70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Niedotykalni na papierze

W Indiach bycie bezkastowym przez wieki było przekleństwem. Teraz wielu chce mieć ten status. Na papierze. Dzięki niemu łatwiej jest dostać się na uczelnię i zdobyć etat w administracji rządowej.

Mam pecha – mówi Raj. – W stanie Uttar Pradeś, skąd pochodzę, załapałbym się na ulgi i dostałbym się do wymarzonego college’u. W Bengalu Zachodnim moja kasta nie jest uznawana za uprzywilejowaną. Biorę na przeczekanie. Na razie pracuję w call center, ale wierzę, że jeszcze się podciągnę i zacznę studia. Bez polityki afirmatywnej – mówi ze złością.

A dzięki niej Rajowi byłoby o wiele łatwiej – według przepisów żyjący przez wieki na marginesie społeczeństwa niedotykalni (inaczej dalitowie – osoby wykluczone z systemu kastowego, uważane za „nieczyste” i przez to skazane na pracę w zawodach takich jak rzeźnik czy zbieracz śmieci) oraz Hindusi wywodzący się z najniższych kast mogą dostać się na wymarzoną uczelnię publiczną, mając zaledwie połowę punktów, podczas gdy konkurenci z innych kast muszą mieć 90%. Miejsca dla tych grup rezerwowane są także w administracji publicznej na poziomie centralnym i lokalnym. Najbiedniejsi Hindusi mogą liczyć na rezerwację 49,5% miejsc w tych sektorach. To efekt zapoczątkowanej na mocy konstytucji z 1950 r. polityki afirmatywnej, mającej wyrównać szanse Hindusów z nizin społecznych i stopniowo zwalczać system kastowy, który doprowadził do ogromnych przepaści rozwojowych.

Na subkontynencie indyjskim dostęp do edukacji i szansa na dobrobyt przez wieki zależały od pochodzenia społecznego. Hindusi wywodzący się według tradycji z kasty braminów (kapłani), kszatrijów (wojownicy) czy wajśjów (kupcy) byli predestynowani do pełnienia lepszych funkcji w państwie. Najniższa kasta śudrów (służących) oraz niedotykalni nie mieli szans na awans społeczny. W szczególności dalitowie byli napiętnowani i izolowani od reszty społeczeństwa. Według restrykcyjnych zasad hinduizmu mieszkali na obrzeżach wioski, nie mieli prawa wstępu do świątyń ani korzystania z okolicznych studni. Hindusi z wyższych kast nie powinni spożywać posiłków przygotowanych przez dalitów ani w jakikolwiek sposób wchodzić z nimi w interakcje. W niektórych środowiskach w Indiach wciąż wierzy się, że cień niedotykalnego może doprowadzić do zbrukania.

Problem kastowy, a w szczególności tragiczny los niedotykalnych był poruszany przez Brytyjczyków w czasach kolonialnych, a następnie przez indyjskich działaczy niepodległościowych – Mahatmę Gandhiego, premiera Indii Jawaharlala Nehru oraz lidera bezkastowych Bhimrao Ambedkara. Równość, zniesienie niedotykalności, zakaz dyskryminacji i zwiększanie szans najuboższych Hindusów na dostęp do edukacji stały się jednymi z elementarnych zasad konstytucji indyjskiej. Według raportu Indian Institute of Dalit Studies dzięki polityce afirmatywnej udział bezkastowych Hindusów w zatrudnieniu w administracji publicznej wzrósł z 12% w 1960 r. do 17% w 2012 r. Choć zwykle zajmują oni najniższe stanowiska, możliwość zdobycia pracy w sektorze publicznym jest dla nich dość dużą szansą. Niedotykalni są też coraz bardziej widoczni na indyjskiej scenie politycznej – w latach 90. prezydentem Indii był wywodzący się z tego środowiska K.R. Narayanan, a obecnie jedną z głównych liderek partii regionalnych jest szefowa BSP Mayawati Kumari, podkreślająca swoje pochodzenie i kreująca się na główną obrończynię bezkastowych. Partia BSP jest przykładem wzrostu aktywności społeczno-politycznej dalitów, którzy coraz odważniej walczą o poszanowanie swoich praw.

Reprezentacja niższych warstw społeczeństwa jest z jednej strony oznaką większej akceptacji tej grupy społecznej, z drugiej jednak, pokazuje niepokojące w Indiach zjawisko. Według założeń twórców konstytucji indyjskiej polityka afirmatywna miała doprowadzić do zwalczenia systemu kastowego. Ten jednak zamiast zniknąć, na przestrzeni lat uległ wzmocnieniu, przenikając już nie tylko życie społeczne, ale i polityczne. Obecnie w Indiach nie ma kampanii wyborczej, w której hasła partii nie odnosiłyby się do tożsamości kastowej i etnicznej. Niedotykalni oraz Hindusi wywodzący się z niższych i zacofanych kast (około 68% ponadmiliardowego społeczeństwa) są kluczowymi grupami poparcia dla polityków. Wyrównywanie szans najbiedniejszych to temat najczęściej poruszany w okresie przedwyborczym. Zdaniem wielu indyjskich politologów tak też chce poprawić swój wizerunek rządzący Indyjski Kongres Narodowy, który na jesieni 2012 r. przedstawił projekt promowania awansów niższych kast w administracji rządowej. Propozycja pojawiła się jako temat zastępczy tuż po kolejnym skandalu korupcyjnym na najwyższych szczeblach władzy.

Niedotykalny w cenie

Kasta staje się kartą przetargową nie tylko dla polityków, ale i dla samych Hindusów. Wiele grup stara się wykorzystać politykę afirmatywną do realizacji własnych interesów. Tak było z grupą etniczną Gudżarów na północy Indii, którzy w 2010 r. sparaliżowali ruch na kolei i zablokowali stanowe drogi w akcie sprzeciwu wobec decyzji stanowego Sądu Najwyższego o nieprzyznaniu im dodatkowych rezerwacji w szkołach i administracji rządowej. Gudżarowie, rolnicy i hodowcy bydła, objęci są już polityką afirmatywną, gdyż należą do grupy tzw. najniższych kast, wobec których polityka afirmatywna została rozszerzona w latach 90. Gudżarowie chcieli jednak więcej i postulowali zakwalifikowanie ich jako niedotykalnych, co dałoby szansę ich młodzieży na lepszą edukację oraz 5% gwarantowanych miejsc w administracji. Protest Gudżarów śledziły całe Indie – był to jeden z bardziej spektakularnych przypadków, gdy grupa Hindusów chciała wymóc na rządzie zmianę statusu w systemie afirmatywnym.

Nie zawsze starania o zmianę statusu społecznego odbywają się w krzyku. Jak twierdzi prof. Bhaskar Chakraborty z uniwersytetu w Kalkucie, we wschodnich Indiach, gdzie system kastowy nie jest tak mocno zakorzeniony, nietrudno załatwić papiery potwierdzające status niedotykalnego. Wystarczy odpowiednio wysoka suma. W Indiach korupcja jest wszechobecna – od rządu centralnego po zgromadzenia lokalne i wiejską gminę. Pieniądze pod stołem pomogą załatwić wiele. Wizja większych szans oraz miejsce na jednej z prestiżowych uczelni sprawia, że wielu młodych Hindusów stara się oszukać system. Arindam, 20-latek z Kalkuty, przedstawiciel wyższej kasty, nie zawahał się przed zmianą statusu, nawet wobec sprzeciwu rodziny. Dziś uczy się na prestiżowej uczelni w New Delhi. – Nie żałuję wyboru. Rodzicom już przeszło – mówi kpiącym głosem.

O obejściu systemu myślą nie tylko bogacze, ale także biedniejsi Hindusi, których kasta nie została objęta systemem afirmatywnym. Młodzi z tej grupy są podwójnie wykluczeni – z jednej strony, nie mogą skorzystać z przywilejów rezerwacji miejsc, z drugiej, nie mają dostępu do dobrych szkół na poziomie podstawowym, przez co trudniej osiągnąć im dobre wyniki na egzaminach wstępnych na uczelnie. Nad kupnem fałszywego zaświadczenia zastanawia się Pintu – 15-latek mieszkający w okolicach Girish Park w centralnej Kalkucie. – W Indiach trudno obecnie znaleźć dobrą pracę. A w naszym kraju potrzeba wysokiej pensji choćby po to, by utrzymać rodziców. Wywodzę się z biednej rodziny i wiem, że ciężko będzie mi się przebić – tłumaczy.

Do takiego wniosku doszło też wielu młodych Hindusów ze slumsu na południu Kalkuty. Choć nikt o tym głośno nie mówi, powszechnie wiadomo, że część tutejszych mieszkańców postarała się o fałszywe papiery. Amit, gadatliwy 19-latek i świeżo upieczony student handlu, stara się przekonać swoich znajomych do rozmowy, jednak bezskutecznie. Sam wywodzi się z niedotykalnych – jego ojciec poleruje w warsztacie miedziane misy, matka sprzedaje herbatę w barze. Jako bezkastowy dostał się na studia z połową punktacji. Z takim pochodzeniem Amit nie mógłby liczyć na dobrą przyszłość. Ma szczęście. Paradoksalnie, jego status społeczny ułatwił mu lepszy start.

Walka o indeks w Bollywood

Polityka afirmatywna ma w Indiach tak samo wielu przeciwników, jak i zwolenników. To szczególnie drażliwy temat wśród młodych Hindusów, dla których w ponadmiliardowym społeczeństwie konkurencja na rynku pracy jest wielka. Indeks na prestiżowej uczelni postrzegany jest jako gwarancja dobrobytu. Nic więc dziwnego, że Hindusi wywodzący się ze średnich i wyższych kast sprzeciwiają się polityce afirmatywnej. Prymusi często nie mieszczą się w limitach, bo według indyjskiego prawa na publicznych uniwersytetach i w administracji rządowej niedotykalni i zacofane kasty mają zapewnioną prawie połowę miejsc. Wiele środowisk twierdzi, że polityka afirmatywna prowadzi też do obniżenia poziomu jakości na uczelniach i zamyka drzwi do kariery wielu młodym, zdolnym Hindusom. Dyskusja wokół systemu rezerwacji miejsc jest tak silna, że stała się tematem jednego z bollywoodzkich filmów. W 2011 r. na ekrany kin trafił Aarakshan – obraz z udziałem najbardziej znanych aktorów: Amitabhem Bachchanem i Saifem Ali Khanem. Fabuła, przedstawiająca walkę o prawo do edukacji między kastami wyższymi i niższymi, wzbudziła wiele kontrowersji – niektóre środowiska doszukiwały się treści antydalickich, inni twierdzili, że film zbyt gorliwie promuje politykę afirmatywną. W obawie przed lokalnymi zamieszkami dystrybucja produkcji została wstrzymana w trzech stanach. To nie pierwszy raz, gdy w Indiach zawrzało z powodu przywilejów dla biedniejszych Hindusów. Najbardziej gwałtowne protesty w tej sprawie miały miejsce w 1990 r., gdy rząd zdecydował o rozszerzeniu polityki rezerwacji miejsc w sektorze publicznym o najniższe kasty. Przeznaczono dla nich 27% miejsc w administracji, co oznaczało, że rezerwacje te razem z wcześniejszymi dla niedotykalnych dotyczyły prawie połowy miejsc (49,5%). Na ulice w całych Indiach wyszły tysiące studentów z wyższych kast, skandując przeciwko niesprawiedliwej ich zdaniem polityce. W epicentrum protestów, w New Delhi, niektórzy studenci w akcie dramatycznego sprzeciwu dokonali samospalenia.

Jak dobrze być bez kasty

Rezerwacja miejsc oraz bardziej egalitarna polityka edukacyjna w Indiach są dla wielu dalitów szansą na poprawę warunków życia. Szacuje się, że stopa alfabetyzacji, która w latach 60. wśród tej grupy wynosiła zaledwie 10%, do dziś wzrosła sześciokrotnie. Coraz więcej najuboższych decyduje się na kontynuację nauki i walkę o indeks. Według raportu Banku Światowego niedotykalni wciąż jednak pozostają mocno w tyle w rankingach – szacuje się, że stanowią mniej niż 11% studentów szkół wyższych. Lepiej wygląda sytuacja w przypadku najniższych kast, których reprezentanci stanowią 27% wszystkich studentów. Wielu indyjskich obserwatorów zarzuca polityce afirmatywnej nieefektywność. Upłynęło 6 dekad, a na przywilejach płynących z polityki może skorzystać wciąż dość niewielka grupa bezkastowych. Do szkół lub dalej do pracy w administracji trafiają dalitowie pochodzący z rodzin, które osiągnęły wystarczający poziom ekonomiczno-społeczny. Hindusi żyjący w najbiedniejszych miejskich slumsach czy na wsi, gdzie liczy się każda para rąk do pracy, są mniej chętni, aby wysyłać swoje dzieci na uczelnię. W niektórych wschodnich stanach, jak Bihar czy Jharkand, ponad 70% dalitów nie potrafi czytać i pisać. Zdarza się również, że niektórzy Hindusi nie mogą skorzystać z przywilejów z prostej przyczyny – nie mają dokumentów tożsamości, które potwierdzałyby ich pochodzenie (w Indiach wciąż wielu Hindusów nie ma nawet aktu urodzenia).

Niedotykalni, którym jednak uda się skończyć studia, nie zawsze mają szansę na podniesienie statusu społecznego. W Indiach przynależność do kasty jest dziedziczna i bardzo trudno jest pozbyć się stygmatu „niedotykalności”. Bywają przypadki, iż rzutcy przedsiębiorcy, z pochodzenia bezkastowi, mają problemy z rozkręceniem biznesu. Banki nie chcą otworzyć im konta, trudno im znaleźć lokal pod wynajem. W Indiach kilkadziesiąt lat po walce Mahatmy Gandhiego o poprawę warunków życia niedotykalnych wciąż trudno o akceptację tej grupy społecznej. Na łamach gazet w całym kraju pojawiają się zatrważające newsy o dalitach podpalonych za to, że ośmielili się napić wody z lokalnej studni lub wstąpić do świątyni (według starych wierzeń niedotykalni wciąż uznawani są za nieczystych i wykluczonych z systemu kastowego). W Indiach nowoczesność miesza się z zacofaniem – w dzienniku wydawanym w Bengalu Zachodnim można przeczytać artykuł o chłopcu pobitym przez lokalną społeczność, bo przez pomyłkę zadzwonił na komórkę do bramina. Przypadki te mają miejsce w kraju, gdzie od ponad 60 lat działa polityka afirmatywna – z założenia środek do wykorzenienia systemu kastowego. W XXI w. podziały w indyjskim społeczeństwie mają się dobrze, a przedmiotem debaty publicznej nie jest ich zwalczanie, ale to, kto może na nich najbardziej skorzystać.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter