70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czas dzienników

Druk odbiera dziennikowi jego dynamiczny, a zarazem niepowtarzalny w swej materialności sposób istnienia, zamieniając proces w wytwór, wieloletnią i wielowymiarową praktykę piśmienną w tekst.

Żyjemy w czasie dzienników. Wciąż zyskują one na znaczeniu, a dzieje się to jednocześnie na kilku poziomach. W ciągu ostatniego dziesięciolecia mieliśmy do czynienia z dynamicznym rozwojem dzienników internetowych, czyli blogów. I choć są one czymś innym niż ich papierowe odpowiedniki (inna jest tu sytuacja komunikacyjna, inny nośnik, inny porządek prowadzenia zapisów etc.), to ich oszałamiająca liczba (kilka milionów w Polsce, kilkaset milionów na całym świecie) oraz zróżnicowanie, jeśli chodzi o wiek, wykształcenie czy zawód blogera lub blogerki, ujawniają to, co w przypadku tradycyjnych dzienników pozostawało niewidoczne: powszechność tej praktyki.

Blogi dobrze pokazują, że dzienniki nie są tylko domeną literatury i literatów. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że to właśnie dzięki internetowi ci, którzy do tej pory milczeli, zaczęli pisać i upubliczniać swoje zapisy. Niewątpliwie komputer podłączony do internetu umożliwił natychmiastowe “publikowanie” tekstów, czego nie dawały pióro i zeszyt. Jednak sama praktyka nie tylko istniała od dawna, ale też obejmowała bardzo różne grupy społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że w naukach historycznych i społecznych dzienniki są coraz chętniej wykorzystywane jako źródło wiedzy o życiu codziennym badanego okresu. Jednocześnie wzrasta zainteresowanie nimi już nie tylko jako źródłem wiedzy z dziedziny historii, socjologii czy psychologii, ale także jako specyficzną odmianą praktyki pisarskiej.

O popularności dzienników świadczy także zwiększająca się liczba ich drukowanych edycji. Właśnie ukazuje się długo oczekiwany Tajny dziennik Mirona Białoszewskiego. Zakończyła się edycja dzienników Jarosława Iwaszkiewicza. Trwa edycja kolejnych tomów dzienników Sławomira Mrożka, Jana Józefa Szczepańskiego, Jerzego Zawieyskiego. Niedawno ukazały się także np. Dzienniki 1954-1957 Jana Józefa Lipskiego, Dziennik Jana Błońskiego, Dzienniki z lat osiemdziesiątych Teodora Parnickiego, a z pisarzy wcześniejszych generacji mające postać codziennych zapisów Dnie Elizy Orzeszkowej czy Dziennik nieciągły Władysława Stanisława Reymonta. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko wierzchołek góry lodowej, którą u jej podstawy stanowią tysiące dzienników prowadzonych przez najróżniejsze osoby niebędące pisarzami. Najczęściej prowadzą je bowiem ludzie młodzi (któż z nas nie pisał kiedyś dziennika…?), raczej kobiety niż mężczyźni. Pisarze zaś stanowią wśród diarystów znikomą mniejszość. Drukiem natomiast wydaje się przede wszystkim osobiste zapiski osób dorosłych, raczej mężczyzn niż kobiet, i w głównej mierze pisarzy. Dzienniki jednak nie są po prostu jeszcze jednym gatunkiem literackim, nawet jeśli mogą niekiedy nabierać cech literackich.

Kłopoty z materią

Czym więc są dzienniki, jeśli nie literaturą? Stanowią one rodzaj codziennej praktyki piśmiennej o wielorakich funkcjach oraz bardzo specyficznej stronie materialnej. Drukowane edycje zwykle nie oddają ani ich pierwotnej materialności, ani oryginalnego wyglądu, mających istotne znaczenie dla ich rozumienia. Warto wiedzieć, czy dziennik był prowadzony w zeszytach, brulionach, kołonotatnikach, notesach czy kalendarzach; czy diarysta tylko w nim pisał, czy też zapełniał rysunkami (Nałkowska, Dąbrowska), a może również wkładał lub wklejał do niego jakieś inne elementy, np. wycinki prasowe, zdjęcia, listy (Dąbrowska). Warto także wiedzieć, jak wygląda kształt pisma w pierwotnym dzienniku (może on na przykład świadczyć o stanie zdrowia diarysty, jak w przypadku Dąbrowskiej), czy istnieją w oryginale jakieś ślady jego użytkowania czy przechowywania – zarówno zniszczeń dokonanych przez czas i specyficzne warunki jego prowadzenia (co dotyczy np. dzienników wojennych), jak i zmian dokonanych przez samego diarystę (zniszczenie fragmentów, wyrwane strony, skreślenia i zamazania). Warto wreszcie wiedzieć, czy diarysta przepisywał swój dziennik i czy wydrukowany tekst, z którym obcujemy, pochodzi z wersji pierwotnej czy przepisanej.

Dlatego może dziwić, że wydawcy wielu współczesnych dzienników przywiązują do ich materialności tak niewielkie znaczenie, nie informując o niej w ogóle lub czyniąc to bardzo zdawkowo (np. z noty wydawniczej do I tomu Dziennika Szczepańskiego dowiadujemy się tylko, że jego rękopis znajduje się w posiadaniu syna pisarza; w I tomie Dziennika Mrożka nie ma już żadnej noty, a interesujących nas informacji możemy się doszukać na stronie redakcyjnej, skąd dowiadujemy się tylko, że tekst publikowany został spisany z rękopisu i maszynopisu). Mamy także przykłady pozytywne. W zakończonej kilka lat temu 6-tomowej edycji dzienników Zofii Nałkowskiej ich edytorka Hanna Kirchner bardzo dokładnie opisała ich materialność i zmiany dokonywane przez diarystkę. Podobnie w niedawnym 13-tomowym wydaniu dzienników Marii Dąbrowskiej, przygotowanym przez Tadeusza Drewnowskiego, zaznaczono wyraźnie, czy tekst pochodzi z wersji rękopiśmiennej, czy z wersji przepisanej przez autorkę na maszynie. Oba wydania diariuszy pisarek zilustrowano również zdjęciami stron z oryginalnych zeszytów.

Jak ważne znaczenie może mieć pierwotna materialność dziennika, przekonuje wspaniałe albumowe wydanie Wybranych stron ze zdjęciami z blisko trzystu kajetów diariusza Józefa Czapskiego (przygotowane przez Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską). Obok zapisów słownych zwierają one tak wiele szkiców i rysunków, wklejonych wycinków prasowych, listów czy fotografii, że tworzą niepowtarzalną, słowno-obrazową, zróżnicowaną materialnie całość. Przeniesione do formy tekstu drukowanego, stają się już czymś zupełnie innym. Skądinąd takie przeniesienie niektórych “wyrwanych stron” z dziennika zostało zaplanowane przez samego Czapskiego, co odtworzono teraz pieczołowicie w ich nowym wydaniu opublikowanym przez “Zeszyty Literackie”.

Przyjaciel, księgowy, świadek

“Nie piszę dziennika, kiedy jestem szczęśliwy…” – to zdanie Stendhala podziela zapewne większość diarystów. Dzienniki są zwykle pisane w stanach zniechęcenia, załamania, przygnębienia, niespełnienia, choroby czy po prostu samotności. Już samo zapisanie tych stanów, a więc ich piśmienna eksterioryzacja i obiektywizacja, pozwala nad nimi do pewnego stopnia zapanować lub je przezwyciężyć, stanowiąc swoistego rodzaju autoterapię. Dla osoby samotnej, cierpiącej dziennik pełni funkcję powiernika, a czasami spowiednika i psychoanalityka. Objawia się to często jego personifikacją, przejawiającą się w zwrotach: “drogi dzienniczku”, “drogi pamiętniczku” czy “drogi zeszycie”, a dzisiaj również “drogi ekranie”. Takie uosabianie dziennika pojawia się przy tym nie tylko w osławionych “dziennikach pensjonarek”, które zresztą są zwykle o wiele ciekawsze, niż się uważa, ale także w dziennikach pisarzy. Młody Stefan Żeromski w latach 80. XIX w., wtedy nieszczęśliwie zakochany uczeń prowincjonalnego gimnazjum w Kielcach, do kolejnego kupionego zeszytu przeznaczonego na dziennik zwraca się jak do “nowego przyjaciela”, któremu chce się “od razu opowiedzieć (…) wszystko, bo palą (…) wspomnienia, nurtują w piersiach, płaczą”. Przeszło pół wieku później stary Jan Lechoń, niemogący odnaleźć swego miejsca pomiędzy ulicami nowojorskiego Manhattanu, będzie pisał w sierpniu 1950 r. o swoim prowadzonym z wyjątkową regularnością dzienniku jako o kimś, kto jest jak: “wierny towarzysz, niemal przyjaciel, o którym myślę z czułością niemal, wracając co dzień do domu, że on mnie czeka, że nie będę sam, że mam z kim pogadać – bez przymusu, o wszystkim, ważnym i nieważnym”. Czasami jednak “złych stanów” diarystom nie udaje się obłaskawić, a dziennik kończy się samobójstwem jego autora, tak jak to się stało właśnie w przypadku Jana Lechonia czy Virginii Woolf, Sylvii Plath, Cesarego Pavese.
Dzienniki pozwalają także na rozpoznawanie i analizowanie własnych zachowań, uczuć, stanów wewnętrznych, przyczyniając się do dynamicznego kształtowania tożsamości diarysty, choć może to spowodować również konsekwencje odwrotne do zamierzonych. Hénri Fréderic Amiel, jeden z najsłynniejszych diarystów świata, który w 34 lata, między 1847 a 1881 zapełnił 178 zeszytów (koło 17 tys. stronic), napisał: “Promieniowanie z zewnątrz przysparza nam zdrowia; nazbyt ciągła i n t e r i o r y z a c j a prowadzi nas do nicości. (…) Przekreśliłem się przez analizę”. Obok autoanalizy dzienniki mogą stawać się rodzajem rachunku sumienia (np. Dzienniczek s. Faustyny), a także przybierać postać medytacji religijnej czy modlitwy (np. dzienniki Karola Ludwika Konińskiego, Jerzego Zawiejskiego czy Anny Kamieńskiej). Wreszcie dzienniki stanowią także rodzaj autodyscypliny i narzędzia myślenia, o czym przekonują np. Pamiętnik Stanisława Brzozowskiego i Kłopot z myśleniem Henryka Elzenberga. Pierwszy z nich zapisał: “Starać się, aby ani jeden dzień nie przechodził bez wzniesienia się myślą do zasadniczych celów”.

Dzienniki to także buchalteria. Często spotykamy w nich nie tylko obliczenia finansowe (np. u Żeromskiego czy Reymonta), ale także wszelkiego typu liczenia, rachowania, podliczania, bilansowania, zestawiania w tabele. W przypadku dzienników pisarzy dotyczy to często przeczytanych książek (np. u Nałkowskiej czy Trzebińskiego). Niezwykłym przykładem użycia metody księgowej do zapisywania zdarzeń z życia jest niepublikowany dziennik mieszkanki Krakowa Janiny Turek, która stworzyła własny system zapisywania i numerowania kolejnych zdarzeń z życia. W ciągu 57 lat (1943–2000) dokonała 333 317 wpisów podzielonych na 32 kategorie (np. śniadania, obiady, kolacje, prezenty otrzymane, prezenty dane, spotkania przypadkowe, spotkania umawiane, lektury, wycieczki, spacery etc.). Użyła do tego w sumie… 742 zeszytów.

Dzienniki niewątpliwie są również, a może nawet przede wszystkim, narzędziem pamięci – zarówno krótkotrwałej, jak i długotrwałej (indywidualnej i społecznej). Pierwsza z nich, potrzebna w codziennych działaniach, upodabnia diariusz do agendy czy notatnika (zresztą to właśnie podręczne kalendarze służą często do prowadzenia zapisków). Druga nadaje mu postać pamiętnika (stąd często te dwa określenia są traktowane wymiennie) czy świadectwa. Zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych, takich jak wojna czy zagłada, prowadzenie zapisków, obok niewątpliwej funkcji autoterapeutycznej, a także chęci pozostawienia po sobie śladu w sytuacji, kiedy maleje szansa na przetrwanie, zyskuje również rangę świadectwa wydarzeń i przeżyć mających znaczenie ponadjednostkowe, które mogą stać się istotnym składnikiem pamięci zbiorowej.

Z kolei codzienne zapisy dokonywane przez pisarzy przybierają często postać kroniki pracy twórczej. Nieraz stają się także rodzajem warsztatu, laboratorium czy archiwum twórczego, w którym gromadzi się pomysły, szkice, notatki do przyszłych dzieł lub ich pierwsze wersje. Zwykle zapisy tego rodzaju pojawiają się pośród innych uwag (np. u Żeromskiego, Nałkowskiej czy Dąbrowskiej), choć zdarzają się również diariusze w całości poświęcone powstającemu utworowi, tak jak Dziennik Fałszerzy André Gide’a nazwany przez niego samego “zeszytem ćwiczeń i studiów”.

Dzienniki pisarzy

Dzienniki – jak pisał Czapski – pozwalają na “widzenie najbardziej generalnych zagadnień, w przełamaniu przez s w ó j intymny świat wewnętrzny”. Rzeczywistość, doświadczenie i pamięć – te trzy kategorie, które nieustannie powracają w diariuszach polskich pisarzy, świadczą nie tylko o ich oryginalności, ale pośrednio wskazują także na specyfikę polskiej literatury nowoczesnej w ogóle. Z tego punktu widzenia polski wiek XX można bez przesady nazwać stuleciem dzienników.
Dzienniki polskich pisarzy w XX w. mają swoją historię związaną z napięciem między tym, co w nich literackie i nieliterackie. Zeszytowy dziennik, prowadzony przez młodego Żeromskiego jeszcze pod koniec XIX w. (1882–1891), w którym zapisuje on swoje miłosne podboje, szkolne udręki i uniesienia towarzyszące pierwszym powstającym utworom literackim, zostaje przez niego porzucony, gdy późniejszy autor Ludzi bezdomnych i Przedwiośnia na dobre staje się pisarzem. Końcowe partie diariusza są pisane stylem coraz bardziej literackim, a część z nich zostanie przez pisarza wykorzystana w powstających niedługo potem opowiadaniach.

Nałkowska i Dąbrowska prowadzą swoje dzienniki już przez całe dorosłe życie, obok innych aktywności pisarskich (pierwsza od 1896 do 1954, druga w okresie 1914-1965), używając do tego, podobnie jak Żeromski, zeszytów, notesów, brulionów. Obie z czasem przywiązują coraz większe znaczenie do swoich zapisków, publikując ich fragmenty za życia i widząc w nich istotną część swej spuścizny pisarskiej. Obie również odczytują po latach swoje dzienniki, dokonując w nich uzupełnień i poprawek. Dąbrowska decyduje się zarazem przepisywać na maszynie swój diariusz, nadając mu inną, bardziej literacką postać, niewątpliwe z myślą o przyszłym czytelniku (przepisze ostatecznie niemal 1600 stron). Równocześnie w oryginalnych, rękopiśmiennych zapiskach dokonuje wielu skreśleń i zamazań, tak że ostatecznie pozostaną po niej dwie olbrzymie wersje dziennika, które – dziś już to widzimy – zastępują w jej twórczości do pewnego stopnia miejsce nieukończonej po wojnie powieści. Podwójna materialność tego diariusza jest zarazem świadectwem jednego z najważniejszych procesów zachodzących w literaturze polskiej XX w. – jej personalizacji i osadzenia w codziennych doświadczeniach pisarza. Przepisywanie siebie staje się tu formułą tworzenia literatury.

Inaczej jest z Dziennikami Witolda Gombrowicza (1953–1969) i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (1971–2000). Tu w obu przypadkach nie mamy już do czynienia z pisaniem w zeszytach. Gombrowicz i Herling redagują swoje dzienniki bezpośrednio do druku, którego miejscem będzie w obu przypadkach paryska “Kultura”. Przygotowują również ich książkowe edycje. Ich dzienniki były pisane na luźnych kartkach, a następnie od razu na maszynie (tak jak inne utwory literackie), co na bieżąco umożliwiało ich wielokrotne przepisywanie i poprawianie. Literacki sposób powstawania tych dzienników nie odbiera im jednak osobistego, spersonalizowanego charakteru. To, co literackie i osobiste, uzyskuje w nich swój oryginalny, niepowtarzalny splot. Gombrowicz traktuje swój dziennik jako formę obecności wobec czytelników. Herling, włączając z czasem do diariusza także swoje opowiadania i eseje, czyni z niego ramy całego pisarstwa. W tym przypadku dziennik staje się formułą twórczości.

Gatunek na wymarciu?

Czy czas dzienników zmierza powoli ku końcowi? Z pewnością zmienia się ich charakter. Wydaje się, że dzienniki rękopiśmienne, pisane w zeszytach czy kalendarzykach, będą stopniowo zanikać. Z czasem przeniosą się niemal zupełnie do komputerów, tracąc – niestety! – swą niepowtarzalną materialność. Część z nich, w postaci blogów, będzie wciąż dostępna w internecie, choć pod wpływem komunikatorów i portali społecznościowych również one będą zmieniać swój charakter. Równocześnie przez długi czas będzie się jeszcze wydawać ważne dzienniki spoczywające wciąż w dużej liczbie w archiwach, mimo że nasza historia ostatnich dwu stuleci nie sprzyjała ich zachowywaniu.

Wreszcie internet spowoduje być może rewolucję w upowszechnianiu również dawniejszych diariuszy. Choć bowiem nie sposób sobie wyobrazić drukowanej edycji 270 kajetów Czapskiego, to już edycję internetową jak najbardziej. Podobnie, dzienniki Dąbrowskiej odsłaniają całość swego skomplikowania dopiero wtedy, gdy można porównać pełną ich wersję zeszytową i maszynopisową. Takie zestawienie, bardzo trudne do realizacji w tomach drukowanych, choćby ze względu na rozmiary tego diariusza, byłoby – jak sądzę – możliwe w edycji internetowej. Również dopiero internetowa edycja Tajnego dziennika Białoszewskiego pozwoliłaby na zestawienie jego trzech sposobów istnienia: nagrań dokonanych przez diarystę na magnetofon (jeśli się zachowały), wersji maszynopisowej z poprawkami i dopiskami oraz rękopiśmiennych zapisów w zeszytach. Tymczasem cieszmy się z drukowanego wydania, pamiętając jednak, że druk odbiera dziennikowi jego dynamiczny, a zarazem niepowtarzalny w swej materialności sposób istnienia, zamieniając proces w wytwór, wieloletnią i wielowymiarową praktykę piśmienną w tekst. Miejmy nadzieję, że dzięki internetowi będzie można ten utracony wymiar dzienników do pewnego stopnia przywrócić. Czas dzienników ma więc przyszłość.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata