70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Harmonia mundi

Co stanowi istotę teatru? Nie jest naturalnie łatwo odpowiedzieć na to pytanie… Być może chodzi tu głównie o ukazanie nam – niekoniecznie w sensie naocznym, ale również na przykład audytywnym – pewnej, w specjalny sposób wyodrębnionej i w szczególny sposób stającej się, kreowanej lub rekreowanej – rzeczywistości? Różnorakie może być tworzywo teatru, tak jak różna może być jego forma.

Bach

Bach – prócz tego, że jest na pewno największym twórcą muzycznym w historii naszej kultury, twórcą, który może pojawić się w cyklu historii tylko raz – jest dla mnie najbardziej metafizycznym kompozytorem wszystkich czasów.

Takie sformułowanie budzić może pewną, zrozumiałą zresztą nieufność i kojarzyć się z ową literacką „filozofią” muzyki, jaką uprawiano zwłaszcza w XIX wieku. Dla mnie jednak metafizyczność jest chyba najlepszym kluczem do zrozumienia wielkości Bacha i do wyjaśnienia – o ile to jest możliwe – istoty jego sztuki.

Otóż w samym rdzeniu twórczości Bacha tkwi pewna niezmiernie ważna idea i koncepcja formy muzycznej; pewien prawzór, pewna prazasada kształtowania muzyki, wywodząca się jeszcze z polifonii średniowiecza. Wcielenia i metamorfozy tej idei śledzić możemy najlepiej w utworach polifonicznych Bacha, w jego muzyce organowej i klawesynowej; a niejako spełnieniem ideału jest tu ostatnie dzieło Kunst der Fuge.

Owa koncepcja i idea formy wynika – jeżeli to można tak określić – z wizji świata, opartej na niewzruszonej wierze w „harmonię wprzód ustawioną”. Jest w tej wizji pewne wyobrażenie kulistości jako symbolu pełni i najwyższej doskonałości, jest również głębokie poczucie nieskończoności i wieczności. Ta wizja jest w swej istocie metafizyczna i jeżeli byśmy chcieli szukać analogii, a także może pewnych źródeł filozoficznych, to powiemy, że Bachowskie wyobrażenie świata wyrasta jakby z naczelnych założeń systemów dwóch przede wszystkich filozofów: Spinozy i Leibniza.

Ze Spinozy „przejął” jakby Bach głębokie poczucie nieskończoności i „monizm” – wszak centralna forma muzyczna u Bacha – fuga – jest najczystszą realizacją zasady monizmu na gruncie muzyki; z Leibniza – „harmonię z góry ustawioną”. To jest najbardziej zasadniczy aspekt metafizyczności Bacha. A są przecież i inne aspekty. Wszak w swym oddziaływaniu muzyka ta raz po raz odsyła nas do tego, co wieczne, idealne, tego, co w swej istocie niedocieczone, niewypowiedziane – czyli budzi w nas uczucia metafizyczne. Wszak muzyka ta jest wprost przesiąknięta – nie dla wszystkich dziś już niestety czytelną – symboliką religijną!

„Znak” 1969, nr 181–182

 

Muzyka dawna

Największą trudność odczytywania i rekonstruowania historii muzyki w aspekcie jej ekspresywności nastręcza niemożność powrotu. Możemy domniemywać wrażliwość i czułość na muzykę sprzed wieków, możemy tę wrażliwość sobie wyobrażać, nie potrafimy wszakże całkowicie się w nią wczuć. Ten sposób wczuwania się w historię jest dla nas jedynie idealnym postulatem i pobożnym życzeniem.

Pozostaje nam więc z dawnych obszarów historii muzyka sama, dana do słuchania i bezpośredniego przeżywania.

„Znak” 1994, nr 466

Monteverdi

Intuicja i doświadczenie – te dwa pojęcia określają nam najogólniej metodę twórczą Monteverdiego. Intuicja w swej genialności uniwersalna – to jest obejmująca wszystkie elementy kreowanej muzyki; i doświadczenie pojęte jak najszerzej. To jeszcze brzmi zbyt ogólnikowo i samo pojęcie „doświadczenia” domaga się bliższej precyzji. Zawiera ono tutaj w sobie jakby odcień „odkrycia”, „inicjacji”, „wypróbowania”, „eksperymentu” i jakiegoś szczególnego napięcia twórczego. Pojęcie doświadczenia, w odniesieniu do Monteverdiego, mieni się tedy różnymi odcieniami znaczeń, ma swoją szczególną jakąś wagę.

Co stanowi istotę teatru? Nie jest naturalnie łatwo odpowiedzieć na to pytanie… Być może chodzi tu głównie o ukazanie nam – niekoniecznie w sensie naocznym, ale również na przykład audytywnym – pewnej, w specjalny sposób wyodrębnionej i w szczególny sposób stającej się, kreowanej lub rekreowanej – rzeczywistości? Różnorakie może być tworzywo teatru, tak jak różna może być jego  forma.

Monteverdi uczynił muzykę sui generis tworzywem teatralnym, nie umniejszając przez to jej muzycznej „godności” i wagi, przeciwnie – jeszcze tę wagę podnosząc. Jego teatr – niezależnie od różnych fabuł, treści, akcji – realizuje się muzyką i poprzez muzykę. Wszystkie jego dojrzałe utwory to jakby wspaniałe spektakle teatralne z ową dynamiką rozwoju, plastyką i wyrazistością, quasi-naocznością charakterystyczną właśnie dla formy par exellence teatralnej.

„Znak” 1968, nr 166

Muzyka i mistyka

W kwestii związków między mistyką a sztuką istnieją, jak się zdaje, dwa z gruntu różne poglądy, wynikające z dwóch wykluczających się wzajem intuicji. Pogląd pierwszy. Sztuka nie ma nic wspólnego z mistyką; są to radykalnie różne sfery ludzkiej duchowości. Wszelkie związki między nimi są pozorne; a zajmowanie się nimi jako czymś ewidentnym prowadzi do grubych nieporozumień i fałszów. Pogląd drugi. Sztuka i mistyka to sfery bardzo bliskie, stale skłaniające się ku sobie, wchodzące w liczne związki, przenikające się.

Ja oczywiście wyznaję drugi pogląd. Tropienie związków między mistyką a sztuką należy do najbardziej frapujących zajęć hermeneutycznie nastrojonego humanisty; pod warunkiem że jest on odpowiednio czuły na swoistość, istotową odrębność obu dziedzin. Mistyka sztukę nobilituje, przydaje jej waloru wyższej duchowości; pytanie o sens sztuki zyskuje odpowiedź bardziej ważką i definitywną. Z kolei sztuka przybliża mistykę ludzkiej wrażliwości poprzez ekspresję artystyczną; upowszechnia ją – w najszlachetniejszym sensie. Bliskie więc są sobie to sfery.

„Znak” 1994, nr 475

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter