prowadzić do myślenia o »depozycie wiary« jako o czymś statycznym. Słowo Boże nie może być zachowywane w naftalinie, tak jakby było ono jakimś starym kocem, który należy chronić przed molami! To nie tak! Słowo Boże jest rzeczywistością dynamiczną, zawsze żywą, która rozwija się i rośnie, ponieważ dąży do pełni, której ludzie nie mogą zatrzymać. To prawo rozwoju, które według św. Wincentego z Lerynu powinno »umacniać się z laty, rozszerzać z czasem, podnosić z wiekiem« (por. Commonitorium, 23. 9), przynależy do szczególnych warunków prawdy objawionej w jej istocie, a przekazanej przez Kościół, i nie oznacza w ogóle żadnej zmiany w doktrynie. Nie można zachowywać doktryny bez jej rozwoju ani nie da się przywiązać do jej odczytywania w sposób sztywny i niezmienny bez działania Ducha Świętego. »Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków« (Hbr 1,1), tak i teraz »rozmawia bez przerwy z Oblubienicą swego Syna ukochanego« (II Sobór Watykański, Konstytucja Dogmatyczna Dei Verbum, 8). Jesteśmy wezwani do tego, by uczynić ten głos naszym, poprzez postawę »nabożnego słuchania« (tamże, 1), aby umożliwić naszej egzystencji eklezjalnej rozwój z tym samym entuzjazmem, który był u początków, zmierzając w stronę nowych horyzontów, które Pan nam powierza do osiągnięcia”[2].

Potrzebujemy intelektualnej odnowy chrześcijaństwa

Aby wesprzeć papieża Franciszka, powstała przy tej okazji inicjatywa Pro Pope Francis, która w ciągu kilku miesięcy zyskała dziesiątki tysięcy popleczników i poparcie ponad 5 tys. teologów z wszystkich kontynentów. Przed tą międzykontynentalną siecią teologów stoi jednak szereg odpowiedzialnych zadań. Reformy II Soboru Watykańskiego były poprzedzone znaczącymi prądami myślowymi w teologii, włącznie z biblistyką i rozumieniem liturgii. To, że w krajach znajdujących się pod władzą komunistyczną reformy zostały przyjęte nierzadko powierzchownie, częściowo i formalnie, jest poniekąd winą tego, że była tam niedostępna ówczesna literatura teologiczna, a bez znajomości intelektualnego i duchowego kontekstu nie można było w pełni zrozumieć reformy soborowej, a co dopiero ją wprowadzić.

Kiedy po 50 latach czytamy wyliczenie „znaków czasu” w konstytucji Gaudium et spes, widzimy, że od lat 60. XX w. świat przeżył głęboką przemianę, pojawiły się również zupełnie nowe „znaki czasów”. Papież Franciszek pełni prorocką służbę w ten sposób, że na te znaki odpowiada symbolicznymi gestami swojej duszpasterskiej praktyki i myślowymi impulsami w swoich kazaniach i encyklikach. Trzeba jednak wesprzeć jego dzieło reformatorskie zarówno modlitwami, których z urokliwą natarczywością żąda przy wszystkich osobistych spotkaniach, jak wspólnym duchowym i intelektualnym wysiłkiem myślicieli chrześcijańskich, przekraczającym granice kontynentów i kościelnych denominacji. Bez wyraźnych inicjatyw duchowej i intelektualnej odnowy współczesnego chrześcijaństwa Boży dar, który jest dany Kościołowi i światu w osobie papieża Franciszka, zostałby nieodpowiedzialnie zakopany i zniszczony. Popieram papieża Franciszka dlatego, że czuję się współodpowiedzialny za światło nadziei, które zapalił.

Tłumaczyła Karolina Ćwiek-Rogalska

[1] Wszystkie cytaty z Pisma Świętego na podstawie IV wydania Biblii Tysiąclecia (przyp. tłum.).

[2] Polski tekst przemówienia został opublikowany na stronach Laboratorium Więzi: http://laboratorium.wiez.pl/2017/10/12/franciszek-nie-mozna-zachowywac-doktryny-bez-jejrozwoju/ (dostęp: 29 stycznia 2018 r., przyp. tłum.).

 

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter