70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Udowodnijcie, że go nie ma

Gdy na spotkaniach czy forach pastafariańskich pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozmowę o muzułmanach, zagrożeniu islamem czy terrorystach, inni wyciszają te emocje. Mówią: „Siadaj, napij się piwa, zjedz makaron, wyluzuj. Porozmawiajmy. Ale racjonalnie”.

Zastanówmy się! Może pojawienie się tego fenomenu Potwora Spaghetti jest wynikiem naszego błędu w głoszeniu Ewangelii” – powiedział na swoim wideoblogu ks. Jan Kaczkowski, wyzywając pastafarian na intelektualny pojedynek. I choć po spotkaniu z nimi odcina się od tego wystąpienia, to jednak z opublikowanych niedawno badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w ciągu ostatniej dekady z mszy w polskich kościołach zniknęło prawie 2 mln wiernych.

Tymczasem na początku września 2014 r. oficjalna strona Kościoła Latającego Potwora Spaghetti osiągnęła 100 tys. fanów. „Wiemy, że liczba »like’ów« na FB nie jest idealnym wskaźnikiem liczby pastafarian w Polsce, ale przynajmniej jest wskaźnikiem popularności Kościoła” – piszą pastafarianie. „Swoją drogą, gdyby każdy z tych 100 000 okazał się wyznawcą Potwora, bylibyśmy czwartą co do wielkości religią w kraju” – dodają. Prof. Maria Libiszowska-Żółtkowska przyznaje, że pastafarianizm trafił w Polsce na podatny grunt, ponieważ aktualny jest u nas spór o to, kto jest ważniejszy – państwo czy Kościół, oraz o sposób traktowania obywateli przynależących do większościowego Kościoła. „Być może stąd ta popularność profilu na Facebooku, ale czy za tym kryje się jakaś religijność? Znam osoby, które mają po dwa tysiące znajomych, a kiedy przychodzi co do czego, to są samotni jak palec” – wyjaśnia.

Z kolei Jacek Tabisz z Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów popularność LPS w Polsce tłumaczy tym, że ateizm jest w naszym kraju zjawiskiem incydentalnym, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie liczba osób wierzących i tych, którzy starają się Agata Listoś-Kostr zewa prezentować postawy religijne, żeby nie odróżniać się od reszty społeczności wiejskiej czy małego miasteczka, jest znacznie większa niż w innych krajach Europy. „Osoba o odmiennych przekonaniach czuje się bardziej zanarchizowana i dlatego prześmiewczy, liberalno-anarchiczny w swoich dogmatach Kościół LPS jest dla niej dużo większą atrakcją niż dla Czecha, Niemca czy Francuza. Zwłaszcza że człowiek potrzebuje być w jakiejś społeczności i wpisać swoje życie w pewną symbolikę” – mówi. Prof. Andrzej Zwoliński twierdzi, że potrzeba religii dotyczy każdego. „Nawet w ateizmie jest pewna quasi-religijność. Następuje proces sakralizacji zjawisk społecznych, kiedy nadaje się przywódcom czy partii cechy absolutne. Chociażby w komunizmie traktowano w ten sposób wieczne idee Lenina. Pastafarianie mogą np. traktować nitkę spaghetti jako znak wieczności, ale jest to bardzo niebezpieczne. Kpina ze sfery metafizycznej, sprowadzenie do absurdu tego, co jest religijnością, prowadzi do wypłukania z przeżyć jednostki metafizycznych doznań. Jest to kierunek destrukcyjny. Nazwałbym to płaską kontestacją, która świadczy o skali metafizycznego infantylizmu. Jego oznaki możemy dostrzec w życiu publicznym” – tłumaczy.

W cieniu Piwnego Wulkanu

W szeregach zwolenników Latającego Potwora Spaghetti znajduje się wielu byłych ateistów. Niektórzy pozostają nadal wierni swoim przekonaniom, tłumacząc to wspaniałomyślnością Potwora. Tomasz, który regularnie pojawia się na piątkowych warszawskich spotkaniach pastafarian, nie ukrywa swojego ateizmu. I mimo wizji nieba, w którym dobry pastafarianin będzie odpoczywał w cieniu Piwnego Wulkanu, wie, że to jest jedyne życie, jakie ma do przeżycia. Jedynie czasem zazdrości osobom, które wierzą, że coś je czeka po śmierci. Nie wyklucza też, że wyśle swoje dzieci na religię, aby uniknąć społecznego ostracyzmu. „Pamiętajmy, że Polska nie składa się z liberalnej Warszawy, ale właśnie z małych miasteczek i wsi. Tam życie płynie innym trybem niż w stolicy. Jeśli dziecko nie będzie chodzić na religię, to może być źle traktowane przez kolegów. Dla dzieci w szkole to bardzo ważne, żeby przynależeć do konkretnej grupy społecznej. Wiem, że Kościół w Polsce to wykorzystuje, i często dzieci, które nie chodzą na religię, skazane są na wykluczenie” – wyjaśnia.

Już na pierwszym spotkaniu z pastafarianami zauważył, że ma do czynienia z sympatycznymi, otwartymi i wykształconymi osobami. W korporacjach medialnych, dla których pracuje, spotyka się raczej z brakiem zaufania. „Ludzie ostatnio w ogóle są strasznie zamknięci. W autobusie czy kolejce są zaledwie uprzejmi. A wśród pastafarian poczułem się jak w naturalnej komunie. Jak kiedyś na festiwalu w Jarocinie czy Żarnowcu” – mówi. Najbardziej spodobało mu się przykazanie o tym, żeby być fajnym gościem i nikomu nie robić krzywdy. Gdy na spotkaniach czy forach pastafariańskich pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozmowę o muzułmanach, zagrożeniu islamem czy terrorystach, inni wyciszają te emocje. Mówią: „Siadaj, napij się piwa, zjedz makaron, wyluzuj. Porozmawiajmy. Ale racjonalnie”.

Kiedy Tomasz wrócił do kraju po długim pobycie za granicą, jako dziennikarz od razu musiał opowiedzieć się po którejś ze stron. Nikt nie przyjmował, że może mieć część poglądów z jednej, część z drugiej strony. Że może być ateistą i jednocześnie dobrym człowiekiem. Że może krytykować Kościół katolicki, ale wcale nie walczyć z chrześcijaństwem. „Polska jest bardzo spolaryzowana politycznie. Wszystko stawia się na ostrzu noża. Albo oni, albo my. Niedawno Marek Belka powiedział, że nie mógł znieść tego, że mówi się »nie« dobrym projektom ustaw tylko dlatego, że wyszła z nimi opozycja. Dyscyplina partyjna każe ci robić rzeczy niezgodne z twoim sumieniem. To prowadzi do schizofrenii moralnej” – mówi. Podaje przykład prawicowej dziennikarki, która nie wierzy już w to, co robi, ale nie może się wycofać, bo w grę wchodzi pozycja, ostracyzm społeczny, ale też sprzedaż książek i publikacji. Czasem pyta go z przekąsem: „O jakim obiektywizmie dziennikarskim my rozmawiamy?”.

Kościół Latającego Potwora Spaghetti jest dla Tomka światełkiem w tunelu, prowadzi do tolerancji i kierowania się w życiu zdrowym rozsądkiem. Jako przykład podaje świadków Jehowy, którzy nie wydają się nikomu groźni. „Myślimy: kocia wiara, transfuzja krwi, »Strażnica «, słodkie obrazki, na których tygrysy żyją razem z sarenkami na kwiecistej łące. Jednak nikt nie sądzi, że mogliby zrobić komuś krzywdę. Może to nie najlepsze porównanie, ale chciałbym, żeby o pastafarianach też myślano, że są po prostu dobrymi ludźmi” – zaznacza.

Pastafarianizm porównuje do kosmicznego czajniczka Russella, którego nieistnienia nie można udowodnić. „U nas niewierzącym zadaje się wciąż to samo pytanie: dlaczego nie wierzysz w Boga? Przyjmuje się, że Bóg jest, ale są tacy, którzy w Niego nie wierzą – zauważa Tomasz. – Dlaczego to ja mam udowadniać, że czegoś nie ma, skoro nikt nie potrafi udowodnić, że to jest? Russell stworzył swój czajniczek właśnie jako odpowiedź na takie stanowisko. Bobby Henderson, odkrywca Latającego Potwora Spaghetti, posłużył się podobną metodą – udowodnijcie mi, że nie ma Potwora”.

Zegarek Paleya

Być może nikt nie usłyszałby o Latającym Potworze Spaghetti, gdyby nie ambicje zwolenników teorii inteligentnego projektu. Zaczęło się od wrzosowiska, na którym wyobraźnia Williama Paleya natknęła się na zegarek. Według niego tak skomplikowany mechanizm świadczy o jego twórcy, jakim jest inteligentny rzemieślnik. Paley w swojej Teologii naturalnej (1802) wyjaśnia powstanie zaawansowanych i precyzyjnych narządów, takich jak oko, czy całych żywych organizmów działaniem Boga. Z jego koncepcji korzystają współcześni twórcy teorii ID (ang. Intelligent Design), zastępując Boga – inteligentnym projektantem, który ma sprowadzić całą teorię na naukowe tory. Wkrótce jej zwolennicy rozpoczynają walkę z darwinowskim ewolucjonizmem o umysły uczniów w Stanach Zjednoczonych.

W maju 2005 r. rada edukacji w Kansas rozważa wprowadzenie tej teorii do szkół. Dowiaduje się o tym Bobby Henderson, świeżo upieczony absolwent fizyki, który w liście otwartym do członków rady proponuje poszerzenie naukowej wiedzy uczniów o wersję stworzenia świata przez Latającego Potwora Spaghetti. Co więcej, Potwór sam podrzucił dowody na teorię ewolucji i, żeby zmylić naukowców, a każdą próbę obliczania wieku Ziemi metodą C14 niweczy, podmieniając wyniki. Henderson w swoim liście wspomina też o praprzodkach ludzkości – piratach, których populacja spadała od początków XIX w. na skutek globalnego ocieplenia, trzęsień ziemi, huraganów i innych naturalnych kataklizmów, na co dowodem ma być załączony przez niego wykres. List publikuje kilka amerykańskich dzienników. Trzej członkowie owej rady, przeciwnicy wprowadzenia teorii ID do szkół, wysyłają Bobby’emu podziękowania za dodanie odrobiny lekkości do całej sytuacji. Carol Rupe dodaje żartobliwie: „Zastanawiam się, czy moglibyśmy odwrócić skutki globalnego ocieplenia, gdybyśmy rozpoczęli hodowlę piratów”.

Zanim jednak rada edukacji w Kansas ostatecznie wycofuje się z wprowadzenia teorii ID do szkół, protest młodego fizyka zaczyna zdobywać coraz liczniejsze rzesze entuzjastów. Skrzynkę zapychają e-maile ze słowami poparcia dla nowej idei, natomiast w Internecie uruchamia się lawina objawień. Użytkownicy masowo publikują zdjęcia zmaterializowanego Potwora jako zwoju kabli, roślin, skamielin czy chmur swoim kształtem wskazującym na objawienie Jego Makaranowatości. Pod koniec sierpnia strona venganza. org ma już 15 mln odwiedzin i każdego dnia zaczyna zaglądać na nią prawie 750 tys. osób. Do Polski idea dociera dopiero kilka lat później. W 2012 r. pastafarianie rozpoczynają starania o rejestrację jako związek wyznaniowy. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji odrzuca wniosek. Pastafarianie idą do sądu, który uchyla tę decyzję. Dokumenty wracają do ministerstwa. 21 października 2014 r. sprawa zostaje umorzona. Wyznawcy LPS składają wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Jak zostać wyznawcą LPS?

„To proste! – mówi Piotr Choiński. – Wystarczy żyć tak, żeby nie szkodzić innym. I już jesteś pastafarianinem! A jeśli wszyscy będziemy dobrzy, to czy ma to takie wielkie znaczenie, w kogo wierzymy?” – dodaje. Z książki religioznawczej, którą dostał od rodziców, poznał różne wierzenia, ale wybrał ateizm. „Czasem reprezentanci danej religii odpychali mnie bardziej niż sama wiara. Długo nie mogłem znaleźć kogoś, kto by do mnie przemówił” – wyjaśnia. Dopóki nie pojawił się Latający Potwór Spaghetti. Zdaniem Piotra najważniejsze w tej religii jest to, żeby kochać bliźniego niezależnie od tego, kim jest, jaki ma kolor skóry, poglądy czy orientację. Na początku był sceptyczny, bo przecież katolicyzm też zakłada bycie dobrym człowiekiem. Szybko jednak stał się wyznawcą. „Pastafarianizm był we mnie cały czas, bo jest idealnym odbiciem wartości, które wcześniej wyznawałem. Być może to z powodu Latającego Potwora Spaghetti taki jestem, a nie dlatego że taką mam naturę” – zastanawia się.

Denerwuje go proste przełożenie, że polskość to katolicyzm. Wspomina czasy, kiedy kraj był bardziej zróżnicowany wyznaniowo i etnicznie. „Mówienie, że jesteśmy krajem katolickim, to zakłamanie. Katolicyzm i chrześcijaństwo odegrało w Polsce bardzo ważną rolę. Ale nie jedyną” – zaznacza.

Irytują go również zarzuty ze strony katolickich księży, że nie umiera się za swoją wiarę. „To dziecinny argument. Czy naprawdę musimy dojść do jakiegoś ekstremum, żeby udowodnić naszą wiarę? Nawet najwięksi patrioci podczas wojny nie są na tyle silni, żeby umrzeć za swoją ojczyznę. Dlaczego z wiarą miałoby być inaczej?” – pyta.

Na koniec, przy wygazowanym już piwie, stwierdza, że nie spodziewał się takich pytań. Zazwyczaj musi się tłumaczyć z tego, że jego wiara nie jest dowcipem. Prosi, żeby szanowano jego odmienne poglądy, bo wiara jest prywatnym systemem wartości i nikt nie powinien próbować jej zmieniać. Trudno zdefiniować ją słowami. No bo jak opisać smak waniliowy czy uczucie złości? To jak próba opisania powołania. Większość duchownych katolickich powie, że oni po prostu potrzebowali być z Bogiem, zostać jego misjonarzami na ziemi. On miał podobnie.

W przyszłości chciałby mieć szczęśliwą rodzinę i spełnić część materialnych marzeń. Nie wszystkie, bo życie jest ciekawsze, kiedy nie ma się wszystkiego. Dzieciom opowie o ateistach, deistach, również o nowych objawieniach. Może kiedyś go przekonają, że się mylił. Kto wie, czy inny bóg nie okaże się lepszy?

Jacek Tabisz często spotyka się w wyznawcami LPS, którzy poważnie traktują swoją wiarę. „Może nie jest to jakaś transcendencja, ale chociażby styl życia, którego zaczyna się bronić. Idą za tym pewne gesty, postanowienia, trochę neohippisowskie, czasami libertariańskie. W niektórych przypadkach można mówić o jakimś zaczątku wiary, jakkolwiek wydawałoby się to dziwaczne, dlatego myślę, że traktowanie LPS jako czystej złośliwości nie byłoby uczciwe” – wyjaśnia. Jeden z aktywnych propagatorów idei LPS został zapytany przez pewnego religioznawcę o to, czy nie obawia się przekształcenia pastafarianizmu w religię sensu stricto, gdy młodzi ludzie poczują w tej walce na tyle ważną ideę, że zaczną ją traktować jak misję. Odpowiedział, że już widzi zalążki takiego zjawiska.

Od protestu do religii

Jak to się stało, że jednostkowy protest stał się religią? Prof. Zbigniew Mikołejko widzi analogię pomiędzy wyznawcami Kościoła Latającego Potwora Spaghetti a Molierowskim Jourdainem, który nie wiedział, że mówi prozą. „Oni nagle dostrzegli, że są mówieni przez te teorie, które nie do końca im odpowiadają. Zobaczyli, że można stanąć z boku. Do tego dochodzi element ludycznej zabawy. Tylko że zabawa, która nie jest poważna, nie ma rywalizacyjnego i agonalnego charakteru, jest naskórkowa. Ale ten naskórek mówi coś o wnętrzu naszej kultury, o znużeniu zarówno wiarą, jak i niewiarą w jej tradycyjnych formach. Współczesny ateizm jest tylko próbą repetycji tego XIX-wiecznego, uwzględniającą nowe odkrycia, jak w przypadku Dawkinsa. Tradycyjne Kościoły na Zachodzie nie panują już nad tymi obszarami rzeczywistości, ale to nie znaczy, że człowiek Zachodu przestał być religijny. On tylko nie chce tego łacińskiego religio, które jest wiązaniem. Wybiera religijność patchworkową, gdzie może sobie dowolnie dobierać elementy z innych kultur i religii. W ten sposób powstają parareligie czy parodie religii jak Niewidzialny Różowy Jednorożec, pastafarianizm czy dyskordianizm” – wyjaśnia Mikołejko.

Dla 28-letniego Przemka pastafarianizm jest jedyną religią, w której mógł się odnaleźć, choć przyznaje, że na początku LPS był dla niego tylko żartem. W bibliotece, gdzie pracuje, podaje się za ateistę, ale sam ateizm mu nie wystarczał. Od małego tak był wychowany, więc w końcu musiał znaleźć sobie jakąś wiarę. Już wie, że z niej nie zrezygnuje, dlatego że niczego mu nie narzuca. Zamiast różańców i zastraszania oferuje piwo i spaghetti.

Przez całe życie był zmuszany do Kościoła. Do ślubu kościelnego nakłoniła go żona, która marzyła o białej sukni. Poszedł z nią do ołtarza, ale czuł podczas ceremonii, że coś go pali. „Gdybym nie przeczytał Biblii, może nadal byłbym katolikiem. Za dużo tam sprzeczności i okrucieństwa, choćby przykład ojca, który oddaje córkę na ukamienowanie w imię Boga. Trochę by mi przeszkadzały sprawy związane z pedofilią i homoseksualizmem księży. Może ta wiara byłaby na uboczu, ale by była” – zastanawia się. Od Jezusa odepchnęli go również nadgorliwi katolicy, walczący o krzyż przed Pałacem Prezydenckim „Jestem strasznym antykatolikiem. Nie mogę znieść tego zaściankowego sposobu myślenia. Mam babcię katoliczkę, która twierdzi, że przeżyła trudną operację dzięki Bogu. Ale na pewno wystąpiłaby z Kościoła, gdyby wybrali na papieża Murzyna. Strasznie przeżywała po śmierci Jana Pawła II, żeby jego następcą nie został czarnoskóry kandydat z Nigerii” – mówi Przemek.

Podobne doświadczenia miała 31-letnia Kamila, mimo że wychowywała się w domu zróżnicowanym religijnie. Mama – ateistka, ojciec – buddysta, babcie – luteranka i katoliczka. Do tego ciocia i dwie kuzynki – katechetki. „Tylko one czepiają się mojego pastafarianizmu i próbują nawracać” – mówi Kamila. Kiedy oglądała Matrixa czy Harry’ego Pottera, namawiały ją do spowiedzi. Ostatnio przyjechały w gości i po północy zaczęły śpiewać psalmy. Katolicy dokuczają jej też w pracy, kiedy w piątki wkłada na głowę biały galowy durszlak z silikonu. Może sobie na to pozwolić, bo będąc informatyczką w banku, nie spotyka się z klientami. Odbyła z kolegami w pracy kilka żywych dyskusji, ale bez porozumienia.

„Pastafarianizm do mnie przemówił, bo jest bardzo racjonalny. Świat jest zbyt chaotyczny, żeby mógł stać za tym jakiś plan – mówi Kamila. – Nikogo nie wyśmiewamy. Trochę głupio byłoby wyśmiewać czyjąś religię, jeśli samemu wierzy się w latające kluski. Uważam, że gdybyśmy o każdej z nich usłyszeli jako dorośli, to wszystkie brzmiałyby równie absurdalnie” – zaznacza.

Na ten sam argument powołuje się Rafał, dr nauk humanistycznych, podając przykład chodzenia po wodzie czy zamiany jednej cieczy w inną. Traktowany jest jako „statystyczny katolik”, co uznaje za kolejny absurd państwa kryptowyznaniowego, w którym przetwarzania danych osobowych można zabronić każdej instytucji – z wyjątkiem Kościoła katolickiego.

„Kiedy zetknąłem się z pastafarianizmem, pomyślałem, że skoro nie wierzę w żadną konkretną religię, a ta chociaż jest zabawna i ma cele zbieżne z moimi, to się zaangażuję. Wizja, że świat stworzył LPS, jest dla mnie równie prawdopodobna jak wszystkie inne. Jeśli mówimy, że w coś wierzymy, to znaczy, że tak jest. Kto ma być większym ekspertem niż ja sam w odniesieniu do tego, w co wierzę?” – ucina spekulacje na pytanie o prawdziwość wiary. W końcu jednak na jego twarzy pojawia się uśmiech starannie ukrywany przez całą rozmowę i Rafał przyznaje, że nie zawsze do tej wiary podchodzi tak serio jak w odpowiedziach, których mi udziela. Ostrzega też, że żaden pastafarianin mi tego nie powie, w obawie o rejestrację.

Ministerstwo odrzuciło wniosek pastafarian, opierając się na ekspertyzie religioznawców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy uznali Kościół Latającego Potwora Spaghetti za joke religion, choć samo zjawisko odbierają jako pozytywną przestrzeń dla osób, które nie akceptują dostępnych ofert religijnych. Z tą ekspertyzą nie do końca zgadza się dr hab. Henryk Hoffmann, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, ze względu na przestarzałą, klasyczną definicję religii, zaproponowaną prawie 100 lat temu przez Rudolfa Otto, na którą powołali się biegli. „Ta definicja przez długi czas stanowiła w religioznawstwie kanon, ale dziś spotyka się z wieloma krytycznymi głosami. Patrzenie przez pryzmat tego, czym jest tradycja judeochrześcijańska, wykluczyłoby z grona religii chociażby wierzenia Dalekiego Wschodu czy religie afrykańskie. Religia jest zjawiskiem tak zróżnicowanym, że żadna ze znanych dziś definicji nie wystarczy do jej opisania” – wyjaśnia.

Religioznawcy krytykują też przebieg sprawy, dlatego że ograniczono się do zapoznania z dokumentami. „W papierach można napisać absolutnie wszystko. Żeby stwierdzić, czy jakaś grupa jest związkiem religijnym, trzeba lepiej ją poznać, sprawdzić, jak ci ludzie traktują przekonania, o których mówią. Absurdalność jakichś wierzeń nie może być podstawą do odrzucenia wniosku, a niestety w uzasadnieniu znalazło się takie zdanie i pastafarianie skwapliwie podjęli ten wątek. Większość wierzeń religijnych jest totalnie absurdalna” – wyjaśnia prof. Zbigniew Pasek, choć sam uważa, że głównym celem gry pastafarian jest kompromitacja polskiego prawodawstwa w zakresie stosunku państwa do religii. „Jak tylko zostaną zarejestrowani, opracują program nauczania pastafarianizmu w szkołach i przygotują swoich katechetów. A ponieważ pastafarianizm przyciąga głównie ludzi młodych, to bez problemu znajdą ustawowe osiem osób, żeby mogła się taka lekcja religii odbyć” – dodaje.

Umowa z Bogiem

Krzysztof Leszczyński proponuje, aby religię w szkole zastąpić zajęciami z religioznawstwa i mówić dzieciom o różnych systemach wierzeń. Chciałby także, żeby etykę oddano etykom, ponieważ osoba wykształcona jedynie w dziedzinie teologii nie powinna decydować o tym, co jest moralne, a co nie. „To jest poważna dziedzina nauki, a nie coś, co można sobie wykombinować w parę minut” – uzasadnia Krzysztof.

Sam zapoznał się w wieloma religiami już jako dziecko, gdy w wieku sześciu lat wyjechał z rodzicami do muzułmańskiej Libii, gdzie był ministrantem u ks. Martinelliego, obecnie biskupa. Katolicy byli tam małą społecznością, dzięki temu mógł zobaczyć swoją wiarę na tle innych. On szedł do kościoła, kolega do meczetu, a koleżanka wyznania konfucjańskiego do swojej świątyni. „W Polsce nie można było wtedy dyskutować o różnorodności religijnej, bo były to czasy głębokiego PRL-u. Albo się było katolikiem, albo bolszewikiem. Jakby nie było innych opcji! Chciałbym przekazać swoim dzieciom, że ludzie podchodzą do religii na różne sposoby. Nasz niekoniecznie jest najlepszy i jedyny słuszny” – tłumaczy.

Sakramenty zakończył na Pierwszej Komunii, ale formalnie nadal był katolikiem. Kiedy narzeczona zaproponowała ślub kościelny, przedstawił się księdzu jako zły i bezbożny ateista. Ksiądz powiedział, że nie ma problemu, dopóki nie usłyszał, że Krzysztof jest ochrzczony. „O nie! Jeśli jesteś ochrzczony, to proszę wypełnić wszystkie warunki! Nie może być ślubu jednostronnego z katolikiem” – powiedział ksiądz. No i zrobił się problem. Narzeczona bez kościelnego nie dostałaby rozgrzeszenia. A on nie chciał, nawet dla kogoś, kogo bardzo kocha, zaczynać związku od kłamstwa. Mógłby iść do innego księdza i udawać ateistę albo nakłamać podczas spowiedzi i dostać karteczkę. Albo sam ją sobie zrobić, jak jeden z kolegów. „Nie tak powinniśmy zaczynać nowy etap życia. Do ślubu nie doszło, to musiała być ingerencja Potwora. Teraz mam najwspanialszą żonę, która nie miała takich rozterek. Ale to pokazuje, że chrzest nie jest obojętny i może skutkować problemami w dalszym życiu” – wyjaśnia. Według niego apostazja nic nie zmienia, nie spowoduje, że zostaniemy odchrzczeni. Jest tylko pewnym rodzajem ekskomuniki. „Gdyby prawnik czytał taką umowę z Bogiem katolickim, uznałby ją za nieważną. Nie można zawrzeć umowy z telewizją, siecią telefoniczną, bankiem ani Kościołem do końca życia bez możliwości wypowiedzenia. Zwłaszcza jeśli się ją zawarło jako niemowlę” – tłumaczy Krzysztof.

Ceni sobie to, że w każdej chwili może odejść od LPS, i za najważniejsze w tej religii wymienia wolność, przyzwoitość i akceptację. „Celowo nie użyłem słowa »tolerancja «, bo ona jest zawsze zabarwiona wyższością. Jeżeli mówię, że coś toleruję, to znaczy, że moim zdaniem to nie powinno istnieć. Tolerować to ja mogę pijaka pod blokiem. Wolałbym, żeby nie pił, ale będę go tolerował. Natomiast osób, które nie zachowują się tak jak ja, np. nie są żonatymi, heteroseksualnymi mężczyznami, nie mogę tolerować. Ja ich akceptuję. Ich sposób życia nie jest gorszy od mojego” – wyjaśnia.

Podkreśla też, że cierpienie dla samego cierpienia nie jest potrzebne, przywołując biblijne przykłady potopu, zabójstwa Izaaka i poświęcenia córki Jeftego na ołtarzu. Przyznaje, że Potwór może nie jest doskonały, ale żadne z jego działań nie było złe, złośliwe ani niskie. Nie kazał nikomu poświęcać się dla jakiejś idei. „W psychice ludzkiej jest coś takiego, że jeśli kogoś bardzo kocham, to bym się dla tej osoby poświęcił. Nawet jeśli nic z niego nie wynika. To nie jest zdrowe. Dobrze jest coś zrobić dla tej osoby bądź idei, którą się popiera, ale nie obwiązywać się dynamitem i wysadzać pod ambasadą tylko dlatego, że ktoś wierzy w inną postać tego samego Boga co ja” – mówi.

Durszlakowe domki

Nie wiadomo, jaka będzie przyszłość tego ruchu w Polsce, ponieważ sami aktywiści zastrzegają, że nie zamierzają tworzyć hierarchii kościelnych, które tak krytykują w odniesieniu do innych wyznań. Być może decydująca będzie kwestia rejestracji, o którą tak uparcie walczą. „Chciałbym, żeby ta sprawa skończyła się na etapie ministerstwa, a nie w Strasburgu. Jeżeli rozstrzygnięcie znów będzie niekorzystne i sąd je utrzyma, to trzeba będzie skierować sprawę do organów międzynarodowych” – zapowiada adwokat Dariusz Goliński. Mimo braku struktur pastafarianie posiadają jednak swojego rzecznika prasowego. Andrzej Kuliński poza przywilejami prawnymi podkreśla też rolę rejestracji w kontekście dyskryminacji, z jaką spotykają się zwłaszcza pastafarianki. „Mimo że wśród pastafarian jest prawie połowa kobiet, nie chcą wypowiadać się publicznie, bo mogą ponieść zbyt wysokie koszty. Rynek pracy jest tak urządzony, że kobieta i tak ma pod górkę” – mówi Andrzej Kuliński i podaje przykłady znajomych, którzy potracili kontrakty, bo wierzą w LPS. Nie chce podawać szczegółów, bo jak twierdzi, mogą stracić jeszcze więcej. „Nie można zwolnić za religię, ale za wariactwo już tak” – dodaje. W końcu poprawia pomarańczowy durszlak na głowie i ze śmiertelnie poważną miną mówi: „My sobie nie robimy jaj. To nie jest śmieszne – iść naprzeciwko własnemu państwu. Jeżeli płód nie ma czaszki, to kobieta ma prawo go usunąć, bo to gwarantuje jej prawo. Jeżeli zebrała się grupa ludzi, natchniona przez prawdziwego boga, to ma prawo zarejestrować Kościół. Chcemy normalnie istnieć, budować nasze durszlakowe domki, w których moglibyśmy pić piwo i jeść spaghetti”.

„Na razie sprawiają wrażenie partyzantki, bo np. wielebnym jest ten, kto sam się za niego uważa – mówi Kuba i zaznacza, że jest raczej entuzjastą tej ideologii niż jej wyznawcą. – To jest jeszcze młoda religia, choć może są tacy, którzy naprawdę wierzą w latający makaron. Może gdyby minęły dwa pokolenia dzieci wychowanych w domach pastafariańskich, to one wierzyłyby już naprawdę w LPS. Tak jak żarliwi katolicy wychowują się przede wszystkim w katolickich domach. Nie widzę zagrożenia w tym, że ludzie naprawdę wierzyliby w latające kluski. Teraz wierzą w człowieka wiszącego na krzyżu i nie uważają tego za zagrożenie” – dodaje.

Krzysztof Leszczyński z kolei obawia się jedynie o to, co się stanie, gdy pastafarian będzie na tyle dużo, że ta religia zacznie być znacząca. „Czy nie pojawią się ludzie, którzy zaczną interpretować, że w imię wyższych celów można kogoś pomęczyć lub poprześladować, jak robili to wyznawcy większości religii? Nie zauważyłem, żeby w Ewangelii było napisane: będziesz kogoś zakuwał w dyby i palił na stosie. I nie minęło 100 lat, a parę osób wymyśliło, że tak będzie lepiej. Boję się, że natura ludzka weźmie górę. Są systemy religijne i filozoficzne, które w założeniach były bardzo dobre, ale potem ich wyznawcy dopuszczali się prześladowań. Chociażby wyznawcy Kryszny” – wskazuje.

Potwór Spaghetti lata nie tylko nad Polską i Stanami Zjednoczonymi. Na potrzeby wzajemnej komunikacji polscy pastafarianie założyli Europejski Kościół Latającego Potwora Spaghetti. „Mamy kontakt z władzami Kościołów w całej Europie i powoli tworzymy większą wspólnotę. Struktury oficjalne dopiero się budują, ale już bardzo ambitnie działają przede wszystkim Polska, Niemcy, Rosja i Czechy” – wyjaśnia przełożona gminy gliwicko-opolskiej Danuta Stanisławska. W Stanach popularność Jego Makaranowatości zaskoczyła nawet samego twórcę. W 2010 r. Bobby Henderson na swoim blogu napisał: „LPS wciąż rośnie w siłę i po pięciu latach jesteśmy w niebezpiecznym miejscu, w którym albo staniemy się bardziej realni, albo bardziej zmyśleni, jedno i drugie mnie martwi”. Znane są za to losy pana Jourdaina z komedii Moliera.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata