70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zjawisko finansjalizacji

Na przełomie XX oraz XXI w. przemiany społeczne przebiegały pod hasłem globalizacji. Obecnie nie mniejszą popularność ma szansę zdobyć pojęcie finansjalizacji. Termin ten oznacza złożony proces, który wykracza daleko poza przemiany w światowym systemie finansowym, obejmując radykalne przeobrażenia w dziedzinie relacji międzyludzkich oraz kulturze. Wraz z rosnącą rolą tego pojęcia stajemy się świadkami narodzin zupełnie nowego społeczeństwa.

Perspektywa ekonomiczna analizy finansjalizacji koncentruje się na niektórych procesach gospodarczych. Przede wszystkim kieruje uwagę na hipertrofię rynków finansowych, która polega na powiększaniu się nierównowagi pomiędzy sferą finansową i realną (obecnie światowe aktywa finansowe kilkakrotnie przekraczają wartość światowego produktu krajowego brutto, dominując nad sferą realną 1). Eksponuje również ubankowienie społeczeństwa, które znajduje wyraz w upowszechnieniu rachunków bankowych, tudzież wzroście liczby kart płatniczych oraz innowacji płatniczych, wzroście udziału transakcji bezgotówkowych w transakcjach ogółem, a także coraz częstszym korzystaniu z pieniądza elektronicznego oraz Internetu do obsługi transakcji bezgotówkowych. Podkreśla znaczenie transformacji światowego systemu gospodarczego opartego na bankach w system oparty na rynkach finansowych (2), jako że coraz więcej ludzi zaspokaja swoje potrzeby ekonomiczne poprzez aktywność na rynkach finansowych, korzystając z takich narzędzi, jak akcje, obligacje, instrumenty pochodne kreowane na bazie walut lub kredytów. Rośnie udział zewnętrznego finansowania gospodarstw domowych, przedsiębiorstw oraz państw przez instytucje finansowe, które w rezultacie przejmują nad nimi kontrolę. W skali makro skutkuje to utratą odporności sfery realnej na kryzysy finansowe (3). Finanse stają się też głównym źródłem osiągania zysku, chociaż to sfera realna jest miejscem wytwarzania wartości dodanej.

Perspektywa socjologiczna

Finansjalizacja jest procesem stawania się nowego środowiska społecznego. Polega to, po pierwsze, na tym, że kontakty bezpośrednie oraz więzi osobiste zostają wypierane przez więzi zapośredniczone pieniądzem bezgotówkowym. Po drugie, interakcje są zastępowane przez oddziaływania jednostronne. Uwikłani w sieć pośrednich i jednostronnych zależności, coraz rzadziej widzimy twarze innych ludzi, którzy wywierają wpływ na nasze życie lub w życie których my ingerujemy.

Do niedawna pieniądz był postrzegany jako względnie trwały wyznacznik dystansów społecznych pomiędzy pozycjami gospodarczymi, zajmowanymi przez jednostki i zbiorowości. Jednoznacznie określał wzajemne zobowiązania stron transakcji. W następstwie hipertrofii finansów dotychczasowe funkcje pieniądza związane z wzajemnym odnoszeniem się ludzi do siebie zostały zakłócone. Pieniądz stał się niepewnym, zawodnym i nieprzewidywalnym wehikułem relacji społecznych. Coraz więcej ludzi zaczyna mieć wątpliwości, czy posiadane przez nich aktywa utrzymają dotychczasową siłę wywierania wpływu na innych oraz tworzenia dystansów między nimi a innymi ludźmi.

Hipertrofia finansów wyraża się w formie paradoksu, który polega na tym, że pieniądz ciągle pozostaje przepustką do zasobów ze sfery realnej niezależnie od tego, czy jest fundowany na dobrach ze sfery realnej, czy też instrumentach bazowych ze sfery finansowej, a więc na zobowiązaniach. Ta część ludzkiej aktywności, która skutkuje kreowaniem instrumentów finansowych przewyższających wielkość odpowiadających im dóbr i usług ze sfery realnej, służy przechwytywaniu efektów cudzej pracy, a nie powiększaniu wartości użytkowej towarów i usług.

Z kolei ubankowienie społeczeństwa jest w perspektywie socjologicznej procesem, który owocuje zastępowaniem kontaktów bezpośrednich kontaktami zapośredniczonymi przez różnego rodzaju media (w następstwie upowszechnienia transakcji bezgotówkowych). Pieniądz bezgotówkowy umożliwia więc z jednej strony nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów między jednostkami znajdującymi się na przeciwległych krańcach Ziemi, rozszerzając zasięg możliwych więzi do skali globalnej, z drugiej natomiast – sprawia, że zanikają dotychczasowe więzi bezpośrednie.

Ubankowienie przejawia się również w delegowaniu przez masy społeczne władzy ekonomicznej, w którą brzemienny jest pieniądz, na rzecz instytucji finansowych oraz osób decydujących o jego przeznaczeniu (w następstwie lokowania zasobów finansowych na rachunkach w bankach komercyjnych). Socjologia traktuje pieniądz jako potencjalny stosunek społeczny – możliwość wywierania wpływu przez jego posiadaczy na tych, którzy go nie posiadają lub pragną z różnych względów posiadać więcej. Taka perspektywa pozwala zatem na ujmowanie lokowania wkładów pieniężnych w bankach jako delegowania władzy przez masy społeczne na rzecz elit finansowych. Nawet niewielkie cząstki potencjalnej władzy, zawartej w małych jednostkowych wkładach pieniężnych, przekształcają się we władzę ekonomiczną skoncentrowaną w rękach przedstawicieli banków, funduszy inwestycyjnych oraz innych instytucji finansowych. Ten rodzaj delegacji władzy zaczyna pomniejszać znaczenie delegacji władzy politycznej przekazanej przez obywateli w ramach demokratycznych procedur wyłaniania władz publicznych. W ostatnich 20 latach odnotowano wiele porażek, które poniosły rządy lub banki centralne w konfrontacjach ze zmobilizowanymi międzynarodowymi korporacjami finansowymi.

W ujęciu socjologicznym finansjalizacja społeczeństwa jest również procesem, który polega na przeobrażaniu relatywnie stabilnych i przewidywalnych więzi społecznych w stosunki społeczne o płynnym, nietrwałym i zaskakującym charakterze. Dzieje się tak za sprawą rynków finansowych, które podważają siłę relacji społecznych, czynią je niepewnymi, chwilowymi, utrudniają możliwość dochodzenia wzajemnych roszczeń.

Rynki finansowe sprzyjają zatem wypieraniu interakcji, czyli wzajemnych oddziaływań ludzkich podmiotów, poprzez zależności jednostronne. Ktoś wywiera wpływ na innych, a ci drudzy nie maja szansy na jakąkolwiek reakcję skierowaną przeciw niemu, gdyż działa on pod osłoną instytucji finansowych, będąc odgrodzonym licznymi organizacyjnymi „śluzami” i wyposażonym w instrumenty finansowe o dalekosiężnym oddziaływaniu. Wyjątkowo trudne staje się zidentyfikowanie sprawców ewentualnych krzywd oraz skuteczne im się przeciwstawianie.

Dominacja instytucji finansowych nad przedsiębiorstwami produkcyjnymi i usługowymi prowadzi coraz częściej do destrukcji elementarnych więzi moralnych oraz upowszechniania cynizmu, cwaniactwa, braku wzajemności i lojalności wobec pracowników. Natomiast w przypadku gospodarstw domowych coraz częściej skutkuje utratą wolności finansowej, zwłaszcza gdy pojawiają się problemy ze spłatą kredytów oraz regulowaniem innych zobowiązań. Osoby zmagające się z takimi problemami uzależniają się wtedy od pracodawców, miejsca zamieszkania, innych ludzi. Rodzi się w nich gotowość do różnych kompromisów moralnych oraz zachowań, których nie zaakceptowaliby w innych okolicznościach.

Ta narastająca hegemonia uobecnia się – co warto podkreślić – w nowej polaryzacji społeczeństwa. Z jednej strony bogacą się elity finansowe, a z drugiej – powiększa się liczba ludzi wykluczonych z głównego nurtu życia gospodarczego poprzez pozbawianie ich pracy, wywłaszczenie z majątku, eksmisje z mieszkań i domów, niechciane migracje, a także dewastację środowiska naturalnego (4).

Tchórzostwo moralne

Finansjalizacji towarzyszy narastająca fala tchórzostwa moralnego, rozlewającego się na wszystkie domeny życia. Znajduje ona mocne zakorzenienie najpierw w finansach i szerzej w gospodarce, by następnie przenieść się na sferę polityczną, wychowanie, edukację, sport, rozrywkę i inne obszary naszej codzienności. Definiując tchórzostwo moralne, odwołuję się do pojęcia zła. „Zło polega na zamierzonym zachowaniu się w sposób, który rani, wykorzystuje, poniża, dehumanizuje lub niszczy niewinne jednostki – lub używaniu swojej władzy i siły systemowej, by nakłaniać lub dać przyzwolenie innym do działania w ten sposób w naszym imieniu. W skrócie: jest to czynić niedobrze, wiedząc, co dobre” (5). Philip Zimbardo jako psycholog społeczny wskazuje na jednostki ludzkie jako ofiary zła. Sądzę jednak, że przedmiotem zła może być również dobre ułożenie relacji międzyludzkich. Krótko mówiąc, zło przejawia się także w dewastowaniu fundamentalnych więzi moralnych, które stanowią podstawę dobrostanu społecznego. Ważnymi składnikami dobrej organizacji społeczeństwa są m.in.: zaufanie, lojalność, solidarność i wzajemność. Z kolei patologiczna organizacja uobecnia się w niszczącej zaufanie kulturze cynizmu i podejrzliwości, wypierającej lojalność kulturze manipulacji i gotowości do zdrady, zajmującej miejsce solidarności kulturze szowinizmu i obojętności, eliminującej wzajemność kulturze zachłanności, cwaniactwa i niewdzięczności (6).

Tchórzostwo moralne polega na gotowości do czynienia oraz faktycznym czynieniu zła przy użyciu innych ludzi, systemu społecznego lub instrumentów zapośredniczających ludzkie relacje (np. pieniędzy, urządzeń, mediów). Tchórz moralny ma dobre rozeznanie, co jest dobre i złe, ale jeżeli tylko sprzyjają temu okoliczności, czyni zło. Odczuwa duży dyskomfort, gdy przychodzi mu czynić zło własnymi rękami. Wtedy dochodzi nawet do tego, że w ogóle nie jest w stanie osobiście czynić zła, mimo że go pragnie.

Tchórzostwo moralne może przybierać wyrafinowane formy: epatowanie złem, aranżowanie korzystnych dla niego sytuacji, przemyślny dobór środków, celowe wciąganie innych w bezpośrednie wykonawstwo. Działać w ten sposób mogą zarządy, prawnicy reprezentujący duże firmy, agenci występujący w imieniu instytucji lub osób fizycznych. Znacznie częściej tchórzostwo moralne ma banalne źródła. Opiera się na oswajaniu zła, samousprawiedliwieniu, oszukiwaniu samego siebie. Tchórzostwu moralnemu towarzyszy niekiedy wypieranie winy: „Zgrzeszyłem, ale jestem niewinny”; „To jest tylko biznes”, „Wykonywałem rozkazy”, „Inni też tak robią”, „Wybrałem mniejsze zło”, „Zrobiłem to dla dobra firmy” albo „Zrobiłem to dla dobra bliskich”.

Chciałbym podać kilka przykładów tchórzostwa moralnego. Akcjonariusz korporacji z siedzibą w Londynie, Berlinie lub Nowym Jorku akceptuje fakt, że spółka-córka w Birmie wykorzystuje dzieci do pracy niewolniczej. Tłumaczy sobie jednak, że przecież on bezpośrednio nie odpowiada za los tych dzieci. Od praktyk nagannych etycznie a korzystnych finansowo dla korporacji oddziela go wiele szczebli: rada nadzorcza w firmie-matce, zarząd firmy-matki, rada nadzorcza w firmie-córce, zarząd w firmie-córce, dyrektor regionalny, menedżer nadzorujący pracę dzieci.

Wiele firm zapewnia sobie płynność finansową za pomocą kredytu kupieckiego. Polega on na tym, że nabywcy towarów i usług opóźniają dokonanie płatności na rzecz wystawców faktur, naruszając zaciągnięte wcześniej zobowiązania handlowe. Wykorzystują fakt, że płatność miała być dokonana w formie bezgotówkowej: przelewem lub poprzez polecenie zapłaty. Ze względu na zapośredniczenie transakcji nie widzą kontrahenta, więc nie czują, że odmawiają zapłaty konkretnemu człowiekowi.

Nie zapominajmy także i o tym, że na przełomie XX i XXI w. banki amerykańskie świadomie udzielały kredytów hipotecznych, które już na starcie były wątpliwej jakości (subprimes). Zarządy kierowały się przekonaniem, że nawet jeżeli kredytobiorca nie spłaci kredytu, uczyni to fundusz asekuracyjny lub rząd reasekurujący kredyt. Ewentualne zobowiązanie w rezultacie miało obciążyć obecnych lub przyszłych podatników – ich twarze nie były jednak znane prezesom zarządów ani pracownikom kredytowym, wyznaczającym i realizującym tę strategię. Wkrótce nastały czasy sekurytyzacji. Kredyty hipoteczne o wątpliwej wierzytelności były odsprzedawane na rynkach finansowych po wcześniejszym „spakowaniu” ich w formie zestandaryzowanych instrumentów pochodnych: w formie ABS (Asset Backed Securities), CBS (Credit Default Swap), CDO (Collateralized Debt Obligation) i innych papierów wartościowych. Pomiędzy banki beztrosko przyznające kredyty a nabywców tych instrumentów pochodnych wkraczały „wehikuły sekurytyzacyjne”. Sprawców i ofiary nie łączyły bezpośrednie więzi. To ułatwiało bankom przenoszenie negatywnych skutków ryzykownych lub błędnych decyzji kredytowych na anonimowych nabywców wspomnianych instrumentów. Bańka inwestycyjna na rynku nieruchomości sprawiła, że przez jakiś czas inwestowanie w securities było bardzo rentowne. Dlatego banki inwestycyjne i inne instytucje finansowe, mimo że zdawały sobie sprawę z ryzyka, kupowały te produkty, nadużywając zaufania klientów, którzy powierzali im swoje środki. Zakładając w dodatku, że w razie załamania się pozytywnych trendów na rynku securities rządowe instytucje asekuracyjne udzielą im pomocy ze środków publicznych, uprawiały „moralny hazard”. Praktyki korporacji finansowych, podejmowane zgodnie z zasadą too big to fail, są typowym przykładem chciwości i czynienia zła na skalę globalną. Tu również mamy do czynienia z sytuacją, w której ofiary bezpośrednio nie spotykają się ze sprawcami.

Dostawcy masowych usług (np. banki, fundusze inwestycyjne, sieci telefonii komórkowej, firmy prowadzące telewizję satelitarną, dostawcy energii elektrycznej, wody lub gazu) świadomie budują jednostronne relacje z klientami, utrudniając im dochodzenie prawa do korzystania z usługi dobrej jakości. Nieraz osobiście doświadczamy, jak trudno jest złożyć skargę lub reklamację. Pozbawieni decyzyjności, a często również i niekompetentni pracownicy call centers stanowią bezduszną zaporę pomiędzy klientami a menedżerami. Wielu odbiorców usług zmęczonych nieskutecznymi interwencjami rezygnuje więc z dochodzenia swoich racji. Firmy liczą na bezradność klientów lub ich nieskuteczność w dochodzeniu praw. Co więcej, zakładają, że nawet jeżeli pokrzywdzeni klienci będą odwoływać się do sądów cywilnych, liczba tego typu spraw będzie niewielka, a więc łamanie lub naruszanie treści umów i tak się opłaci. Z perspektywy akcjonariuszy zarządów oraz menedżerów wyższego szczebla trudno dostrzec pokrzywdzonych klientów. A skoro ci są niewidoczni, ewentualne zło w ich mniemaniu dotyka anonimowe, abstrakcyjne masy.

Jak wyjaśnić fakt, że finansjalizacji towarzyszy wielka fala tchórzostwa moralnego? Wyjaśnienia należy szukać w charakterze relacji międzyludzkich. Temu zjawisku sprzyja środowisko społeczne, w którym coraz bardziej dominują pośrednie i jednostronne więzi społeczne. Oczywiście ani tchórzostwo moralne, ani środowisko społeczne ukształtowane pod wpływem pośrednich, jednostronnych i płynnych więzi nie są zjawiskami zupełnie nowymi. Niemniej jednak ewolucja światowych finansów w ostatnich dwóch dekadach przyczyniła się do znacznego przyspieszenia tempa rozwoju takiego właśnie społeczeństwa.

Moralizacja rynku czy urynkowienie społeczeństwa?

Kultura, w której jesteśmy zanurzeni, zbudowana jest z wielu systemów aksjonormatywnych, które tylko w pewnym stopniu przystają do siebie nawzajem, a bardzo często oferują alternatywne lub wykluczające się wartości oraz wzory zachowania. I tak np. moralność składa się z wartości i norm, wyznaczających ramy godziwego życia (zgodnego z zasadą uczciwości i sumieniem).Obyczajowość stanowi luźną propozycję życia przyzwoitego i określa, co uchodzi robić, a czego nie. Religia obliguje do życia pobożnego. Wymiar mądrościowy dostarcza wartości i norm, których kultywowanie sprzyja osiąganiu poczucia sensu i spełnienia. Wymiar felicytologiczny oferuje jednostkom recepty życia szczęśliwego, a zbiorowościom – dobrostanu społecznego. Wymiar estetyczny zawiera kanony piękna i brzydoty. Wymiar prakseologiczny mówi o tym, jak żyć sprawnie, a więc zarazem skutecznie i ekonomicznie. Prawo zobowiązuje do przestrzegania wartości i norm, które rozsądzają o legalności naszych zachowań. W ostatnich latach pod wpływem przemian zachodzących w światowych finansach ta wielowymiarowa przestrzeń aksjonormatywna uległa gwałtownej erozji. Proces ten nazywam urynkowieniem społeczeństwa.

Urynkowienie społeczeństwa jest czymś innym niż urynkowienie gospodarki. Jest to proces destrukcji wielowymiarowej przestrzeni aksjonormatywnej oraz jej redukcji do podsystemów sprawnościowego i prawnego. Coraz więcej ludzi odrzuca lub łamie wartości i normy, składające się na moralność, obyczajowość, pobożność, a także reguły mądrościowe, estetyczne i zasady szczęśliwego życia. Zaczynają kierować się przede wszystkim regułami prakseologicznymi oraz prawnymi wzorami zachowania. Satysfakcjonuje ich skuteczne, ekonomiczne i legalne powiększanie swoich zasobów finansowych, ignorują natomiast fundamentalne więzi moralne budujące społeczeństwo.

Ten typ postawy dobrze ilustrują wypowiedzi Gordona Gekko, którego grał Michael Douglas w dwóch filmach na temat finansjery Nowego Jorku: „Chciwość jest dobra” oraz „Chciwość jest legalna”. Również mit o królu Midasie unaocznia proces ograniczania własnego życia do jednej tylko pasji polegającej na pomnażaniu bogactwa. W jego przypadku było to zachowanie jednostkowe, w pierwszej dekadzie XXI w. nabiera zaś ono charakteru masowego. W końcu, jak pisze znany myśliciel francuski: „Żadne prawo nie zabrania egoizmu. Żadne prawo nie zabrania pogardy. Żadne prawo nie zabrania nienawiści. Żadne prawo nie zabrania – czy to nie głupie – bycia złym człowiekiem” (7).

Erozja przestrzeni aksjonormatywnej ujawnia się w różnych aspektach życia zbiorowego, nawet w tych – wydawałoby się – dalekich od finansów. Sięgnijmy chociażby po przykład ze świata sportu. W piłce nożnej obowiązuje zasada fair play. Jeszcze w latach 70. zarówno piłkarze, jak i kibice przywiązywali szczególną wagę do przestrzegania reguł etycznych i estetycznych podczas meczy. Sportowcy, którzy je naruszali, spotykali się ze społeczną dezaprobatą. Obecnie w klubach, w których kapitał akcyjny zdominowany został przez korporacje, ducha fair play wyparł tzw. faul taktyczny. Akcjonariusze, trenerzy, kibice, komentatorzy telewizyjni i widzowie wręcz domagają się faulowania, jeżeli tylko służy ono zwycięstwu ich drużyny. W konsekwencji wielowymiarowa kultura sportowa, w której liczyły się wartości moralne, estetyczne i zwykła przyzwoitość, została zredukowana do wymiaru sprawnościowego. Chodzi o wygraną i pojawiające się w ślad za nią profity finansowe dla drużyny, sponsorów i właścicieli klubów.

Caitlin Zaloom, która od kilkunastu lat prowadzi badania wśród maklerów giełdowych, odnotowała istotne zmiany w charakterze ich pracy. Traktuje je jako fragment szerszego procesu polegającego na wyłanianiu się zupełnie nowego światowego rynku finansowego. Zauważa, że przez co najmniej ostatnie stulecie dealerzy dokonywali transakcji na parkietach giełdowych, pozostając ze sobą w fizycznym kontakcie, widząc twarze kontrpartnerów, obserwując ich gesty, a przynajmniej słysząc swoje głosy. Obecnie, w następstwie wprowadzenia nowych technologii (komputerów, systemów informatycznych, Internetu), maklerzy nie widzą już partnerów swoich transakcji. Obserwują jedynie ekrany monitorów i analizują ciągi cyfr, reagując na zmiany w zapisach na ekranach. Wydaje się, że nie zdają sobie sprawy z tego, że tak naprawdę reagują na działania z innymi, obok nich lub przeciw nim. W swoim postępowaniu kierują się wyłącznie motywem zysku. Aby uniknąć osobistych zakłóceń, wyraźnie oddzielają w czasie i przestrzeni pracę od życia prywatnego. Stosują różne techniki niedopuszczania do dyskomfortu emocjonalnego z tytułu ewentualnego naruszenia obowiązujących (na zewnątrz firmy) norm moralnych i estetycznych. Bywa, że działania skuteczne i zgodne z procederami traktują jako swoistą nową moralność. Dla nich rynek jest już ze swej istoty moralny (8).

Caitlin Zaloom interpretuje sposób działania maklerów giełdowych jako swoiste moralne przedsięwzięcia, skutkujące nowymi kodami postępowania. Przyznaje jednak, że nowe kulturowe cechy środowiska pracy maklerów niekoniecznie muszą być zgodne z bardziej istotnymi wartościami. Natomiast Nico Stehr, analizując przemiany kulturowego otoczenia gospodarki, stwierdza jednoznacznie, że należy je traktować jako proces moralizacji rynku (moralization of market), jako stanowienie nowej moralności (9). Jestem w stanie zrozumieć podejście obojga autorów, jako że nowe i powtarzalne zachowania w końcu uzyskują wsparcie normatywne w wartościach i wzorach zachowania. Problem wszakże polega na tym, że naruszają one fundamentalne więzi moralne. Daleki więc jestem od zdystansowanej akademickiej analizy i poddaję te procesy również ocenie z osobistej perspektywy aksjologicznej. Z takiego punktu widzenia finansjalizacja prowadzi do erozji bogatej przestrzeni aksjonormatywnej – ze szkodą m.in. dla moralności, obyczajowości, estetyki i mądrości, nadmiernie uprzywilejowując samowystarczalność reguł prawnych i sprawnościowych, pokładając w nich zbyt wielką wiarę.

***

Finansjalizacja ma Janusowe oblicze – cechy pozytywne i negatywne. Te drugie coraz częściej wywołują intelektualny niepokój oraz moralny sprzeciw nie tylko wśród intelektualistów, ale także finansistów i mas społecznych. Negatywnym skutkom finansjalizacji przeciwstawiają się nowe ruchy społeczne. Również kroki podejmowane w ostatnich latach przez rządy i parlamenty coraz częściej mają na celu zapobieganie negatywnym następstwom ewolucji światowych finansów. Mam na myśli m.in. reformy ułatwiające efektywny nadzór systemowy nad finansami, a także umożliwiające uporządkowaną likwidację lub naprawę instytucji finansowych, które do niedawna były traktowane jako „za duże, by upaść”, mimo iż wpadały w tarapaty finansowe i uprawiały moralny hazard. Są to pierwsze reakcje na doskwierające nam następstwa finansjalizacji. Dalsze będą zależeć od aktywności jednostek i zbiorowości na rzecz kreowania takiej sieci relacji międzyludzkich, które będą sprzyjać zarówno finansom, jak i dobrostanowi społecznemu.


1 P.H. Dembinski, Finance: Servant or Deceiver? Financialization at the Crossroads, Nowy Jork 2009.

2 H.P. Minsky, Stabilizing an Unstable Economy, Nowy Jork 2008.

3 Zob. G.A. Epstein, Introduction: Financialization and the World Economy, w: Financialization and The World Economy, red. tenże, Northampton 2005.

4 Zob. S. Sassen, Expulsions: Brutality and Complexity in the Global Economy, Cambrigde, MA–Londyn 2014.

5 P. Zimbardo, Efekt Lucyfera: dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, tłum. A. Cybulko i in., Warszawa 2008, s. 27.

6 Zob. P. Sztompka, Socjologia: analiza społeczeństwa, Kraków 2012.

7 A . Compte-Sponville, Czy kapitalizm jest moralny? O niedorzecznościach i tyranii naszych czasów, tłum. E. Aduszkiewicz, Warszawa 2012, s. 50.

8 Por. C. Zaloom, Traders and Market Morality, w: The Oxford Handbook of the Sociology of Finance, red. K. Knorr Cetina, A. Preda, Oksford 2012.

9 Zob. N. Stehr, Moral Markets. How Knowledge and Affluence Change Consumers and Products, Londyn 2008.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter