fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Oczy tworzą nasz język

Książka Jančiauskaitė to rodzaj skróconego przewodnika po świecie Głuchych, zawierającego kilka ciekawostek, podstawowe informacje na temat języków migowych i prywatne historie osób niesłyszących lub dzieci niesłyszących rodziców.

Klaudia Muca: Nauka Polskiego Języka Migowego zaczęła się w moim przypadku od zdziwienia. Jego źródłem był podręcznik do nauki PJM. Był to spis słów i prostych zdań w języku polskim przetłumaczonych na PJM np. w takiej formie: „niepełnosprawność” = „płynne połączenie znaków: nie, pełny, ćwiczenie”. Siedemnastu literom w języku polskim odpowiada sekwencja trzech gestów: nie + pełny + ćwiczenie. Gestów do zobaczenia, nie do zapisania. Inny przykład: określenie „lekki” = „piątki (dłonie) prawa i lewa otwarte wnętrzami go góry wykonują ruch okrężny za zewnątrz pionowo”. Dziwna wydała mi się ta próba opisania znaków języka migowego w języku polskim, przekład gestu na opis, ruchu na bezruch zamkniętego w zapisie desygnatu.

Jako filolożka byłam przyzwyczajona do wiary w możliwość przekładu każdego komunikatu. Wiem, że w tłumaczeniu wiele się traci, ale też wiele można zyskać; zdaję sobie sprawę ze znaczenia kontekstu, z istotności różnic językowych i kulturowych; lekcje różnych teorii przekładu mam odrobione, a notatki są pod ręką.

Mimo to zaczęłam wątpić w oczywistość i powszechność praktyki przekładu, dostrzegając jak bardzo dyskurs o różnicy wpływa na nasze postrzeganie możliwości porozumienia z osobami, które nie posługują się językami fonicznymi. Po wątpieniu przyszło zastanowienie, refleksja i pomysł na skonfrontowanie dwóch głosów: mojego – osoby słyszącej, dla której PJM jest językiem obcym, i Judyty, dla której PJM jest językiem naturalnym.

Judyta Koper: Wychowałam się w świecie wizualnym, buduję swoją wyobraźnię tak, jak widzę. Gdy natknęłam się na frazeologizm: „Kupić kota w worku” – zasmuciłam się, pomyślałam sobie: jak tak można biednego kota wrzucać do worka. Moja wyobraźnia wytworzyła pewien obraz: miłośnik kotów wrzuca je do worka. Nie, nie nazwałabym go miłośnikiem, bo miłośnik dba o to, żeby kotu nic się nie stało. Czyli jakiś głupiec kupuje kota, płaci żetonami i wrzuca zwierzę do czarnego worka, a ten niewinny kotek nie wie, co się dzieje, jest bardzo niepewny swoich dalszych losów. Kto by pomyślał, żeby tak kota zapakować do worka?! Tak bardzo przeżywałam ten komunikat, który dostałam kiedyś od znajomego, że pomyślałam: nie mogę pozwolić, żeby tak traktował zwierzaka! Postanowiłam, że choć raz poczuję się bohaterką i uratuję kociaka. Skomentowałam stanowczo jego zachowanie, a ten zapytał: „O co ci chodzi? O jakim kocie teraz mówisz? Chyba wstałaś lewą nogą!”. Nawet się nie zastanawiałam i odpowiedziałam zgodnie z prawdą: „Nie, stoję na dwóch nogach!”, i konwersacja błyskawicznie się zakończyła. Nie wiedziałam wówczas, że istnieje coś takiego jak frazeologia, językowa metafora. Po dłuższym namyśle nieśmiało weszłam do Internetu i wpisałam „kupić kota w worku” i „wstać lewą nogą”. I nagle wszystko stało się dla mnie jasne! Nie chodziło o biednego kota zamkniętego w worku, lecz o to, że znajomy zakupił towar w złym stanie. Wtedy po raz kolejny poczułam, że język polski to mój drugi język. Nawet jeśli świetnie go opanowałam, to i tak mam poczucie, że moje kompetencje są niepełne. Między nami – osobami niesłyszącymi i słyszącymi – jest duża przepaść. Tak naprawdę w świecie polszczyzny bycie głuchym oznacza również bycie cudzoziemcem.

KM: Książka Jančiauskaitė to rodzaj skróconego przewodnika po świecie Głuchych, zawierającego kilka ciekawostek, podstawowe informacje na temat języków migowych i prywatne historie osób niesłyszących lub dzieci niesłyszących rodziców – z angielskiego CODA (Children of Deaf Adult). Każdej historii towarzyszy wizualny komentarz, przedstawiający opisane doświadczenia lub reprezentujący w symboliczny sposób jakąś cechę języka migowego lub sytuacji egzystencjalnej Głuchych. Książkę otwiera przedstawienie trzech zwierząt ze związanymi dziobami i pyskami (brak głosu, niemożność wypowiedzenia się) oraz antropomorficzny ptak z magnetofonem odłączonym od źródła zasilania. Przedstawienie dotyczy więc braku głosu i braku dźwięku, a w gruncie rzeczy również ciszy.

O świecie osób niesłyszących często mówi się „świat ciszy”. Istnieje nawet czasopismo Głuchych zatytułowane „Świat Ciszy”. W nim miałoby w ogóle nie być dźwięków. Tego rodzaju charakterystyka sytuacji egzystencjalno-komunikacyjnej osób niesłyszących jest jednak pewnym uproszczeniem, dokonanym z perspektywy słyszących, którzy rozpoznają dźwięk po jego wyczuwalnej przez nieuszkodzony słuch obecności w postaci fali akustycznej. Te fale da się jednak odczuwać nie tylko zmysłem słuchu. Głusi potrafią odczuwać drgania fal, dlatego mogą tańczyć. Przeciwstawienie świata ciszy światowi dźwięków nie jest sposobem na charakteryzowanie świata Głuchych. Część osób Głuchych nie jest niesłysząca od urodzenia; pamięć przechowuje więc wspomnienie dźwięków albo uczuć towarzyszących ich słyszeniu. Innym doświadczeniem słuchowym jest hałas i szum, które mogą słyszeć osoby po wszczepieniu implantu ślimakowego w początkowej fazie używania. Jeszcze innym zjawiskiem dźwiękowym w „świecie ciszy” są nieartykułowane dźwięki, jakie wydobywają się z ust osób migających w czasie żywiołowej wymiany zdań, przekazywania komunikatu naznaczonego silnymi emocjami.

Powyższe przypadki słyszenia lub wydawania dźwięków przez osoby Głuche zostały przywołane nie tylko po to, by pokazać, jak wiele różnorodnych doświadczeń towarzyszy głuchocie jako stanowi dysfunkcji słuchu, lecz także by zwrócić uwagę na zbyt oczywiste przeciwstawienie osób niesłyszących i ich doświadczeń osobom słyszącym i ich doświadczeniom. Wydaje się, że tego rodzaju przeciwstawienia utrwalają podział na dwie różne grupy społeczne, wspierany dodatkowo przez przekonanie o tym, że porozumiewanie się osoby słyszącej z osobą głuchą jest bardzo trudne ze względu na posługiwanie się odmiennymi systemami semiotycznymi i przynależność do różnych społeczności językowych. Tylko ostatnia ze wskazanym różnic wydaje się naturalnym zjawiskiem, pozostałe to po prostu społeczne konstrukty.

JK: Język polski jest dla nas językiem obcym. Przeszłam przez mękę, żeby móc go opanować. Żeby móc przeczytać tekst o długości kartki A4, najpierw wyłapywałam słowa, które były mi nieznane, mama mi je tłumaczyła, pokazywała lub rysowała. Musiałam nauczyć się ich na pamięć. Dopiero potem mogłam przeczytać zdanie ze zrozumieniem. To dopiero był wyczyn, gdyż można było rozbudzić wyobraźnię w niewłaściwym kierunku, analizując np. takie zdanie: „Picie coca-coli jest niezdrowe”. Każde słowo z tego zdania oczywiście znałam, ale nie mogłam zrozumieć, dlaczego coca-cola jest chora. Bo człowiek niezdrowy znaczy chory – to mogłam zrozumieć, ale ten napój?

Bardzo często po prostu uczyłam się na pamięć budowania zdań, nieważne, czy je rozumiałam czy nie. Po wielu latach nauki i pracy nad językiem polskim efekt nadal nie był zadowalający, wciąż popełniałam błędy gramatyczne lub myliłam końcówki. Ale gdy weszłam do świata Głuchych i nauczyłam się PJM, moja praca nad językiem polskim stała się o wiele łatwiejsza. Doszłam też wtedy do wniosku, że nie powinnam była porównywać się ze słyszącymi, nasze potrzeby językowe są zupełnie inne.

Moim pierwszym sposobem komunikacji z otoczeniem były rysunki i gestykulacja. Jak można skontaktować się z kimś, jeśli nie umiem mówić, miałam „piskliwy” głos, nie potrafiłam czytać ani pisać, ani też czytać z ust mówiącego? Nikt wtedy nie znał języka migowego. Jeśli chciałam jabłko, jak to pokazać, gdy w pobliżu nie było jabłek? W takiej sytuacji rysowałam na kartce jabłko i gestykulowałam: JA + „jabłko” na kartce, i dodawałam skinięcie głową z zachęcającym uśmiechem. Zamiast jabłka zobaczyłam gruszkę, zakomunikowałam wtedy: NIE, pokazując palcem (z grymasem na twarzy, brwi zmarszczone, pomruk niezadowolenia), JA + TO (pokazuję na kartce jabłko) i dodaję stanowcze kiwanie głową z poważną mimiką. Mniej więcej na przykładzie takiej komunikacji nieświadomie utworzyłam własny język. W języku migowym kolejność w gramatyce jest taka jak kolejność zjawisk w świecie naturalnym. Często słyszałam, że język migowy nie ma gramatyki. Otóż nie, osobom słyszącym język wykształcił się poprzez opowiadania, bajki, rozmowy. Mój język wykształcił się poprzez patrzenie. To oczy tworzą mój język.

KM: Dlaczego język migowy traktowany jest jako inny, obcy? Po pierwsze, język migowy to język gestów, nie język fonii. Po drugie, migowy ma swoją własną gramatykę, odmienną od języka polskiego, oddającą w większym stopniu realny układ przedmiotów i zjawisk zachodzących z świecie naturalnym poprzez naśladowanie gestem ich dynamiki. Po trzecie, języki migowe w znacznie większym stopniu niż języki foniczne wykorzystują mimikę i mowę ciała do tworzenia komunikatów. Większa ekspresyjność twarzy i ciała osób niesłyszących stanowi czasem zaskoczenie dla osób słyszących. Po czwarte, migowy często traktuje się jako sztuczny język, jako układ wymyślonych znaków, podczas gdy języki narodowe Głuchych, np. polski czy litewski język migowy, są naturalnymi językami społeczności osób niesłyszących lub słabosłyszących, rozwijającymi się tak jak inne języki, szukającymi nazw i odpowiedników znakowych dla nowych zjawisk we współczesnym, modernizującym się świecie. Po piąte, o migowym myśli się jak o uproszczonym zbiorze znaków, jako ograniczającym systemie semiotycznym. Nic bardziej mylnego. W trakcie formułowania tego rodzaju stwierdzeń często zapomina się o pozagestowych elementach gramatyki języka migowego, o dużej precyzji w przekazywaniu narracji dotyczących relacji między ludźmi i rzeczami oraz o zróżnicowaniu języka migowego (tak, język migowy ma odmiany środowiskowe i regionalne). Po szóste, języki migowe są językami przestrzeni. Nie da się posługiwać językiem migowym bez umiejętności rozpoznania i wykorzystania relacji między osobami czy obiektami w przestrzeni. Kolejną niezbędną umiejętnością jest naśladowanie tych relacji w mikroskali, w przestrzeni między prawą a lewą ręką.

JK: W książce Powiedz to w mig Indrė – jedna z bohaterek – wspomniała o pierwszym obozie z głuchymi; ja również mogę dodać swoje pierwsze wrażenie na kolonii z młodzieżą ze szkoły dla niesłyszących. Miałam wtedy 13 lat. Nadal nie znałam migowego, ale to nie stanowiło żadnej przeszkody, odnalazłam więź. Migali do mnie, zrozumiałam większość znaków, odpowiedzi przekazywałam na różne sposoby: gestykulacją, mimiką, pokazywaniem, czasami literowałam po polsku , gdy nie mogłam przekazać komunikatu rękami. Oni też mnie rozumieli, reagowali pozytywnie na mój przekaz, nie musieli niczego się domyślać. Czy już wtedy można było powiedzieć, że znałam język migowy? Nie do końca, gramatyka była mi wprawdzie wpajana, ot tak, po prostu, jednak nie znałam jeszcze wszystkich potrzebnych znaków migowych. A ponieważ już opanowałam trochę język polski, mówiłam na tyle dobrze, że kilka osób było w stanie mnie zrozumieć, niemal automatycznie stałam się łącznikiem obu światów: świata Głuchych i świata słyszących.

Organizatorami tej kolonii byli księża znający migowy na poziomie podstawowym, była też młodzież słysząca z innej szkoły. To spowodowało silny podział, dwie oddzielne grupy na niektórych wydarzeniach, np. dyskotekach, gdzie młodzież słysząca tańczyła, a my, czyli młodzież niesłysząca, zakradaliśmy się do cichego kąta, żeby swobodnie pomigać o przeróżnych tematach. Podział znikał, kiedy graliśmy w piłkę (jak w książce Jančiauskaitė w opowieści Dmitrijusa – boisko z piłeczkami rąk czy nóg) czy rozpalaliśmy ognisko. Wracając z kolonii, wiedziałam już, że to w świecie niesłyszących odnalazłam moje życie, tam będę szczęśliwa. Po zdaniu matury w powszechnej szkole odcięłam się od świata słyszących na parę lat i weszłam do świata Głuchych – wreszcie miałam okazję zbudować własną tożsamość i przynależeć do społeczeństwa Głuchych.

KM: Powiedz to w mig to książka o narracji dwutorowej. Pierwszy tor stanowi opowieść o języku migowym i społeczności Głuchych kierowana do osób słyszących, ale będąca przestrzenią wizualno-tekstową dla jednostkowych doświadczeń. Drugim torem narracji jest opowieść osoby głuchej lub osoby z rodziny, w której są osoby niesłyszące, uzupełniona o wizualny komentarz do treści. Oba tory łączy przestrzeń wizualnej reprezentacji doświadczenia osób niesłyszących, którym w tej książce – jak pisze autorka – oddaje się głos. Janc ˇiauskaite ˙ próbuje naśladować pewien trend emancypacyjny związany z „oddawaniem głosu” grupom wykluczonym lub narażonym na wykluczenie, grupom mniejszościowym, które uznawane były do pewnego momentu w czasie za niezdolne do mówienia w swoim własnym imieniu. Próba jest bardzo potrzebna, choć narażona na uproszczenie, przynajmniej w sferze narracji o inności. Tych uproszczeń udaje się uniknąć w sferze wizualnej, bardziej sugestywnej i – przynajmniej w tym kontekście – mniej podatnej na eksponowanie różnicy. I to rozbudowanie komunikatu wizualnego, znacznie szybciej przyswajanego przez dzieci, a także przez dorosłych, jest dużą zaletą Powiedz to w mig (bardziej adekwatnym tytułem dla tej książki byłby więc nakaz „pokaż to w mig”).

JK: Tytuł książki oznacza „powiedz to szybko” (w mig, czyli błyskawicznie), co przypomina mi naukę wymowy: najpierw powoli, sylabami, np. „ksią–że–czka”, powtórz kilka razy. Po czym logopeda dodawał: „Powiedz to szybko”. Czasem okazywało się jednak, że powtarzałam za szybko.

KM: Zróżnicowanie perspektyw narracyjnych, np. użycie narracji tekstowej obok wizualnej, tej dotyczącej osobistego doświadczenia z tą obcą w świecie niesłyszących, nie służy konfrontacji – ale raczej zawiązaniu relacji i nieustającemu prowadzeniu opowieści. Mimo oczywistych różnic między światami celem jest wzajemne zrozumienie.

Rasa Jančiauskaitė

Powiedz to w mig

tłum. Maciej Byliniak, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2019, s. 64


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter