70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

rys. M.Wolna, fot.M.Obara/PAP

Socjologia w ludzkim języku

Współpracę z Zygmuntem Baumanem rozpocząłem w połowie 2008 r. Poprosiłem go wtedy o tekst do towarzyszącego wystawie w galerii White Cube w Londynie katalogu o numerycznym tytule: 17 x 23,5 x 1,6.

Profesor napisał wówczas Listening to the Past, Talking to the Past (Słuchając przeszłości, mówiąc do przeszłości) – był to pierwszy artykuł Baumana bezpośrednio poświęcony tworzonej przeze mnie sztuce. Następnie, rok później, zwróciłem się do niego po raz kolejny, by napisał esej do katalogu, jaki powstawał przy okazji wystawy How It Is w Tate Modern. Jego tekst, który postrzegam dziś – gdy ze smutkiem obserwuję poziom debaty o uchodźcach i dążenie do uniformizacji polskiego społeczeństwa – jako proroczy, nosił tytuł Strangers Are Dangerous – Are They? (Obcy są niebezpieczni, czy rzeczywiście?). Pierwsze nasze spotkanie miało zaś miejsce w czerwcu 2010 r. w Imperial War Museums w Londynie podczas dyskusji panelowej w ramach sympozjum Politics of Memory (Polityka pamięci).

Krok po kroku poznawaliśmy się, a najbardziej intensywny moment naszej znajomości związany był z moją wizytą w domu Baumana w Leeds, gdzie udałem się w sierpniu 2011 r. z inicjatywy Narodowego Centrum Kultury. Zabrałem wtedy ze sobą zdjęcie ściany z mojej pracowni w skali 1:1. Była to konstelacja złożona z fotografii, rysunków, notatek – rzeczy, nad którymi wtedy pracowałem. Inspirowała ona nasze rozmowy, złożyły się one na książkę pt. Bauman / Bałka wydaną w 2013 r.

To doświadczenie bardzo mnie cieszyło, ponieważ lubię prowadzić wspólne przedsięwzięcia ze starszymi kolegami, którzy imponują mi – pomimo wieku – swoją otwartością na problemy świata współczesnego; dzięki ich wiedzy, doświadczeniu i niezwykłej świeżości interpretacyjnej mogę się uczyć. Od kilku już lat pozostaję w dialogu z prof. Josephem Rykwertem, urbanistą i wybitnym polskim historykiem architektury, mieszkającym od 1939 r. poza Polską. Poznałem go właśnie dzięki Zygmuntowi Baumanowi. Z kolei w nawiązaniu do wystawy Die Spuren (Ślady) w Museum Morsbroich w Leverkusen, którą dopiero co otworzyłem, zamierzam podjąć współpracę z Klausem Theweleitem. U wszystkich tych osób szukałem twórców równoległych, patrzących na świat z innego punktu widzenia, z innym zasobem wiedzy, poszerzających warstwy interpretacyjne nie tyle mojego dzieła, ile samego świata.

Prace Baumana, te pisane już w Wielkiej Brytanii, czytałem, odkąd tylko zaczęły ukazywać się w Polsce, a więc po 1989 r. Najważniejszymi z nich były dla mnie Nowoczesność i Zagłada oraz Życie na przemiał. Zwłaszcza ten pierwszy tytuł był dla mnie niezwykły, bo Holokaust to także istotny temat mojej twórczości. Nigdy nie postrzegałem go jednak głównie przez liczbę ofiar (których ostateczna suma jest wciąż przedmiotem dyskusji), ale od strony bardziej indywidualnej – doświadczeń konkretnych ludzi. Dlatego perspektywa przedstawiona przez Baumana była mi znacznie bliższa niż np. ta obecna w trzytomowej Zagładzie Żydów europejskich Raula Hilberga utrzymanej w tonie dokumentalnym. Książki Baumana były socjologią podaną w ludzkim języku.

W sztuce z kolei Profesor Bauman szukał chyba przede wszystkim możliwości wyrażenia tego, co trudno ująć słowem, motywacji artysty, odpowiedzi na pytanie: „Po co?”. Sztuki wizualne, inny język, którym się one posługują, wzbudzały w nim nieskrywany zachwyt. Było tak np. we Wrocławiu przy mojej pracy Wege zur Behandlung von Schmerzen (Sposoby leczenia bólu) lub w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przy pracy Carrousel (Karuzela), kiedy zaproponował napisanie komentarza.

Nie można przy tym zapomnieć, że ciekawymi próbami postrzegania świata, wykraczającymi poza teksty i poza naukę, były fotografie Zygmunta Baumana. Widać w nich dużą wrażliwość.

Z Profesorem zawsze miałem partnerską relację. Nie rozmawialiśmy jak uczeń z mistrzem, nie były to wykłady, ale wymiany myśli, doświadczeń, intuicji. Nigdy nie udawaliśmy przy tym, że budujemy razem jakąś katedrę, że staramy się o coś nadzwyczaj trwałego. To były zwyczajne ludzkie rozmowy. Stąd niektórzy zarzucali nam, że nasza książka była za mało naukowa i krytyczna; jednak w takiej atmosferze przebiegały po prostu nasze spotkania.

Zachowałem z nich wiele wspomnień. Po pierwsze, te związane z wizytą w jego domu – obecności gospodarza doświadczało się podczas niej na różnych poziomach. Bauman tak samo przeżywał samopoczucie gości, to, czy są już nakarmieni i napojeni, jak i wymianę myśli na wyższym intelektualnym poziomie. To bardzo mnie do niego zbliżyło, bo Profesor nie rozgraniczał tych pól, nie przebierał się w szaty naukowca.

Gdy pracował, cały czas pozostawał sobą, nie stawał się nagle twórcą bliskim bogom, ale po prostu wykonywał swoje zadania.

Traktuję proces twórczy w podobny sposób.

Po drugie, jadąc z Profesorem z hotelu do jego domu, o mało nie zginęliśmy w wypadku samochodowym – dosłownie otarliśmy się o śmierć, dzieliło nas od niej kilka centymetrów. Myślę, że to doświadczenie było ważne w kontekście naszych kolejnych spotkań.

W końcu drobny, ale wymowny i wzruszający dla mnie gest. Kiedy kończyliśmy nasze rozmowy w Leeds, zacząłem demontować wspomniane już zdjęcie ściany z mojej pracowni, które w jakimś stopniu oddawało moją wrażliwość, rozmyślania, poglądy. Zajmowało dużą część gabinetu Profesora, więc nie chciałem, by mu przeszkadzało. On zdecydowanie nie zgodził się na ten demontaż. Powiedział, że chciałby, żeby to zdjęcie zostało u niego w domu. To był bardzo miły moment, oznaczał dla mnie, że nie zamykamy projektu, nie zwijamy tego wszystkiego w rulon, ale część mojej przestrzeni zostaje u niego. Sytuacja ta trwała zaledwie kilka sekund, ale takich gestów łatwo się nie zapomina.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata