70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta

Wyobraźni Lema tu brak

O ile mogę zachwycić się stylem książek Harariego, o tyle z pewnością nie jest to autor obdarzony taką wyobraźnią, by stworzyć oryginalną wizję przyszłości. Zamiast wielu scenariuszy jutra czytelnik otrzymuje od niego jedynie ekstrapolację teraźniejszości.

Yuval Noah Harari to autor, którego nie sposób dziś pomijać. Niezależnie, co się na jego temat myśli, czy się go lubi czy nie, trzeba się do niego odnosić. Jego książki są dyskutowane zarówno wśród znajomych, jak i przez słynnych biznesmenów (Bill Gates i Mark Zuckerberg) czy znanych filozofów (Roger Scruton). Trzeba przyznać, że to ogromne dyskursywne zwycięstwo – patent, który nie byle komu udaje się zdobyć. Dlatego też, nawet jeśli w tym, co mówi, jest wiele skrótów, a jego koncepcje zataczają czasem zbyt szerokie łuki, to jego książki wymagają lektury.

Sięgałam po trzy jego tytuły wiedziona takim właśnie przekonaniem. Zawodowo bowiem interesuje mnie tylko część jego prac – ta wychylona ku przyszłości. Homo deusSapiens przeczytałam już dawno. Ostatnio zaś natrafiłam na 21 lekcji na XXI wiek i przekonałam się, że to nie jest książka dla mnie. To vademecum. Nie szukam przepisów na to, jak żyć i odnaleźć się w XXI w. Mnie interesuje, jak Harari buduje fundamenty swoich koncepcji, i to znajdowałam we wcześniejszych pracach. Zdaję sobie jednak sprawę, że istnieje dziś grupa myślicieli, do których z pytaniami i komentarzami zwraca się szeroka publiczność, a oni czują się zobligowani, by im odpowiadać. Kimś takim jest np. Jordan B. Peterson. Taki mądry pan z telewizji, osoba, która objaśnia świat, daje ludziom wskazówki. Mam wrażenie, że Harari, nolens volens, też w tę rolę teraz wchodzi.

Pracując w Stanach Zjednoczonych, widzę różnice w odbiorze Harariego – tam i tu, w Polsce czy szerzej: w Europie. Za oceanem tzw. public speaking, czyli zobowiązanie naukowca do tego, by publicznie i w sposób najbardziej przystępny dystrybuował swoją wiedzę, jest naturalne. Amerykańscy profesorowie często angażują się w dyskusje nie tylko stricte akademickie. Harari ma więc tam znacznie większą konkurencję. Ludzi, którzy piszą swoje opus magnum, a następnie robią z niego bardzo przystępną książkę, jest tam całkiem sporo. Sukces Harariego polegał na tym, że zauważyli go Zuckerberg i Gates, dzięki czemu stał się autorem, którego czyta się w Dolinie Krzemowej.

W tym kontekście wydaje mi się, że o ile Harari jest myślicielem globalnym, o tyle status guru intelektualnego początku XXI w. posiada przede wszystkim w Europie. Tutaj miał niewątpliwie mniejszą konkurencję.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter