70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Piszą i są wystawiani. Wprowadzenie

Dziś trudno wyobrazić sobie polski teatr dramatyczny, lalkowy czy alternatywny, który nie grałby rodzimej współczesnej dramaturgii. Co więcej, dość trudno też znaleźć w repertuarach sztuki współczesne pisane kilka czy kilkanaście lat temu. Liczą się przede wszystkim prapremiery. Tworzone przez autorów związanych na stałe z teatrami albo przynajmniej specjalnie u nich zamawiane.

Teatry starają się mieć swoich autorów! A jeśli nie autorów, to przynajmniej dramaturgów, którzy często przynoszą nowe albo przetwarzają stare teksty w taki sposób, aby sprawiały wrażenie prapremierowych. Potrzeba zagrania nowości jest teraz najistotniejsza, ważniejsza nawet od tego, czy to, co się zagra, jest najlepszym z możliwych wyborem. Stan takiej obfitości prapremier obserwujemy mniej więcej od dekady.

Lata przełomu

W pamiętnym 1989 r. nasze teatry grały Ciężkie czasy Michała Bałuckiego, a tylko na nielicznych scenach można było dostrzec, że coś przełomowego się w naszej rzeczywistości dzieje. Wiosną tegoż roku dwa teatry pokazały niedopuszczanego dotąd przez cenzurę Obywatela Pekosiewicza Tadeusza Słobodzianka opowiadającego odkłamaną historię marca 1968. Najpierw spektakl pokazywany był w Teatrze Polskim w Bydgoszczy w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego, potem miał oficjalnie uznawaną przez autora premierę w Teatrze Jaracza w Łodzi w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Pod koniec roku Krzysztof Zaleski w warszawskim Ateneum pokazał swoją adaptację Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego. Najciekawsza i najwięcej o nas wtedy mówiąca okazała się premiera z początku 1990 r. XVII-wiecznego autora Jędrzeja Kitowicza Opis obyczajów, czyli… jak zwyczajnie wszędzie się miesza złe do dobrego z Teatru STU w Krakowie. Mikołaj Grabowski bowiem niezwykle trafnie rozpoznał nie tylko stare, stereotypowe zachowania, ale także najstarsze, płytko – jak się okazało – skrywane emocje, które w nowej sytuacji, w nowym czasie wybuchły ze zwielokrotnioną energią.

W miesięczniku „Dialog” w tamtym czasie drukowano m.in.: Henryka Bardijewskiego Ostatnią noc radości (1989), Stanisława Bieniasza Biografię (1990), Janusza Głowackiego Fortynbras się upił i Polowanie na karaluchy (obie w 1990, później dość chętnie wystawiane), Ryszarda Marka Grońskiego 1989, wcześniej przez Leszka Kołakowskiego napisanego Fausta (1989), Jana Krzysztofczyka Krzyk (1989) i Podział (1990), Tomasza Łubieńskiego Historię z psem (1989), Piotra Tomaszuka i Tadeusza Słobodzianka Turlajgroszek (1990), dobrze po latach pamiętane ich wspólne przedstawienie.

W sezonie 1989/1990 nasze teatry, nadrabiając stracony czas, pieczołowicie wystawiały sztuki Sławomira Mrożka. W tamtym sezonie pojawiło się ponad 30 tytułów nowszych i starszych jego utworów, jakby w nagrodę za nieobecność spowodowaną decyzjami politycznymi. Zresztą, po latach absencji, Mrożek pojawił się w listopadzie 1987 r. na prapremierze swojego Portretu w Teatrze Polskim w Warszawie, jako gość Kazimierza Dejmka, reżysera tego przedstawienia, i w przerwach długo, systematycznie podpisywał programy i cierpliwie, dyskretnie prowadził powitalne, niekończące się dialogi z widzami. Ale nawet tak intensywna obecność Mrożka nie odmieniła w zasadniczy sposób proporcji dominującej klasyki do nikłej współczesności na naszych scenach.

Zachęta sztuk współczesnych

Kto jak kto, ale Kazimierz Dejmek, wieloletni dyrektor teatrów, a później minister kultury, doskonale wiedział, że bez szczególnego impulsu, bez nadzwyczajnego wsparcia nasze teatry nie mają szans na mówienie głosem nowych dramatopisarzy. Należało zatem coś zrobić. Kilka lat później, w sezonie 1994/1995 minister Dejmek zainicjował i powołał do życia Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Podstawowym celem konkursu było zachęcenie teatrów do wystawiania rodzimych sztuk współczesnych, a służył temu bardzo skutecznie od początku powszechnie dostępny system refundacji kosztów poniesionych na ryzykowne, często prapremierowe przedsięwzięcia. Dodatkową atrakcją konkursu miało być (i było!) wyłanianie finalistów i poddawanie ich indywidualnej ocenie specjalnego jury przyznającego nagrody za dokonania artystyczne.

Podstawowe warunki były dwa: miała być to sztuka w pełni oryginalna i powstała nie dawniej niż w ostatnich 40 latach. Przy czym do udziału dopuszczano także adaptacje sceniczne nowej prozy, a na początku też rozmaite, zmodyfikowane czy odnowione, autorskie wersje np. starych bajek. Mimo dość liberalnych kryteriów w pierwszych edycjach nie było ani wielu nowych nazwisk, ani tym bardziej oryginalnych utworów. Za to po pierwszej edycji uhonorowano dwu bardzo wybitnych twórców: Tadeusza Różewicza i Sławomira Mrożka. Ze sztuk Różewicza pokazano obsypany nagrodami dramat Stara kobieta wysiaduje z jeleniogórskiego Teatru Norwida w reżyserii Andrzeja Bubienia i Białe małżeństwo z Teatru Nowego w Łodzi w reżyserii Jacka Chmielnika. Sławomir Mrożek został nagrodzony za Miłość na Krymie, wystawianą w krakowskim Starym Teatrze w reżyserii Macieja Wojtyszki, w warszawskim Współczesnym zrealizowaną przez Erwina Axera i w Teatrze Żeromskiego w Kielcach w reżyserii Piotra Szczerskiego.

W pierwszej dekadzie konkursu przypomniano m.in. Janusza Głowackiego, Stanisława Grochowiaka, Ireneusza Iredyńskiego, Helmuta Kajzara, Marka Koterskiego, Joannę Kulmową, Jerzego Łukosza, Krystynę Miłobędzką, Bogusława Schaeffera, Piotra Tomaszuka, Wojciecha Tomczyka, Jana Wilkowskiego, Macieja Wojtyszkę. W pierwszych latach konkursu nie pojawiało się wielu debiutantów. Aczkolwiek brawurowo zaczynali wówczas Ingmar Villqist, Tomasz Man, Krzysztof Bizio, Paweł Kamza, Michał Walczak i Paweł Demirski z Andrzejem Mańkowskim. Luba Zarembińska zadziwiła świat teatralny Spowiedzią w drewnie Jana Wilkowskiego z teatru Stacja Szamocin. Drugą niespodzianką był Wampir Wojciecha Tomczyka, opowieść o śląskim wampirze w reżyserii Marcina Sławińskiego z Teatru Nowego w Zabrzu, zdobywca największej liczby nagród w historii konkursów.

W drugiej dekadzie zadebiutowało wielu autorów, których sztuki co najmniej dwukrotnie wystawiały teatry, a wiele z nich po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. Mieliśmy okazje poznać na scenach i dowiedzieć się, o czym piszą m.in.: Agata Biziuk, Szymon Bogacz, Michał Buszewicz, Marcin Cecko, Wojciech Faruga, Marta Guśniowska, Julia Holewińska, Agnieszka Jakimiak, Jarosław Jakubowski, Jolanta Janiczak, Robert Jarosz, Michał Kmiecik, Dorota Masłowska, Radosław Paczocha, Mateusz Pakuła, Artur Pałyga, Malina Prześluga, Piotr Rowicki, Zyta Rudzka, Małgorzata Sikorska- -Miszczuk, Robert Urbański, Anna Wakulik, Przemysław Wojcieszek, Maria Wojtyszko. Przedstawienia sztuk tych autorów zdominowały ostatnią dekadę ministerialnego konkursu. Ale oprócz tej inicjatywy promującej współczesną dramaturgię warto przypomnieć o kilku innych, równie cennych, wspierających wchodzące na sceny pokolenie, z którego najmłodsi urodzili się w latach 80.

W Laboratorium W 2003 r. powstało Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka. Początkowo przy Teatrze Narodowym jako „projekt”, później jako „sztuka dialogu” funkcjonująca w ramach Fundacji na rzecz Rozwoju Teatru i Dramatu działająca na scenie przy ul. Olesińskiej, potem w Teatrze Na Woli w Warszawie, dziś jednej ze scen Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy. Laboratorium od początku łączyło poszukiwania warsztatowe i teoretyczne ze sceniczną realizacją dramatów. Metoda działania polegała na włączeniu w proces powstawania dramatu innych, poza autorem, osób: aktorów, reżyserów, specjalistów, widzów, a w proces powstawania spektaklu – autora. Korzystano ze znanych wzorców niemieckich opartych na dominującej roli inscenizatora – dyktatora, wspieranego przez teatralnego dramaturga, a także doświadczeń angielskich bazujących na dominującej roli autora i aktora.

W dorobku Laboratorium znalazło się ponad 30 wystawionych spektakli, z których przynajmniej niektóre mogą zasługiwać na życzliwą pamięć. Przypomnijmy choćby Allegro moderato Szymona Bogacza, Absynt Magdy Fertacz, Przylgnięcie Piotra Rowickiego, Cukier Stanik Zyty Rudzkiej, Szajbę Małgorzaty Sikorskiej- Miszczuk czy Amazonię Michała Walczaka. Wiele sztuk, które w Laboratorium Dramatu były omawiane i czytane, miało potem swoje prapremiery w Szczecinie, Zielonej Górze, Wałbrzychu, Legnicy, Radomiu, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie. Najważniejszy jednak w dorobku nie tylko Laboratorium, ale całego naszego teatru ostatnich lat pozostaje spektakl Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach Tadeusza Słobodzianka. Spektakl wielokrotnie opisywany, nagradzany, w tym po raz pierwszy w historii Nagrodą Nike (2010) za sztukę teatralną.

Przypomnijmy, że jest to historia grupy szkolnych przyjaciół rozpoczynająca się w 1925 r., a kończąca współcześnie. Przez lata, a szczególnie poprzez doświadczenia II wojny, narastały między nimi niedające się usunąć podziały wynikające z różnych rodowodów i przynależności kulturowych i religijnych. Sztuka powstała po obchodach 60-lecia mordu w Jedwabnem, który w 2001 r. był szeroko dyskutowany – przy czym na pierwszy plan wysuwał się nie tylko aspekt historyczny czy prawny, ale także – a może w największym stopniu – emocjonalny stosunek do pogromu.

Inne centra

Od 2006 r. w Gdyni odbywa się R@port, czyli Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych. To kolejne miejsce na teatralnej mapie Polski, które aspiruje do tego, aby być swoistym centrum dramaturgii współczesnej. Równolegle do festiwalu najciekawszych przedstawień z najnowszej dramaturgii od 2007 r. odbywa się ogłaszany corocznie przez prezydenta miasta Gdyni ogólnopolski konkurs o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Ta jedna z wyższych i bardziej prestiżowych w naszym życiu literackich nagród to całkiem godny zastrzyk gotówki dla zwycięskiego autora wynoszący 50 tys. zł. Laureatem jest jeden autor wyłaniany w trzyetapowym konkursie, a o nagrodę walczą sztuki napisane w ostatnich 12 miesiącach. I tak np. przyznając w 2010 Julii Holewińskiej nagrodę za Ciała obce, w uzasadnieniu tej decyzji napisano: „Kapituła GND z zadowoleniem przyjęła fakt, że autorzy sztuk nominowanych mieli odwagę zmierzyć się z tematami z najnowszej historii Polski. W utworze Ciała obce Julii Holewińskiej wyraża się to w sposób najbardziej odważny i daleki od schematu. Utwór ten jest manifestem dążenia do wolności przekraczającej granice społeczno-politycznych uwarunkowań”. Wśród nagrodzonych znaleźli się także m.in. Małgorzata Sikorska- -Miszczuk – Popiełuszko. Czarna msza, Zyta Rudzka – Zimny Bufet, Mariusz Bieliński – Nad, Artur Pałyga – W środku słońca gromadzi się popiół, Mateusz Pakuła – Smutki tropików. Wybór najlepszego zdaniem kapituły dramatu poprzedzają podinscenizowane przez wybranych reżyserów stolikowe prezentacje sztuk połączone z publiczną dyskusją z udziałem autorów, reżyserów, aktorów i widzów.

Od 2008 r. Teatr Polski w Poznaniu organizuje systematycznie swój konkurs dramatopisarski Metafory Rzeczywistości połączony ze studyjną, czytaną prezentacją zazwyczaj trzech utworów, które przeszły do finału. Nagrody przyznają jurorzy, dziennikarze i publiczność, a teatr z reguły wystawia potem zwycięskie sztuki. Wśród finalistów, a potem laureatów mieliśmy m.in. utwory Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk – Walizka, Maliny Prześlugi – Kwaśne mleko, Artura Pałygi – Nieskończona historia, Piotra Rowickiego – Oblężenie, Chłopiec malowany, Mykwa; Radosława Paczochy – Przyjaciel, Jarosława Jakubowskiego – Wieczny kwiecień. W poznańskim konkursie pojawili się też najmłodsi autorzy: Anna Wakulik z Zażynkami, Joanna Gerigk z Miss Julią Pastraną czy rozpoczynający swoją teatralną karierę 19-letni wówczas Michał Kmiecik ze Śmiercią pracownika.

W poznańskim Centrum Sztuki Dziecka od ćwierćwiecza organizowany jest Konkurs na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży. Nagrodzone teksty publikowane są w „Nowych Sztukach dla Dzieci i Młodzieży”. To na tych konkursach swoje kariery dramatopisarskie zaczynali m.in. Marta Guśniowska, Malina Prześluga czy Robert Jarosz. Ale pojawiali się też i znani autorzy, jak choćby Liliana Bardijewska, Izabela Degórska, Małgorzata Kamińska-Sobczyk czy Waldemar Wolański.

W wielu innych miastach i ośrodkach teatralnych organizowano w ostatniej dekadzie i nadal organizuje się rozmaite konkursy dla autorów i przeglądy wybranych przedstawień dramaturgii rodzimej. We Wrocławiu organizowano np. EuroDramę, a pośród przedstawień warto wspomnieć o Verklärte Nacht Michała Bajera z niezapomnianymi Krzesisławą Dubielówną i Jadwigą Skupnik. Tam też pokazano mniej aktywnego dziś autora Pawła Salę z jego Od dziś będziemy dobrzy. W Zabrzu organizuje się coroczny festiwal przedstawień Rzeczywistość Przedstawiona, na którym pokazywane są na ogół najnowsze premiery rodzimych autorów.

Wszystkie te projekty, przeglądy, konkursy niewątpliwie w istotny sposób przyczyniły się do tego, że autorzy poczuli się potrzebni. Choć z drugiej strony w ostatnim okresie pojawiły się także głosy, że prawie każde z tych przedsięwzięć wymaga odnowy, lekkiej modyfikacji czy zmiany. Może cierpliwego czekania na nowe utwory, na debiutujących autorów.

Wsparcie dyrektora

Ogólnokrajowe programy wspierające dramatopisarzy nie byłyby możliwe, gdyby nie aktywność dyrektorów teatrów. To ich determinacja, wyobraźnia, pomysły, staranne dobieranie współpracowników decydowały o życiu wielu nowych sztuk i inicjatyw dramatopisarskich. To dyrektorzy teatrów najczęściej byli pierwszymi pomysłodawcami nowych idei, treści, języków, form wyrazu. Nie zawsze była to „nowa literatura”, ale najczęściej były to nowe emocje, którymi próbowano, często bardzo skutecznie, kontaktować się z własną widownią. Albowiem żywotność teatru czy spektaklu zależała nade wszystko od tego, czy uda się zbudować wspólnotę i przymierze między konkretnym teatrem a konkretną widownią. W tym samym miejscu i w tym samym czasie.

Pierwsze bardzo interesujące próby zapoczątkował nieprzerwanie dyrektorujący Teatrowi im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy od 1994 r. Jacek Głomb. Najpierw wystawiając, z dala od teatru, w poniemieckiej fabryce amunicji Złego Tyrmanda (1996). Oryginalnie akcja rozgrywała się w Warszawie na początku lat 50., ale prędko okazało się, że dla tej gangsterskiej opowieści Legnica jest miejscem idealnym. Dopiero na początku lat 90. ostatnia grupa wojsk radzieckich opuściła miasto, które mogło wówczas poczuć, że jest naprawdę wolne – tzn. takie, w którym jeszcze wczoraj żyło się w tyglu rozmaitych wpływów, interesów, porządków, emocji, języków czy nawet kultur. Kolejne kultowe przedstawienie Głomba (we współpracy nad scenariuszem z Krzysztofem Kopką i Maciejem Kowalewskim) to Ballada o Zakaczawiu (2000). Pokazywane w zdewastowanym, nieczynnym kinie Kolejarz, opowiadało o życiu mieszkańców Zakaczawia, dość podejrzanej i tajemniczej legnickiej dzielnicy. W spektaklu pieczołowicie osadzonym w miejscu, czasie, realiach ostatnich 50 lat, z bohaterami często autentycznymi, znanymi zasiadającym na widowni sąsiadom, widać było wyraźnie, że Głomb tworzy „teatr miejsca”, a w większym zamiarze „teatr miasta”. Wreszcie Wschody i Zachody miasta (2003) napisane przez Roberta Urbańskiego – opowieść o 70-letnich dziejach miasta. Realnym i symbolicznym bohaterem tego przedstawienia stał się teatr, cała jego przestrzeń, historia – powstały w tym mieście w 1842 r., zawsze był dobrym miejscem do opowieści o zagmatwanej historii Legnicy, w której obok siebie żyli Polacy, Niemcy, Żydzi i Rosjanie.

Jacek Głomb realizuje dyrektorskie koncepcje, zapraszając do współpracy także innych twórców. Paweł Kamza stworzył tu jedno z pierwszych autorskich przedstawień: Szpital Polonia (2002), a potem Wlotkę.pl (2006). Oba spektakle opowiadały o życiu ludzi miasta takiego jak Legnica. Zapamiętana została kolejna ważna i słynna premiera debiutującego wtedy w teatrze autora i reżysera Przemysława Wojcieszka Made in Poland (2004, w świeżo otwartej Scenie na Piekarach, która dziś nie funkcjonuje). Opowieść o Bogusiu z blokowiska, który na czole miał wytatuowany napis „fuck off” i wydzierał się spod bloku do swojej dziewczyny Anki, żeby do niego wróciła. Później był jeszcze Osobisty Jezus (2006) grany w kościele. Jacek Głomb w czasie swojego 20-letniego dyrektorowania w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy przygotował wraz z grupą współpracowników 32 przedstawienia z najnowszej dramaturgii. Doceniono to i na jesieni 2014 r. minister Małgorzata Omilanowska wręczyła mu Nagrodę Specjalną im. Kazimierza Dejmka „dla dyrektora teatru szczególnie przyjaznego polskiej dramaturgii współczesnej w ostatnich dwudziestu latach”.

Są także inni dyrektorzy naszych teatrów, którzy w szczególny sposób dbają o obecność najmłodszej dramaturgii na kierowanych przez siebie scenach. I tak: wspominany już Tadeusz Słobodzianek wprowadził co najmniej 28 tytułów; Anna Augustynowicz, dyrektorująca od 1992 r. Teatrowi Współczesnemu w Szczecinie – 27 przedstawień; duże zasługi w tej dziedzinie mają także m.in. Piotr Szczerski, od 1992 r. dyrektor Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach; Paweł Szkotak, najpierw jako szef Teatru Biuro Podróży w Poznaniu, a potem także Teatru Polskiego w Poznaniu; Mikołaj Grabowski, dyrektor teatrów: Nowego i Jaracza w Łodzi, Teatru Słowackiego i Narodowego Starego Teatru w Krakowie; Krystian Kobyłka, od 1990 r. dyrektorujący Opolskiemu Teatrowi Lalki i Aktora; Janusz Ryl-Krystianowski, od 1989 r. dyrektor artystyczny Teatru Animacji w Poznaniu; Sebastian Majewski, szefujący Scenie Witkacego we Wrocławiu, później Teatrowi Dramatycznemu w Wałbrzychu; Adam Orzechowski z Teatru Polskiego w Bydgoszczy i Teatru Wybrzeże w Gdańsku, Piotr Tomaszuk – głównie z Teatru Wierszalin w Supraślu, ale także z kierowanych przez siebie teatrów lalkowych w Bielsku-Białej i w Warszawie.

W duecie

W ostatnich latach pojawiła się stosunkowo nowa, bardzo specyficzna instytucja w naszym życiu teatralnym. To duety autorsko-reżyserskie. Największy dorobek i niewątpliwe osiągnięcia ma najbardziej znany i ceniony duet: Paweł Demirski i Monika Strzępka. Ich wałbrzyskie przedstawienia: Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł… (2007), Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty (2008), Niech żyje wojna!!! (2009), Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej (2010), a także Tęczowa Trybuna 2012 (2011), Courtney Love (2012) z Teatru Polskiego we Wrocławiu (2011), W imię Jakuba S. z Dramatycznego w Warszawie i Łaźni Nowej w Krakowie (2011) czy Bitwa Warszawska 1920 z Narodowego Starego Teatru w Krakowie (2013).

Pojawiły się i inne duety: Jolanta Janiczak i Wiktor Rubin mają już na swym koncie znane i nagradzane spektakle zrealizowane w Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach: Joannę Szaloną; Królową (2011) i Carycę Katarzynę (2013). Michał Buszewicz i Ewelina Marciniak po obiecującym debiucie w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej przedstawieniem Zbrodnia (2012) stworzyli dalsze, mniej lub bardziej interesujące spektakle m.in. w Gdańsku, Bydgoszczy; sztuki Piotra Rowickiego najczęściej reżyseruje Piotr Ratajczak.

Coraz mniej twórców decyduje się na w pełni samodzielną, autorską drogę. Bycie autorem, reżyserem, a czasem także scenografem czy muzykiem jest coraz trudniejsze i tylko nieliczni, np. Paweł Passini, może Agata Biziuk czy do niedawna Paweł Kamza, stosunkowo dobrze sobie z tym radzą.

Mamy zatem wielu utalentowanych autorów, którzy są wystawiani. Każdemu z nich można by, a nawet trzeba, poświęcić osobne rozważania. Bo jakżeby nie zastanowić się np. nad fenomenem Marty Guśniowskiej, której sztuki wystawiane były z wielkim powodzeniem przez ostatnie lata w ponad 30 teatrach. Jakżeby nie przyjrzeć się talentom Maliny Prześlugi, Roberta Jarosza czy Marii Wojtyszko. Na osobną refleksję zasługują na pewno Magda Fertacz, Julia Holewińska, Małgorzata Sikorska- -Miszczuk, Dorota Masłowska, Artur Pałyga, Mateusz Pakuła, Radosław Paczocha, Piotr Rowicki. I zapewne wielu innych.

Najważniejsze i wspólne jest to, że dużo piszą i są systematycznie wystawiani.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata