70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przemoc wobec zwierząt

Istnieją, rzecz jasna, nieredukowalne różnice, nieprzekraczalne granice pomiędzy tyloma różnymi gatunkami istot żywych. Któż mógłby im zaprzeczyć, nie popadając w zaślepienie bliskie głupocie? Nie ma jednak jednej niepodzielnej granicy między Człowiekiem a Zwierzęciem.

Wśród współczesnych scjentystycznych aberracji jedna razi mnie szczególnie, ponieważ miesza ze sobą perspektywę utylitarystyczną i kognitywistyczną, prawniczy ideał i ambicję nazywaną ekologiczną (czy też „głębokiej ekologii”). Mam na myśli „darwinowski” projekt Petera Singera i Paoli Cavalieri (1), który nie polega na ochronie zwierząt przed przemocą poprzez ustanowienie praw zwierząt, ale na przyznaniu „wielkim małpom, niebędącym ludźmi” praw człowieka. Ich rozumowanie, w moim mniemaniu wadliwe, opiera się na przekonaniu, że z jednej strony wielkie małpy dysponują modelami kognitywnymi pozwalającymi im uczyć się języka tak samo jak ludzie, z drugiej zaś, że są one bardziej „ludzkie” niż ludzie dotknięci szaleństwem, demencją starczą czy chorobami organicznymi, które uniemożliwiają im korzystanie z rozumu.

Autorzy tego projektu wytyczają tym samym wątpliwą granicę między tym, co ludzkie, a tym, co nie-ludzkie, czyniąc z osób upośledzonych umysłowo pewien biologiczny gatunek, który nie należy już do królestwa ludzi, a z wielkich małp inny biologiczny gatunek włączony do ludzkiego, nadrzędny np. w stosunku do kotowatych czy innych zwierząt będących ssakami lub nie. W konsekwencji tych dwoje autorów potępia art. 3 Kodeksu norymberskiego, który wymaga, by każde działanie terapeutyczne lub eksperymentalne było poprzedzone badaniami na zwierzętach. Od dłuższego czasu interesuje się Pan kwestią zwierzęcości i chciałabym poznać Pana zdanie na ten temat.

„Kwestia-zwierzęcości” nie jest oczywiście zagadnieniem jednym z wielu. Od dawna twierdzę, że jest decydująca – jak to się mówi – sama w sobie, a także ze względu na swoją wartość strategiczną, tj., że sama w sobie, będąc trudną i enigmatyczną, stanowi również granicę, wedle której podnosi się i określa wszystkie inne wielkie kwestie, a także wszystkie pojęcia mające za zadanie uchwycenie tego, co „człowiekowi właściwe” (le propre de l’homme), istoty i przyszłości ludzkości, etyki, polityki, prawa, „praw człowieka”, „zbrodni przeciwko ludzkości”, „ludobójstwa” itd.

Wszędzie tam gdzie nazywa się coś takiego jak „zwierzę”, najcięższe, najbardziej wytrzymałe, ale też najbardziej naiwne założenia zdominowały to, co nazywamy ludzką kulturą (nie tylko zachodnią), a w każdym razie przeważający od wieków dyskurs filozoficzny.

To aktywne przekonanie na ten temat, które zawsze podzielałem, pojawia się we wszystkich moich tekstach. Począwszy od O gramatologii, opracowanie nowego pojęcia „śladu” miało rozciągnąć się na całą dziedzinę tego, co żywe – a raczej stosunku życie–śmierć, wychodząc poza antropologiczne ograniczenia języka „mówionego” (lub „pisanego” pojmowanego w potocznym sensie), poza fonocentryzm i logocentryzm, które zawsze polegają na prostej i opozycyjnej granicy między Człowiekiem a Zwierzęciem. Podkreślałem wówczas, że „pojęcia pisma, śladu, gramme czy grafemu” przekraczają opozycję „ludzkie–nie-ludzkie” (2). Wszystkie gesty dekonstrukcji, które podejmowałem wobec tekstów filozoficznych, w szczególności tekstów Heideggera, polegają na kwestionowaniu umyślnego nieuznawania tego, co nazywa się Zwierzęciem w ogóle, a także sposobu, w jaki teksty te interpretują granicę między Człowiekiem a Zwierzęciem (3). W ostatnich pracach, które opublikowałem na ten temat, podejrzliwie przyglądam się określeniu „Zwierzę” w liczbie pojedynczej, tak jakby istniał Człowiek oraz Zwierzę, tak po prostu, tak jakby jednolite pojęcie Zwierzęcia mogło się rozciągać w sposób uniwersalny na wszystkie formy życia niebędące ludźmi.

Nie mogę się tutaj zagłębić w tę kwestię, jednak wydaje mi się, że sposób, w jaki filozofia w ogóle, a w szczególności od czasów Kartezjusza, traktowała tzw. kwestię „Zwierzęcia”, jest ważnym znakiem logocentryzmu i dającego się zdekonstruować ograniczenia filozofii. Chodzi tu o tradycję, która oczywiście nie była jednolita, ale hegemoniczna i prowadziła dyskurs hegemonii, a nawet panowania. Otóż tej dominującej tradycji opiera się fakt, że istnieją istoty żyjące, pojedyncze zwierzęta, a niektóre z nich wymykają się temu, co ten wielki dyskurs o „Zwierzęciu” chciałby im przypisać lub w nich uznać. Jak wiadomo, jedną z tych istot jest z pewnością człowiek, ze swoją nieredukowalną osobliwością, ale nie ma opozycji Człowiek vs. Zwierzę.

Wiadomo, że od zawsze dochodziło do wielkiej przemocy wobec zwierząt – jej ślady znajdujemy już w tekstach biblijnych, które zresztą studiowałem z tej perspektywy – przy czym ja usiłuję ukazać nowoczesną specyfikę tej przemocy oraz aksjomat – czy też symptom – „filozoficzny” dyskursu, który ją podtrzymuje i próbuje legitymizować. Ta przemysłowa, naukowa, techniczna przemoc nie może być długo tolerowana ani de facto, ani de iure. Będzie coraz bardziej dyskredytowana. Stosunki między ludźmi a zwierzętami b ę d ą mu s i a ł y ulec zmianie. B ę d ą mu s i a ł y w dwóch znaczeniach tego słowa: w sensie konieczności „ontologicznej” i w sensie obowiązku „etycznego”. Opatruję te terminy cudzysłowami, ponieważ zmiana ta nie pozostanie bez wpływu na sam sens i wartość tych pojęć (tego, co ontologiczne i etyczne). Poza tym, nawet jeśli ich dyskurs wydaje mi się często źle wyrażony lub filozoficznie niekonsekwentny, odczuwam z zasady pewną sympatię dla tych, którzy słusznie (ont raison), jak mi się wydaje, i z dobrych powodów (de bonnes raisons) sprzeciwiają się temu, jak traktuje się zwierzęta: w przemysłowej hodowli, w ubojniach, w konsumpcji, w eksperymentach.

Żeby określić to traktowanie, nie użyję, mimo pokusy, terminu „okrucieństwo”. Jest to słowo nieścisłe, niejasne, naddeterminowane. W gruncie rzeczy – niezależnie od tego, czy chodzi o krew (cruor) czy nie (Grausamkeit) – okrucieństwo, „powodowanie cierpienia” lub „dopuszczanie cierpienia” dla przyjemności to właśnie to, co, będąc stosunkiem do prawa, stanowi własność (le propre) człowieka. (Jeśli chodzi o prawo do karania lub karę śmierci, słowem „okrucieństwo” posługujemy się w sposób skrajnie nieścisły. Studiuję właśnie historię i „logikę” słownictwa związanego z „okrucieństwem” (cruauté). Pomocne mogłoby być jego odczytanie psychoanalityczne, a także analiza psychoanalitycznego używania tego słowa szczególnie przez Freuda). Niezależnie od tego, jak ją zakwalifikujemy, przemoc wymierzana zwierzętom nigdy nie będzie pozbawiona głębokich reperkusji (świadomych i nieświadomych) dla obrazu siebie samych, który tworzą sobie ludzie. Uważam, że przemoc ta będzie coraz mniej tolerowana. Nie użyję też słowa „prawo”, ale to tam właśnie kwestia ta się komplikuje. Przed tezami, które Pani przywołuje, było wiele deklaracji dotyczących praw zwierząt.

720_Okladka_72dpi

Numer w pełną wersją artykułu dostępny jest w księgarni internetowej znak.com.pl 

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata