70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dzielący dialog

Kościół katolicki pod kuratelą papieża Benedykta XVI był bardziej zainteresowany pomniejszaniem wyrwy pomiędzy wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem niż uśmierzaniem lokalnego sporu pomiędzy chrześcijanami łacińskimi: katolikami i protestantami. Ekumenizm w Niemczech może – paradoksalnie – jeszcze mocniej podzielić protestantów i katolików.

W 2017 r. upłynie pół tysiąca lat od tradycyjnie przyjmowanej daty wybuchu Reformacji – roku 1517. Oznacza to, że przez jedną czwartą historii chrześcijaństwa spora część jego wyznawców była protestancka. Mogłoby więc być interesujące rozważenie na przykładzie kraju najmocniej związanego z narodzinami protestantyzmu, czyli Niemiec, jak dotkliwe dziś są (bądź nie są) napięcia pomiędzy wcześniejszymi zażartymi rywalami – protestantami i katolikami. Ciekawa może być również próba oszacowania, w jakim stopniu ruch ekumeniczny owe napięcia załagodził lub też – przeciwnie – utrudniał dochodzenie do zgody tych dwóch kulturowych ekspresji niemieckiego chrześcijaństwa. W ciągu ostatnich dekad, poniekąd wynurzając się z wyznaniowego i teologicznego impasu, Kościoły w Niemczech próbowały przedstawiać się w bardziej przyjaznym świetle i wzmacniać swoją widoczność poprzez wysoko zorganizowane kongresy, odbywające się co dwa lata u protestantów i ostatnio jedynie co cztery lata u katolików. Kongresy te są znane jako Kongres Niemieckiego Kościoła Protestanckiego (Deutscher Evangelischer Kirchentag) i Niemiecki Kongres Katolicki (Deutscher Katholikentag), z ostatnim Katholikentag, który miał miejsce w maju 2012 r. w Mannheim. Podczas takich zgromadzeń podnoszone są głównie kwestie lokalne poruszające chrześcijan, i ogólnie – społeczeństwo, jednakże każdy kongres jest zazwyczaj organizowany wokół określonego problemu. Np. Kongres Niemieckiego Kościoła Protestanckiego w 1965 r., mający miejsce w Kolonii, poświęcony był kwestii dialogu protestancko- katolickiego. Nie należy zapominać, że istotny w przypadku tego typu zgromadzeń jest wymiar ekumeniczny. Co ważne, wszystkie te wydarzenia są organizowane przez świeckich członków Kościoła. W zeszłym roku jednak wizerunkowy wymiar tych wydarzeń został przyćmiony po stronie katolickiej, kiedy jeden z czołowych komentatorów teologicznych – prof. Hans Küng – odrzucił zaproszenie do wzięcia udziału w Katholikentag w Mannheim, tłumacząc, że żadne poważne problemy nie mogą zostać skutecznie podjęte podczas podobnego zgromadzenia przy obecnym – napiętym – klimacie w Kościele. Zaapelował natomiast, aby katolicy wspierali różne ruchy reformatorskie wyłaniające się w ostatnich czasach wewnątrz katolicyzmu. Jak na ironię, przynajmniej jeżeli rozpatrywana jest sytuacja Kościoła katolickiego, „dialog” wewnątrzkatolicki może obecnie okazać się bardziej żmudnym przedsięwzięciem niż „dialog” pomiędzy różnymi wyznaniami. W związku z tym jakikolwiek ekumenizm zakładający, że wszystkie Kościoły są monolitycznymi blokami nie może być szczególnie trafny w sytuacji, w jakiej znajduje się dziś chrześcijaństwo. Ekumenizm w obrębie poszczególnych Kościołów może stanowić bardziej palącą potrzebę ze względu na napięcia nawarstwiające się od czasów oświecenia, a wywołane rozwojem niezależnego, krytycznego myślenia wśród chrześcijan.

Ekumenizm odgórny i oddolny

Wracając do nowych inicjatyw w obrębie XX-wiecznego chrześcijaństwa niemieckiego, w 1948 r. został założony Związek Kościołów Chrześcijańskich w Niemczech (Arbeitsgemeinschaft Christlicher Kirchen in Deutschland – ACK) jako swego rodzaju miniaturowa wersja Światowej Rady Kościołów, ale dla Niemiec. Pojawił się częściowo jako odpowiedź na katastrofę okresu nazistowskiego, kiedy różne tradycje chrześcijańskie w Niemczech nie były w stanie zapobiec powstaniu i ostatecznemu zwycięstwu ideologii radykalnie antychrześcijańskiej, oraz bez wątpienia po części także w odpowiedzi na szerzej odczuwaną potrzebę zbliżenia w obliczu coraz bardziej naturalistycznego pojmowania życia ludzkiego w XX w. Celem ACK jest promocja ekumenizmu i jedności chrześcijan wśród wszystkich instytucji chrześcijańskich. Kościół katolicki przyłączył się do Związku w 1974 r. W roku 2003 nastąpił nowy zwrot na scenie Kościoła niemieckiego, wraz z organizacją pierwszego ekumenicznego Kongresu Kościoła (Ökumenischer Kirchentag) w Berlinie. Drugi miał miejsce w Monachium w 2010 r. Mówi się także, że trzeci mógłby zostać zwołany w 2017, tak by zbiegł się z 500. rocznicą Reformacji. Prawdopodobnie jednak aby nie przyćmił obchodów rocznicy Reformacji, może on zostać przesunięty na rok 2019. Skromniejsze kongresy ekumeniczne są organizowane w Niemczech na szczeblach lokalnych, jak ten w 2011 r. w Dülmen, w kontekście obchodów 700-lecia fundacji miasta. W 2012 r. w Überlingen będzie miał miejsce XV Międzynarodowy Ekumeniczny Kongres nad Jeziorem Bodeńskim dla chrześcijan z głównych państw niemieckojęzycznych. Co więcej, sporo szczerego współdziałania pomiędzy obiema głównymi tradycjami chrześcijańskimi istnieje na poziomie lokalnym, parafialnym oraz na wyższym poziomie organizacji wielu instytucji dobroczynnych prowadzonych przez oba główne Kościoły w Niemczech. Jednym z interesujących przykładów swoistej lokalnej współpracy ekumenicznej, na który można wskazać, jest tzw. ekumeniczny stragan kościelny (okumenische Kirchenhutte), wystawiany od wielu lat podczas jarmarków bożonarodzeniowych w Düren koło Aachen w Nadrenii. Stoisko to jest obsługiwane przez członków obu wyznań w Düren i oferuje przechodniom możliwość odkrycia, co Kościół chrześcijański oznacza na poziomie zwykłego człowieka. Ten rodzaj ekumenizmu „oddolnego” często może okazywać się bardziej „realistycznym” niż – raczej napuszone i sztywne – spotkania ekumeniczne organizowane na poziomie kościelnych oficjeli, które często wydają się sztuczne i odległe od codziennych doświadczeń „zwyczajnego” chrześcijanina. Jakkolwiek tego typu przykłady świadczą o tym, że w niemieckojęzycznych landach istnieje znaczne zainteresowanie i determinacja, aby przezwyciężać podziały wywodzące się z Reformacji oraz podkreślać to, co różne tradycje chrześcijańskie mają wspólnego, to na ekumenicznym krajobrazie obecne są także pewne rysy. Można by powiedzieć, że relacje ekumeniczne w Niemczech znajdowały się na całkiem stabilnym kursie wzrostowym aż do końca II tysiąclecia, szczególnie kiedy w dużej mierze zostało osiągnięte porozumienie pomiędzy luteranami a katolikami w historycznie spornej kwestii usprawiedliwienia w przełomowym dokumencie („Wspólna deklaracja doktryny o usprawiedliwieniu” Światowej Federacji Luterańskiej i Kościoła katolickiego), podpisanym i opublikowanym w 1999 r. Dokument ten co prawda nie spotkał się z powszechną aprobatą wszystkich nurtów środowiska luterańskiego, był jednakże ogólnie postrzegany w tym czasie jako pozytywny krok naprzód w kierunku budzącym więcej nadziei dla relacji luterańsko-katolickich. Jednak bezpośrednio po ogłoszeniu tego dokumentu ekumenizm w Niemczech wszedł w bardziej delikatną fazę – wraz z publikacją deklaracji Dominus Iesus, wydanej przez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Józefa Ratzingera w 2000 r., w czasie pontyfikatu bł. Jana Pawła II. Stwierdza ona, że pełnia Kościoła Chrystusowego jest obecna wyłącznie w Kościele katolickim: „Kościół Chrystusowy, pomimo podziału chrześcijan, nadal istnieje w pełni jedynie w Kościele katolickim” (Dominus Iesus, sekcja 16). Na jej skutek, Kościoły protestanckie mogły być jedynie rozważane jako „wspólnoty eklezjalne”, a nie „Kościoły w ścisłym tego słowa znaczeniu”, nawet nie „prawdziwe Kościoły partykularne” (Dominus Iesus, sekcja 17).

Rysy na dialogu

Dokument ten przez wielu protestantów i katolików w Niemczech został przyjęty chłodno i prawdopodobnie pomógł stworzyć atmosferę, w której bp Wolfgang Huber podczas powitania nowo wybranego papieża Benedykta XVI w Kolonii w sierpniu 2005 r. mówił o wejściu ekumenizmu w erę „ekumenizmu profili”. Używając tego dyplomatycznego sformułowania, biskup niewątpliwie miał na myśli sugestię, jakoby różne części rodziny chrześcijańskiej posiadały odmienne „profile”, odzwierciedlające ich podobieństwa rodzinne i wspólną spuściznę, jednak bez prawa do prób dominacji nad innymi. Lub też, aby urozmaicić obrazowanie, że chrześcijaństwo jest jak wielka delta z licznymi dopływami, z których każdy jest pełen wody, jednak żadnemu nie jest pisany powrót do Tybru. Bp Huber, w latach 2003–2009 głowa (przewodniczący Rady) Kościoła luterańskiego w Niemczech (lub, precyzyjniej: Kościoła ewangelickiego w Niemczech – Evangelische Kirche in Deutschland – EKD), uznany teolog i potomek wpływowej niemieckiej rodziny akademików i prawników, oraz inne czołowe protestanckie osobistości w Niemczech, wydaje się, mogły podzielać wrażenie, właściwie rozumienie, że Kościół katolicki aktualnie zbyt entuzjastycznie zabiega o względy Kościołów prawosławnych, szczególnie Konstantynopola i Moskwy, tym samym odrzucając Berlin. Pragnęli bronić prawa swojego Kościoła do bycia uznawanym za ważnego gracza we współczesnych stosunkach chrześcijańskich oraz obawiali się niebezpieczeństwa usunięcia na boczny tor w świecie polityki sił ekumenicznych. Ostatni ruch Kościoła katolickiego, mający na celu ułatwienie wejścia niektórych zrażonych grup anglikańskich w pełną komunię z Rzymem, jak się wydaje, wzmógł podejrzenie niemieckich protestantów, jakoby Rzym „machnął na nich ręką” i dążył do jedności tylko z tymi składowymi chrześcijaństwa, które i tak są już dość blisko katolickiego rozumienia Kościoła. Bp Markus Dröge, protestancki biskup Berlina, jest np. znany z krytycznego stosunku do ekumenicznego stanowiska papieża Benedykta względem Kościołów protestanckich. Jednocześnie relacje z Kościołem prawosławnym są postrzegane jako ulegające dostrzegalnej poprawie. Siódme spotkanie ekumeniczne między reprezentantami Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i Konferencji Biskupów Niemieckich, prowadzone po stronie niemieckiej przez bpa Gerharda Ludwiga Müllera z Ratyzbony – przewodniczącego Komisji Ekumenicznej Konferencji Biskupów Niemieckich – miało miejsce w grudniu 2011 r. w Moskwie. Według niektórych komentatorów, Kościół katolicki był, pod kuratelą papieża Benedykta XVI, organicznie (i oczywiście duchowo) zainteresowany i bardziej aktywnie zaangażowany w pomniejszanie znacznie starszej wyrwy pomiędzy wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem (Wielka Schizma 1054 r. wchodząca teraz w swoje drugie millenium) niż w uśmierzanie bardziej lokalnego sporu pomiędzy chrześcijanami łacińskimi (katolikami i protestantami), który ulegał zaognieniu na przestrzeni zaledwie 500 lat. I to mogłoby dodać wiarygodności nieco – na pierwszy rzut oka – dziwacznej idei przedstawionej na początku tego ustępu, że ekumenizm w Niemczech może – paradoksalnie – jeszcze mocniej podzielić protestantów i katolików. Wielu protestantów w Niemczech, oraz liczni katolicy, było więc zaniepokojonych, kiedy Watykan w 2007 r., znowu jednostronnie, uznał Kościoły protestanckie za niebędące Kościołami w pełnym tego słowa znaczeniu. Deklaracja ta do pewnego stopnia mogła być zamierzona jako wyjaśnienie z perspektywy watykańskiej idei bpa Hubera o „ekumenizmie profili” w obrębie chrześcijaństwa. Deklaracja z 2007 r., powtarzająca w istocie nauczanie Dominus Iesus, mogłaby być częściowo widziana jako całkiem solidny i jednoznaczny akt odrzucenia idei, jakoby jeden „profil” chrześcijański mógł być równie ważny jak każdy inny. Jakby podkreślając ochłodzenie w stosunkach między niemieckimi katolikami i luteranami, bp Müller z Ratyzbony nawoływał luteran w kwietniu 2011 r., aby zdystansowali się w końcu od spojrzenia Marcina Lutra na papieża jako Antychrysta. Luteranie byli raczej zaskoczeni tym żądaniem, uważając pogląd Lutra za uwarunkowany epoką i nie biorąc go od dawna na poważnie. Nie rozumieli, czemu ta sprawa miałaby być w ogóle podnoszona w roku 2011. Wrażenie osłabienia zainteresowania porozumieniem katolicko-protestanckim zostało wzmocnione podczas papieskiej wizyty w Niemczech, we wrześniu 2011 r., kiedy to nie zapowiadało się na żadne dramatyczne „ustępstwo” w zakresie liturgii (np. współcelebrowanie Eucharystii przez luteranów i katolików), nawet jeśli niektórzy – szczególnie po stronie luterańskiej – na nie liczyli. Papież Benedykt oczywiście oddał honor teologicznemu wkładowi arcyreformatora Marcina Lutra w myśl chrześcijańską, szczególnie wkładowi poczynionemu przez egzystencjalną walkę Lutra z pytaniem o istnienie Boga. Papież postanowił nawet spotkać się z przywódcami luterańskimi, jeśli można tak powiedzieć – na ich terenie, w dawnym klasztorze Augustynów w Erfurcie, gdzie onegdaj Luter studiował teologię i został wyświęcony na księdza katolickiego. I rzeczywiście, ogólne przesłanie Benedykta o doniosłości zadania każdej tradycji chrześcijańskiej, polegającego raczej na wzmacnianiu własnego życia w wierze niż szukaniu zgody i jedności za pomocą quasi- -politycznych środków – negocjacji i kompromisów, mogło stanowić gest uznania względem wcześniejszego wezwania bpa Hubera do „ekumenizmu profili”. Mogło oczywiście równie dobrze być delikatnym przypomnieniem ze strony jednego byłego niemieckiego profesora teologii dla drugiego, że nieważne, ile profili chrześcijaństwo jest w stanie zrodzić, kwestia prawdy nie może być rozstrzygnięta przez jakikolwiek wynegocjowany przez chrześcijańskie instytucje kompromis. Tym samym Benedykt stwierdził podczas spotkania w Erfurcie, że „powinniśmy pomagać sobie wzajemnie rozwijać głębszą i bardziej żywą wiarę. To nie strategia zbawi nas i chrześcijaństwo, ale wiara – przemyślana i przeżywana na nowo; poprzez taką wiarę Chrystus wkracza w nasz świat, a z nim – Bóg żywy. Tak jak męczennicy ery nazistowskiej zbliżyli nas i doprowadzili do wielkiego ekumenicznego otwarcia, tak dzisiaj wiara przeżywana głęboko wśród zsekularyzowanego świata jest najpotężniejszą siłą ekumeniczną, która nas godzi i prowadzi do jedności w jednym Panu”. Jednak skoro jedynym następstwem słów papieża Benedykta było to, że wyłącznie posiadanie rzymskiego (Piotrowego) charyzmatu – lub używając sformułowania bpa Hubera: „profilu” – gwarantuje wiarygodność i swoistość prawdziwego Kościoła Chrystusowego, z pewnością jego słowa nie mogły brzmieć dla protestanckiego ucha jak niebiańska muzyka.

Z drugiej strony, w laudacji wygłoszonej w październiku 2011 r. z okazji wręczenia Nagrody Ekumenicznej Katolickiej Akademii Bawarii ówczesnemu luterańskiemu biskupowi Bawarii Jahannesowi Friedrichowi (który sprawował urząd w latach 1999–2011) za jego wkład w ekumenizm bp Müller starał się wskazać, że wiele z popularnych interpretacji Dominus Iesus było w rzeczywistości błędnych. Ponieważ zignorowały ważne różnice między technicznymi znaczeniami, w jakich „Kościół” jest rozumiany w pojęciu katolickim, tym samym przeoczyły, że dokument w zamierzeniu nie miał nigdy odmawiać prawdziwie chrześcijańskiej i eklezjalnej substancji wspólnotom protestanckim. Za wcześnie wyrokować, czy słowa te załagodziły wątpliwości po stronie protestantów.

Ujemny przyrost wiernych

Trudno jest jednakże oprzeć się wrażeniu, oczywiście jedynie w znaczeniu impresji, że ekumenizm niemiecki, tam gdzie odnosi się do katolików i protestantów, nieco się ociąga. Zapowiedzią nowych trendów może być wyłanianie się co najmniej od 1960 r. względnie nowej wysepki w niemieckim protestantyzmie, znanej jako „ewangelicy” (określenie najpewniej przyjęte po kontakcie z ewangelickimi chrześcijanami w USA). Jedną ze specyficznych poszlak, co ta zmiana może oznaczać, jest np. fakt, że w niektórych Kościołach luterańskich, które przesuwają się lub już poszły w stronę „ewangelicką” (kościół św. Marcina w Bremie byłby tu dobrym przykładem), kobietom nie wolno przebywać na terenie prezbiterium. Ten nowy „fundamentalizm”, z braku bardziej precyzyjnego terminu, wydaje się wskazywać na to, że niektórzy protestanci tęsknią za czymś, co w ich mniemaniu wyróżniałoby ich lub jasno i jednoznacznie identyfikowało ich chrześcijańskie świadectwo, szczególnie w rozumieniu porządku kościelnego (Kirchenordnung) i tradycyjnych wartości moralnych. I być może najlepiej rozumieć go jako reakcję na wyzwanie dotyczące niemal wszystkich Kościołów chrześcijańskich we współczesnym świecie: jak sprząc dziedzictwo teorii i praktyki chrześcijańskiej z wymaganiami myśli krytycznej, które nasilało się na Zachodzie od czasów oświecenia. Interesujący jest także – chociaż w świetle doświadczeń północnoamerykańskich mało zaskakujący – sposób, w jaki wpływ „ewangelicki” staje się odczuwalny w świecie niemieckiej polityki. A zatem Volker Kauder, przewodniczący zjednoczonej parlamentarnie partii CDU/CSU w Bundestagu, jest uważany za będącego bliżej skrzydła protestanckiego, nawet mimo, że sam nie życzyłby sobie być określanym jako „ewangelik”. Z drugiej strony, istnieje wiele punktów stycznych między katolikami a protestantami w kwestii aktualnego klimatu kulturalnego w Niemczech oraz pytania, jak na niego reagować. Jest to klimat, który odzwierciedla szeroko rozpowszechnione spostrzeżenie, że obecność chrześcijaństwa na Zachodzie zdaje się słabnąć. Liczba tych, którzy opuszczają Kościoły w Niemczech, wzrosła w ciągu ostatnich lat w porównaniu z ostatnimi dekadami. Tygodnik „Der Spiegel” podał w kwietniu 2011 r., że w roku 2010 liczba katolików porzucających Kościół w ciągu 12 miesięcy (około 180 tys., czyli niemal 40-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem wcześniejszym) może pierwszy raz w historii Republiki Federalnej Niemiec przekroczyć liczbę czyniących to protestantów. Kolejną nowością dla Kościoła katolickiego w Niemczech w 2010 r. było to, że liczba odchodzących od niego po raz pierwszy przewyższyła nawet liczbę chrztów. Każdy może myśleć o statystyce to, co uważa za stosowne, a i w przypadku przynależności do Kościoła w Niemczech kwestia podatku kościelnego stanowi istotny czynnik, o którym należy pamiętać, jako że tylko oficjalni członkowie muszą go płacić. Nadal jednak, nawet biorąc pod uwagę wpływ presji ekonomicznej, tendencja ogólna, jeżeli chodzi o członkostwo, jest malejąca. Znakiem czasów jest, że nie tylko katolicy – z inicjatywy watykańskiej – rozmawiają o „nowej ewangelizacji” zdechrystianizowanej Europy, ale i niemieccy luteranie często dziś o niej mówią. Wagi tej idei przydał bp Huber podczas swojej kadencji jako głowy Kościoła luterańskiego w Niemczech, kiedy zadeklarował, że „nowa ewangelizacja” Niemiec to jedno z najbardziej naglących zadań, przed którym stoi Kościół luterański. Niemcy, jak większa część zachodniej Europy, są teraz powszechnie uznawane za potrzebujące reewangelizacji. Dowodem na to nowe podejście zarówno we wspólnotach protestanckich, jak i w parafiach katolickich w ostatnich latach jest powiększenie oferty „kursów wiary”, w kontekście życia kościelnego, przeznaczonych dla każdego i dążenie do uczynienia chrześcijaństwa zarówno zrozumiałym, jak i na nowo atrakcyjnym dla tych, których drogi rozeszły się z drogami tradycyjnych Kościołów, lub tych, którzy nie mieli do tej pory głębszego z nimi kontaktu. Biorąc pod uwagę rosnącą niepewność co do obecności chrześcijaństwa w Niemczech i w zachodniej Europie ogólnie, obecne wrażenie braku wielkiego pośpiechu w sprawie ekumenizmu może wynikać ze świadomości, że problemy chrześcijaństwa wykraczają poza debaty wewnątrzkościelne. Chrześcijaństwo, w każdym razie chrześcijaństwo na Zachodzie, mogło rzeczywiście wejść w fazę przypominającą ostatnie wieki grecko-rzymskiego pogaństwa w świecie późno-antycznym, kiedy to w końcu Kościół zmiótł wszystko, co było przed nim, wchłaniając jednak znaczące aspekty spuścizny podbitych rywali. Różnica pomiędzy ówczesną i obecną sytuacją polega na tym, że współcześnie nie widać na horyzoncie żadnego nowego ruchu gotowego i dążącego do przejęcia pozycji chrześcijaństwa. Chyba że byłby to islam. Dla przykładu, w wywiadzie udzielonym w 2008 r. berlińskiemu czasopismu Cicero, bp Huber ostrzegał przed „islamizacją Europy” i skrytykował często pojawiające się na ustach tureckiego premiera Recepa Tayyip Erdogana określenie Unii Europejskiej jako „klubu chrześcijańskiego”. Poza dyskusją wydaje się pozostawać to, że zamierzchły spór i stare różnice kulturowe między katolikami i protestantami w Niemczech nie interesują już za bardzo ani społeczeństwa, ani polityków. Nawet tradycyjne przekonanie, że protestanckie regiony Niemiec miałyby być bardziej dynamiczne pod względem ekonomii niż te – rzekomo – po katolicku bujające w obłokach, nie pokrywa się z obecną ekonomiczną geografią Niemiec, gdzie najlepiej prosperujące części kraju, na południu, znajdują się głównie pod wpływem katolicyzmu (przynajmniej na papierze), natomiast mniej ekonomicznie atrakcyjne rejony północne i wschodnie są zdecydowanie protestanckie – lub w najgorszym razie były takie w przeszłości (znowu, na papierze). Wcześniejsze animozje, które przez wieki charakteryzowały relacje między katolickimi i protestanckimi częściami Niemiec, już nie istnieją, być może z wyjątkiem szczątkowego poczucia wyższości i samowystarczalności zauważalnego czasem w potocznym rozumieniu protestanckiego podejścia do życia, które przeciwstawia się katolickiej skłonności do przesądu i posłuszeństwa. W tych wypadkach termin „katolicki” słyszy się czasami jako niemal humorystyczny odpowiednik określenia „nieco naiwny”, ale nie w rozumieniu faktycznie obraźliwym. Bardziej żywotne, niestety, są nasilające się resentymenty względem muzułmanów żyjących w Niemczech, szczególnie tych pochodzenia tureckiego. Niedawne odkrycie tego, że przez wiele lat w Niemczech działała nierozpoznana komórka neonazistowska, która w latach 2000 i 2007 zamordowała 10 osób (większość pochodzenia tureckiego), wstrząsnęło całym społeczeństwem niemieckim. Biorąc pod uwagę kwestie życia i śmierci (jak powyższa), którym należy stawić czoła, być może nie jest zaskakujące, że ekumenizm wydaje się sprawą o niskim priorytecie dla Kościoła i przywódców politycznych, stojących przed bardziej naglącymi problemami, którym powinni poświęcić swoją energię.

Tłumaczyła Joanna Zdanowska

Tytuł oryginału: The current state of ecumenism in Germany. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst jest poprawioną wersją artykułu pierwotnie opublikowanego w „Doctrine and Life”, styczeń 2012, t. 62, nr 5, s. 9–18. Informacje o tym czasopiśmie i innych publikacjach dominikanów irlandzkich można znaleźć na stronie www.dominicanpublications.com

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter