70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Hitler nasz współczesny

Podstawowym problemem jest to, że Snyder, zamiast cytować wypowiedzi nazistów, opisuje własnymi słowami, co według niego oni myśleli i czynili. W efekcie oddala nas o kilka kroków od tego, co rzeczywiście się wydarzyło

Historycy od dziesięcioleci zajmowali się zbrodniami Hitlera i Stalina, przez co jeszcze kilka lat temu można było mieć wrażenie, że już niewiele więcej da się na ten temat napisać. I wtedy Timothy Snyder opublikował Skrwawione ziemie, pokazując, że umknęło nam coś istotnego: co to znaczyło żyć i umierać na terenach rządzonych przez tych dwóch ludzi. Autor przywołuje zapomniane historie mało znanych ziem leżących między Poznaniem a Smoleńskiem i choć krytycy twierdzą, że nie wyjaśnił przyczyn masowej zbrodni, to książka i tak trafiła do kanonu. Zadaję tę lekturę swoim studentom, dla których jest ona pouczająca, poruszająca i bardzo wciągająca. Snyder dzięki tej publikacji znalazł się w gronie naszych najbardziej cenionych historyków. Jest przy tym mistrzem słowa, swoją mocną prozą rzucającym czytelnikowi wyzwanie w niemal każdym zdaniu i niestrudzenie zgłębiającym moralne aspekty podejmowanych tematów, wśród których najważniejszy to masowe mordy.

W Czarnej ziemi Snyder znów wraca do Hitlera, ponieważ wierzy, że Holokaust „stanowi wieczny precedens, z którego do tej pory nie wyciągnęliśmy należytych wniosków”. W tym miejscu jednak napotykamy problem semantyczny. „Precedens” to – jak podaje Słownik języka polskiego – „wypadek poprzedzający inne podobne wydarzenie; zdarzenie, rozstrzygnięcie służące za przykład lub uzasadnienie w załatwieniu spraw analogicznych”. Jak więc może być „wieczny”? Wydaje się raczej, że w każdej epoce musimy rozstrzygać na nowo, czy okoliczności są takie, jakie wystąpiły wcześniej.

Okoliczności, które doprowadziły do Holokaustu, to przede wszystkim idee i polityka Adolfa Hitlera, dlatego Snyder na samym początku książki zarysowuje szeroko jego wizję świata. Dla Hitlera historia była niekończącą się rywalizacją ras o „ziemie”, a jedyna możliwa etyka polegała na „wierności wobec rasy”. Narody, które nie rościły sobie prawa do przestrzeni, skazywały same siebie na osłabienie i zanik. Żydzi byli złowrogimi głosicielami międzynarodowej solidarności, którzy podawali w wątpliwość to, czy natura ustanowiła „prawo” samozachowawczości dla Niemców czy kogokolwiek innego.

 

Skąd ta teza?

Do tego momentu wszystko powinno wydawać się znajome tym, którzy orientują się w poglądach Hitlera. Snyder odchodzi od ustaleń wcześniejszych autorów dopiero wtedy, gdy zaczyna przedstawiać go jako człowieka kierującego się głęboko zakorzenionym pragnieniem przywrócenia „planety” do jej naturalnego stanu, dla którego zagrożeniem mieli być Żydzi. W ten sposób autor dowodzi, że postawa Hitlera wobec Żydów była zasadniczo pochodną jego „światopoglądu ekologicznego”: dla Hitlera „projekt usunięcia milionów Żydów z Europy (…) to część ogromnego przedsięwzięcia odnowy ekologicznej, którego powodzenie oznaczałoby przywrócenie planety do właściwego stanu”[1].

Zaskakiwać może to, że Hitler Snydera postrzegał państwo jako przeszkodę w spełnieniu tych ambicji. Inni historycy tego nie dostrzegają: „Oskarżamy państwo, lecz mord stał się możliwy dopiero wtedy, gdy zniszczono jego instytucje”[2]. Według autora kwestie ekologii i państwowości były ze sobą powiązane: „W niniejszej książce przechodzę od wizji żydowskiego zagrożenia dla planety do koncepcji bezpaństwowości mającej mu zaradzić (…). W szczególnym przypadku Holokaustu ważne wydaje się jednak w pierwszej kolejności ustalenie, jak jego autor pojmował planetę, gdyż wizja stosunków międzynarodowych Hitlera była pochodną jego poglądów na ekologię”[3].

Rozmawiałem jakiś czas temu z poważanym filozofem katolickim, który był oczarowany wizją przedstawioną przez Snydera, ponieważ „w końcu” ktoś zaproponował logiczny schemat, w którego ramach Hitler staje się zrozumiały: całe postępowanie ruchu nazistowskiego wywodziło się z podstawowego zestawu przekonań na temat planety zagrożonej przez Żydów. Ten model uwodzi elegancją.

Cały problem polega na tym, że kiedy odwołamy się do słów, które Hitler faktycznie napisał lub wypowiedział, nie odnajdziemy w nich człowieka opisanego przez Snydera. Nie mamy dowodów na to, żeby Hitler przejmował się stanem „planety”. To słowo pojawia się na 36 stronach książki Snydera, ale tylko na 7 stronach dwóch tomów Mein Kampf i jedynie raz w wymownej, nieopublikowanej „drugiej książce” Hitlera z 1928 r. Szydząc z pacyfistów, przywódca nazistów pisał, że ci, którzy ignorowali prawa selekcji naturalnej, ryzykowali wyludnienie planety, a w rezultacie „nasza planeta, bezludna jak przed milionami lat, będzie pędzić w eterze”[4].

Obsesje Hitlera można byłoby opisać jako ekologiczne w sensie metaforycznym: uwalniał świat z „żydowskich zanieczyszczeń”. Ale Snyder nie stosuje takiego zabiegu. Dla niego ekologiczna troska Hitlera ma znaczenie dosłowne, dotyczy stosowania praw wobec fizycznej, biologicznej planety. Nie jest terminem użytym w celu przeprowadzenia chłodnej analizy, pojawia się raczej, żeby wyrazić sposób, w jaki na rzeczywistość miałby patrzeć sam Hitler[5]. Jednak najbardziej ekologiczną kategorią, jaką znajdziemy w Mein Kampf, będzie kategoria gatunku. W odczuciu Hitlera rasy były jak gatunki, czyli nie powinny się ze sobą mieszać, ale nie był on zainteresowany gatunkami jako takimi, nie obchodziły go temperatury oceanów, stężenie azotu w glebie ani zachowywanie równowagi flory i fauny w środowisku naturalnym. Twierdzić, że troszczył się o ekologię, to jak utrzymywać, że był astronomem, ponieważ interesował się astrologią.

Snyder nie używa słowa „antysemita”, żeby opisać Hitlera, mimo że ten sam siebie dokładnie tak określał. Zamiast tego historyk przedstawia podejście dyktatora do Żydów w słowach, których próżno szukać w jego pismach. Hitler, jakiego znamy z Mein Kampf, nie przypisywał Żydom winy za „upadek człowieka” ani nie utrzymywał, że „każda uniwersalna idea torowała drogę żydowskiej dominacji”, tak jak robi to Hitler opisany w Czarnej ziemi. Wśród słów autora Mein Kampf nie znajdziemy twierdzeń o tym, że „abstrakcyjna idea państwa także pochodziła od nich” [Żydów] ani że „tym, który przyniósł na ziemię wiedzę o dobru i złu oraz zniszczył Eden, był Żyd”[6].

Snyder nie próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Żydzi mieliby opierać się prawom natury, przez co traci okazję, żeby przyjrzeć się głębszym przesłankom leżącym u podstaw decyzji Hitlera o ich masowym mordzie. Sam Hitler nie mógł jednak nie zająć się tym pytaniem i ucieka się do wyjaśnień wykraczających poza kwestie natury. Nazywa ich „przeciwnikami całej ludzkości”, którzy popełniali złe czyny / uczynki „z diabelską radością”. W umysłach Niemców takie słowa kojarzyły się z antychrystem, siłą przeciwstawiającą się woli Stworzyciela[7]. Hitler uruchamia machinę Holokaustu nie z troski o planetę, jego działania podyktowane są rasizmem i antysemityzmem wyrosłymi na dawnych chrześcijańskich wierzeniach, że Żydzi są wrogami Boga.

Snyder nie myli się, kiedy przedstawia darwinistyczne poglądy Hitlera na temat odwiecznej walki ras, ale – podobnie jak w innych fragmentach swojej pracy – gubi się, kiedy przestaje trzymać się źródeł historycznych. Hitler nie pisał o „prawie dżungli”. Nie nazywał ludzi „zwierzętami”. A przede wszystkim, inaczej niż Hitler Snydera, Hitler historyczny nigdy nie mówił o rasie niemieckiej[8], zawsze mówił o narodzie niemieckim. Jeśli cokolwiek interesowało go w historii lub nauce, to właśnie jego naród.

Używał słowa „naród”, nie „rasa”, ponieważ odpowiadało to potocznemu, ale i naukowemu językowi jego czasów. Hitler nie przywiązywał większej wagi do nauki o Ziemi (ekologii), ale miał dużo szacunku dla nauki o człowieku (antropologii), według której w Europie nie występowały czyste rasy, lecz jedynie rasy mieszane. Mówił też o Francuzach, Anglikach i Rosjanach, których rozpatrywał w kategoriach ras mieszanych (za najwartościowszych uznawał rzekomo nordyckich Anglików). Jednak jego deklarowane przywiązanie do nauki kończyło się tam, gdzie pojawiał się temat Żydów. Hitler wielokrotnie pisał, że ze wszystkich narodów tylko Żydzi istotnie stanowili rasę, ale rasę szczególnego rodzaju – taką, która zaprzecza kategorii rasy. Nazistowscy naukowcy podporządkowali się tej logice, kiedy uznali ustawy norymberskie z 1935 r., które ze wszystkich ludów świata, włączając w to Niemców, definiowały tylko jeden – Żydów.

Hitler niewątpliwie był rasistą, ale jego nienawiść wobec Żydów pozostawała od tego niezależna i nie do końca można ją wywieść z jakiejkolwiek innej logiki, czy to związanej z nauką o rasach czy z historią. Snyder myli się, kiedy pisze, że Hitler nie interesował się historią z powodu swojego rasizmu. Przeciwnie, on fascynował się historią, ale Żydzi w jego opinii mieli moc niweczyć i przekraczać historię, co znów przypomina chrześcijańskie wyobrażenie Szatana.

Dla wzmocnienia efektu i dramaturgii Snyder wielokrotnie odwołuje się do kategorii ostatecznych. Mało miejsca poświęca np. analizie antysemityzmu, który mógł motywować niemieckich zabójców Żydów, ponieważ „do końca nie wyjaśnia” on ich postępowania[9]. Autor uważa, że to bezkompromisowa obsesja Hitlera na punkcie konfliktu rasowego była źródłem jego pogardy dla państwa. „Nie ma czegoś takiego – pisał Hitler – jak państwo będące celem samym w sobie”, czytamy u Snydera. „Jak wyjaśniał, »najwyższym dążeniem istot ludzkich« jest nie »zachowanie jakiegoś państwa czy rządu, ale zachowanie gatunku«”[10]. Według historyka Niemcy pod przywództwem Hitlera dążyli do zniszczenia państw i „państwowości”, ponieważ anarchia pozwoliłaby im zabijać tych, którzy byli od nich rasowo gorsi.

Problem znów polega na tym, że kiedy otworzymy Mein Kampf, jego autor będzie jawił się nam zupełnie inaczej. W jego opinii Żydom brakowało „idealistycznej postawy rasy państwowej”. Przejawiali też wrodzoną nieumiejętność do stworzenia państwa[11]. Te słowa sugerują, że Hitler nie był przeciwnikiem państwowości. Uważał on, że państwa w naturalny sposób wyrastały z ludzkiej potrzeby, żeby ochraniać się w grupach. Państwa były dla niego „organizmem umożliwiającym i podtrzymującym życie narodu na ziemi…”[12]. Hitler historyczny nie myślał o rasach, które ze sobą walczyły, tylko pisał o narodach i państwach. Za każdym zaś wrogiem Niemiec stał Żyd.

 

Oddalanie się od rzeczywistości

Narracja Snydera jest pasjonująca, historyk potrafi tchnąć życie w różne wątki swojej opowieści jak rzadko który autor – myślę tu o opisach relacji między Niemcami, Polską i Rosją, przedstawieniu dążeń polskich przywódców do utworzenia ojczyzny Żydów w Palestynie, paradoksalnej roli Auschwitz, portretach bohaterskich wybawców i członków ruchu oporu, do których nigdy wcześniej żaden historyk nie podszedł z taką umiejętnością i empatią. Tylko że „wartość dodana” kolejnej książki o Holokauście powinna kryć się w nowatorskich tezach, które są w niej zawarte, a moim zdaniem tezy Snydera o odnowie ekologicznej i niszczeniu państwa z pobudek rasistowskich choć nadają kształt jego opowieści, to jednocześnie osłabiają jej historyczną wartość. Jest to szczególnie widoczne, kiedy dochodzimy do najbardziej pogmatwanego okresu, czyli lipca 1941 r.

Wówczas to reżim nazistowski złamał tabu i historycy do dziś spierają się nad powodami. O ile dotąd zajmując kolejne tereny w Związku Radzieckim, żołnierze niemieccy mordowali radzieckich komisarzy i Żydów płci męskiej, o tyle teraz zaczęli spędzać w jedno miejsce i rozstrzeliwać całe społeczności żydowskie: mężczyzn, kobiety i dzieci. Na początku 1942 r. liczba ofiar sięgnęła 800 tys.[13]. Wydaje się, że taka zmiana jakościowa w polityce niemieckiej nie mogła zajść bez poparcia Hitlera, choć jak dotąd historykom nie udało się znaleźć pisemnego rozkazu wskazującego na jego bezpośrednią inspirację[14].

Snyder doskonale opisuje metody i usprawnienia, z których korzystali tamtego lata naziści, aby uczynić mordowanie bardziej efektywnym, i w zgodzie z tezą Jana Tomasza Grossa zauważa, że lokalni kolaboranci wybrali współudział w hitlerowskim ludobójstwie, żeby ukryć własny współudział w zbrodniach sowieckich. Jak podkreśla Snyder, u początków masowych rzezi nie legł żaden plan, a nazistowscy obrońcy rasy niekiedy potrzebowali alkoholu, by ukoić swoje nerwy. Dla uspokojenia ich sumień karmiono ich cytatami z Mein Kampf, według których kampania ta była konieczną samoobroną.

Jaka w tym wszystkim była rola Hitlera? Do niedawna dominował pogląd, że na zwycięstwa na polu bitwy Hitler reagował „euforycznie”, snując wizje wprowadzenia „utopii” świata bez Żydów w życie[15]. Niemniej ostatnio historycy zwrócili uwagę na fakt, że oddziały niemieckie zaczęły odnosić klęski właśnie w okresie, gdy rozpoczęły się rozstrzeliwania kobiet i dzieci. Jak ujmuje to brytyjski historyk Alex Kay, mieli teraz okazję zaspokoić powszechne wśród nazistów pragnienie zmiecenia Żydów z powierzchni ziemi i nie było powodu, żeby tego nie zrobić[16].

Według Snydera sprawy miały się inaczej. W jego ujęciu na kampanię kampanię hitlerowską składały się przynajmniej dwie wojny – jedna przeciw Słowianom, a druga przeciw Żydom. Gdy pierwsza z nich wytraciła impet, druga zajęła jej miejsce. „Mit judeobolszewizmu wydawał się usprawiedliwiać skierowane przeciw planetarnemu wrogowi uderzenie wyprzedzające, godzące w cenne tereny. Łączyło ono w sobie dwa założenia: eliminację Żydów i ujarzmienie Słowian. Po ustanowieniu tego związku w swoich teoriach i wywołaniu wojny na wschodzie Hitler w praktyce nie mógł już ponieść porażki. Nieudany podbój Słowian dostarczyłby jedynie argumentu za eksterminacją Żydów”[17].

Najbardziej dramatyczną przeszkodę kampania wojskowa napotkała w grudniu, gdy Rosjanie przeprowadzili kontratak na przedpolach Moskwy, a Stany Zjednoczone włączyły się do wojny[18]. W tym właśnie momencie w polityce nazistów nastąpił odwrót od koncepcji kolonizacji terytorium radzieckiego, a zwrot w kierunku domniemanych ekologicznych koncepcji Hitlera: „Nikt nie musiał mówić, że wojna w pierwotnie zaplanowanym kształcie jest przegrana, i nikt nie musiał tłumaczyć, że kolonizacja konkretnego terytorium zamieszkanego przez podludzi (w oczach nazistów) ustępuje miejsca uwolnieniu planety spod dominacji nieludzkich Żydów”[19].

Podstawowym problemem tutaj, jak i w innych miejscach w książce, jest to, że Snyder zamiast cytować wypowiedzi nazistów, opisuje własnymi słowami, co według niego oni myśleli i czynili. W efekcie oddala nas o kilka kroków od tego, co rzeczywiście się wydarzyło. Tak naprawdę nikt w otoczeniu Hitlera nie wspominał o możliwości przegrania wojny ani wówczas, ani też znacznie później. Ktokolwiek poczynił taką sugestię, choćby w prywatnej rozmowie, tracił życie – co oznaczało, że nikt nie mówił o klęsce planu kolonizacji[20].

W wyobrażeniu nazistowskich dowódców ich celem nie był „podbój Słowian”. Od ukazania się Mein Kampf po ostatnie dni Hitlera uważano, iż w wojnie chodzi o zdobycie „Raum” i wymordowanie Żydów, którzy jakimś sposobem zawsze stali za wszelkimi wrogami, a zwłaszcza za bolszewizmem. Słowianie to naród, który – tak się składa – mieszkali na wschodzie. Hitler nie myślał o nich jak o problemie, a tym bardziej celu ataku. W rozmowach z podwładnymi w sierpniu 1942 r., spoglądając w przyszłość, stwierdził: „Pochłoniemy albo usuniemy śmieszne sto milionów Słowian”[21]. Rok wcześniej wielu zagłodzono na śmierć jako „bezużytecznych zjadaczy chleba”.

Należy zwrócić uwagę na wyraz „pochłoniemy”. Hitler powtarzał za ówczesnymi antropologami, że Słowianie są niespójni rasowo i być może mają jakieś wartościowe domieszki, świadectwo mieszania się w odległej przeszłości z Aryjczykami. Na przykład liczba Czechów przeznaczonych do zgermanizowania przekraczała 50% populacji. Ujrzawszy blondwłosych Ukraińców, Hitler nabrał przekonania, iż są oni pozostałością wcześniejszej niemieckiej kolonizacji. Wcielał Ukraińców i Rosjan do swoich oddziałów i sprzymierzył się ze Słowakami i Chorwatami. Naziści nie głosili antyslawizmu ani nie prowadzili wojny przeciwko Słowianom[22]. Ich jedyną troską – w kontekście planów kolonizacji rozległych terytoriów na wschodzie – było uczynienie z „elementów” nieniemieckich „helotów” w służbie Niemcom, lub przesiedlenie ich dalej na wschód[23].

 

W sprawie bezpaństwowości

Należy zauważyć, że posługuję się wyrazem „Słowianie”, tak jak rozumieli go dowódcy hitlerowscy, a nie tak jak używamy go dziś. Nie ulega wątpliwości, że od 1939 r. celem ich ludobójczej polityki byli Polacy, co przejawiało się np. w masowych deportacjach Polaków z Zamojszczyzny, wymordowaniu dziesiątków tysięcy intelektualistów i innych grup, bezwzględnym niszczeniu polskich miast i niezliczonych innych zbrodniach. Zgodnie z nazistowskim Generalplan Ost Polacy jako naród mieli zostać unicestwieni. Nie jest to jednak zamiar, który zapowiada Mein Kampf. Jak dobitnie pokazuje Snyder, pierwotnie hitlerowcy planowali uczynić Polskę, pomniejszoną o ziemie leżące na zachodzie i nad Bałtykiem, sprzymierzeńcem w podboju Związku Radzieckiego. Dopiero gdy Polska odmówiła współpracy z Niemcami na początku 1939 r., jej obywateli przeznaczono do likwidacji, jako te „elementy obce narodowo”, których nienawidzono i obawiano się najbardziej. Niemniej nienawidzono ich jako Polaków – „element polski” – a nie jako Słowian.

Dyskusja o fikcyjnej wojnie przeciw Słowianom oddala nas od zasadniczego tematu tej książki, wyrażonego w tytule: zagłady Żydów. Tam gdzie chodziło o Słowian, jak Słowaków czy Chorwatów, hitlerowcy byli elastyczni. Jeśli społeczności te były skłonne do współpracy, pozostawiano je przy życiu. Jeśli natomiast buntowały się, jak Polacy czy Serbowie, gniew Hitlera był gwałtowny i natychmiastowy. W przypadku Żydów natomiast nie było miejsca na kompromis niezależnie od tego, czy byli skorzy do współpracy czy też nie, a pomysł, że wśród nich mogłyby się znaleźć elementy wartościowe rasowo, uznawano za absurd. Wręcz przeciwnie: Hitler uważał, iż żeby uczynić z kogoś Żyda, wystarczyło kilka kropel żydowskiej krwi.

Dla władz niemieckich mordowanie Żydów nie było zatem pochodną kampanii przeciw innemu narodowi i nie mamy dowodów na to, że masowe zabójstwa Żydów spowodowało zastąpienie w 1941 r. wojny przeciw Słowianom wojną przeciw Żydom. Wiadomo natomiast, że dowódcy hitlerowscy prowadzili nie dwie czy więcej wojen, lecz tylko jedną – przeciw Żydom, bo oni stali za każdym wrogiem.

Wielokrotnie przywoływana teza Snydera o bezpaństwowości utrudnia zrozumienie Holokaustu. Np. omawiając niemieckich Żydów, pisze on: „Niemieccy Żydzi ginęli nie wskutek biurokratycznej precyzji w Niemczech, lecz wskutek [because of] zniszczenia biurokracji w innych krajach”[24]. Stwierdzenie to zaskoczyłoby niemieckich Żydów, którym w drodze do śmierci stale towarzyszyli członkowie niemieckiej biurokracji państwowej.

Problemem nie jest jednak po prostu błąd faktograficzny. Tego typu stwierdzenie zaciemnia związki przyczynowo-skutkowe. Niemieccy Żydzi ginęli nie dlatego, że nie istniała biurokracja, lecz dlatego, że taka była wola władz niemieckich. Hitler i jego poplecznicy wykorzystywali lub tworzyli instytucje potrzebne im do ludobójstwa i nie pozwalali, by okupowane terytoria były niezarządzane, a tym bardziej pogrążone w chaosie, choć naturalnie cele i zakres tej administracji były zmienne. Instytucje władz państwowych najsłabsze były w Polsce i na okupowanych terenach radzieckich, ale Żydów tropiono i mordowano na wszystkich terytoriach kontrolowanych przez Niemców.

Poczynając od 1941 r., władze w Berlinie identyfikowały i deportowały każdego Żyda, do którego były w stanie dotrzeć przy pomocy wszelkich służb mundurowych: polskiej i czeskiej policji, węgierskiej żandarmerii, holenderskich gryzipiórków czy chorwackich faszystów. Zdolna do adaptacji i niestrudzona urzędnicza maszyna do zabijania dokonała aresztowania garstki Żydów, którzy mieszkali na należących do Wielkiej Brytanii Wyspach Normandzkich. Zostali oni przetransportowani promem do Francji, a stamtąd pociągiem do Auschwitz na śmierć. Unicestwiła też niewielkie społeczności żydowskie z wysp leżących u wybrzeży Grecji. Na samym północnym krańcu Europy Niemcy deportowali garstkę niemieckich Żydów, którzy uciekli do Narwiku w Norwegii. W lecie 1942 r. oddziały niemieckie na dwa miesiące opanowały część Kaukazu, zaraz za północną granicą Gruzji. W tym czasie zidentyfikowali i zamordowali Żydów aszkenazyjskich, którzy uciekli tam z terenów położonych bardziej na zachód.

Liczby ofiar różniły się w różnych państwach, przy czym więcej Żydów zginęło w Polsce (90%) niż w Holandii (75%), natomiast w Belgii i Francji odsetek ten był niższy. Na zakończenie wciągającego i elokwentnego omówienia tych przypadków Snyder wycofuje się z twierdzenia o bezpaństwowości i wyjaśnia, skąd te różnice: „Prawdopodobieństwo, że Żydzi zostaną wysłani na śmierć, zależało od trwałości instytucji decydujących o suwerenności państw oraz od ciągłości przedwojennego obywatelstwa”[25]. Czynnikiem decydującym nie była bezpaństwowość, lecz to, kto kontrolował instytucje państwowe. Rząd Vichy był w stanie ochronić swoich obywateli żydowskich, gdyż – w przeciwieństwie do Polski – zachował pewną autonomię. Gdyby jednak  wojna trwała dłużej, Niemcy rozprawiliby się również z Żydami we Francji.

Twierdzenie Snydera o destrukcji państw odwraca uwagę od tej szerszej perspektywy, ale również znieczula na rewolucyjny potencjał ludobójczego państwa niemieckiego. Zarzuca jego rzekomo niezdecydowanym biurokratom, że nigdy nie ustalili, kogo uważa się za Żyda: „Urzędników niemieckich nigdy nie poinstruowano w ostateczny i wiążący sposób, kogo spośród obywateli należy uznawać za Żyda”. To nieścisłość. Ustawy norymberskie z 1935 r. określają, że Żydem jest każda osoba, której przynajmniej troje dziadków jest Żydami. Nigdy w historii żadne państwo nie zdefiniowało narodowości etnicznej z taką precyzją i w efekcie żadna grupa nigdy nie odczuła konsekwencji napędzanego przez państwo szaleństwa w tak zabójczy sposób jak europejscy Żydzi. Państwo niemieckie nigdy nie zdefiniowało natomiast niemieckości i z pewnością nigdy nie zastanawiano się, ile „słowiańskiej” krwi może płynąć w żyłach mieszkańców Śląska i Zagłębia Ruhry. Każdy, kto nie był Żydem i miał obywatelstwo niemieckie, był Niemcem z „niemieckiej krwi”.

 

Zbrodnia bez uzasadnienia

Według Snydera inspiracją dla jego tezy, jakoby „nowy porządek rasowy” wymagał destrukcji państwa, była Hannah Arendt[26]. Jednak na stronach, które cytuje z jej pracy, nie ma ani słowa o niszczeniu państw, mowa natomiast o tym, w jaki sposób imperializm brytyjski i francuski różnił się od tego z czasów rzymskich, kiedy to „instytucje macierzystego kraju” włączały nowe ziemie do cesarstwa. Brytyjczycy natomiast zbudowali swe imperium, „pozostawiając swobodę podbitym ludom w sprawach kultury, religii i prawa”[27]. Słowa Arendt są zatem zaprzeczeniem tezy Snydera – według niej rasizm pozostawiał tradycyjne instytucje władzy nienaruszone, zamiast je niszczyć[28].

Nie ma to jednak znaczenia dla nazistowskich Niemiec. Kluczowa kwestia to fakt, że pojedynczy człowiek nie był nic wart w oderwaniu od swojego „narodu” czy to w Niemczech, czy to we Francji, czy gdziekolwiek indziej. Wprawdzie Hitler twierdził, że inspiracją były dla niego imperializmy brytyjski i amerykański, jednak jego podejście było nowe, nieporównywalne z niczym wcześniej. Możliwe, że dokonał tylko mało oryginalnej syntezy, niemniej jego nowy nazistowski porządek zerwał z wszelkimi precedensami z przeszłości. Snyder skutecznie pokazuje, że to, co spowodował na ziemiach polskich niemiecki element rewolucyjny – całkowicie wspierany przez bardziej tradycyjną biurokrację państwową i wojskową – było nieporównywalne z czynami wcześniejszych reżimów: zaplanowane, uporządkowane, systematyczne wyniszczanie, arbitralne, ale jednak nieprzeprowadzone w sytuacji bezpaństwowości.

Niemniej ekologiczna argumentacja Snydera również nie zbliża nas do zrozumienia masowego mordowania Żydów. Jeśli Hitler był przekonany, iż ratuje planetę od zarazy, przywracając naturze właściwą równowagę, dlaczego nie obwieścił tego światu? Czemu najpierw przypisał całe zło Żydom, a potem za wszelką cenę starał się ukryć ich mordowanie? Chęć zachowania pozorów była tak daleka, że naziści wybudowali cały obóz w Theresienstadt, żeby stworzyć wrażenie, że nie mordują Żydów! Twierdząc, że stanowili oni w rozumieniu Hitlera „skazę na naturze”, Snyder daleki jest od uchwycenia tego, co w Żydach przeszkadzało Hitlerowi.

Jako dowód niech posłuży ludobójcza polityka nazistów wobec radzieckich jeńców wojennych. O ile większość swojej społeczności żydowskiej Niemcy woleli mordować na terenie okupowanej Polski, o tyle w 1941 r. do samego serca Niemiec przetransportowano w odkrytych wagonach towarowych setki tysięcy żołnierzy radzieckich – nie czyniąc ich bezpaństwowymi. Tam osiedlono ich w bezpośrednim sąsiedztwie gospodarstw i pól obywateli niemieckich, w kilkudziesięciu obozach dla jeńców wojennych, gdzie umierali zamęczeni pracą lub z powodu głodu[29]. Niespecjalnie dbano o dochowanie tajemnicy, a w rzeczywistości były to niewątpliwie powszechnie znane fakty. Wysłani do pracy w polu Rosjanie żywili się trawą i surowymi ziemniakami[30]. Zabójstwa Żydów miały inny charakter i wiedzę o nich ukrywano przed społeczeństwem niemieckim, jak to tylko możliwe. Hitler zabronił nawet swym podwładnym rozmawiania o tej sprawie w jego obecności przy użyciu eufemizmów takich jak „Sonderbehandlung”. Dlaczego?

Nie twierdzę, że znam odpowiedź, ale jasne jest, że nie chodzi tu o naturę. W lutym 1945 r. Hitler stwierdził w rozmowie z Martinem Bormannem, że nie istnieje coś takiego jak rasa żydowska „z punktu widzenia genetyki: rasa żydowska jest przede wszystkim wspólnotą ducha” i „rasa duchowa jest mocniejsza i bardziej trwała niż rasa naturalna”. Zatem zagrożenia ze strony Żydów przeczyły doświadczeniom zmysłowym. Dla dr. Waltera Grossa, kierownika Urzędu Polityki Rasowej NSDAP, uzasadnieniem wykluczenia dzieci żydowskich ze szkół był „niewidzialny wpływ”, jaki wywierają na „dusze” dzieci niemieckich.

Widmo żydowskie było nieuchwytne, a jednak wszechobecne. Wbrew temu, co pisze Snyder, Hitler nie „był pewien swojego dziedzictwa”[31]. Nie wierzył, że udało mu się dokonać zagłady Żydów, osiągając w ten sposób „zwycięstwo gatunku ludzkiego” (brak dowodów na to, że dbał o gatunek ludzki). Pod koniec życia Hitler przyznawał, iż wprawdzie wytępił żydostwo środkowoeuropejskie, jednak wciąż prześladował go niepokonany wróg. Kilka godzin przed tym jak wraz z Ewą Braun odebrał sobie życie, podyktował następujące słowa: „Przede wszystkim zobowiązuję kierownictwo narodu i jemu posłusznych do skrupulatnego zachowywania ustaw rasowych oraz do bezlitosnego oporu wobec trucicieli świata wszystkich narodów, międzynarodowego żydostwa”. Wydawało mu się, iż Niemcy powstaną na nowo, ale tylko po to by ponownie stawić czoła swoim wrogom: „Miną wieki, lecz z ruin naszych miast i dzieł sztuki wyrośnie znów nienawiść przeciw odpowiedzialnemu ludowi, któremu to wszystko w końcu zawdzięczamy – międzynarodowemu żydostwu i jego pomagierom”[32].

Odwieczny przymus instynktu samozachowawczego był zatem niczym innym jak odwieczną walką przeciw Żydom. To dlatego przystąpienie do mordowania żydowskich kobiet i dzieci w 1941 r., mimo że zdumiewa historyków, nie pozostawiło śladów w archiwach – nie wymagało żadnego wyjaśnienia. Gdy chodziło o zabijanie radzieckich jeńców wojennych bądź Słowian, należało to jakoś uzasadnić: np. koniecznością odebrania im żywności na rzecz armii niemieckiej. Jednak w przypadkach dotyczących Żydów to pozostawienie ich przy życiu wymagało uzasadnienia. Naziści nie prowadzili wojny z Żydami w innych celach, jak np. „oczyszczenie planety”, ani ze względu na inne „gatunki” czy też gatunek ludzki. Ostatecznie jedynym rzeczywistym powodem, dla którego zabijano Żydów, było zabijanie Żydów.

 

Precedens i wyjątek

Holokaust jawi się nie jako wieczny precedens, lecz raczej jako niekończąca się tajemnica. Snyder delikatnie krytykuje nas za niewyciągnięcie „należytych wniosków”, ale w rzeczywistości wnioski zaczęto wyciągać niemalże tuż po upadku III Rzeszy. W 1945 r. powstała ONZ, która potępiła wojny agresywne, a w 1948 r. uregulowała prawny status zbrodni ludobójstwa. Dostrzegłszy, że antysemityzm hitlerowskich Niemiec miał korzenie religijne, po 1945 r. Kościoły chrześcijańskie zrewidowały swoje nauczanie, odrzucając pogląd, że Żydzi zamordowali Boga – coś, czego Hitler uczył się za młodu. Do końca lat 40. antropolodzy porzucili ideę, jakoby rasa determinowała tożsamość i wartość człowieka. W Stanach Zjednoczonych prawo segregacji rasowej w wojsku oraz w szkołach czy też zakaz małżeństw mieszanych uznano za niezgodne z konstytucją.

Oto czego nauczyliśmy się dzięki Hitlerowi. Jak jednak pokazują ciągłe kryzysy, ostatnio ten w Syrii, o wiele łatwiej wyciągać naukę, niż zastosować ją praktyce. A co z twierdzeniem Snydera, że Holokaust to ostrzeżenie?

Według niego stoimy obecnie w obliczu paniki ekologicznej, podobnej do poczucia beznadziei, którego Niemcy mieli doświadczyć w latach 30. ubiegłego wieku i które skłoniło ich do poszukiwania ziemi – „czarnej ziemi” – w innych krajach. Jest to historyczna nieścisłość. Pomysł, że Niemcy muszą szukać przestrzeni, był osobistym urojeniem Hitlera. W rzeczywistości Niemcy miały ziemi pod dostatkiem, by wyżywić własnych obywateli. Jest to też faktem w dzisiejszych czasach: problemem w ogólnoświatowym głodzie nie jest brak ziemi, lecz ubóstwo. Jeśli czyjś dochód wzrasta, ta osoba jest w stanie się wyżywić. A co jeśli kolejny pozbawiony moralności dyktator z urojeniami zapragnie wyeliminować jakiś naród? Należy mieć nadzieję, że systemy bezpieczeństwa międzynarodowego działają lepiej niż w latach 30. zeszłego wieku.

W istocie nigdy nie brakowało ludzi doradzających nam, by Hitlera traktować jako ostrzeżenie. Niemal od samego upadku III Rzeszy widmo Hitlera przywoływano, żeby propagować niezliczone idee, dla których lata 30. minionego wieku miały być precedensem. Każdy dyktator, od Ho Chi Minha po Saddama Husseina, był błędnie określany jako nowy Adolf Hitler. W chwili gdy piszę te słowa, liderem sondaży w stanie Iowa jest polityk republikański, który twierdzi, że Żydzi niemieccy mieliby szansę powstrzymać Hitlera od przejęcia władzy, gdyby posiadali swobodny dostęp do broni. Wielu Amerykanów w to wierzy, gdyż ich wiedza o przeszłości jest zerowa i ufają pozornemu autorytetowi. W rzeczywistości tysiące Żydów uzbrojonych w strzelby myśliwskie nie miałoby szans w starciu z armią państwa niemieckiego.

Należy wyciągać wnioski z przeszłości, lecz wymaga to jak najdokładniejszej rekonstrukcji minionych okoliczności. Można spierać się, czy Holokaust to precedens zarówno dla naszych czasów, jak dla jakichkolwiek; w moim odczuciu jego wyjątkowość sprawia, iż trudno wyciągnąć z niego naukę. Wydaje się jednak jasne, że niewiele nauczymy się przez narzucenie własnych pojęć ludziom, których horyzonty myślowe były tak różne od naszych[33]. Hitler miał wiele obsesji; troska o ekologię nie była jedną z nich. Dająca do myślenia praca Snydera pokazuje, że wszelkie nasze próby wyjaśnienia stanu umysłu czy też działań Hitlera są prowizoryczne. Wprawdzie dobro „planety” niewiele go obchodziło, a jednak pojawił się pozornie znikąd i odmienił ją, kierując się nakazami nienawiści i lęków, których logika i – tym bardziej – powody wciąż nam umykają.

 

Tłumaczył Mateusz Urban 

Konsultacja terminów niemieckich Michał Jędrzejek

1 T. Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie, tłum. B. Pietrzyk, Kraków 2015, s. 56.

2 Tamże, s. 12.

3 Tamże, s. 453.

4 A. Hitler, Mein Kampf, München 1936, s. 70 (tłumaczenie bezpośrednio z języka niemieckiego).

5 „Niemieckie imperium rasowe na zawsze odmieniłoby globalny porządek i umożliwiło powrót naturalnego stanu na planecie, którą skazili Żydzi”. T. Snyder, Czarna ziemia, dz. cyt., s. 50. W tej ostatniej kwestii niektórzy historycy przyjmowali relację Hermanna Rauschninga, jednak zasadniczo nie jest ona uznawana za rzetelne źródło. Ian Kershaw pisał w pracy Hitler. 1889–1936 Hybris (Poznań 2001), że uważa się, iż książka Rauschninga jest w tak małym stopniu wiarygodna, że najlepszym wyjściem jest w ogóle ją odrzucić.

7 Por. C.-E. Bärsch, Die politische Religion des Nationalsozialismus, Paderborn 1998, s. 132, 315.

8 „Zgodnie z jego światopoglądem Niemcy byli rasą”. T. Snyder, Czarna ziemia, dz. cyt., s. 128. Por. też s. 138.

9 Tamże, s. 200.

10 Tamże, s. 21.

11 A. Hitler, Mein Kampf, dz. cyt., s. 331.

12 Tamże, s. 360.

13 Kriegsführung und Hunger 1939–1945, red. C. Dieckmann, Getynga 2015, s. 10.

14 Ch.R. Browning, Geneza „ostatecznego rozwiązania”. Ewolucja nazistowskiej polityki wobec Żydów. Wrzesień 1939 – marzec 1942, tłum. B. Gutowska-Nowak, Kraków 2012, s. 312.

15 Tamże, s. 317.

16 A.J. Kay, Exploitation, Resettlement, Mass Murder, Berghahn 2006, s. 108.

17 T. Snyder, Czarna ziemia, dz. cyt., s. 43.

18 W ten sposób „Globalna katastrofa strategiczna pozwoliła Hitlerowi przejść od jednej koncepcji wojny do drugiej”, tamże, s. 260.

19 Tamże, s. 264.

20 Tamże, s. 266: o porażce kampanii kolonialnej.

21 Cyt. w: J.W. Borejsza, Śmieszne sto milionów Słowian, Warszawa 2006, s. 152.

22 Oddziałom niemieckim w okupowanym Związku Radzieckim nie wpajano antyslawizmu. J. Kilian, Wehrmacht und Besatzungsherrschaft im russischen Nordwesten, Paderborn 2012, s. 193–97.

23 W przemowie z 2 października 1941 r. o niemieckim nowym porządku Reinhard Heydrich stwierdził, że „narody innej rasy, słowiańskie i im podobne“, byłyby „przydzielone nam jako pracownicy na rzecz wielkich zadań kultury, jako heloci, jeśli chciałbym powiedzieć to dość drastycznie”. C. Madajczyk, Vom Generalplan Ost zum Generalsiedlungsplan: Dokumente, Monachium 1994, s. 20–21.

24 T. Snyder, Czarna ziemia, dz. cyt., s. 294.

25 Tamże, s. 326 i 325: „Decydującą kwestią, jak wszędzie, okazała się suwerenność”.

26 „Państwo niemieckie musiało zostać zachowane właśnie po to, aby umożliwić anihilację innych państw, a w rezultacie ustanowienie nowego porządku rasowego”. Jako źródło podaje H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, tłum. D. Grinberg i M. Szawiel, Warszawa 1993, s. 172 i 197.

27 Według zasady, że zarządca może „rządzić ludem »nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem jego własnych plemiennych bądź lokalnych władz«”. Tamże, s. 173.

28 To, że Brytyjczycy powstrzymywali się od „szerzenia angielskiego prawa i angielskiej kultury”, odzwierciedlało „nową imperialistyczną świadomość fundamentalnej, a nie tylko przypadkowej, supremacji człowieka nad człowiekiem, »wyższej« rasy nad »niższymi rasami«”. Tamże, s. 173.

29 Na początku 1942 r. było ok. 265 tys. ofiar. Kriegsführung und Hunger 1939–1945, dz. cyt., s. 149.

30 Tamże, s. 134.

31 T. Snyder, Czarna ziemia, dz. cyt., s. 317:

„Eksterminacja Żydów, niezależnie od klęski Niemców, oznaczała zwycięstwo gatunku ludzkiego. Jak powiedział na samym końcu, 29 kwietnia 1945 roku, Żydzi »zatruli świat wszystkich narodów«. Był przy tym pewien swojego dziedzictwa: »Rozciąłem żydowski wrzód. Przyszłe pokolenia będą nam za to dozgonnie wdzięczne”.

32 Ostatnia wola Hitlera: http://www.spiegel.de/spiegel/print/d-46272805.html (dostęp: 1 grudnia 2015 r.).

33 Wiele pojęć, których używamy, mówiąc o przeszłości, nie ma w niej swych korzeni, wśród nich „feudalizm” czy „rewolucja przemysłowa”. Niemniej Snyder, jak twierdzi, rekonstruuje wewnętrzne przemyślenia Hitlera: „świat Hitlera”. Lecz opisując czyjeś myśli za pomocą słów, o których nie wiemy, że ta osoba ich używała, w jaki sposób możemy być pewni swej nieomylności? Jak możemy wiedzieć, że nie stworzyliśmy fikcji?

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata