70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Naprawianie świata

Rdzeń religii i wyzwanie, które przed nią stoi – tak jak ją rozumieją chrześcijanie, Żydzi, a nawet muzułmanie – pozostają niezmienne. Przemienić człowieka w lepszą osobę, wyszlifować go, by jego czyny były napełnione sprawiedliwością i miłością.

Jakub Drath: W opublikowanych w książce W niebie i na ziemi rozmowach z kard. Bergoglio stwierdził Pan, że religia ma przed sobą przyszłość. Jak widzi ją Pan obecnie, obserwując procesy zachodzące w świecie?

Abraham Skórka: Skoro religia jest tak mocno wpisana w ludzką historię, to oznacza, że jest wyrazem dramatycznej potrzeby ludzkiej duchowości, konstruktywnym elementem każdej cywilizacji i kultury. Każdy z nas stara się odpowiedzieć sobie na trzy fundamentalne pytania: czym jest człowiek, czym jest natura, czym jest Bóg? Możemy nawet powiedzieć, że cywilizacja jako taka zaczyna się wówczas, gdy człowiek podejmuje te kwestie i próbuje się z nimi mierzyć. W tym sensie nie obawiam się o przyszłość religii, bo ta potrzeba zawsze pozostanie aktualna. Pytanie tylko, jaką formę przyjmie i jaki będzie jej wpływ na rzeczywistość. Bo to, jaką kulturę człowiek tworzy, w rozumieniu filozofii życia, zależy od odpowiedzi, do jakich dochodzi. Podam dramatyczny przykład: nazizm też dawał swoje odpowiedzi na te pytania. Tam bogiem były siły natury, a człowiek nie był niczym więcej niż jednym z gatunków w strukturze biologicznego świata. To też forma religii – ona nie sprowadza się tylko do wiary w Boga, ale i w wartości, poprzez które budujemy swój sposób życia.

 

W jakim sensie religia sprawdza się jako sposób wyjaśniania świata?

Rzeczywistość, w której żyjemy, można rozpatrywać w różnych aspektach. Wiele zjawisk można przedstawić w sposób matematyczny, logiczny i uporządkowany, dopóki nie dojdzie się do paradoksu. Taki paradoks, którego nie da się uniknąć, to też znak, który przypomina człowiekowi, że nie osiągnie całkowitej perfekcji. Obok matematycznej, logicznej rzeczywistości mamy też rzeczywistość chemiczną, fizyczną, biologiczną, gdzie sposobem udowadniania teorii jest laboratorium i eksperyment. To on sprawdza, w jakim stopniu dane twierdzenie jest adekwatne. Ale jeśli chodzi o wartości w naszym życiu, o to, by nie zabijać i by szanować swojego sąsiada – to są sprawy wiary, a nie wiedzy. Dlaczego? Bo nie istnieją laboratoryjne metody, które pozwoliłyby to sprawdzić.

Nauka i religia to dwa równorzędne pola, które mogą i powinny pozostawać w dialogu: kiedy nauka osiąga swoje granice, człowiek odwołuje się do tego, co duchowe.

Każdy stanie przed koniecznością wyboru, według jakich wartości żyć i jaki jest cel jego życia. W jakiś sposób zmierzy się też z kwestią istnienia Boga.

 

Można jednak próbować odpowiadać na te najważniejsze pytania bez odniesienia do transcendencji.

Można, ale uważam, że zawsze będą ludzie, którzy wokół transcendencji będą organizować i prowadzić swoje życie. Tak zawsze było i nie mam wątpliwości, że tak będzie również w przyszłości. Nie widzę powodów, dla których poczucie transcendencji miałoby zostać zupełnie wykorzenione z naszej codzienności. Przeciwnie – bez niego wiele osób żyłoby w poczuciu ogromnego niepokoju i niepewności. Budzić się każdego dnia w przekonaniu, że nasze życie zakończy się tak samo jak żywot liścia na drzewie, byłoby czymś naprawdę smutnym.

 

Czy rola religii zmienia się na przestrzeni czasu?

Nie. Rdzeń religii i wyzwanie, które przed nią stoi – tak jak ją rozumieją chrześcijanie, Żydzi, a nawet muzułmanie – pozostają niezmienne. Przemienić człowieka w lepszą osobę, wyszlifować go, by jego czyny były napełnione sprawiedliwością i miłością.

 

W Europie jednak religia pozostaje w defensywie. A jeśli już mówimy o wzroście religijności, o ożywieniu religijnym, coraz częściej mamy na myśli islam, a nie chrześcijaństwo. Gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy?

O kryzysie religii mówi się chyba przez całą historię, więc warto podchodzić do niego z dystansem. To, co obserwujemy w ciągu ostatnich stuleci, to procesy, które są efektem rewolucji francuskiej. Idee demokracji, wolności, równości i braterstwa rozprzestrzeniły się na całą Europę i Amerykę. W najogólniejszym zarysie polegały one na odsunięciu Boga na bok i postawieniu człowieka w Jego miejscu. Zbudowano antropocentryczną rzeczywistość, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami. W XX w. po okresie pozytywistycznego rozwoju w Europie pojawili się przywódcy, którzy mieli tak silną pozycję, że widzieli siebie niemal jako półbogów, a przynajmniej jako ludzi posiadających szczególną moc, przynależną w religijnym świecie tylko Bogu. Tak się też zachowywali, sprawując władzę nad ludźmi, decydując o życiu i śmierci milionów. Miniony wiek pokazał, że pozytywistyczna idea, która stawia człowieka w centrum świata i przypisuje mu zdolność zbadania wszystkiego w ramach logicznego sposobu myślenia, nie wyjaśnia całej rzeczywistości. Ze względu na wiele przyczyn, które przeanalizował Gilles Kepel w znanej książce Zemsta Boga: religijna rekonkwista świata, okazało się że w ostatnim ćwierćwieczu XX w. wielu chrześcijan, Żydów, a przede wszystkim muzułmanów zwróciło się w stronę bardzo starych form religijności. Ludzie potrzebowali odpowiedzi na narastające wątpliwości, na poczucie pustki w ich życiu. W tym powrocie do starszych form objawił się specyficzny rodzaj pogaństwa.

 

Pogaństwa?

Muzułmański fanatyzm jest strasznym wyrazem pogaństwa. Bo zabijać w imię Boga to coś zupełnie odrażającego, niedającego się pogodzić z tym, co mówi Biblia, a ona jest fundamentem dla wszystkich religii abrahamowych. Fanatyzm nie zwraca uwagi na więź z Bogiem, lecz arbitralnie narzuca pewną prawdę, która nie podlega dyskusji. Można się jej jedynie w pełni podporządkować, nawet jeśli chodzi o głębokie osobiste sprawy.

Fundamentalista przypisuje sobie prawo do osądzania drugiego człowieka według przyjętych przez siebie samego niepodważalnych wartości i do stosowania przemocy w ich imię. Tymczasem Boga można czcić tylko w wolności, z poszanowaniem drugiego człowieka. Jakakolwiek przemoc w imię religii jest tym większą krzywdą, że oprócz zadawania bólu niszczy wiarę człowieka, pozostawia pustkę.

 

Ta wolność potrzebna do relacji z Bogiem zawiera także wątpliwości?

Wątpliwości są konieczne, bo istota wiary polega na nieustannym poszukiwaniu Boga. To ciągły proces zadawania sobie pytań, na które i tak w ciągu życia nie znajdziemy pełnej odpowiedzi. Gotowe rozwiązania w niczym nie pomagają, choć w pewnym sensie są też atrakcyjne, bo usuwają tak silne we współczesnym świecie poczucie niepewności.

 

Religijny fundamentalizm w dążeniu do świata bez niepewności zwraca swoją krytykę również w stronę podstawowych zasad demokracji. Jak powinny na to reagować państwa zachodnie?

Uważam, że wszystkie religie, jeśli będą się rozwijać w demokratycznej rzeczywistości, będą musiały stawić czoła wyzwaniom współczesnego świata. Jakie to wyzwania? Z jednej strony mnóstwo nowej wiedzy i technologii, a z drugiej – sprawy, które oczekują odpowiedzi od religii, np. rola żony w rodzinie i ogólnie rola kobiety w społeczeństwie. To niezwykle istotne: rzeczywistość w wielu krajach Bliskiego Wschodu być może się zmieni, gdy kobiety będą bardziej aktywne niż obecnie.

Tym, co kraje europejskie i amerykańskie muszą podkreślać, jest podstawowe założenie, że demokracja i prawo każdego do życia według własnych poglądów muszą być absolutnie respektowane.

Jeśli ktoś chce być muzułmaninem – dlaczego nie? Ale pod warunkiem poszanowania dla wolności drugiego człowieka. Tak jak to się stało w przypadku judaizmu i chrześcijaństwa, w pluralistycznej rzeczywistości inne religie też będą musiały przyjąć tę perspektywę. Możesz robić, co chcesz, ale nie wywieraj presji na innych, nie przemieniaj swoich idei w jedyną prawdę, w którą każdy jest zobligowany wierzyć. Jeśli idea demokracji będzie faktycznie zakorzeniona, ludzie będą musieli się zmierzyć z tymi samymi problemami, z którymi my się mierzymy obecnie w naszych wspólnotach.

 

Na razie jednak widzimy, że spotkanie z przedstawicielami innych religii częściej budzi reakcje obronne, niż otwiera na ich sposób postrzegania Boga i świata. W Polsce i w Europie możemy to obserwować na przykładzie muzułmańskich imigrantów.

Temat imigrantów to osobna kwestia, bo ci ludzie przychodzą z zupełnie innej rzeczywistości. To rzecz, którą musimy podkreślić. Większość krajów na Bliskim Wschodzie nie zna demokracji. Problem jest więc taki, że funkcjonuje tam bardzo niebezpieczne połączenie niedemokratycznej rzeczywistości i bardzo silnej religijnej władzy. Tymczasem religia musi być sferą, w której człowiek rozwija się poprzez głęboki duchowy proces. Każdy musi sam wybrać, że chce pozostać Żydem, że chce być zaangażowanym katolikiem.

 

Jakie miejsce takie ujęcie przypisuje instytucjom religijnym?

Sprzeciw wobec religii w XVIII w. wynikał właśnie z tego, że stały się one instytucjami, a nie prawdziwą władzą duchową. Kiedy Marks napisał, że religie są opium ludu, w mojej ocenie nie mówił o religijności, tylko o instytucji, organizacji. Ten proces instytucjonalizacji ma miejsce od czasów biblijnych. Jeśli przeanalizować nauki proroków, np. Amosa czy Izajasza, okaże się, że oni wszyscy działali przeciwko establishmentowi, byli rewolucjonistami. Prawdziwa religia musi być czymś – mówiąc słowami mojego dobrego przyjaciela Franciszka – „poza Kościołem”. Jakie było jedno z pierwszych stwierdzeń papieża skierowanych do biskupów i księży? Że Kościół, który nie wychodzi na zewnątrz, staje się autoreferencjalny i zaczyna chorować. Wierzy, że sam jest światłem, zamiast świecić światłem odbitym. Franciszek wzywa: wyjdźcie do ludzi, szukajcie ich, nie czekajcie, aż sami przyjdą do instytucji. To jest idea prawdziwej religijności. I z tego powodu mówię, że jeśli religia idzie w parze z władzą polityczną, to nie jest dobre połączenie. Nawet wielu chrześcijan twierdzi, że błędy, które chrześcijaństwo popełniło w toku swojej historii, zdarzyły się dlatego, że stało się ono oficjalną religią Imperium Rzymskiego za czasów Konstantyna.

 

Franciszek na różne sposoby wskazuje chrześcijanom potrzebę realnego działania. Jednym z głównych akcentów jest pomoc wykluczonym, w tym rzeszom imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Nie wiem, jaka powinna być w szczegółach polityka w sprawie uchodźców. Rozumiem zachowanie Franciszka w tej sprawie jako jednoznaczny przekaz dla Europy, że jeśli utożsamia się z kulturą judeochrześcijańską, nie może dalej być obojętna na cierpienia tych wszystkich ludzi, którzy starają się dotrzeć do jej wybrzeży. Musimy im pomóc, musimy im dać odpowiedź. Teraz. Nie wiem, czy najlepszą odpowiedzią jest przyjmowanie ich do Europy. Oni nie znają europejskich języków, są bardzo mocno związani ze swoim sposobem życia. Nie wiem, czy faktycznie chcą być włączeni do europejskiego społeczeństwa. Na pewno będą żyć w swoim osobnym świecie, przynajmniej w pierwszym pokoleniu, nie znając języka i specyfiki miejsca. Jednak to, czego doświadczają w swoich krajach, jest niewyobrażalnym dramatem. Prawdziwym wsparciem byłoby rozwiązanie ich wewnętrznych problemów na miejscu, poprzez aktywne działanie w Syrii czy w Afryce i przyniesienie tym ludziom pokoju. Trzeba im też pomóc w zbudowaniu nowej, bezpiecznej rzeczywistości – włączając w to podniesienie ich poziomu życia w sferze medycyny czy technologii. To jest kluczowy punkt. Papież pokazuje: jesteśmy za nich odpowiedzialni, jako ludzie i jako chrześcijanie. Musimy spojrzeć na całą tę sprawę nie z naszej, lecz z ich perspektywy. Opuścili swoje domy, miejsca, w których mieszkali od wieków, mają swój język i osobiste historie. Krzyczą, by ratować ich życie. Europa musi zareagować po chrześcijańsku, a cały świat jest zobowiązany do tego, by znaleźć dla tych cierpiących ludzi skuteczne rozwiązania.

 

Mówimy o konkretnym problemie na Bliskim Wschodzie. A jak wygląda dziś ogólnie relacja z islamem? Czy istnieje dialog z islamem – czy to z chrześcijańskiego, czy żydowskiego punktu widzenia?

Mamy partnerów w Argentynie i innych miejscach na świecie – zaangażowanych muzułmanów, którzy są bardzo dobrymi partnerami dialogu. Ale w takiej relacji kluczowe jest przełożenie na fakty. Tak to też rozumiał kard. Bergoglio od początku naszej znajomości: oczekiwał konkretów, wspólnie podjętych działań, by budować lepszą rzeczywistość. Takim pomysłem była choćby nasza książka, stanowiąca owoc szczerych rozmów na różne tematy: to był pierwszy raz w historii, kiedy biskup Buenos Aires napisał książkę z Żydem, z rabinem. Z kolei kiedy dwoje dziennikarzy ukończyło biografię Bergoglio i zapytali go, kogo sugeruje jako autora przedmowy, wskazał na mnie. Takie akty odwagi, taki rodzaj zaangażowania nie jest widoczny po stronie muzułmańskiej. Są ludzie, którzy robią wiele, ale od strony instytucjonalnej mamy jeszcze ogromną pracę przed sobą, by osiągnąć dialog oparty na zaangażowaniu, na faktach i bardzo jasnych deklaracjach, podpisywanych przez Żydów, chrześcijan i muzułmanów – np. krytykujących wszelką formę terroryzmu.

 

Chciałbym teraz zapytać o relacje chrześcijańsko-żydowskie. Dla chrześcijan poznawanie judaizmu jest równocześnie poznawaniem własnych korzeni. Jak natomiast postrzegają ten związek Żydzi?

Żydzi zawsze w pewien sposób rozumieli, że chrześcijaństwo jest owocem z żydowskiego drzewa. Że z tego samego korzenia w podobnym momencie rozwinął się z jednej strony judaizm rabiniczny, a z drugiej strony – chrześcijaństwo. Podobne stwierdzenia i podkreślenie silnej więzi pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem można znaleźć w wydanym na początku roku dokumencie watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem. A co z naszej strony? Majmonides pisał w XII w. do Żydów i do muzułmanów, że pracujemy na rzecz budowania tego samego świata: świata bez pogaństwa. Postać Jezusa jest dla nas postacią wielkiego rabina, którego nauka ma wiele punktów wspólnych z naukami innych rabinów znanych z literatury talmudycznej i midraszowej. Ale już wejście w tej dyskusji na pole teologii jest dla Żydów trudne.

 

Które różnice wydają się najistotniejsze?

Myślę, że jedną z głównych różnic między judaizmem a chrześcijaństwem jest mistyczny wymiar chrześcijaństwa. Eucharystia, wiara w Jezusa jako Syna Bożego, w relacji z Bogiem Ojcem poprzez Ducha Świętego – to są głębokie koncepcje, centralne dla chrześcijaństwa. Żyd natomiast może być bardzo dobrym Żydem, jeśli postępuje sprawiedliwie, zachowuje szabat i po prostu modli się do Boga. To wszystko, bez wchodzenia w takie teologiczne labirynty. To prawda, że jest wielu Żydów, którzy mają mistyczne podejście do Boga, poszukują alternatywnych dróg dotarcia do Niego. Mamy całą tradycję kabalistyczną, która wywarła również istotny wpływ na żydowską historię. Ale ten główny trzon judaizmu to Bóg, który oczekuje od człowieka sprawiedliwego  postępowania, miłości wobec drugiego i prawdy. W Psalmie 89 znajdziemy wers: „Podstawą Twego tronu sprawiedliwość i prawo; przed Tobą kroczą łaska i wierność”. Nie potrzeba nic więcej, niż wierzyć w Boga. A sposobem, by okazać Mu szacunek, jest sprawiedliwość, miłosierdzie, prawda, równość.

 

Jakie są teraz główne wyzwania wobec monoteistycznych religii – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu?

Absolutnym, dramatycznym wyzwaniem jest wspólny przekaz o pokoju. To, by jasno zadeklarować, że jesteśmy przeciwni wszelkim formom fanatyzmu i że bardzo jasno potępiamy zabijanie w imię Boga.

 

Rozmawiamy dziś o przyszłości i roli religii. W judaizmie z tą kwestią związane jest, interpretowane na różne sposoby, określenie Tikkun olam. Jak Żydzi widzą swoją rolę w świecie?

Zacznijmy tym razem od mistycznego punktu widzenia. Zgodnie z żydowskim mistycyzmem, ale też z  historią opowiedzianą w Biblii, Bóg stworzył świat, a człowiek zniszczył w pewien sposób doskonałość tego stworzenia. Określenie „Tikkun olam” pochodzi od hebrajskiego czasownika „naprawiać”. Odnosi się więc do pracy, którą musimy włożyć, by naprawić to, co zepsuliśmy w boskim dziele. Franz Rosenzweig w swojej książce Gwiazda zbawienia pisze o trzech elementach, które w świecie greckim funkcjonowały odrębnie od siebie: Bogu, naturze i człowieku. Judaizm połączył te trzy elementy przez trzy inne, a wszystkie razem układają się w Gwiazdę Dawida. Relacja pomiędzy Bogiem a naturą to stworzenie. Pomiędzy Bogiem a człowiekiem to objawienie. A pomiędzy człowiekiem i naturą – zbawienie. Człowiek musi zbawić świat, a pierwszym krokiem do tego jest zbawienie samego siebie. Trzeba zacząć od wyzbycia się całego zła, które na co dzień czynimy w życiu. Pięknie pokazuje to Pesach, najważniejsze święto w judaizmie. Ono składa się z dwóch elementów – pierwszy to Heirut, wolność, ale drugi to Geula – zbawienie. By być wolnym, trzeba więcej kochać, robić więcej dobrego, pozbyć się różnych łańcuchów niewoli skuwających nasze serca i umysły. Wielu ludzi nie jest zdolnych do miłości, bo są niewolnikami swoich złych instynktów.

Być wolnym to najważniejsza lekcja Pesach – jeśli człowiekowi uda się osiągnąć taki stan, jest zbawiony.

Idea Tikkun olam to coś, co niewątpliwie dzielimy z chrześcijanami. Świat musi zostać przez nas naprawiony i zbawiony – to zadanie, nad którym możemy i powinniśmy pracować wspólnie.

 

Rozmawialiśmy o relacjach pomiędzy przedstawicielami różnych religii. Skoncentrujmy się teraz na innej ważnej grupie – niewierzących. Gdzie tutaj leży pole do współpracy? Różnice bywają o wiele głębsze niż pomiędzy osobami religijnymi.

Jeśli chodzi o niewierzących, naszą misją – Żydów, chrześcijan i muzułmanów – jest pokazywać im, że duchowa praca pozwala odczuć prawdziwą różnicę w życiu. Że duchowość pomaga każdemu, niekoniecznie poprzez osiągnięcie ziemskiego szczęścia, ale poprzez wewnętrzną równowagę – najważniejszą z rzeczy, o które możemy się starać. To jest główny punkt judaizmu, podobnie jak chrześcijaństwa i islamu: działać wspólnie, by zbudować społeczeństwo, w którym większość ludzi pracuje na rzecz dobra i sprawiedliwości. I to byłaby odpowiedź dla niewierzących. Z ich ust pada często argument przeciwko wierze zbudowany na tym, co obserwują wokół siebie: cały czas mówicie, że religia buduje lepszy świat, ale tego nie widzimy. Raczej obserwujemy, że religia czyni z ludzi fanatyków, widzimy terrorystów, którzy w imię Boga zabijają ludzi. Religia jest więc czymś generalnie złym. W odpowiedzi na takie argumenty my jako wierzący musimy więc pokazać, że jest odwrotnie.

 

W jaki sposób z nimi rozmawiać? Religijni liderzy niejednokrotnie mówią do niewierzących swoim hermetycznym językiem, po czym wydają się zaskoczeni tym, że nie zostali zrozumiani.

To bardzo istotna kwestia. Język, którego powinniśmy używać, mówiąc do niewierzących, nie może być tym samym teologicznym językiem, którego używamy pośród osób religijnych. Podam przykład: kiedy analizowaliśmy z kard. Bergoglio kwestię małżeństw homoseksualnych – bo w Argentynie od 2010 r. prawo dopuszcza małżeństwa homoseksualne – moje stanowisko było takie, i Bergoglio je akceptował, że w demokratycznej rzeczywistości nie można argumentować, zaczynając od „Tora mówi…”, „Biblia mówi”… Należy używać argumentów antropologicznych, uniwersalnych, akceptowalnych poza własną tradycją religijną. Tym bardziej jeśli różnica zdań dotyczy tak istotnych spraw, wychodzących daleko poza kwestie przekonań religijnych. Cytowałem w tych dyskusjach m.in. stwierdzenia Freuda z jego późnych prac, np. z Przyszłości pewnego złudzenia. On tam pisze m.in., że role seksualne są bardzo istotne dla fundamentów kultury. Moja argumentacja była taka, że jeśli modyfikujesz te role, modyfikujesz kulturę i nie wiesz dokładnie, dokąd to może prowadzić. Rozmowa z niewierzącymi jest bardzo wymagająca, trzeba pracować nad tym, by własne religijne stanowisko wesprzeć naukowymi argumentami. Trzeba wraz z nimi zbudować inny, dialogiczny język. Nie ma miejsca na narzucanie własnych przekonań, tak się nie prowadzi dialogu.

 

Spróbujmy teraz przewidzieć przyszłość religijnego krajobrazu świata. Czy napięcia pomiędzy religiami będą się stawały coraz mocniejsze, czy też można się spodziewać rozwoju dialogu?

Nie wiem, jaka będzie przyszłość świata i religii. Myślę, że nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Ale mogę być pewny co do tego, że czynnik religijny będzie dalej odgrywał ogromną rolę w naszej rzeczywistości. Dlaczego? Bo religia jest również częścią polityki. Zawsze będzie wielu polityków, którzy będą chcieli wykorzystywać religię, tak jak to się działo wcześniej w historii. Będą to czynić dalej, by zdobywać coraz większą władzę. Religia przeniesiona w sferę codzienności często traci swój walor czystości i piękna, jej obraz zostaje zafałszowany. Nad sprawami ducha zapanowują mniejsze czy większe ziemskie interesy. Ale przyszłość jest w rękach tych ludzi, którzy głęboko przeżywają swoją więź z Bogiem i mają zdolność, by rozszerzać tę ideę w najszerszym możliwym sensie. Którzy marzą o lepszym świecie. Widzę, że Franciszek jest konsekwentny na tej drodze: walczy o prawdziwą religijność, o religię, która jest ponad polityką i instytucjami, stara się przybliżać do Boga. Wierzę, że w tym konkretnym momencie musimy pracować, by głosić – co Franciszek robi swoją polityką wobec uchodźców – że każdy człowiek jest obrazem Boga, jak to jest napisane w Księdze Rodzaju. I może jeśli wszyscy ludzie, którzy tak wierzą, będą działać wspólnie, Bóg pobłogosławi naszym działaniom i faktycznie osiągniemy lepszy świat, który oznacza świat odrobinę naprawiony przez Tikkun olam.

_

Abraham Skórka – rabin, profesor literatury biblijnej i rabinicznej oraz honorowy profesor prawa żydowskiego na Universidad del Salvador w Buenos Aires. Współautor książki W niebie i na ziemi stanowiącej zapis rozmów z kard. Jorge Mario Bergoglio, ówczesnym arcybiskupem Buenos Aires. W maju 2016 r. nagrodzony przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów tytułem „Człowieka Pojednania”. Jego rodzice pochodzili z Polski.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata