70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Myślenie śmiertelne

Poniżej maleńki wybór tekstów Marka Skwarnickiego – o śmierci i przemijaniu.

Dopóki człowiek jest młody, świat i życie przedstawiają mu się jako mniej więcej jednolita całość. W każdym razie rozum i duch człowieka mają w tym młodocianym okresie stałą dążność do szukania jedynego klucza otwierającego wszystkie zamki, nawet te na lodzie, i do jednej panoramy świata, na której namalowane jest wszystko, i to w odpowiednich proporcjach. Wygląda na to, że nasze siły poznawcze w tym okresie zharmonizowane są z rozwojem zewnętrznego naszego zewłoku. Z dysproporcjonalnie nawzajem do siebie ułożonych członków tworzy się mniej więcej (czasem mniej, kiedy indziej bardzo) harmonijna całość. Jest to również okres, kiedy wszystko w nas jest świeże, a byle nowość budzi zdziwienie, godne większych niż wtedy dokonywane odkryć. Ale cała ta zabawa trwa raczej niedługo. Rozkład świeżej, jednolitej całości zaczyna się stosunkowo wcześnie, naprzód niewidoczny, podskórny, potem już zauważalny, jak łysina, coraz większy ubytek zębów lub innych detali. Podobnie jest z myślami i wyobrażeniami. Rozkładają się. Początkowo następuje zróżnicowanie i podział, potem jedne pękają, drugie twardnieją, nowe światła rzucają nieoczekiwane refleksy na życie podziemnego i podskórnego królestwa naszych idei. Walka z rozkładem zajmuje nas już bardziej aniżeli budowanie. Jest to słynna walka na śmierć lub życie. Im kto mądrzejszy i starszy, lepiej tę dialektykę obrony przed rozkładem rozumie. Nie trzeba jej się właściwie lękać. Po prostu trzeba sobie z niej zdawać sprawę. I dopóki ktoś sobie nie zda sprawy (a niekiedy trwa to całe dziesiątki lat), że kluczem do sensu istnienia nie jest ciągła wiosna, lecz ciągła jesień, czyli obrona jak gdyby z góry skazana na niepowodzenie, a jednak przydająca nam największej godności jako ludziom, dopóty nie jesteśmy jeszcze mędrcami.

(Zawsze jesień, w: Spodek [Marek Skwarnicki], Szkoła mędrców, Kraków 1972)

Śmierć była i jest wielką tajemnicą losu człowieka, tak młodego, jak i starego. Co innego jednak rozważać czy medytować nad śmiercią jako taką albo nad czyjąś śmiercią, a co innego wiedzieć, że się zbliża albo jest blisko, i na nią czekać, chociaż nie wiadomo, kiedy nastąpi. Gdy się jest już starym człowiekiem, jak autor tych słów, śmierć zastępuje nam drogę. Nieraz jest to jak gdyby już faktem, jak w moim przypadku było w dwóch groźnych kryzysach chorobowych, kiedy indziej – raczej bliższą niż dalszą koniecznością. Upalnego lata 2006, kiedy kończę te wspomnienia i wyznania, dostrzegam wyraźnie dwóch ludzi, których zbliżania się do śmierci byłem w różny sposób bliskim świadkiem: Jana Pawła II i Czesława Miłosza. (…)
Gdy chodzi o Ojca Świętego, to mam na myśli tylko to, że byłem naocznym świadkiem wolno postępującej w ciągu dziesiątków lat niesprawności jego ciała. Obserwowałem ją ze smutnym współczuciem w czasie podróży po świecie, gdy coraz bardziej musiał się zmagać z bezwładem nóg i drżeniem rąk, a także trudnością mówienia. To zresztą mogli obserwować wszyscy telewidzowie na całym świecie. Mam jeszcze na myśli co innego – jego testament. Nie chodzi jednak o ten testament, a właściwie fragmenty, które ogłoszono po jego śmierci, ale o Tryptyk rzymski. (…)
W Rozważaniach o śmierci są podobne motywy myślenia i obrazowania jak w pierwszej części Tryptyku pt. Strumień. Ale Tryptyk to jest wiersz opublikowany, gdy świat podświadomie oczekuje na odejście swojego ukochanego papieża Wojtyły. Dlaczego te rozważania o śmierci własnej, o czym jest mowa w drugiej części medytacji, przybrały postać poezji? (…)
Nie potrafię tego wytłumaczyć inaczej jak tylko jego własnymi słowami z rozmowy w roku 1979, że poezja to Wielka Pani, a języka poetyckiego w wypowiadaniu pewnych treści nie da się jakimkolwiek innym językiem zastąpić. (…)

Gdy (…) jechaliśmy do Rzymu, by uczestniczyć w wielkanocnych obrzędach, Miłosz dał mi list do Jana Pawła II, w którym pytał, czy Ojciec Święty uważa, że jemu, Miłoszowi, udało się w swej twórczości nigdy nie przekroczyć granic doktryny Kościoła. Pytanie było typowe dla Miłosza w tym czasie. Leżał już bezustannie na łóżku, wzrok tak miał marny, że nawet w postawionym tuż przed nim telewizorze nie bardzo mógł oglądać obraz, i źle słyszał. Mimo to czytano mu książki, przekazywano wiadomości. Dyżurowali przy nim bliscy, nie tylko członkowie rodziny. Też do nich należałem. Siedziałem przy łóżku i w ciszy trzymałem jego rękę. Czasem zasypiał, budził się, nic prawie nie mówił. Raz spytałem go, o czym myśli, leżąc. – Jak to: o czym? O śmierci – odpowiedział.

(Tajemnice kresu życia, w: Marek Skwarnicki, Czas ucieka, wieczność czeka, Warszawa 2007)

Chrystus zmaga się ze śmiercią.
Walczy jako człowiek,
którego opuszczają siły.
Walczy z nią jako Bóg,
przeciw któremu
rozszalały się moce piekielne.

Kapłani bluźnią,
gawiedź i żołnierze szydzą;
niebo mrocznieje,
ziemia drży.

Trwoga konania
wyrywa z ust Jezusa okrzyk:
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15, 34).
W momencie śmierci nie wzywa się kogoś, kto nie istnieje:
nie zwątpił Syn Boży w Ojca.

Okrzyk Jezusa tajemniczo przedłuża się przez wieki,
bowiem my także,
zaplątani w tragiczne pytania o sens istnienia,
wołamy ku niebu tymi właśnie słowami z krzyża:
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”

(Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu, w: Droga krzyżowa z Janem Pawłem II. Wielki Piątek 1989, Koloseum [Medytacje: Marek Skwarnicki], Kalwaria Zebrzydowska 1990)

Moja wyobraźnia – chcę tego czy nie – przez całe życie wraca ku strasznym przeżyciom drugiej wojny światowej i Powstania Warszawskiego, dlatego tajemnica śmierci zawsze mnie pociągała. Kiedyś zanurzałem się w niej z dużym lękiem, dzisiaj tylko z obawą.
Na drodze obłaskawiania myśli o śmierci natrafiłem na niezwykłe lekarstwo duchowe – postać świętego Franciszka z Asyżu i jego hymn Pochwała stworzenia (…). Jedna z końcowych linijek tego arcydzieła brzmi: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą Śmierć cielesną”.
Kiedy przed laty przeczytałem ten hymn, pomyślałem: co też autorowi przyszło do głowy, by śmierć nazywać „siostrą”? Poetycko określenie to przywodzi na myśl pielęgniarkę – siostrę, która pociesza umierających. Z drugiej strony nazywanie „siostrami” także gwiazd i Księżyca dodaje pojęciu śmierci potęgi; umiejscawia w kosmosie. (…)
Do tej pory nie rozwiązałem zagadki tej wspaniałej linijki hymnu (…). Święty był stygmatykiem, nosił na swoim ciele ślady męki Chrystusa. Myślę, że w nieznany nam sposób przeżył niezwykłą traumę cierpienia na krzyżu, po której przyszedł czas pogody ducha. Jeśli zawierzyć poecie: „Jest bowiem taka cierpienia granica, / Za którą się uśmiech pogodny zaczyna” (Czesław Miłosz, Walc).

(Myśli śmiertelne, [w:] „Znak” nr 683, kwiecień 2012)

Eucharystia w Kaplicy Ukrzyżowania to (…) misterium fidei. Tu właściwie jest cel pielgrzymki, ale przeżyłem to jak dotarcie do celu swego życia. Nic ważniejszego już się nie zdarzy. Wszystko już teraz będzie powrotem – tak pomyślałem i nie wiem, co to znaczy. Ciągłym odchodzeniem z tego miejsca i przychodzeniem do niego? Chwile te więc były dla mnie i bywają – jak wiem to od innych – „kropką nad i” życiowej drogi. Może to wiąże się z wiekiem i tym, co przeżyliśmy. Ja miałem tam uczucie, że oto doszedłem do kresu poszukiwań, że kończę bieg, o którym pisze święty Paweł w swoich listach, i odchodziłem z Golgoty, przystając nad kamieniem do obmywania ciał zmarłych. Kamień autentyczny i symboliczny zarazem, bo czeka na każdego.

(Zbliżając się do końca, [w:] Marek Skwarnicki, Czas ucieka, wieczność czeka, Warszawa 2007)

Naprzód milkną telefony od znajomych
potem są coraz rzadsze telefony od przyjaciół.
Skrzynka pocztowa staje się coraz bardziej pusta
zapełniają ją głównie rachunki
za gaz światło telewizję i z banków.
Potem skóra cierpnie coraz częściej ze strachu
nie przed śmiercią ale rozpamiętywaniem przeszłości.
Zwłaszcza mojego pokolenia
które urodziło się przed drugą wojną światową.
Na końcu podobno cierpną nogi
i chłód powoli ogarnia całe ciało.

(Starość, w: „Tygodnik Powszechny”, 2012, nr 37)

Wyboru dokonał Janusz Poniewierski

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata