70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przeciwko nauczaniu pogardy

Wyzywająca miłość zrywa z postrzeganiem osób homoseksualnych przez pryzmat seksualności i traktowaniem ich jako kogoś spoza wspólnoty wierzących. Z tego powodu stanowi w polskiej debacie kościelnej na ten temat prawdziwy przełom.

Kościół w osobie swych urzędowych przedstawicieli, czyli kleru, stanowił dla nas największą przeszkodę na drodze do katolicyzmu i wiary. Katolicyzm równał się dla nas z ciemnogrodem, fanatyzmem i wszelkimi zjawiskami antypostępowymi i antykulturalnymi. Tak zwana młodzież wszechpolska w swym programie stawiała hasła Boga i Ojczyzny, dla nas jednoznaczne. Zawierało się w nich wszystko, co wsteczne, agresywne, sycone nienawiścią. (…) Aktywność pewnej części katolików popierała ruchy nacjonalistyczne, prowadząc walkę z »wrogiem« na wszystkich frontach myśli laickiej, z wrogiem urojonym, który wcale tej walki nie chciał i nieraz jej nie podejmował”.

Przytoczony fragment eseju Droga katechumena, który w styczniu 1958 r. opublikował w „Znaku” wieloletni prezes warszawskiego KIK Jerzy Zawieyski, dotyczył formacji intelektualnej polskiego katolicyzmu w okresie II Rzeczypospolitej. Identycznych słów mogłyby dziś użyć wierzące osoby homoseksualne obserwujące antygenderową kampanię polskiego Kościoła Anno Domini 2014. Zawieyski, wtedy lewicowy intelektualista, który swą drogę do Kościoła znalazł dopiero po wojnie, narzekał, że w dwudziestoleciu głos bardziej otwartych na rzeczywistość katolików był nad Wisłą kompletnie niesłyszalny. Nic dziwnego, że zwracając się do swoich kolegów z ruchu Znak, zadawał im we wspomnianym tekście dramatyczne pytanie: „gdzieście byli, bracia, gdyśmy was szukali?”.

Dziś, gdy homofobia sączy się niemal z każdego listu episkopatu, księża straszą gejami propagującymi „ideologię gorszą od nazizmu i komunizmu”, a powołujący się na katolicyzm politycy nawołują ministra zdrowia, by finansował leczenie gejów1, milczenie tych katolików, którzy się na taki ton kościelnej dyskusji nie godzą, w coraz większym stopniu staje się grzechem zaniechania. Książka Katarzyny Jabłońskiej i Cezarego Gawrysia Wyzywająca miłość w znacznej mierze przerywa to milczenie, stając się subtelnym głosem przyjaźni skierowanym do osób LGBT2.

Między młotem a kowadłem

Jestem przedstawicielem Wiary i Tęczy, powstałej trzy lata temu grupy homoseksualnych i transseksualnych chrześcijan, którzy mają pozytywny stosunek do swej orientacji psychoseksualnej czy tożsamości płciowej. Zgodnie z tym, co piszemy na stronie internetowej: „Uważamy, że oparte na miłości związki jednopłciowe oraz związki osób transpłciowych są źródłem dobra i powinny być zaakceptowane w społeczeństwie i w każdym Kościele”.

Z takiego punktu widzenia ocena Wyzywającej miłości musi trochę przypominać stosunek Churchilla do demokracji, który powtarzał, że to fatalny ustrój, tyle że dotychczas nikt lepszego nie wymyślił. Książka Jabłońskiej i Gawrysia, choć, rzecz jasna, fatalna nie jest, wierzącego geja, który ma afirmatywny stosunek do swej psychoseksualności, do końca nie satysfakcjonuje. Gdy autorzy mówią o homoseksualności w kontekście „udręki”, „trudnego wyzwania egzystencjalnego” czy „zmagania się”, nieco drażnią przedemancypacyjnym językiem. Miejscami pozostawiają też niedosyt pewną niespójnością przekazu – sami zresztą podkreślają, że „skłonni są raczej stawiać pytania, niż dawać gotowe odpowiedzi”. Niekiedy sami umieszczają się między młotem kościelnej doktryny a kowadłem biografii konkretnych osób homoseksualnych, które na swojej drodze spotkali. Taka postawa, jak wiadomo, nie jest zbyt komfortowa, bo zwykle powoduje krytykę z obu stron. Jedno trzeba autorom przyznać: nikt nigdy w polskim Kościele niczego lepszego o lesbijkach i gejach nie napisał. Dlatego o wiele ważniejsze niż wspomniane wątpliwości wydaje się to, że książka w ogóle powstała, i w dodatku została opublikowana w katolickim wydawnictwie. Dzięki temu już teraz wywołuje w Kościele dyskusję.

Dwa stereotypy

Osoba homoseksualna w Kościele prawie zawsze uderza głową o mur stereotypów. Najczęstsze i najbardziej bolesne są dwa z nich.

Po pierwsze, postrzeganie osób LGBT wyłącznie przez pryzmat seksualności. Tak jakby seks był obsesją wszystkich gejów i lesbijek. Jakbyśmy nie byli zdolni do uczuć, jakby nie zależało nam na tworzeniu trwałych, wiernych związków uczuciowych. Stereotyp jest tak silny, że uniemożliwia wzajemne porozumienie na najprostszym z możliwych poziomów. W efekcie nawet gdy mówimy: „miłość”, inni słyszą „seks”. Gdy mówimy „związki”, inni słyszą „rozwiązłość”. Gdy mówimy „wierność”, inni słyszą „rozpasanie”.

Drugi dotkliwy stereotyp to postrzeganie osób homoseksualnych i transseksualnych jako rzeczywistości zewnętrznej w stosunku do Kościoła. Stąd bardzo często gdy zaczynamy rozmowę z ludźmi Kościoła, szczególnie od duchownych słyszymy zadane wprost lub w sposób zawoalowany pytanie: „Czego WY od NAS chcecie?”. To „wy” i „od nas” wywołuje ból, bo przecież czujemy się Kościołem. I to mimo, mówiąc delikatnie, niezbyt dobrego w nim traktowania. Zapewniam, że wielu tzw. porządnych katolików mogłoby się od osób LGBT uczyć miłości i przywiązania do Kościoła, który przecież zamiast matką, często staje się dla nich macochą.

Autorom Wyzywającej miłości trzeba przyznać, że w stu procentach zrywają zarówno z postrzeganiem lesbijek i gejów przez pryzmat seksualności, jak i traktowaniem ich jako ludzi spoza Kościoła. Choćby przez ten fakt książka jest w polskich realiach kościelnych absolutnym przełomem.

Drugą ważną cechą książki jest to, że całkowicie zrywa ona z dominującym tonem katolickiej debaty na temat osób homoseksualnych. Użyję mocnych słów, ale na tym polu dominuje u nas ciągle swoiste „nauczanie pogardy”. Celowo używam tu określenia Jules’a Isaaca odnoszącego się do antyjudaizmu, ale uważam, że jest ono w pełni adekwatne także do katolickiej homofobii. Jaskrawym przejawem są wypowiedzi ks. Dariusza Oko, a ostatnio także promowana przez niego książka Bóg kocha homoseksualistów. Od czasu listu biskupów o gender ten ton zyskał, niestety, pewną urzędową sankcję.

To „nauczanie pogardy” ma swoje konsekwencje w praktyce. W Wyzywającej miłości można zresztą znaleźć świadectwa ludzkich dramatów spowodowanych wykluczeniem i potępieniem ze strony wspólnot katolickich. W Wierze i Tęczy na co dzień spotykamy się z historiami ludzi, których kościelna homofobia doprowadziła do wyrzucenia z domu, wieloletniej depresji, a w skrajnych (choć wcale nierzadkich) przypadkach – do prób samobójczych. Dzięki poruszającym reportażom Katarzyny Jabłońskiej i Cezarego Gawrysia tej smutnej rzeczywistości mogą dotknąć także ci, którzy na co dzień się z nią nie stykają.

Ocalić kapitał dialogu

Jestem przekonany, że Wyzywająca miłość może się też stać książką ważną dla środowisk katolickich wyrosłych z dawnej tradycji ruchu Znak. W smutnych latach PRL wyznaczały one nowe trendy, uchylając zamknięte drzwi Kościoła tym, którzy nie byli tam częstymi i szczególnie mile widzianymi gośćmi. Płaciły za to nieraz cenę krytyki ze strony hierarchów, ale przecież także przez to odciskały tak silne piętno na intelektualnej mapie polskiego katolicyzmu. Dobrze, że Jabłońska i Gawryś nawiązują do tej pięknej tradycji. Dziś bowiem korekty stosunku Kościoła do osób LGBT trzeba się domagać nie z powodu mody czy politycznej poprawności, ale z pobudek moralnych. A inicjowanie dyskusji na ten temat staje się dokładnie tym samym, czym 50 lat temu były pionierskie inicjatywy ekumeniczne czy dialog z judaizmem.

Zgodnie z obecnym stanem nauki co najmniej 4% społeczeństwa stanowią osoby nieheteroseksualne. Z kolei przynależność do Kościoła katolickiego deklaruje 95% Polaków. Przyjmując pewne uproszczenia, można zatem ocenić, że w polskim Kościele żyje co najmniej 1,5 mln katolików LGBT! Z powodu swojej orientacji psychoseksualnej nie tracą oni wiary, wrażliwości religijnej ani potrzeb duchowych. Wielu z nich pod wpływem wspomnianego już kościelnego „nauczania pogardy” odchodzi od praktyk religijnych, jednak ogromna część uważa za ważne swoje pozostawanie w Kościele, starając się w tych niełatwych okolicznościach ułożyć sobie relację z tą instytucją, a jeszcze bardziej z Bogiem.

Spotkanie przy stole

Wyzywająca miłość to już druga książka Katarzyny Jabłońskiej i Cezarego Gawrysia na temat homoseksualności. Poprzednia, wydana 11 lat temu, pochwalała tzw. terapię reparatywną, mającą na celu zmianę orientacji psychoseksualnej z homo- na heteroseksualną. Trzech autorów książki: sam Gawryś, jezuita o. Jacek Prusak i pallotyn o. Bogusław Szpakowski, czynnie zresztą współpracowało z lubelskim ośrodkiem Odwaga próbującym taką „terapię” stosować. W obecnej książce autorzy zajmują bardziej krytyczne stanowisko w tej sprawie, pisząc wprost, że nie uważają już homoseksualizmu za chorobę. Przyznają, że „oferowanie takiej »pomocy« (…) może przysparzać osobie homoseksualnej dodatkowych cierpień, rozczarowań, a nawet prowadzić do nieszczęść”. We fragmencie zatytułowanym Rachunek sumienia niedoszłego uzdrowiciela Gawryś w poruszający sposób zwraca się do swoich byłych „podopiecznych” z Odwagi: „Wszystkich, którym zaszczepiłem nadzieję bez pokrycia, przepraszam”.

To jedne z najważniejszych słów, jakie padają w Wyzywającej miłości. Mnie się jednak marzy, że za jakiś czas autorzy napiszą swoją trzecią książkę na temat osób LGBT. Taką, w której nieheteronormatywność będzie pokazana jako powołanie i dar, zaś postulat zmiany duszpasterskiego podejścia do lesbijek i gejów stanie się mniej wołaniem o „miłosierdzie” wobec grzeszników, a bardziej wezwaniem do „nawrócenia” samego Kościoła. Podobnie jak niegdyś wyrazem nawrócenia było porzucenie przez Kościół teologicznie motywowanego antyjudaizmu.

Żeby taka książka mogła powstać, wiele się jednak musi zmienić, zarówno w Polsce, jak i w Kościele. Wyzywająca miłość to milowy krok na rzecz tej zmiany. Obie strony potencjalnego dialogu powinny tę szansę wykorzystać. Przywoływany na wstępie esej Jerzego Zawieyskiego sprzed ponad pół wieku kończył się wszak słowami: „Spotkaliśmy się późno przy wspólnym stole, ale już chyba na zawsze”.

.

1 W marcu 2013 r. domagała się tego od ministra zdrowia posłanka PiS prof. Krystyna Pawłowicz.

2 Angielski skrót: Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders oznaczający osoby nieheteroseksualne.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter