70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Damian Klamka/East News

Nic nowego pod słońcem

Podział na filozofię analityczną i kontynentalną ma, jak każdy inny dotyczący nurtów filozoficznych, charakter przybliżony i orientacyjny.

Jest nieadekwatny chociażby z geograficznego punktu widzenia, gdyż filozofia analityczna miała swoje ważne ośrodki na kontynencie europejskim (Brentano, Koło Wiedeńskie, szkoła lwowsko-warszawska, Skandynawia). Niemniej jednak specjaliści wiedzą, o co i kogo chodzi, więc nieporozumień nie ma. Przypuszczam, że termin „filozofia kontynentalna” nawiązywał do brytyjskiego izolacjonizmu w polityce („my i reszta, tj. kontynent”). Powstaje jednak problem, czy jest to podział ostry. Otóż nie jest, gdyż notujemy próby „analityzacji”, by tak rzec, Husserla, Gadamera, a nawet Heideggera czy też „kontynentalizacji” Wittgensteina przez porównywanie go z autorem Bycia i czasu. Nie widzę w tym nic złego i np. sam popełniłem parę szkiców o Husserlu czy Ingardenie z punktu widzenia filozofii analitycznej. Jeśli podział na tradycje analityczną i kontynentalną miałby być dogmatyczny, byłby szkodliwy. Zawsze tak było, że mapę myśli filozoficznej wyznaczały jakieś dychotomie, trychotomie itd. Dla profesjonalnego filozofa ważniejsze jest np. to, czy Heidegger winien być zaliczany do egzystencjalizmu (tak jest np. u Tatarkiewicza) czy do fenomenologii transcendentalnej (tak sądzi się obecnie). Ważne jest, aby nie skrzywiać zasadniczo obrazu filozofii, np. tak jak to ma miejsce w Historii filozofii XX wieku Tadeusza Gadacza, czemu dałem dobitnie wyraz w swoich recenzjach dwóch tomów tej publikacji.

Nie sądzę, aby filozofia kontynentalna była u nas w defensywie, podobnie zresztą jak w większości innych krajów, może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii. Jeśli wejdziemy do księgarni w USA, znajdziemy znacznie więcej książek napisanych z pozycji filozofii kontynentalnej niż analitycznej, a to samo notujemy w Polsce. U nas zresztą sytuacja jest dodatkowo zamazana przez polityczną presję ze strony religii, której ulegają nawet niektóre księgarnie, np. znana krakowska na Podwalu, w której ekspozycja filozoficzna w bardzo poważnej większości dotyczy problematyki filozofii religii, w większości apologetycznej wobec katolicyzmu. To trzeba traktować na razie jako ciekawostkę, ale być może powrót do nie tak dawnej przeszłości jest całkiem realny, aczkolwiek pod patronatem innej barwy. Polityka grantowa obecnego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego też nie jest neutralna względem tego, co jest w filozoficznej ofensywie, a co – w defensywie.

Niezależnie od aktualiów istnieje pewien dodatkowy problem.

Tacy filozofowie, jak Roman Ingarden, Henryk Elzenberg czy Barbara Skarga (a więc myśliciele kontynentalni), twierdzili, że filozofia analityczna w Polsce (tj. szkoła lwowsko-warszawska) jest nietolerancyjna, zawłaszczyła rodzimą myśl filozoficzną i zwalcza innych. To nieprawda.

Wystarczy spojrzeć na statystyki międzywojennych polskich zjazdów filozoficznych, aby się o tym przekonać. Niemniej jednak opowieści o imperializmie analityków gnębiących kontynentalistów powracają od czasu do czasu.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter