70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nowa perspektywa

Wyostrzyć wzrok można czytać na wiele sposobów: tradycyjnie, zgodnie z następowaniem po sobie kolejnych, przemyślanych części, jak również hasłowo, dzięki drobiazgowo przygotowanemu indeksowi tematów oraz osób i dzieł.

Czytelnik może tworzyć prywatną mapę zagadnień, zawężając np. relacje człowieka ze zwierzętami do kwestii „psiej” (zasadniczej choćby dla Hańby), śledząc ujęcie tematu współczucia (kluczowego dla całego pisarstwa Coetzeego) czy zagadnień tytułowych. Książka tak przygotowana zachęca do własnego zestawiania treści, jej odbiorca traktowany jest przy tym – zgodnie z wymową ostatnich słów wstępu – poważnie i odpowiedzialnie.

Redaktorzy zbioru zaznaczają, że najważniejsze było dla nich pytanie o życie. Idąc tym tropem, zajrzyjmy do zawartej w tomie rozmowy z prof. Krajewskim, pomysłodawcą projektu Niewidzialne Miasto: „życie polega na zmianie. (…) Tak myślimy, przynajmniej w zachodnim kontekście” (s. 130). Cóż miałoby być owym życiowym ruchem w przypadku bohaterów powieści J.M. Coetzeego? Precyzyjnie definiuje ten ruch Przemysław Czapliński, wskazując na gest „zejścia poniżej własnej autonomii” (s. 35), na konieczność przeżycia upokorzenia – doświadczenia najgłębiej przez autora Hańby przemyślanego. Kiedy na bohaterów Coetzeego spada cios, wraz z nim pojawia się poszukiwanie izolacji mające na celu uratowanie autonomii, z którego niewiele wynika, podczas gdy „prawdziwe zadanie (…) polega (…) na zmianie myślenia o sobie i swojej podmiotowości – zmianie poglądu na to, co człowieka określa” (s. 34).

Zdefiniujmy zmianę myślenia jako drogę „trwałego wychodzenia z »ja«” (Benedykt XVI, Deus Caritas est, Kraków 2006, s. 20), dostrzeżenia jakiejś innej poza moją przestrzeni życia. Krzysztof Warlikowski powiedział w odniesieniu do Coetzeego: „Nie potrzebuję go o nic pytać, ale chętnie bym go trochę poobserwował. Usiąść, popatrzeć i spróbować coś zrozumieć” (Wyostrzyć wzrok, dz. cyt., s. 96) . Druga część książki stanowi zapis takiej obserwacji i próby zrozumienia: artyści interpretują po swojemu fragmenty Zapisków ze złego roku. Obok języka narracji pojawia się język obrazów – fotografie Amsterdamu autorstwa Iriny Popowej, mierzącej się z problemem współczesnego przemysłu turystycznego czy – wyjątkowo intrygujący, i wręcz niemożliwy do zapisania w formie książkowej – język cielesnego gestu choreografki Dominiki Knapik.

Teksty J.M. Coetzeego są więc katalizatorem wyobraźni zaproszonych do współtworzenia książki artystów, stawiają twórców przed pytaniem o ich własne narzędzia: pozornie przezroczyste medium fotografii, taniec, który może być interpretowany „jako forma wypuszczenia z siebie (…) bólu i znalezienia innej drogi postępowania z samym sobą” (Wykluczony, czyli każdy. Z Krzysztofem Warlikowskim rozmawia Katarzyna Fazan, „Didaskalia” 2012, nr 107, s. 14) czy instalacja świetlna próbująca się zmierzyć z odczarowującym językiem nauk matematyczno-przyrodniczych.

W eksperymencie interpretacyjnym Zapisków… może chodzić też o coś jeszcze: o „odczepienie się od myślenia gramatyką”. Tak jak zaproszeni przez redaktorów artyści rzucają inne, nieliterackie światło na prozę Coetzeego, tak jego pohańbieni bohaterowie rzucają inne światło na rzeczywistość i osobiste doświadczenie. Wspomniane upokorzenie sprawia, że człowiek staje się „jak pies”, „bez żadnych praw w ręku, bez broni, majątku, bez godności” (Hańba, tłum. M. Kłobukowski, Kraków 2001, s. 248–249), osiąga poziom nagiego życia – wie, że nic mu nie przysługuje i niczego nie posiada na stałe i na własność (s. 44). Mamy tu witalistyczny ruch, ale kieruje się on jakąś inną niż powszechna logika: zamiast dobrobytu – puste ręce, zamiast godności – hańba, zamiast roszczeń – anonimowa pokora. Ale coś jednak zostaje: współodczuwanie w cierpieniu, „to niewiele, mniej niż niewiele: nic” (s. 266).

To, co zostaje: nic. Jak o tym opowiedzieć, jakim językiem, skoro – poza nawiasem ludzkiego świata, kurczowo wzbraniającego się przed cierpieniem – nie ma, bo nie może być nic do opowiedzenia i nie ma czym opowiedzieć (S. Beckett, Wierność przegranej, tłum. A. Libera i M. Nowoszewski, wybór i oprac. A. Libera, Kraków 1999, s. 119)? Jak zachować wierność podwójnej przegranej: przegranej człowieka, który ponosi klęskę w rzeczywistości empirycznej oraz przegranej świata, ze względu na fakt istnienia w nim nieuniknionego cierpienia? Jak wreszcie umiejętnie rozsupłać splot dyskursów, „potok dźwięków rwących w głąb wszechświata, całymi tysiącami cząsteczek łkających, jęczących, zgrzytających zębami” (W sercu kraju, tłum. M. Konikowska, Kraków 2004, s. 17)? No właśnie: jak?

Ostatni z Zapisków ze złego roku, uwaga o dwóch mistrzach, Tołstoju i Dostojewskim: „Naśladując ich, stajemy się lepszymi artystami; lepszymi nie znaczy tu »sprawniejszymi«, lecz bardziej etycznymi. Ci dwaj unicestwiają w nas mniej czyste pretensje” (tłum. M. Kłobukowski, Kraków 2008, s. 272). Zapewne nie o dydaktyzm ani moralizatorstwo tu chodzi, tym bardziej, iż Coetzee posługuje się językiem, w którym napisana została linijka: Poetry makes nothing happen. Chodziłoby raczej o zwrócenie uwagi na fakt, iż jak powiada Derek Attridge: „sztuka jest przykładem etycznego działania, które nie twierdzi, że »czyni dobro« w świecie w sensie instrumentalnym” (Wyostrzyć wzrok, dz. cyt., s. 23), o gest Davida Luriego, który decydując się na opiekę nad psami w głębokim południowoafrykańskim interiorze, „wychodzi naprzeciw żądaniu, którego sam nie rozumie” (s. 29). Nie ma tu decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, które nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym nowe ukierunkowanie (Benedykt XVI, dz. cyt., s. 7). Podejmując wysiłek usłyszenia Innego i odpowiedzi na jego wezwanie, będąc ze swoimi psami, zapełniając kartkę za kartką, Lurie bezradnie oczekuje na nieuchronną konieczność.

Wyostrzyć wzrok. J.M. Coetzee: sztuka, świat i polityka
red. Anna R. Burzyńska, Waldemar Rapior
Homini, Kraków 2012, s. 320

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata